MIRABELKI w słoiki.

Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie czuję jesień – pomimo teoretycznej „ładnej pogody”. W ogrodzie liście czerwienieją na potęgę w coraz większych ilościach, nie mówiąc już o tych, które pospadały masowo na ziemię…Kwitną co prawda jeszcze lilie późno zasadzone, ale ja już widzę po prostu – idzie jesienna panna jak nic. Nawet powietrze ostrzejsze jest w smaku – takie „z pazurem” zapowiadającym przyszłe chłody….Tylko grzybów jakoś ani widu, ani słychu…a zawsze o tej porze już były i to w zorganizowanych grupach:) Wyciągnęłam cieplejsze swetry…. tak na wszelki wypadek:), Leo zaś kupiliśmy kaloszki:) A że padało ostatnio ciurkiem – przydały się jak znalazł….Swoją drogą śmiesznie tak… mały człowiek…w tych kaloszkach…ot, taki mini facecik niezdarnie poruszający się wśród rabatek:) albo odpoczywający po ogrodowym tournée:):) W trakcie tournée zrobiliśmy bowiem moc roboty – porządki nielubiane w rabatach ( czytaj chwastom dziękujemy) no i ścięliśmy ostatnie zioła na suszki. Pachnie więc nam teraz w domu suszącą się mięta i melisą. A mini facecik ma jeszcze to do siebie, że zasypia w sekundę znienacka – bawi się, bawi…a potem PSTRYK i śpi na podłodze wśród zabawek….:) Oj rozczulił mnie ten widok:) Kocykiem nakryłam…i tak patrzyłam i patrzyłam na synka uświadamiając sobie, że dzień za dniem potęguje moją matczyną miłość…….Mięknę najzwyczajniej w świecie, mięknę w oczach :):)

IMG_0250
***
Zbaczając z tkliwych rodzicielskich ścieżek  – żeby nie mieć tez dżemików „od ręki” prościutko z półek sklepowych:) porobiłam w tym roku własne – stoją w spiżarce niczym mała armia, dumnie wypinając swoje szklano słoikowe piersi – już one zimą pokażą, co to jest SIŁA domowego dżemu, już one pokażą:):):) Mirabelki czekają jeszcze na przerób, ale jakoś tak chce mi się zaszaleć i odskoczyć od tradycyjnego smaku dżemu mirabelkowego, więc w tym roku będzie z imbirem, chili, skórką pomarańczową kandyzowaną i cynamonem…OOOOO – taki sobie wymyśliłam mirabelkowy szał ciał. No i oczywiście „się robią” naleweczki. Sosnówka już zrobiona, przerabia się jeszcze wiśniowa i orzechówka, no i zalałam płatki róży – już drugi słój:) Nalewka z płatków róż jest obrzydliwie babska – pachnie romantyzmem i smakuje zakazaną miłością:). Taki napitek powinno sie spożywać bez pośpiechu, wspólnie, na zlocie najbliższych czarownic przyjaciółek:):) Trunek to magiczny, bo rozwiązuje języki i wprowadza nastrój magiczny:) Nie muszę chyba pisać, że takowe zloty babskie już przewiduję, choć nalewka jeszcze nie gotowa. :)

konfitara-z-mirabelek
***
Ostatnimi dniami dotarło wreszcie do mnie – dosadnie dotarło – że pomimo mego wewnętrznego wygarniania sobie, a to że sie nie wyrabiam, że za mało zrobiłam twórczo; że może jeszcze dałoby rade to i to, a z remontem domu to może mogłabym zrobić jeszcze to i siamto. A tak naprawdę robie bardzo, ale to bardzo dużo. A uświadomiło mi to kilka babek, które mnie ostatnio odwiedziły – i potrząsnęły mną DIABELNIE MOCNO. Mało tego – potrafiły, wskazując odważnie, bo krytycznie, siebie same jako przykłady nic nierobienia- pokazać mi jak ciężko pracuję i ile tak naprawdę od początku roku zrobiłam: dla domu, dla Leo, dla siebie, dla naszej rodziny. Zdecydowanie nie jestem typem zahukanej myszki nie widzącej własnych plusów…ale jednak……Czasami po prostu potrzeba obcego spojrzenia z boku i szturchnięcia wyraźnego- żeby siebie samego pogłaskać, pochwalić i dać buziaka w czółko.
Chciałabym więc Wam, moje przemiłe, inspirujące, szalone, pracowite, mądre, zdolne, utalentowane, skromne, interesujące, magiczne, jedyne w swoim rodzaju twórcze BLOGERKI, podziękować – za natchnienie które mi dajecie powielokroć, za śmiech szczery, który niesie sie po moim domu nie raz i nie dwa kiedy Was czytam, za to, że każda z Was jest tak bardzo INNA i tak wiele mogę z niej czerpać:):):)
Oto moje szturchnięcie dla WAS:) Tak na dobranoc.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

17 komentarzy

  • comment-avatar
    Alpio 8 września 2009 (19:57)

    Cudnie, aż brak słów…

  • comment-avatar
    ushii 23 sierpnia 2009 (19:20)

    lampki wyglądają uroczo, ale facecik bije je na głowę w rankingu uroku :)
    pozdrawiam

  • comment-avatar
    blog niedzielny 23 sierpnia 2009 (15:07)

    pięknie pokazałas tę wiejską sielankę

  • comment-avatar
    MariaPar 21 sierpnia 2009 (11:45)

    Stworzyłaś w swoim domu niepowtarzalny klimat. Tak ciepło i przytulnie. Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    violcio11 21 sierpnia 2009 (08:40)

    Piekny wpis. Bije od niego konczacym sie latem. Twoje zdjecia oddaja ciepla atmosfere domu. Najbardziej zauroczyl mnie Twoja maly facecik. Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Laura 20 sierpnia 2009 (09:15)

    Nie przyjmuję podziękowań osobiście,bo ja tu zawsze zaglądam i siedzę upojona ciepłem Twojego domu i Twojej osoby ;). Wampirzę sobie ,natycham się po uszy,a potem mi prawie dobrze. Zaczarowany świat stworzyłaś jak dla mnie i modlę się tylko,żeby Ci blogowanie nie przeszło. I…też nie lubię górnego światła ;)
    Leoś jest tak słodki,że można się pomylić i Jego do słoików wpakować zamiast mirabelek :P

  • comment-avatar
    joanna 20 sierpnia 2009 (08:59)

    Jestem pod wrażeniem – cuuuudowne fotki – ciepłe, z nutka nostalgii :))
    Jak Leoś szybko rośnie – już masz pomocnika!

