PRACA fotografa.

Każdy człowiek widzi świat tak samo, ale „tłumaczy” go sobie na swój i tylko swój sposób. To, co dla jednego będzie piękne – dla drugiego przeciętne. To co dla jednego oburzające – dla innego artystyczne, to co dla kogoś wzruszające – dla stojącego obok kiczowate. I tak dalej…Dostałam niedawno maila od czytelniczki, która mogłaby być moją mamą, a sama jest już babcią. Ot, mail o jej obserwacjach jak młodsi ludzie teraz żyją, jakie mają oczekiwania i roszczenia –  niezrozumiałe dla starszego pokolenia. I treść tego listu skłoniła mnie do –  raz, zatrzymania się nad sobą i przeanalizowania, jak ja tak właściwie postrzegam codzienność, dwa odpowiedzi na Wasze tak liczne zapytania – jak to jest mieć tak „cudowną pracę”? i robić takie „ładne obrazki” i „żyć sielankowo”.
I wracam w tym momencie do początku postu – to, jak widzisz świat i jak go sobie tłumaczysz…weryfikuje trochę Twoje wybory…zawodowe, życiowe, prywatne. Jeśli postrzegasz otaczającą Cię rzeczywistość jako zlepek „samego zła”, ludzi jako „tych onych niedobrych co tylko czekają by Ci zrobić na złość”, swoje życie jako „nic nie warte” albo ” tak mało ciekawe”, albo na odwrót – jeśli masz wobec otoczenia postawę roszczeniową i zbyt wygórowaną samoocenę – to mało prawdopodobne, że będziesz odczuwał spełnienie – czy to w pracy czy po prostu w codziennym życiu. Jestem przekonana, że KAŻDA praca, nie tylko fotografa  wymaga poświęceń, pełnego zaangażowania, mobilizacji sił i pozytywnego nastawienia oraz niezrażania się w przypadku porażek – nie ważne czy fotografujesz piękne domy  czy robisz drewniane płoty, szyjesz ubrania, pieczesz ciastka, sprzedajesz w sklepie lub piszesz książki. I jeśli wykonujesz ową pracę z musu lub oczekujesz, że zawsze będzie jedynie lekko łatwo i przyjemnie – nastaw się na poczucie niespełnienia zawodowego. Moje „ładne obrazki” nierozerwalnie związane są z prawdziwą, ciężką pracą. Sesje wnętrz to nie tylko finalne bajeczne zdjęcia, które widzicie w magazynach. Praca fotografa to nie jest idylliczna wizja niczym z bajki. To przede wszystkim – tysiące pokonanych kilometrów po całym kraju. To dziesiątki dźwiganych kilogramów sprzętu i rozstawianie go np. dzień w dzień jeśli sesje zaplanowane są w codziennym systemie, to bolący po całym dniu pracy kręgosłup, to stan wiecznej gotowości i szybkiego reagowania oraz kreatywnego myślenia. Wreszcie już później, po samych zdjęciach – to godziny ślęczenia przy komputerze, by zdjęcia przygotować do druku. Bywało nie raz, nie dwa, że wracając do hotelu po całodniowej pracy, po szybkim prysznicu przykładałam twarz do poduszki i bez kolacji nawet – zasypiałam w jednej sekundzie – ze zmęczenia. Wstając zresztą o 4.30 lub 5rano – by jechać dalej. Wszystkie osoby, które brały udział w takiej sesji widziały ile pracy, skupienia i zaangażowania ona generuje. Co sądzę zatem o swojej pracy? Oczywiście to, że jest CUDOWNA :) Doceniam zresztą wszystko, co przychodzi mi robić, każde zlecenie, każdy nasz nowy partner, pomysł na projekt, który zaakceptuję jest przyjmowany z tym samym pozytywnym nastawieniem. A jestem pewna, że wiele osób będąc dokładnie na moim miejscu od razu znalazłoby MNÓSTWO powodów dla których nie będą robili tego czy tamtego lub rzuciliby od razu takie zajęcie – jako zbyt absorbujące. Lubię swoje życie – bo tak się nastawiłam. Na tryb – znajduj pozytywy. Oglądacie ładne obrazki na tym blogu – bo ja mam taką potrzebę. Otaczania się kwiatami, utrzymywania porządku w naszej przestrzeni – z szacunku dla siebie samej i dla moich chłopaków, kreatywnego spędzania czasu, ……i co najważniejsze świadomego PRZEŻYWANIA swojego życia,  a nie jedynie płynięcia przez nie z zamkniętymi oczami. Czy wokół nas nie ma brzydoty, złych wydarzeń, problemów? OCZYWIŚCIE że są. Ale co z tego? Nie rozumiem, czemu miałabym się na nich właśnie skupiać.
Moja czytelniczka spytała mnie w liście, czy życie nas tragicznie czasem nie doświadczyło, że tak potrafię teraz z niego pięknie korzystać. Tak – doświadczyło nas bardzo mocno. Ale wcale nie uważam, że tylko takie przeżycia mogą spowodować w ludziach przebudzenie i pozytywne nastawienie do siebie samych, innych ludzi czy w ogóle świata. Znam wiele osób, które żyją sobie całkiem szczęśliwie, nie przeżyły tragedii i są niesamowicie pogodnymi jednostkami:) potrafiącymi docenić to, co od codzienności dostają. Spełnionymi w miłości, pracy…
Na zakończenie już  – nie wierzę w to, że są na świecie ludzie żyjący w IDYLLI. Wszyscy mamy swoje problemy – mniejsze czy większe, borykamy się z różnymi sytuacjami, pokonujemy własne schody. „ŁADNE OBRAZKI” jednak może zarówno w swojej duszy jak i otoczeniu wyczarować dosłownie każdy. Niech się jedynie rozejrzy….czy na pewno nie ma wokół niczego niesamowitego?
Proszę – moje ładne obrazki z wczoraj:) Dla mnie – szczęście…nie do wyceny..

 

 

 

 

 

A teraz wracam już do białego biura leśnego, które wygląda jakby ktoś wrzucił weń bombę:) Praca fotografa to również umiejętność na zamykanie oczu – na to wszystko co wokół.  Na stole owszem, piękny kadr ale dookoła….Armagedon:) Przygotowuję wiosenną sesję dla „Mojego mieszkania” i dla naszego magazynu. Wy zobaczycie później pogodne, wiosenne zdjęcia, ja pójdę na masaż kręgosłupa, będę 2 dni sprzątać i segregować zirytowana ( nie cierpię tego) w magazynowych półkach kolorystycznie  akcesoria. No czyż nie cudownie?:):):):):):):)
P.S Moi drodzy, dostaliśmy setki Waszych zgłoszeń – zarówno dotyczących sesji zdjęciowych jak i objęcia funkcji redaktorów w magazynie. Nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć w tak szybkim czasie, jak byście sobie zapewne tego życzyli. Prosimy o cierpliwość, nie spodziewałam się tak ogromnego zainteresowania. Redaktorów działów ogłosimy już niedługo.
A jeśli komuś z Was JUŻ tęskno do wiosny i nie może doczekać się wiosennego wydania magazynu GREEN CANOE STYLE, odsyłam Tutaj, TU i TU. Ponatychajcie się klimatem:) w oczekiwaniu na najświeższe inspiracje.
UŚCIKI serdeczne,
Wasza czółenkowa.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

147 komentarzy

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 marca 2015 (12:34)

    Pani Joanno, pierwszy raz trafiłam dziś na Pani Bloga. I uśmiech zagościł na mojej twarzy, a świat jakoś tak … nabrał kolorów? Dziękuję za tę niesamowitą dawkę optymizmu i radości :) Powodzenia w dalszej pracy! Ola

  • comment-avatar
    Filiżanka w groszki 6 lutego 2015 (21:02)

    Asiu mnie Twoje piękne obrazki inspirują ! Dzięki :)
    Julita

  • comment-avatar
    bestyjeczka 26 stycznia 2015 (07:52)

    Nie tylko piękne obrazki ale i mądre teksty – po to tu ciągle wracam. Masz rację, nie zawsze docenia się to, co się ma. Muszę się czasem sama kopnąć i o tym pamiętać, zanim zacznę na cokolwiek narzekać.
    Dziękuję Asiu że jesteś.

  • comment-avatar
    aldia arcadia 25 stycznia 2015 (16:54)

    Mam podobnie :) A ostatnio podobne pytanie mnie spotykają :) Szukam tylko DOBRA, szukam w życiu SZCZESLIWYCH chwil… leżę z kakao i mówię: ale jestem szczęśliwa, a X pyta mnie: dlaczego, a ja mówię, bo po prostu pije kakao, czy to nie wystarczjące? :) Świetnie bysmy się dogadały :)) Cudny ten piesio pod stópkami Leosia. Buziaki ślę.