    Twój poprzedni post był fantastyczny – jesli może Cię to pocieszyć, mój odpoczynek podobnie wyglada ;)) I obiecuję sobie – żadnych schodów w kolejnym mieszkaniu/domu…

    Świetny pomysł z MALUSZKOWNIĄ :))

    Ściskam serdecznie!

  • comment-avatar
    Anonimowy 20 sierpnia 2009 (07:44)

    Asiu – piszę się na nasiadówkę z nalewką:)Ależ Leoś rośnie!!!! Lampki bardzo ładne, eleganckie. Karina.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 20 sierpnia 2009 (07:26)

    Babeczki moje drogie – za słowa głaszczące dziękuję:), a przepis na nalewkę najprostszy z możliwych -MIX płatków róż – duzo tego wyjdzie – ( najlepiej aby były płatki z dzikiej róży połączone z płatkami róż ogrodowych, ale silnie pachnących – np róż Maisner) zalewamy Wódką – bezzapachową i dobrą. No i cukier – ilość zależna od tego czy lubimy słodkie likierowe napitki czy lekko słodkie. Niech postoi tak z miesiąc – a po zlaniu (przez gazę złożoną na 4) można wkropić kilka dosłownie kropelek cytryny i – tak, aby nie zabić posmaku i zapachu różanego a jednocześnie złamać słodycz. I GOTOWE:)Prawda, że proste?

  • comment-avatar
    asiorek 20 sierpnia 2009 (07:10)

    mnie też wszystko urzeka:) ale najbardziej ta nalewka z płatków róż:P i tu podlizuje sie o przepis:P
    ymmm…konfitura różana jest miodzio:P
    a nalewka pewnie bardziej:P
    muszę jakąś wymodzić na jesienne dni:)tfuuuuuu..aż sie oplułam-miało być wieczory:)
    Leoś słodki jak każdy maluch-ja też wpatruję się w mojego jak śpi:)
    przepiękny widok:)

    pozdrawiam i chwili odpoczynku życzę:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 20 sierpnia 2009 (07:08)

    Jak to, Ty masz do siebie żal, że jeszcze czegoś nie zrobiłaś:):)???????? Nie żartuj sobie po prostu. Zdjęcia śliczne,Leo w kaloszach – boski:), lampki urocze. Zazdroszczę Ci nosa do wynajdywania takich cudek. buziaki, Magda.

  • comment-avatar
    Karmeleiro 20 sierpnia 2009 (07:06)

    Ja tez już jesien czuje w kosciach- ale to czas pieknych kolorow. Masz niesamowity klimat w swoim domu, podstawki do lamp – swietne! No i mieta… w sam raz na herbate mietowa z miodem. Pozdrowienia dla maluszka!

  • comment-avatar
    Violetka 20 sierpnia 2009 (06:33)

    Oj jak prześlicznie!!! Aż dech mi zapiera, kiedy patrzę na Twoje zdjęcia! ślicznie wszystko urzadziłaś :)
    Co do kaloszy, to ja też uwielbiam patrzeć na moją Mimi, która tak jeszcze nieporadnie w nich biega hihi
    a jesień…wczoraj na wieczornym spacerze też już ją poczłam gdzieś niedaleko…

  • comment-avatar
    folkmyself 20 sierpnia 2009 (05:48)

    Mirabelki proponuję też częsciowo na nalewkę przetworzyć, moja nabrała smaku dopiero po 2 latach ale smak ten wart jest miliony!
    Taką z płatków róż zrobię w przyszłym roku, nostalgicznie brzmi jej opis i kusi bardzo.
    A jesien? Chlodne poranki, wirujące złote liście i scielace się wieczorem mgły…

  • comment-avatar
    paula_71 19 sierpnia 2009 (21:20)

    Czekałam i się doczekałam kolejnych zdjęć z Twojego prześlicznego domku.Mogłabym patrzeć i patrzeć.
    Lampki są wprost cudowne,nie zdradziłabyś,gdzie nabyłaś podstawy?

    Leoś jest uroczy.Nie dziwię się,że mogłabyś patrzeć na niego godzinami jak słodko śpi.Mam to samo,czasami nie mogę oderwać wzroku od Lenki,aż w końcu pranie czy odkurzacz mnie wzywają i sprowadzają na ziemię ;)

    Ściskam serdecznie!

  • comment-avatar
    Magoda 19 sierpnia 2009 (21:04)

    Ciepłem i miłością. Tym obdarzasz swój dom, bliskich i nas – podglądaczy.
    Pozdrawiam najserdeczniej Asiu!

  • comment-avatar
    Elle 19 sierpnia 2009 (20:57)

    Nie mogę się napatrzyć na te cuda na Twojej komodzie i parapecie! Taki sielski widok!
    Lampy piękne :)
    Słodko wygląda Twój mały facecik w tych kaloszkach brykający po rajskim ogrodzie :)
    Serdecznie pozdrawiam :)

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.