  • comment-avatar
    Anonimowy 24 stycznia 2015 (11:04)

    Dziękuję Asiu za przypomnienie co jest najważniejsze w codzienności. Rzeczywiście, oglądając Twoje zdjęcia ma się wrażenie, że żyjesz w bajce. Wszędzie czyściutko, pięknie, przytulnie. Ale my nie widzimy Twoich zmagań, tylko ich efekty. Na początku czytania Twojego bloga myślałam z zazdrością: kiedy Ty to wszystko robisz, jak dajesz radę ogarnąć dom, ogród a przede wszystkim być z synkiem???Aż pewnego dnia trafiłam na wpis sprzed kilku lat, kiedy Leoś był malutki, a Ty w natłoku zajęć zastanawiałaś się jak wykorzystać chwilę drzemki małego – pranie, gotowanie czy chwila dla siebie(być może nie dość dokładnie pamiętam treść wpisu, ale sens był właśnie taki)? I wtedy zrozumiałam, że Twoje życie niczym nie różni się od mojego. Nie masz zastępu pomocników, robisz tyle ile dajesz radę. No właśnie, na nasze ciągłe pytania typu "Jak ty sobie dajesz radę z tyloma obowiązkami?" odpowiedziałaś któregoś razu "Dziewczyny, a kto powiedział, że ja sobie daję radę?!" Pewnie nie dosłownie tak napisałaś, ale coś koło tego:) W każdym razie zapadło mi to w pamięć, i myślę sobie, że tyle mamy ile wypracujemy, nie ma co zazdrościć i tłumaczyć swojego lenistwa|(tak, tak lenistwa-tu biję się w piersi-to mój wróg nr 1)tylko brać życie w swoje ręce i upiększać je, a przede wszystkim cieszyć z tego co jest naszym udziałem. Pozdrawiam Cię Asiu serdecznie i dziękuję za Twoją pracę.
    Ania

  • comment-avatar
    Holly Golightly 23 stycznia 2015 (23:09)

    Od pewnego czasu z mniejszym lub większym powodzeniem uczę się fotografii i wiem (moja głowa i ciało też ) jaki wysiłek trzeba czasem ponieść, żeby uchwycić w kadrze coś ładnego, interesującego. Moje kolana, kręgosłup i ręcę dokonują dość karkołomnych wyczynów, żeby ustawić obiektyw we właściwej pozycji. Ty tej pracy wykonujesz o wiele więcej ode mnie. A do tego znajdujesz czas na uśmiech i dobre słowo dla swoich czytelników. "Chapeau bas".
    http://www.worldbyholly.blogspot.com

  • comment-avatar
    Antonina Napieralska 23 stycznia 2015 (18:30)

    Zamiast mojego komentarza:
    "Dlaczego ciągle patrzysz na drugą stronę?
    Dlaczego zawsze uważasz,
    że inni ludzie mają więcej szczęścia?
    Tak łatwo mówisz: " inni to mają szczęście.
    Ja robię , co mogę, a mimo to nie mam szans".
    Tak, takie jest życie.

    Na drugim brzegu zawsze jest dużo ładniej.
    Leży trochę dalej.
    Jak oślepiony spoglądasz na piękną ułudę.
    Ale czy nigdy jeszcze nie pomyślałeś,
    że ci, na drugim brzegu,
    także na Ciebie patrzą i myślą:
    Ileż on ma szczęścia!
    Bo i oni widzą twoją piękną fasadę.
    Nie wiedzą o twoich wielu troskach,
    które skrywasz głęboko w sercu.

    Żyć szczęśliwie to wielka sztuka.
    Sztuka ta polega przede wszystkim na zadowoleniu.
    Bądź radosny i zadowolony,
    bo jedno jest całkiem pewne:
    Twoje szczęście nie leży na drugim brzegu."
    Phil Bomans " Żyć każdym dniem".
    ♡♡♡

  • comment-avatar
    Agnieszka z Mierzei Wislanej 23 stycznia 2015 (14:47)

    Dziwię się bardzo dlaczego tyle w wielu ludziach jest zazdrości, zła , zawiści. Zaglądam do Ciebie niemal każdego dnia, by zobaczyć piękny dom, dodatki, kwiaty, miłe słowo. Podpatruje, coś "ściągnę", ale nigdy nie przyszło mi do głowy zazdrościć???? owszem wiele rzeczy, które posiadasz sa moim marzeniem, nie stać mnie na nie, ale jak miło popatrzeć, że są tak gustownie urządzony dom, gdzie jest miłość, przyjaźń. Przecież nikomu nic nie spada z nieba za darmo!!!
    pozdrawiam Cię kochana
    Aga

  • comment-avatar
    NaszWymarzonyDom 23 stycznia 2015 (12:54)

    Cudowny tekst, sama prawda!
    Czasami ze zmęczenia trochę się nad sobą użalam- ile mam pracy, ile obowiązków, jak mało czasu na przyjemności, dla siebie… ale dosłownie po 5 minutach w samotności zaczyna mi przechodzić i czuję się lepiej i widzę świat w weselszych barwach. Bo przecież takie zmęczenie jest tylko chwilowe, a dookoła mnie… Nas jest tylko dobrych rzeczy, które musimy… nie, chcemy doceniać. Jesteśmy zdrowi, mamy pracę- czasami nudną i wkurzająca (ale od czasu do czasu każda taka jest- nawet, jeżeli jest naszą ogromną pasją), mamy najcudowniejsze na świecie dziecko, dom i rodzinę, która Nas wspiera.
    Więc mimo chwilowego użalania się, że wszyscy mają od nas lepiej, wiem, że jest zupełnie odwrotnie:)
    A zdjęcia cudowne, pozytywne i pełne miłości. :)
    Pozdrowienia!

  • comment-avatar
    Anonimowy 23 stycznia 2015 (12:38)

    Nawet jak opowiadasz, jak to ciężko dojść do pięknego finału pięknych obrazków, to i tak to jest piękne. Uważam, że najpiękniejsza jest nasza codzienność (nawet ciężka), tylko trzeba samemu to zauważyć. Siedzimy z mężem rankiem przy herbacie. Mimo, że dziś powszedni dzień, palą się świece na stole. Za oknem śnieg. Biało. Za chwilę trzeba zbierać się do pracy. To nie jest piękne?

  • comment-avatar
    Marzeniami malowane 23 stycznia 2015 (12:29)

    Asiu, ważny wpis i równie istotne komentarze. Polacy generalnie za dużo narzekają, za mało doceniają i zbyt szybko oceniają – negatywnie oczywiście. Tak jak napisałaś w odpowiedzi na komentarz, ja też nie mogę zrozumieć skąd bierze się tak przeogromna wola utyskiwania. ;) Zamiast nastawić się na dostrzeganie dobrych stron, ludzie w zupełnie nieracjonalny sposób skupają się na ułomnościach: swoich własnych, zinnych ludzi, świata, zycia… A gdyby tak ktoś rano, po obudzeniu powiedział nam: to jest najpiękniejsza chwila Twojego życia! – Jak to najpiękniejsza? Teraz? – Czy od razu nie ukazałyby się nam wszystkie dary, jakie mamy. To że możemy wstać z łóżka sami,
    że jesteśmy zdrowi, mamy ręce, mamy nogi, mozemy pobiec za autobusem, psem, dzieckiem… Mamy dom, ciepłą kołdrę, i jedzenie w lodówce. I ładny talerzyk… itd, itp. Przecież to się nam wcale z automatu nie należało. Czy to już nie jest wystarczający powód, by docenić tę chwilę i to co juz mamy? Problemy, trudne i bolesne chwile też są potrzebne i też są darem. Tylko trudno nam to zrozumieć
    Asiu, rób swoje i rozwijaj sie nam pięknie! :)) Wiem, że nie przejmujesz się zbytnio opinią innych i optymizm Twój jest niewyczerpany, więc jestem spokojna o kolejne ładne obrazki. ;))
    Uściski serdeczne
    Ewa

  • comment-avatar
    anita sie nudzi 23 stycznia 2015 (11:20)

    chyba nic więcej nie mogę dodać ;] uściski

  • comment-avatar
    Ange76 23 stycznia 2015 (10:45)

    Asiu, święte słowa. Po drugiej stronie płotu trawa zawsze zieleńsza :)

    Ja do Ciebie chodzę własnie po te ładne obrazki, po miłe słowo, czasem inspirację, ale nie mam złudzeń, ze za tym kryją się długie godziny pracy :)
    Fajnie, ze Twoja praca to także Twoja pasja. Życzę nam i Tobie jeszcze wielu lat "razem" :D

  • comment-avatar
    Blue-Anna 23 stycznia 2015 (10:21)

    Ja tu specjalnie przychodzę po ładne obrazki. Tych "brzydkich" (smutnych, tragicznych, biednych) wokół jest tak dużo, że czasami już nie mogę wytrzymać. Szukam wtedy sielankowych klimatów, nawet tych przerysowanych, wyjętych z całości, poprawionych. Szukam miłych słów, ciepłych tekstów. Chyba inaczej bym zwariowała..

    • comment-avatar
      GreenCanoe 23 stycznia 2015 (12:26)

      Aniu, sesje robione dla magazynów rzeczywiście są bardzo uważnie przygotowywane. Czy to plener, czy czyjeś wnętrze. Nie może być tu mowa o przypadkowości czy maluśkim rozgardiaszu:)
      Ale zdjęcia, które robię w naszym ogrodzie czy domu – to po prostu złapane kadry, bez stylizowania "specjalnie na okazję" I najbardziej cieszę się właśnie wtedy, gdy te zdjęcia doceniacie:) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • comment-avatar
      Blue-Anna 23 stycznia 2015 (13:24)

      To znaczy ja też najbardziej lubię takie zdjęcia, a zwłaszcza z Twojego ogrodu:) Ale także z innych, bardziej "dzikich" albo wiejskich;)
      Mówiąc o przerysowaniu czy przesłodzeniu nie miałam na myśli Twojego miejsca, Asiu, tylko tak ogólnie:)
      Też Cię pozdrawiam:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 23 stycznia 2015 (13:28)

      A nawet bym Cię o to nigdy nie posądziła:)! Tym bardziej, że poza magazynowymi zdjęciami – ja raczej właśnie te "złapane w kadr" uskuteczniam. I masz racje – zdjęcia z wsiowych dzikusowatych ogrodów są …magiczne wręcz. Być może dlatego, że takich ogrodów jest po prostu coraz mniej. Tej wiosny planujemy prace w części warzywniczej – może uda mi się choć troszkę owego klimatu podłapać i zatrzymać:)

    • comment-avatar
      Blue-Anna 23 stycznia 2015 (14:19)

      O, i o to by mi chodziło;) Będę miała drugi rok warzywnik, bardziej rozbudowany i bardziej obsiany;) i będę Cię podczytywać:))

  • comment-avatar
    Beata - Hungry for ideas 23 stycznia 2015 (09:47)

    Asiu, wiem co czujesz. I dlatego Twoje PIĘKNE OBRAZKI są właśnie takie bo wkładasz w nie wiele serca i ciężkiej pracy. Fajnie, że jesteś :)

  • comment-avatar
    Cienka 23 stycznia 2015 (09:30)

    Kochana ja również uwielbiam te Twoje śliczne obrazki i mam nadzieje, że będziesz nas nimi karmić jeszcze długoooo to miodzik na moje serce i potrzebę oglądania ładnych rzeczy. Od dawna Cię podziwiam, że potrafisz to wszystko pogodzić i zastanawiam się jak "wydłużasz dobę" :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Karola

  • comment-avatar
    Agata Murawska 23 stycznia 2015 (09:17)

    Asiu :))) Takie obrazki jak prezentujesz u siebie są najpiękniejsze…samo życie i bardzo Ci za nie dziękuję :))) I doskonale i wie m ile Ty pracy w to wszystko wkładasz. Bardzo Cię za to cenie i podziwiam:))))
    Miłego dnia Moja Droga:)))

  • comment-avatar
    joyanna 23 stycznia 2015 (08:25)

    Dziękuję dawkę pozytywnej energii. Pozdrawiam serdecznie.

  • comment-avatar
    Monia-Benia 23 stycznia 2015 (05:16)

    Bardzo, bardo dziękuję za ten wpis :) Pozdrawiam Monika

  • comment-avatar
    rutboy 22 stycznia 2015 (22:18)

    az trudno uwierzyc ze ktos mogl pomyslec ze te ladne obrazki to "juz wszystko" a przeciez widac na nich wiele pracy, trud, codzienne zycie i ogrom milosci. emocje ktore niejednokrotnie wywoluja usmiech ale rowniez lzy. dziekuje Ci za tego bloga sledze prawie od poczatkui jakos nie zauwazylam zeby sie skomercjalizowal. niezmiennie jestes dla mnie inspiracja i dowodem ze ludzie sa po prostu cudowni tylko trzeba chciec ich takich widziec. zycze duzo sil idobrych masazystow:)
    ps. przepraszam za brak polskich znakow
    pozdrawiam Agnieszka

    • comment-avatar
      GreenCanoe 23 stycznia 2015 (07:39)

      Myślę Agnieszko, że wielu ludzi tak właśnie odbiera pracę fotografów, stylistów, ludzi multimedialnych. Że to takie "pierdoły", a nie PRACA.
      Chyba w ogóle często z nieświadomości ile wysiłku trzeba włożyć w jakieś konkretne zajęcia – nie doceniamy ich. Choćby rękodzieła.

      Dziękuje Ci za tak miłe słowa:)

  • comment-avatar
    angel 22 stycznia 2015 (22:04)

    W zupełności się z Tobą zgadzam, we wszystkim :)
    I wpadam, jak zawsze "ponatychać się" (moje określenie z okresu jeszcze studiów plastycznych), pięknymi obrazkami :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 23 stycznia 2015 (07:36)

      …to obie się "natychamy" :):):) Ja też tak mówię:)

  • comment-avatar
    ekropka 22 stycznia 2015 (21:42)

    Pięknie to napisałaś, a im więcej kolorów i pozytywów w nas samych, tym bardziej jesteśmy spełnieni i zadowoleni z życia. Ja zawsze widzę szklankę do połowy pełną. Przykład z ostatniego tygodnia: dziecko chore, ja na opiece, dzwoni koleżanka i współczuje choroby i tego ze dostane 20% na tej opiece. A ja jej mowie, ze dostane aż 80% nie chodząc do pracy.
    Ps. Jestem mamą dziecka niepełnosprawnego i zawsze powtarzam, że jak ktoś ma za dużo problemów powinien odwiedzić oddział onkologii dzieciecej

    • comment-avatar
      GreenCanoe 23 stycznia 2015 (07:35)

      Ewa…nawet nie wiesz ile razy ! powtarzałam to ludziom, którzy "jęczeli" w mojej obecności i to o takich pierdołach, że naprawdę zaczynałam czuć złość. Gdyby nasz pierwszy synek przeżył ….- to po takiej ilości operacji najprawdopodobniej miałby znaczną niepełnosprawność …. I psychiczną i fizyczną. Przygotowywali nas na to lekarze. Byliśmy tego świadomi i walczyliśmy do końca by po prostu z nami żył. Nie udało się….

      Spędziłam na oiomach dziecięcych kilka miesięcy. Po prostu mieszkałam praktycznie na tych oddziałach będąc przy synku. To, co tam zobaczyłam i ogrom cierpienia, którego tam doświadczyłam sprawiło że – z jednej strony do końca życia będę w sobie nosić niewyobrażalny smutek i niezrozumienie , z drugiej – wybudziło mnie to z letargu. Bo te dzieci właśnie uświadomiły mi ….że nie doceniałam do tej pory swojego życia.

      Bardzo Ci dziękuję za Twój głos. Duża ilość ludzi myśli, że bycie rodzicami dziecka niepełnosprawnego, to ciężki los. Że w takiej rodzinie musi być smutno, że rodzicie chodzą zdołowani, narzekający i źli na to, co ich spotkało. A prawda jest taka, że kochamy te nasze dzieciaki ponad wszystko, bo dają nam tyle szczęścia, tyle miłości!!!

      Patrzyłam dziś rano na Twoje zdjęcia – tyle w nich wrażliwości, tyle piękna, spokoju..uczucia.
      Ewo – poruszyłaś swoim wpisem dziś we mnie tak wiele…że chyba nawet nie wiesz ile. Wróciły wszystkie wspomnienia…i bardzo się wzruszyłam.

      Ściskam najserdeczniej jak się da, całą Waszą rodzinkę.

    • comment-avatar
      jerzy_nka 23 stycznia 2015 (11:00)

      Mnie wystarczył jeden dzień na oddziale dziecięcym parę lat temu, aby dziś wiedzieć, że mam zdrowe dzieci i nie robić wielkiego problemu z tego, że dziecko stawia stópkę do środka i jest nieco niezdarne. Pracujemy z tym, ale nie rozwodzimy się nad tym.
      A jeśli ktoś uważa , że żyjemy w złych czasach w beznadziejnym kraju, to odsyłam do historii band UPA. Taki szok każdego wyleczy z narzekania.
      Jestem szczęśliwa i mierzi mnie szukanie problemów w życiu.

    • comment-avatar
      ekropka 24 stycznia 2015 (20:37)

      Asiu, dziękuję za wszystko co tu napisałaś i jeszcze za więcej, ale to już znajdziesz w mailu, jaki do Ciebie wysłałam.

  • comment-avatar
    Doranma 22 stycznia 2015 (21:01)

    Fajnie to ujęłaś :) Ślę ciepłe uśmiechy :) :) :) I tęsknię za kredensem, który usunęłaś z przestrzeni okołostołowej :(

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (21:04)

      A ja nie tęsknię:) – raz, że wiem iż jest w fajnym miejscu u świetniej kobietki teraz, dwa – wreszcie mam miejsce na nasze rzeczy. kredens był bardzo klimatyczny – ale niestety w "praniu" i z tak mała kuchnia jak nasza trzeba było pomyśleć o czymś większym.
      Dorotko – odsyłam uśmieszki:)

  • comment-avatar
    angie 22 stycznia 2015 (20:45)

    what great pictures and inspirations !!! love greetings from angie from Germany

  • comment-avatar
    Ania 22 stycznia 2015 (20:34)

    Asiu, ja w Twojej jadalni nie widzę już starego kredensiku… :(

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (20:45)

      Oj tak, kredens mieszka już w Bytomiu:) A my po kilku latach upychania w nim na styk rodzinnej porcelany – daliśmy za wygraną. Mamy teraz witrynę pod sam sufit – i wreszcie luz. Nowa właścicielka kredensu dba o niego jak należy:)

  • comment-avatar
    pastelowa karusia 22 stycznia 2015 (19:36)

    Dla mnie jesteś objawieniem! Trafiłam tutaj zaledwie parę miesięcy temu, w dobrym momencie, kończę studia, dostałam dobrą pracę, wychodzę za mąż… i zauważyłam, że zaczynam odchodzić od marzeń na rzecz tego co "rozsądne". Cieszę się, że istnieją takie kobietki jak Ty, które zachowały w sobie małą dziewczynkę, potrafią się bawić i uśmiechać, choć życie bywa bolesne i pełne rozczarowań. Dziękuję:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:54)

      Wiesz, no każdemu się zdarza odbić z kursu:)
      Życzę Ci bardzo, byś nigdy swojej radości nie zgubiła.:0 I dziękuję bardzo za tak ciepłe słowa:)

  • comment-avatar
    macierzanka 22 stycznia 2015 (19:34)

    Wydarzenia ostatniego roku mojego życia -ucieczka od męża alkoholika – tyrana i despoty, separacja , przeprowadzka, odzyskanie spokoju, sprawiła,że potrafię cieszyć się drobiazgami takimi jak te, że rano moje kosmetyki, buty i ubrania leżą w tym samym miejscu, gdzie je zostawiłam poprzedniego dnia :-) Z zawodu i zamiłowania jestem nauczycielką naucz. pocz. Obecnie walczę o przetrwanie finansowe w sklepie chińskim. Kiedy tak spaceruję 8 godzin między półkami i wieszakami zawalonymi nie-wiadomo- czym i nie-wiadomo-po-co, to codziennie znajduję powody do zadowolenia z tego,że mam tą pracę. A jakaż będzie moja radość jak wrócę do szkoły !!!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:51)

      …Mantruj – mantruj codziennie, wyobrażaj sobie nowa pracę, nowe życie, miłość. Módl się o to wszystko. Tak mocno dziewczyno trzymam kciuki za Ciebie, że nawet nie wiesz jak! :)
      Buziaki, uściski, serdeczności – wirtualnie co prawda, ale ze szczerego serca Ci ślę.

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (19:17)

    Niestety kiedy widzimy efekty pracy kogoś to zastanawiamy się ile ktoś zarobił , lub co z tego będzie miał. Czy to fotograf robiący zdjęcia, czy Pani szyjąca ubrania… W Polsce wszyscy na wszystkim się znają, i wszystkich pochopnie oceniają. Tworzenie bloga, to nie tylko robienie fotek, wszystko to ogrom pracy, od stworzenia pomyslu, zaplanowania do realizacji… Jedna Pani w komentarzu napisała, że wolała bloga z początków, malowanie wikliny itd… ale dlaczego ? Bo blog się rozwija ? bo powstał magazyn ? bo nie lubimy jak ktoś ma pomysł na siebie i dąży do celów ? Nie rozumie ostatnio ludzi… tej zawiści… zamiast cieszyć się tym co mamy, ciągle narzekamy. Asiu Ja z całego serca dziękuję za to ŻE JESTEŚ !!! Za to, jakie cudowne miejsce stworzyłaś, wiem że wkładasz w to ogrom serca i pracy :) Dziękuję … :) Pozdrawiam serdecznie Panią od cudnych obrazków :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:47)

      To ja Ci dziękuję:) Za odwiedziny i tak miłe słowa. Dziękuję!

  • comment-avatar
    Erendis 22 stycznia 2015 (19:08)

    Wrócić zmęczonym z pracy, którą się kocha i która daje satysfakcję to szczęście. Nie każdemu jest dane, nie każdy rodzi się mądry i zdolny. Ja swojej pracy nienawidzę, ale cieszę się, że mogę zarobić na utrzymanie. Czasem tylko chciałabym żeby ktoś docenił to, że się staram jak mogę i flaki wypruwam.
    Asiu Twoje zdjęcia niezmiennie mnie zachwycają, oglądam je na Twoim blogu i w czasopismach. Bardzo mnie inspirują i bije od nich coś takiego fajnego, ciepłego, rodzinnego i domowego. Twoje zdjęcia, Twoje wnętrza są piękne, ale największe piękno widzę na pierwszym zdjęciu. Pozdrawiam serdecznie właściciela tych stópek i jego mamę!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:31)

      BARDZO dziękuję! :)I życzę Ci zmiany pracy – na taką, do której będziesz chodziła z radością:)

    • comment-avatar
      Erendis 26 stycznia 2015 (17:15)

      Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa! Podziwiam Cię, że masz cierpliwość odpisywać na tak wiele komentarzy! To jest pewnie jest miłe, ale to też jest praca! A pisząc o swojej pracy nie wspomniałaś o swoim internetowym magazynie. Przy okazji jeszcze Twojej pracy, możesz już o tym pisałaś, bardzo mnie to ciekawi. Czasem oglądam zdjęcia z czyiś domów i zastawiam się czy to wnętrze zastane, czy coś przestawiasz, wtrącasz swoje 3 grosze? Czy wszystko robisz sama? Marzę, że kiedyś przeprowadzę się do wymarzonego domu i moje wnętrza sfotografowane przez Ciebie będą gdzieś oglądane.

  • comment-avatar
    Ala Gajewska 22 stycznia 2015 (18:44)

    Pięknie to wszystko opisałaś.
    Są chwile przy których trzeba ciężko pracować, padać na ryj, ale jak robi się to co się kocha to są to najcudowniejsze chwile w życiu.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • comment-avatar
    ula 22 stycznia 2015 (15:32)

    Ano kurde i kręgosłup boli i tyłek od kucania i łapy od ciągłego podkręcania statywu, i dźwigania szpargałów, słodko jest na zdjęciach a i owszem, w trakcie to niekoniecznie, zwłaszcza jak maż niekiedy na karku siedzi dogaduje o tym co źle robię ;))) więc staram się robić zdjęcia jak go nie ma ;)), jednakowoż nadal nie twierdzę że to nie fajna praca i ciekawa , nawet kiedy biorąc udział w mężowych sesjach jako pomocnik fizyczny na czworaka do domu wracałam… tak czy siak i tak bym nie zamieniła obecnej na poprzednią nawet tego pieczenia chleba, kurde Ąśka czy my się kiedyś spotkamy ??? bo jak rany !
    buziaki!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:30)

      Ula, powiem Ci tak – że gdyby mi przyszło pracować z Kalbarem, to bym chyba na zawał zeszła:):):) w pierwszych minutach – ze stresu. Rozumiem, że masz FORY mniłosne:):):) czy jak je tam zwał, ale wierze, że Ci nie odpuszcza…Prawda taka, że takich ludzi zwano dawniej MISTRZAMI…i można się było właśnie od nich uczyć. Oj, FAAAAAAJNIE że go masz przy sobie – nawet jak tam sobie i gada…to przecież to tylko na dobre wyjdzie, nie?
      Uściski dla Was obydwojga – bardzo ciepłe. Trzeba najazd zrobić jakoś po środku kraju – wypada na Monie i Adama:):):) i się nagadać, nabyć ze sobą. ….to się Monika ucieszy, jak to przeczyta:):):)

    • comment-avatar
      ula 22 stycznia 2015 (21:57)

      ooo to świetny pomysł ;))) jestem za a nawet bardzo ;)) to kiedy???
      A co do Kalbara, wiesz on bardzo konstruktywnie krytykuje, za co mu Bóg zapłać, a ja nawet w naturze… ekhm… ale mnie cholera bierze, jak chce mi moje zdjęcia przeinaczać po swojemu :)) ja robię inaczej on inaczej i tu się nie dogadujemy ;) a co wyjdzie mi na dobre to insza sprawa ;))

    • comment-avatar
      monique 23 stycznia 2015 (09:36)

      to się pośmiałyście cwaniaczki co ???? no dobra zboleję jakoś ten najaz ihihihihii a tak serio to walcie jak w dym , myślę , że byśmy się uśmiały i zapasy dobrej energii nabrały na rok do przodu .. Panowie wszyscy z podobnej bajki więc też pewnie by nie narzekali .. Buziaki i czekam na hasło :)))

    • comment-avatar
      ula 23 stycznia 2015 (20:16)

      po wiosennym wydaniu..tak zarządziła Asia :) to pewnie już wiesz kiedy ;)

  • comment-avatar
    Anna D. 22 stycznia 2015 (14:59)

    :) Dziękuje za ten post. Niby piszesz o rzeczach naturalnych, a jednak większości ludzi brakuje takiego spojrzenia na życie. Praca – ja swojej nie cierpię, choć jako zajęcie jest ciekawe. Po prostu otoczenie powoli zabiera mi chęć do działania. Dom – kocham, choć dla wielu byłby mega niedoskonały. Ciesze się z tego co mam, próbuję doceniać, uśmiechać się, choć nie zawsze mi to wychodzi. Tak naprawdę to boli mnie jedno – spotykanie zbyt dużej liczby ludzi, którzy nie mogą zaakceptować czyjegoś radosnego spojrzenia na świat, na codzienność. Zbyt dużo narzekają, choć powodów nie mają, marudzą, dobijają się sami nawzajem. Boli mnie to, bo nieraz próbują pociągnąć mnie razem ze sobą w dół. Szczególnie w chwilach, gdy wreszcie udaje mi się odciąć, uśmiechnąć, żyć spokojnie i ze spełnieniem. W naszym społeczeństwie jest zbyt wiele pesymizmu, doszukiwania się tych szarych stron…
    Próbuję z tym dzielnie walczyć:) A nóż widelec przeskoczę ten sztuczny mur:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:24)

      Ania, a czyż doskonałości nie są po prostu NUDNE:)??? I co, jakby już wszystko w tym domu było takie zrobione, wyniuniane, skończone….to co dalej? Mnie by chyba zaraz ruszyło- i albo coś zaczęłabym przerabiać, albo dobudowywać:):)

      Wierze, że mur przeskoczysz- ludzi szukających pozytywu w życiu jest naprawdę sporo.

  • comment-avatar
    Ania z lemonlimeandlife 22 stycznia 2015 (13:45)

    Asiu, twoje "piękne obrazki" są na prawdę PIĘKNE. A co do pracy – mam takie sprawdzone powiedzenie – "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Każda praca, zajęcie ma swoje wady i zalety. Nam pozostaje się z tym pogodzić i sprawić, aby wady były jak najmniej dotkliwe dla nas. A co do pięknych rzeczy i obrazków – na wszystko trzeba zapracować, nikt z nas nie dostaje nic od losu "za darmo" – (no może poza wygraną w LOTTO). Przecież nie od razu mamy w domu piękne naczynia, tekstylia czy ogród, na to potrzeba czasu. Szczególnie to widać przy ogrodach, które uczą nas cierpliwości i pokory, bo zasadzona roślinka nie od razu będzie pięknie kwitła i nie od razu będzie rozrośnięta tak jak chcemy:) Pozdrawiam cieplutko:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:21)

      O tak Aniu – ogród uczy cierpliwości i godzenia się z porażkami – jak nic innego:) A nie! poczekaj! Jeszcze DZIECI- dają takie doświadczenia:):)

  • comment-avatar
    Edyta Jabłoniee 22 stycznia 2015 (13:19)

    A ja wiem, że żyjesz w idylli, ale tylko dlatego, że sama ją sobie wykreowałaś! A kto powiedział, że w idylli nie ma ciężkiej pracy – jest, ale to praca z której jesteś potem bardzo zadowolona, tak jak ci dla których to robisz. Dziękuję Ci za ten wpis, bo już dosięgała mnie zimowa depresja. Jutro pójdę do mojego lasu poszukać swoich pięknych obrazków, a brzydotę miasta pozostawię za sobą :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:20)

      :):):):):) tez sobie zaplanowałam LAS – na sobotę:) uściski!

  • comment-avatar
    Florentyna 22 stycznia 2015 (12:59)

    Witaj Joasiu.
    Czytam sobie to co napisałaś i przychodzi mi do głowy, że chyba tak jest ze wszystkimi, którzy kochają to co robią. Piszą o swojej pracy z pasją, pokazują jej efekty i piekne strony, bo po prostu to uwielbiają. Efekty uboczne takie jak zarywane noce, bolacy kręgosłup, klejące się z niewyspania oczy, to coś na co po prostu nie zwaraca się uwagi, a przede wssystkim nie eksponuje się tego. Każda praca wymaga wysiłku, cudów w tym względzie nie ma. Ale praca którą kochamy sprawia, że efekt końcowy, to do czego się dążyło, co nam się udało, wynagradza wszelkie niedogodności.
    Pokzaujemy efekt końcowy, dzielimy się swoją radością, nie robimy z siebie cierpiętników, bo "musieliśmy się tyle napracowac" i może dlatego osobom postronnym często wydaje się, że sesje zdjęciowe robią się same, "ładne obrazki" nachalnie pchają nam się przed obiektyw. I tak mamy dobrze, bo wszystko przychodzi łatwo i dzieje się samo;-) Nie lubię narzekaczy i smęcących "cierpiętników", bo tak jak piszesz, w każdym życiu można znaleźć strony dobre i piękne, wystarczy tylko uważnie się rozejrzeć.
    Dzięki za ten wpis. Przeczytałam go z ogromną przyjemnością.
    Asiu, zarażasz pasja i optymizmem. Myślę, że to bardzo cenny dar.
    Cieplutko pozdrawiam.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:19)

      Trafiłaś w sedno. :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:20)

      I bardzo dziękuję za tak miły komplement.

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (12:52)

    Witam
    Bloga czytam od niedawna, ale bardzo mi odpowiada to o czym i jak piszesz. Pewne przemyślenia powodują że czasem można spojrzeć na swoje życie w inny sposób. Mam za sobą dużo i złych i dobrych momentów, ale uważam że warto przeżyć to bo właśnie dzięki temu ja się kształtuję. W wielu postach zwracasz uwagę na tęsknotę za minionymi latami – dało mi to trochę do myślenia i stwierdziłam że ja nalżę do "pokolenia żałuję". Kiedy byłam dzieckiem i nastolatką świat wyglądał trochę inaczej, wychowałam się na wsi rodzice mieli gospodarstwo, pamiętam jak po szkole często pomagałam, a mimo to miałam czas aby spotkać się z kolegami (nie miałam koleżanek), chodziliśmy do lasu (siedzieliśmy na drzewach i rzucaliśmy w siebie jabłkami), ojciec w zimie często robił kuligi (były bezpieczne bo na drogach często nie było samochodów) za ciągnikiem potrafiło być do 20 sanek, wracaliśmy z gilami do pasa ale jacy szczęśliwi. Latem trzeba było sprowadzić krowy z pastwiska u kolegi na łące był staw często wjeżdżaliśmy do wody na krowie. To część wspomnień wspomnę o zapachu siana przy którym też pomagałam, o wielu przyczepach zboża które z kolegami rozładowywaliśmy na strych (w ramach pomocy jedni drugim) o zwożeniu słomy i podrapanych nogach a po wszystkim jechaliśmy rowerami ok 9km kąpać się w rzece. Mam wiele takich wspomnień i bardzo żałuję że moje córki to coś omija. Postawa roszczeniowa to wg mnie wynik wychowania (kilka razy zwrócono mi uwagę że moje dzieci grabią liście, czy zrywają owoce na soki, a także że zamiatają chodnik co w tym dziwnego? tylko to że te same osoby narzekają jaka młodzież leniwa. Żałuję że inni wysuwają roszczenia i naciskają na mnie jako matkę jak oni wyobrażają sobie wychowanie moich dzieci – nie pamiętam aby kiedyś rodzice mówili jedni drugim jak wychowywać dzieci. Wiele razy poskarżono na mnie, dostałam wychowawczo po tyłku pokrzywą bardzo było to skuteczne, ale nigdy nie słyszałam żeby ktoś moim rodzicom "doradzał" jak mnie wychować. Ostatnio koleżanka też wspominała 30 lat wstecz i też wysuneła to zdanie że żałuje iż nie jest tak jak dawniej. troszkę chaotycznie ale myślę że wiadomo o czym chciałam napisać. Krysia lat 39 już.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (19:18)

      Tak Krysiu, wiem o czym piszesz. Wielu ludzi wspomina tamte lata z rozrzewnieniem.
      Tak myślę sobie, że trzeba poszukać tego, co najfajniejsze również w teraźniejszości. Ja się bardzo staram:)
      pozdrawiam Cię ciepło.

  • comment-avatar
    Kasia 22 stycznia 2015 (12:33)

    Wszystko co napisałaś to prawda – ludzie zawsze uważają, że inni mają lepiej, łatwiej i przyjemniej w życiu. A to przecież my sami jesteśmy reżyserami swojego losu i mogliśmy tak wybrać swoją życiową drogę, żeby zaprowadziła nas do tej upragnionej "idylli". No ale cóż… nie ma co przejmować się innymi, ale robić swoje i być szczęśliwym. Tak, jak piszesz, żeby mieć satysfakcję, trzeba się napracować, ale za to efekt jest wspaniały. Życzę powodzenia przy nowych sesjach :)
    Pozdrawiam cieplutko

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:48)

      Bardzo dziękuję Kasiu – i NAWZAJEM! :)

  • comment-avatar
    Capsella Elli 22 stycznia 2015 (12:27)

    Z wielką uwagą przeczytałam posta i komentarze pod nim. Czytając to wszystko i patrząc wstecz na swoje doświadczenie zawodowe (30 lat pracy) nasuwa się jeden wniosek – w każdej pracy można się zmęczyć (nawet trzeba, praca to praca, sama nazwa wskazuje). Tylko po pracy, która jest naszą pasją, albo którą przynajmniej lubimy, łatwiej się regenerujemy. A i zmęczenie jest zupełnie inne :)
    Ja przez te swoje lata pracy nie robiłam tego, co jest moją pasją, ale bywały momenty, że praca była ciekawa, a wręcz wciągająca pozytywnie. W momencie, gdy praca nie godziła się z moim poczuciem empatii, zrezygnowałam z niej. Nie pomyślałam, że w moim wieku nie tak łatwo będzie znaleźć kolejną pracę. I tym sposobem już dwa lata siedzę w domu. Nie załamałam się, nie siedzę i nie narzekam. Zaczęłam pisać bloga (co w gronie moich rówieśników, przynajmniej tych, których znam, jest ewenementem). Wreszcie robię to co lubię i zajęć mi nie brakuje. Marzę tylko o jednym – żeby to co robię przerodziło się chociaż w mały biznesik :)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:47)

      No to nie zostaje mi nic innego, jak z całego serducha zyczyc fajnego, udanego biznesiku!!!:):)

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (12:25)

    Jestem babcia majaca za soba rozne przezycia i te smutne i radosne ale ciagle lubie patrzec na piekno i cieszyc sie nim jak dziecko – staram sie zmieniac wokol siebie otoczenie by mnie i moim bliskim bylo dobrze – lubie zagladac na rozne blogi by cos "podkrasc i u siebie zrobic – za wykorzystany pomysl dziekuje zdolniejszym odemnie.
    Blog "pieknych obrazkow" UWIELBIAM tak droga Pani podziwiam i zycze duzo zdrowka ,pomyslow – czekam na papierowe wydanie tego swietnego kwartalnika .babcia Basia

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:47)

      Babciu Basiu – BUZIAKI i spóźnione ale szczere życzenia z Okazji Dnia Babci! Dziękuję, że tu jesteś:)

  • comment-avatar
    noomiy 22 stycznia 2015 (12:18)

    Tak mi się podoba jak to ujęłaś! :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (12:17)

    Najlepiej się "sprzedają" piękno i zło. Skłaniam się do twierdzenia, że zło sprzedaje się lepiej. Od nas zależy, którym z tych sprzedawców jesteśmy. Piękno "sprzedaje się" trochę trudniej i trzeba w to piękno włożyć dużo pracy i siebie – piękno się wypłukuje, wydobywa obrabia jak złoto czy brylanty. "Piękne obrazki" są zwierciadłem duszy fotografa, jego wrażliwości, poczucia estetyki i piękna. Wszystko co najprostsze jest najtrudniejsze – jestem zwolennikiem minimalizmu o czasu kiedy zdjąłem z siebie cały zestaw bardzo ciężkiego i drogiego sprzętu średnioformatowego – braku talentu i wyczucia estetycznego nie nadrobimy tonami drogiego sprzętu – to trochę trwa zanim to zrozumiemy. Pani Joanno, zaglądam na Pani bloga i szczerze podziwiam – ponad 5 mln odwiedzin – jak to Pani zrobiła? Pani nie "sprzedaje" tylko piękna, Pani sprzedajenam coś więcej… Zdradzi nam Pani to coś? Pozdrawiam serdeczne.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:46)

      dodałabym jeszcze" sex":):):) Piękno, zło i sex:) sprzedaje się najlepiej.
      A tak na serio – bardzo Panu dziękuję za ten wpis…Owszem sprzedaję "coś" :), co dla każdego czytelnika oznaczać będzie inną wartość, ale jaką dostaję zapłatę!!!! Tylu podczytywaczy dziennie!, tyle ciepłych słów, tyle dobrej energii, tyle wrażliwości skumulowanej w jednym miejscu. Tyle przepięknych nowych znajomości! Owe moje 5 mln odwiedzin – to pestka w stosunku do tego, co ludzie którzy tu bywają zostawiają po sobie – że choćby taki miły wpis, jak Pana:)

      SERDECZNOŚĆI same wysyłam !

    • comment-avatar
      jerzy_nka 23 stycznia 2015 (10:40)

      sex to mieszanina piękna i zła w różnych proporcjach w zależności o celu

  • comment-avatar
    lewkonia 22 stycznia 2015 (12:16)

    Dobrze wiem, o czym piszesz:) Kreatywna praca, wymagająca stałego umysłowego pogotowia wcale nie męczy mniej, niż rąbanie drewna. I zakwasy też się ma, w karku i na tyłku. A jeśli do tego trzeba być i sternikiem i kapitanem i majtkiem równocześnie, a na końcu samemu się rozlicza z efektów, to wcale nie stresuje mniej, niż szef stojący nad podwładnym. Zazdroszcę Ci czasu w domu i pracy w kapciach ( wiem,że nie wciąż i wyłacznie), choć sama miewam ferie ( właśnie teraz), które mi inni mają za złe, ale sam też tą prace do domu przynosze, czego akurat nie lubię, bo często jest na juz, czyli noca. Ale jak pewnie niejedna jua twierdzę, tzreba lubić, co się robi, bo inaczej nie ma to sensu.

    Pozdrawiam ciepło z mojego domowego biura wciąż szturmowanego przez rodzinę, ech :)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:37)

      No najgorsze jest to, że coraz mniej mnie w tym domu, coraz więcej zaś w rozjazdach. Ale i tak, nie zamieniłabym tego wszystkiego:) na nic innego- ściskam Cię najmocniej :)

  • comment-avatar
    Filipek 70 22 stycznia 2015 (12:15)

    Joasia wiedziałam, że z Ciebie mądra kobieta od samego początku :)))) myślę tak samo ,ale tak pięknie w słowa to bym tego nie umiała ubrać :))))poza tym już poprzednio ci napisałam, że wiem ile za tymi ładnymi obrazkami stoi poświęconego czasu i pracy …..samo prowadzenie bloga już sporo go absorbuje :)))) zrobilam jedną sesję zdjęciową ,a przygotowań było na dwa dni :))))rozwoju ,rozwoju,rozwoju bez bólu pleców :))) pomocnika !!!!bo kręgosłup ma się jeden …miłego dnia:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:36)

      :):):) FILIPKU kochana- TRZYMAJ SIĘ! I pamiętaj tylko, by się nie zniechęcać, kręgosłup kiedyś tam odpuści, a radość z własnych zdjęć – bezcenna:)

    • comment-avatar
      Filipek 70 22 stycznia 2015 (22:26)

      nie zniechęcam się:)))) …byłam dziś na pierwszym spotkaniu w gronie fotografów :)))
      i zapisałam się na kurs ,by wycisnąć z mego aparatu ile się da :))))))!!!!! buziole

  • comment-avatar
    ATKA niezapominATKA 22 stycznia 2015 (12:09)

    Właśnie jestem na etapie "budowania" własnej pracy, pracy, która ma mi dać szczęście, poczucie samorealizacj i zadowalające finanse. Jednak całe moje otoczenie (łącznie z najbliższymi) kiwa z niezadowoleniem głowami. Dlaczego? Przyciśninęci do muru w końcu wszyscy odpowiadają jednakowo: "To jest niemożliwe, żeby pracować, Ba! Żeby zarabiać, na czymś co sprawia przyjemnoć". Nie wiem?! Czy to jest jakaś nasza cecha narodowa, czy jak?

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:32)

      Może i narodowa a może po prostu fakt, że nasi rodzice – osoby, które najbardziej na nas wpływają i maja na nas jednak ogromny wpływ, sami nie zaznali owej WOLNOŚĆI wyboru – więc nie potrafią nas mobilizować, zachęcać, powiedzieć – nie bój się, dasz radę! Zobacz – Ty, jako mama już będziesz miała inne doświadczenia:) podrzucisz własne dzieci w górę i krzykniesz – LEEEEEĆ dziecko, leeeć tam gdzie tylko chcesz! :):):)
      Nasza narodowa "wolność" i mentalność musi jeszcze trochę pożyć, by wypleniły się niektóre lęki i zachowania.

    • comment-avatar
      ATKA niezapominATKA 22 stycznia 2015 (22:18)

      Masz rację, że tego typu 'niewiara' wychodzi z czasów gdy myślenie schematyczne było obowiązkowe, a każde inne, świadczące o wolności wyboru było zakazane.
      Mam szczęście, że jedyną tak naprawdę wierzącą we mnie osobą jest mój tata. Gdyby nie on już dawno cisnełabym igły i nici w kąt. Po Twoich słowach myślę sobie…że gdyby wierzył We mnie ktoś obcy, a nie najbliższy człowiek to ta wiara choć pozornie równie mocna nie dałaby mi takiej siły jak ta płynąca od mojego taty. Dziękuję Ci za powyższe słowa. Zapamiętam je i przekaże moim córką, kiedy zaczną walczyć o swoje marzenia.
      Miłego wieczoru

  • comment-avatar
    Aga 22 stycznia 2015 (12:06)

    Codziennie próbuje pamiętać o tym, że to.ja jestem malarzem swojego życia, jeśli narzekam, trwonie czas na jakieś głupoty moje obrazy są nijakie dokładnie jak życie. Jeśli natomiast z całych sił.nastawiam się do życia i otaczających mnie ludzi pozytywnie to nawet te trudniejsze momenty mają w sobie kolorowe przeblyski. Przeszłam w życiu jeden bardzo poważny kryzys, który pomimo bólu, który wywołał, jest do tej pory najcenniejszym doświadczeniem mojego życia. Dzięki temu otworzyły się moje oczy i zaczęłam doceniać siebie i.każdą chwilę.
    Zawsze oglądając Twoje piękne zdjęcia myślę o tym ile pracy i swojego talentu w nie włożyłas i ogromnie się cieszę, Ze masz ochotę dzielić się tym z nami : ) pozdrawiam Aga

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:29)

      Aga, dziękuję Ci za ten wpis.

  • comment-avatar
    Look Beauty 22 stycznia 2015 (12:03)

    Asiu dzisiejszy post i mnie skłonił do refleksji, własnie najgorsze jest to że jak z kimś rozmawiamy to ludzie ciągle na coś narzekają, na prace, partnera, niedobre dzieci i między palcami przecieka im szczęście a wszystkie przyjemne chwile gubią po drodze Mnie niestety tez życie potraktowało ostro ale dzięki tej właśnie lekcji wsłuchałam się w siebie, zaczęłam szukać odpowiedzi na pytania mnie dręczące. Zrozumiałam jak życie jest krótkie, jak łatwo możemy je stracić a skupiamy się na rzeczach nam wcale niepotrzebnych. Teraz żyję pełnią szczęścia jakby czas zwolnił i codziennie przekonuję się co jest dla mnie ważne już nie biorę udziału i wyścigu życia a mimo to ciężko pracuję aby moje marzenia się spełniły a i czasem przychodzi zwątpienie a mimo to z każdym nowym dniem przychodzi również nowa nadzieja. Dziękuję za wszystko Ilona :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:28)

      Ci, którzy życie mogli stracić….a dostali je jakby znów w prezencie, żyją lżej- bez oczekiwań, z wdzięcznością, z radochą w sercu. Masz rację. Wiem doskonale, o czym piszesz.

  • comment-avatar
    bamabo 22 stycznia 2015 (12:02)

    Mądrze prawisz.:))
    Dziękuję po stokroć za Twoje ciągłe dzielenie się pięknem – korzystam wiele:).

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:27)

      Proszę – i ja też dziękuję – za to, że korzystasz:)

  • comment-avatar
    Ankha 22 stycznia 2015 (11:42)

    Ja np. nie potrafię zrobić takich "pięknych obrazków". Dlatego tym bardziej doceniam blogi, na których one się pojawiają. Każdy ma coś w czym jest dobry. Co jest (lub może być) jego pasją. Szczęśliwi Ci, którym udało się to zamienić w pracę. Takim osobom jest może ciut łatwiej docenić to wszystko. Problem wydaje mi się jest z tą resztą. Bo albo potrafimy się cieszyć tym co mamy, co robimy – chociażby dla samych siebie, do szuflady czy jak to nazwać. Wtedy praca jest pracą – środkiem do przeżycia, a nasze prawdziwe ja ujawnia się po fajrancie. Albo załamujemy się, że nic z tego nie mamy, nie dostrzegamy tych drobiazgów, które sprawiają, że chce się żyć :) Niestety Polakom jakoś trudno jest być optymistami… Marudzą, narzekają, stękają – tylko po co? Jeszcze nikt na lepsze tym swojego życia nie zmienił ;)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:26)

      Można jeszcze głębiej sięgnąć – bardzo dużo ludzi po prostu NIE WIE co chce w życiu robić. Bo żeby pasje zamienić w prace – trzeba jeszcze owa pasję w sobie odnaleźć. Prawda?

    • comment-avatar
      Ankha 27 stycznia 2015 (11:13)

      Dokładnie! Dlatego tak bardzo dziwię się ludziom, którzy spędzają cały wolny czas na kanapie przed tv. Zamiast wstać, ruszyć się, zrobić coś dla siebie :) Żeby coś po nas zostało dla następnych pokoleń.

  • comment-avatar
    Zoyka 22 stycznia 2015 (11:38)

    Gdy prowadziłam kwiaciarnię niemal każda kupująca Pani zachwycała się moją pracą i mówiła mi jak cudownie pracować z kwiatami i że to taka lekka i przyjemna praca. Nikt nie widział jak woziłam towar , jak skubałam każdą różyczkę z kolców by klienci się nie skaleczyli, jak ciągle miałem zmarznięte i mokre ręce a ból kręgosłupa od schylania wołał o pomstę do nieba :))) I ciągłe przemarznięcie całego ciała bo kwiatki lubią zimno :) Tak, nikt tego nie widział a ja nie biadoliłam tylko się uśmiechałam i robiłam swoje. Chyba tak mamy że zawsze nam się wydaje ,że ktos ma się lepiej od nas. Życie mnie nauczyło doceniać co mam.Przede wszystkim był okres że musiałam wiele zrozumieć i nauczyć się usmiechać od nowa.Dało się ! I mam tak jak Ty – stópki mojego dziecka….nie muszę chyba kończyć:)

    Zaglądam do Ciebie od lat ale teraz mogę zaprosić do siebie :)

    http://homezoyka.blogspot.com/

    pozdrawiam !

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (18:25)

      Mam znajomą, która prowadzi kwiaciarnię artystyczną. Wiem jak ciężko pracuje na wszystkie swoje sukcesy. Zoyko – uściski serdeczne!

  • comment-avatar
    Baśniowy Dom 22 stycznia 2015 (11:21)

    Pięknie ujęte!!! Zgadzam się z Tobą całkowicie, ważne by umieć doceniać każdą piękną chwilę i ubrać ją w piękny obrazek -choćby w naszej pamięci …:-)
    Pozdrawiam ciepło :-)

  • comment-avatar
    Kamila 22 stycznia 2015 (11:17)

    Jedni narzekają ma bolący kręgosłup, inni na zniszczone dłonie..ale to nic, gdy kocha się swoją pracę ;)
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Kasia z vanillaforhome 22 stycznia 2015 (11:06)

    Każdy z nas zapewne ma swoje "piękne obrazki", ale musi w to uwierzyć! Ja pozytywnie patrzę na świat, chociaż czasem nie jest łatwo. Trzeba w to wierzyć i się nie poddawać. Pozdrawiam Cię Asiu i życzę wiosennie – optymistycznych sesji w najbliższym czasie:).

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:27)

      Bardzo dziękuję – i nawzajem, wszystkiego najlepszego! :)

  • comment-avatar
    Pomysłowy Ogród 22 stycznia 2015 (10:56)

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś… Czasem jest też tak, że do pewnych rzeczy w życiu trzeba dorosnąć. Niektórym to wychodzi lepiej innym gorzej, ale najważniejsze to próbować i się nie poddawać :-) Pozdrawiam :-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:06)

      Dziękuję i pozdrowienia odbijam! :)

  • comment-avatar
    all shades of blue 22 stycznia 2015 (10:50)

    O, nowy zastrzyk pozytywnej energii – dziękuję:) Każdy, kto próbował zrobić choć jedną choćby amatorską sesję komukolwiek lub czemukolwiek wie, ile za tym stoi ciężkiej pracy, czasu i niepewności, a ten, kto nie próbował – niech spróbuje:) Nieustannie Cię podziwiam, bo przecież oprócz pięknych kadrów to w domu toczy się życie, jak już dziewczyny wyżej wspomniały. Nic się nie robi samo, ale właśnie dlatego możemy odczuwać satysfakcję. Nie ma satysfakcji bez wysiłku:) Pozdrawiam już prawie wiosennie;)

  • comment-avatar
    Mysia 22 stycznia 2015 (10:48)

    Dziękuję za tego posta i komentarze. :) Jestem osobą od kilku lat poszukującą stałego zatrudnienia i wiem z doświadczenia pracy w różnych miejscach, że każda praca wymaga trudu, zaangażowania i serca. Z zewnątrz praca może wyglądać na super, a stajesz po drugiej stronie i odkrywasz zaplecze, które przyjmiesz lub nie. Wkurzają mnie ludzie, którzy nie szanują tego, że prace mają. Pozdrawiam i dziękuję za "kolorowe obrazki", które zabarwiają mój świat i inspirują do zmian. :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:05)

      Mysiu – z całego serca życzę Ci znalezienia pracy – takiej która pokochasz na tyle, by nie widzieć różnych niedogodności:) I byś czuła się w niej spełniona:)

  • comment-avatar
    Insomnia 22 stycznia 2015 (10:42)

    Ąsiu ! Pięknie i mądrze opisałaś swoje "ładne obrazki" :).
    Ja także nie daję się przeciwnością losu. Z perspektywy lat widzę, że nieszczęście, burze losowe, które mnie dotknęły, wyzwoliły we mnie nowe pokłady energii. Rozwód, rozterki, niepowodzenia, smutki dnia codziennego spowodowały, że zaczęłam wyszywać, pisać blog, zgłębiłam sztukę fotografii, zaczęłam szyć, wreszcie założyłam swój sklepik…..
    Każde niepowodzenie uczy nas czegoś dobrego, otwiera nowe możliwości. Codziennie patrzę na mój mały świat i widzę jego kolorową, radosną stronę :)
    Uściski serdeczne.

  • comment-avatar
    husky foto 22 stycznia 2015 (10:40)

    Ja sobie ostatnio w wolnym czasie takie ładne obrazki w pozornie nieciekawym szaroburym świecie wyszukuję i uwieczniam na fotografiach. Zanim na dobre zajęłam się robieniem zdjęć nie byłam w stanie dostrzec aż tak wielu szczegółów, które nas otaczają.
    Co do czasu, ile taka twórczość zdjęciowa i obróbkowa pochłania, ludzie, którzy się tym na co dzień nie zajmują myślą, że to tylko chwila i powstaje piękna fotografia. Nie biorą jednak pod uwagę czasu, który trzeba poświęcić na ciągłą naukę, zrobienie sesji, a potem godziny obróbki. Mój kręgosłup też coraz ciężej to moje hobby znosi, ale za bardzo się w to wciągnęłam i za wiele radości z tego czerpię, żeby zrezygnować ;-).
    Pozdrawiam cieplutko!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:03)

      Odbijam pozdrowienia i dodaje uścisk serdeczny:)

  • comment-avatar
    Ewa z Przytulnego domu 22 stycznia 2015 (10:38)

    Umknęła mi wcześniej jeszcze jedna myśl po lekturze Twojego wpisu. Dookoła jest tyle szarości i brzydoty z która trzeba sobie radzić, tyle smutku w ludzkich oczach na ulicach czy w autobusach, że trzeba, po prostu trzeba w sobie szukać tej iskierki szczęści, cieszyć się drobiazgami, porannym słońcem, kwiatkiem wiosennym. Docenić to co sie ma, Rodzinę , zdrowie, dach nad głową i pracę wykonywana z pasją ( lub pasje przekutą w pracę) Ty to po prostu doceniasz a te radość przerzucasz na zdjęcia:)
    Pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:03)

      Ewa – bardzo staram się to robić. I masz racje swoje codzienne małe czy duże radości łapię w kadry:)

  • comment-avatar
    Lola in Heaven 22 stycznia 2015 (10:38)

    Z każdą profesją jest podobnie. Tylko nieliczne grono potrafi dojrzeć ból tworzenia, wygodniej jest oceniać po okładce. Mam tu na myśli nie tylko pracę, ale i życie. Dobre partnerstwo też jest obiektem zazdrości i zawiści, ale wspólne bycie razem i podobne odbieranie świata nie przychodzi znikąd, zwłaszcza w mieszanym związku.
    Pozdrawiam i życzę kolejnych bajecznych sesji :)
    Beata

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:02)

      Temat dobrego partnerstwa – to temat rzeka. zgadzam się z Tobą w 100%- na dobry związek trzeba PRACOWAC:) Buziaki wysyłam.

  • comment-avatar
    Ewa z Przytulnego domu 22 stycznia 2015 (10:33)

    Dziękuję Ci Asiu za ten wpis, bo rzeczywiście są ludzie którzy czytając Twojego bloga myślą że żyjesz w ślicznej idylli, bez ciężkiej pracy, bez stresu i zmartwień. Powód jest zrozumiały: piękne kadry, sielskie obrazki.. Ale codzienne życie jest też prozaiczne, jesteśmy zmęczeni czy chorzy, wtedy nasz dom nie wygląda tak zjawiskowo jak na zdjęciach na blogu. Dlatego trzeba czasem napisać, że na blogach po prostu pokazujemy te szczęśliwszą, czystszą i poukładaną rzeczywistość. Po za kadrem są te gorsze dni, ciężka praca, stres a zdjęcia sa tylko wycinkiem rzeczywistości…
    Ale masz rację, że nastawienie do życia, pracy i czy swoich codziennych obowiązków ma znaczenie. Są ludzie dla których zawsze szklanka jest do połowy pusta. Ja należę do tych, którzy czasem łapią doła ale starają się patrzeć na tę szklankę z optymizmem aby była raczej pełna:)
    Pozdrawiam z Przytulnego Domu

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:41)

      Ewa – uściski wysyłam serdecznego z mojego lasu:) I dziękuję Ci za te słowa.

  • comment-avatar
    Monika - White Valley 22 stycznia 2015 (10:33)

    Asiu, ja kocham te Twoje "ładne obrazki" :))), a sama lubiąc robić zdjęcia amatorsko domyślam się, ile czasu i wysiłku potrzeba na to, żeby zrobić profesjonalną sesję, wyedytować i jeszcze to później poskładać. A do tego ten cały niematerialny wymiar Twojej pracy, czyli to wszystko co się odbywa w głowie od pomysłu do realizacji. Każda praca wymaga czasu i poświęcenia, jest chyba niewielu ludzi, którym manna spada z nieba :).
    A co do piękna – to przecież od nas zależy na co w życiu zwracamy uwagę. Możemy skupiać się tylko na pięknie, przecież go wokół je brakuje i jest za darmo. Przypomniało mi się jak całkiem niedawno wsiadając do samochodu zauważyłam, że szron na jego dachu przypomina mały, lodowy lasek :). W takie piękne, powyciągane szpileczki się wyjątkowo poukładał, aż żałowałam, że nie mam obiektywu z makro, bo na zdjęciu wyglądałoby to bajecznie :).
    Mnie się wydaje, że w życiu bardzo ważna jest zgoda na coś, akceptacja. I dotyczy to wszystkiego, każdego jego aspektu – od miłości, po pracę, zdrowie, czy siebie samej :). Jeśli akceptuję partnera, to biorę go takim, jaki jest, z jego zaletami i wadami. Jeśli akceptuję swoją pracę, to również z tym, co nie do końca jest dla mnie wygodne. Mnie przynajmniej żyje się tak o wiele łatwiej, zamiast skupiać się i tracić czas na coś, co mi się nie podoba, to akceptuję to, i poświęcam się tej ładniejszej stronie obrazków :))). A jeśli czegoś nie akceptuję, to staram się to zmienić.
    Mam już grubo ponad 30 lat, ale dalej nie mogę zrozumieć tego, że można komuś zazdrościć życia. Przecież wszystko jest w naszych rękach, każdego dnia możemy zrobić coś, żeby nasze życie było piękniejsze, nie trzeba czekać do jutra :).

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:40)

      Monika – :):):)
      bez słów się rozumiemy:)

  • comment-avatar
    Magdalena Zaremba 22 stycznia 2015 (10:26)

    Asiu, właśnie przeczytałam Twój ostatni post i muszę powiedzieć, że zgadzam się z Twoimi słowami w 100% tach. To my jesteśmy odpowiedzialni za to jak postrzegamy świat, jaki obraz chcemy widzieć na co dzień. To tylko i wyłącznie nasze nastawienie do tegoż właśnie świata kreuje tzw. obrazki. Ja, nie potrafię zacząć dnia inaczej niż od pozytywnego nastawienia, od uśmiechu do męża czy buziaka dla moich dzieciaczków. Każdy dzień jest dla mnie nową przygodą, czystą kartą, którą staram się wypełnić dobrymi i pozytywnymi zapiskami. Kiedyś moja szefowa zapytała się mnie jak ja to robię, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy przez większość dnia… Zrobiło mi się niezmiernie miło że ktoś postrzega mnie w ten sposób. Czasami nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy jak postrzegają nas inni, chociaż to postrzeganie trzeba zacząć od pozytywnego postrzegania siebie i codzienności która nas otacza… Oczywiście i w moim życiu nie ma idylli, zdarzają się problemy, codzienne troski, ale mając przy sobie kochającego męża, dwójkę cudownych dzieciaczków i wrodzony optymizm, jakoś dajemy sobie radę. :)) Dlatego apeleuję do Wszystkich – spróbujcie zacząć dzień od uśmiechu na twarzy i założenia że to będzie dobry dzień – pamiętajmy – to my tworzymy naszą rzeczywistość. Pozdrawiam cieplutko, Magda

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (10:17)

    Za Pani mądrość, optymizm i radość z tworzenia – dziękuję.
    Wierna podczytywaczka już po 50.
    Dezyderata towarzyszy mi już od wielu lat, mając możliwość, propaguję ją wśród moich znajomych i młodszych ode mnie, bo to kwintesencja mądrości.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:28)

      Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie.

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (10:07)

    Nie znoszę pewnych elementów mojej pracy i tych nie mogę zmienić, ale w innych jestem w swoim żywiole. Mam takie swoje wymarzone zajęcie – mały klimatyczny sklepik z dodatkami do domu, ale okolica w której mieszkam już takie cudne miejsce ma i na trenie wiejskim drugi nie jest potrzebny. Bardzo boję się zmian , generalnie wszystkich, nie boję się ciężkiej pracy, a przez ten strach nie robię tego o czym marzę. Ty Asiu – chociaż z tego co czytam wiele osób tego nie dostrzega – jesteś mamą, która ma obowiązki i jak czytam o tych wyjazdach na sesje to zawsze myślę o Leonku – przecież na bank o nim myślisz, martwisz się – jak każda mama – dlaczego inni nie widzą, że musisz poświęcić swój czas i to długi a nie zrobić ble jakie zdjęcie, byle gdzie i szybko – jakość jest Twoją marką. Przecież masz ogród duży, dom a w nich samo się nie pierze, nie sprząta, nie pieli itd..Ja widzę ten wysiłek i trud organizacji w Twoją pracę i podziwiam. Ślędzę tego bloga od pierwszych wpisów, minęło 6 lat i mam dobrą perspektywę. Mam takie jedno no może nie marzenia, ale prośbę – zobaczyć ten Twój magazyn – godzinami patrzę na przedmioty, które pokazujesz, mam listę sklepów i korzystam z podpowiedzi. Pozdrawiam i dziękuję za te cudne, wiosenne, kwiatowe kadry. I.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:27)

      Dziękuję.

    • comment-avatar
      Anonimowy 22 stycznia 2015 (20:57)

      No fakt dom, dziecko, praca to ogrom pracy. Pogodzić to trudno i bez pomocy z zewnątrz chyba jednak nie da rady. Kobieto doby by ci brakło na to wszystko. Więc tak na trzeźwo sobie myślę że Asia musi mieć pomoc, tylko o tym nie pisze, bo pewnie zaraz by ją tu zjedli. A zdjęcia są tylko ładnym i miłym dodatkiem/iluzją do fajnych tekstów:). Pozdrawiam Monika S.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (21:11)

      Monika – raz w tygodniu lub raz na 2, 3 tyg pomaga mi tu pani przez około 4 godz. Cała pomoc:). Resztę ogarniam jednak sama:) O przepraszam – z mężem. Gdyby nie jego wsparcie i pomoc i zaangażowanie w nasze życie wspólne – rzeczywiście mogłoby być ciężko. No i czasami jest – ale to przecież zaraz mija.
      Bardzo natomiast brakowało mi tu babć, bo obie nie mieszkają blisko nas – Gdy Leoś był malutki….oj wtedy naprawdę przydałaby mi się i pomoc i wsparcie psychiczne , no ale- najcięższy okres minął, teraz dajemy radę.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

  • comment-avatar
    Joanna - Mama w Centrum 22 stycznia 2015 (10:04)

    Asieńko, patrz na ten świat dalej tak pięknie i się z nami tym spojrzeniem dziel. Ja się u Ciebie zasilam :) ale między wierszami widzę też Twoja pracę, determinację, trud. I tym bardziej doceniam.

    P.s. Ja żyję w niezwykle szczęśliwym związku i tylko się pod nosem usmiecham, jak ktoś mówi "ale wam się udało". Nic się nie udało, nic nie spadło z nieba, sami sobie to wypracowalismy – kryzysami, pracą, wysiłkiem. Sami. Naszymi decyzjami, determinacją. I na końcu jest pięknie :)
    To jest jakaś choroba naszych czasów – widzimy tylko efekt. I zazdrościmy, zrzucamy nieprawdę, itp. A za jakbym pięknem stoi wysiłek.

  • comment-avatar
    Anonimowy 22 stycznia 2015 (10:03)

    Witaj
    Chyba wolałam Twój blog z początkowego okresu.Teraz owszem pokazujesz piękne zdjęcia,piękne wnętrza ale to już jest taka komercja.Dawniej byłaś dla mnie inspiracją.Dzięki Tobie malowałam wiklinę korzystałam z różnych rad a teraz jakoś straciłam zapał do oglądania.Nie mam bloga dlatego anonimowo piszę bo w dalszym ciągu jesteś w zakładce mojej.Pozdrawiam Wiktoria W.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (11:00)

      Wiktorio – ja naprawdę nie jestem Ci potrzebna ani do malowania wikliny, ani do innych twórczych działań:):) Jestem pewna, że sama w sobie odnajdziesz pokłady twórcze i chęć do działania – czego Ci z całego serca życzę. Tak to już w życiu jest że się zmieniamy, rozwijamy – niekoniecznie ku akceptacji innych ludzi. Czółno już kilka lat temu stało się oficjalnym magazynem i prawnie umocowaną firmą. Niektórym to nie przeszkadza – innym tak. Ale na to akurat ani nie mam wpływu, ani szczerze mówiąc nie przejmuję się tym zbytnio. I nie odbierz tego jako afront – po prostu uważam, że jeśli ktoś będzie chciał szukać tu inspiracji – to je zawsze znajdzie. A jeśli komuś nie odpowiada formuła – to przestanie odwiedzać. I już:) Pozdrawiam serdecznie, życzę Ci wielu twórczych działań.

    • comment-avatar
      Anonimowy 24 stycznia 2015 (16:26)

      Uważam,że jesteś wspaniałą osobą, jednak blog faktycznie zdecydowanie lepszy był w początkowym okresie, może przyczyną jest to ze masz mniej czasu w zwiazku z wydawanym magazynem de facto cudownym! niestety wszystko teraz jest skomercjalizowane, szkoda, że też czółno.

  • comment-avatar
    Zuza / house of happiness 22 stycznia 2015 (10:01)

    Nieraz jest tak, że ten "ładny obrazek" jest tylko wytworem, stworzonym po to, by inni zobaczyli jak to u nas jest fajnie, podczas gdy w środku czujemy się nieszczęśliwi i niespełnieni. A chodzi przecież nie o pozory, ale o to, żeby być szczęśliwym człowiekiem – wykrzesać z siebie i swojego życia trochę radości, znaleźć pasję, kochać ludzi. Ja dopiero niedawno odkryłam, że tzw. "szczęście" to nie nieustająca sielanka, ale sztuka dostrzegania drobnych przyjemności. Nawet u siebie zamieściłam ostatnio hasło "create a life that feels good on the inside, not one that just looks good on the outside" i myślę, że jest ono bardzo dobrym podsumowaniem dla tego posta :)
    Pozdrawiam ciepło! Zuza
    http://myhouseofhappiness.blogspot.com/

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:25)

      Zuza – zwerbalizowałaś moje myśli:)
      ściski ogromne.

  • comment-avatar
    Magdalena 22 stycznia 2015 (10:00)

    No Asieńko, samo życie…:) Jak mówi stare, dobre i PRAWDZIWE przysłowie: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Odnośnie prac naszych różnych również. Mi kiedyś pozazdroszczono mojej pracy i wzięłam taką jednostkę ze sobą na inwentaryzację (no idziesz sobie, liczysz drzewka, robisz zdjęcia, przyroda, cisza, spokój, potem hotel, kolacja i jeszcze ci za to płacą…)Jednostka miała dość po jednym dniu: pobudka 6 rano, o siódmej już w terenie, komary, kleszcze, muchy, pająki, paprochy wpadające za kołnierz (nie wiadomo co to, więc się trzeba otrzepać, sprawdzić…), często mokro więc nie tylko spodnie ale i buty, nie za zaplecza sanitarnego – ręce myjemy wodą z butelki, wc w najbliższym krzakach, gałązki uderzają w twarz, kolce czepiają się spodni, nawłocie są wyższe ode mnie, łąka nagle robi się rozlewiskiem, ale iść trzeba do przodu:)…i tak do 18, czasem dłużej jak się nie wyrobimy z odcinkiem. Do zmroku. Upał czasami, ale trzeba mieć wysokie buty, długie spodnie, długi rękaw, coś na głowę. Zimno czasami, ale trzeba długopis w ręce trzymać, mapy rozkładać…Później hotel (albo i inne niezbyt godne miejsce noclegowe), mycie – trzeba się dokładnie obejrzeć no bo kleszcze. Kolacja zjedzona ostatkiem sił. Po powrocie do domu, po takim tygodniu na przykład czekają mnie długie godziny wklepywania danych, nanoszenia zliczonych drzew na mapę i tak dalej…aż do następnego razu:) Czy zamieniłabym tę pracę? NIE. Nigdy. Za nic:) Nie oddałabym tych krajobrazów, tych kwiatów, krzewów, tych ludzi poznanych po drodze, tej ciszy i spokoju…
    Dzięki że podzieliłaś się pięcioma minutami z życia fotografa sesyjnego:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:24)

      Myślę sobie Madzia, że każdy człowiek, który pracuje z pasją – nie czuje po prostu tych wszystkich niedogodności, albo nawet jeśli je czuje – to i tak nie są dla niego istotne:) BUZIAKI moja droga PANI OD LISTKÓW:)

  • comment-avatar
    Panna Matka 22 stycznia 2015 (10:00)

    Może i ja kiedyś dostąpię tego zaszczytu bycia w twoim magazynie;)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:22)

      zobaczymy, co da się zrobić:)

  • comment-avatar
    Południe Północ 22 stycznia 2015 (09:59)

    "Czy wokół nas nie ma brzydoty, złych wydarzeń, problemów? OCZYWIŚCIE że są. Ale co z tego? Nie rozumiem, czemu miałabym się na nich właśnie skupiać" idealnie napisane Joanno od pięknych obrazków :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 stycznia 2015 (10:21)

      :):):):) pozdrowienia serdeczne wysyłam:)

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.