NATURAlnie

Patrzę za okno…i pytam sama siebie, z lekka rozczarowana: GDZIE JEST LATO? I bynajmniej, nie mam na myśli żadnego Grzegorza:). Dziś jest u nas tak zimno, że mam ochotę wyciagnąć z czeluści zimowych otulaczy – jakiś sweter grubaśny lub polar. We wtorek nocy wichura mało co nie wyrwała nam pół lasu, okoliczni mędrcy, co to się znają, stwierdzili, że przeszła TRĄBA. Jakkolwiek by zwał ów natury szał – było bardzo ostro. Błyskawice, burza, grad, wicher…struchleliśmy. Być może wyjdę w tej chwili na starą, wspominającą dawne czasy kwokę – ale odnoszę wrażenie, że moim dzieciństwem zarządzał słoneczny czerwiec, upalny lipiec i bajecznie ciepluśki sierpień. Było CIEPŁO. A teraz….Mieszkamy tu już ładnych kilka lat. I nie pamiętam, by któregoś roku było takie prawdziwe LATO. Po prostu słoneczne, ciepłe lato. Za to bardzo dobrze pamiętam wszelkie anomalia – śnieg na Wielkanoc, upały niesamowite na początku maja i deszczowe lipce. Oj, mam dziś ewidentny dzień wspominek i porównań. A przede wszystkim tęsknoty. Za tym np., co kiedyś było NORMALNE, a stało się rarytasem. Normalne jedzenie – dziś jest EKO i kosztuje EKO ODPOWIEDNIO. Owoce – np. truskawki, które właśnie obrodziły, dawniej po prostu były truskawkami. Dziś są często  nafaszerowane chemią  – wszelkie przyspieszacze porostu i inne tego typu świństwa. Widzę, co się dzieje z truskawkami na Kaszubach. Czym niektórzy rolnicy i jak często!!! pryskają. Szokuje mnie to, jak człowiek drugiemu człowiekowi może coś takiego robić. Kierowany tylko i wyłącznie chęcią szybkiego zysku. Kilka zagonów dla siebie – czystych, reszta – pryskanie np.  co 4 dni. Myślicie, że ktoś to sprawdza? Kontroluje? Buntuję się na taki stan rzeczy. Buntuję się bardzo. I tak zwyczajnie, po ludzku – wkurzam.  Czy tylko mnie taki stan rzeczy przeraża?, Czy Wy również odczuwacie złość na myśl o współczesnej „żywności”? Zastanawiałam się ostatnio, czy to tylko w naszej rodzinie widzimy owe wszystkie NIENORMALNOŚCI tego świata( co być może czyni już z nas świrusów)…czy widzą to wszyscy i nic z tym po prostu nie robimy.

W ramach osobistego nerwa udałam się na poziomki. Prawdziwne:) Do lasu. Naturalne, pachnące tak obłędnie, że zapiera dech. Przygotowałam z nich materiał na zimowe poprawiacze nastroju. Wedle przepisu Pawła mamy, uchodzącej w naszej rodzinie za poziomkowe GURU:) – kubek poziomek ucieram z 4 łyżkami cukru, do tego dodaję garść całych poziomek – dla wizualnego efektu:). Taki CUD natury zamrażam. I chyba nie muszę pisać, co oznacza zapach rozmrożonego cudu np. w styczniu, gdy za oknem ciemno, zimno i w ogóle BRRRR…..Oznacza jedno  – RATUNEK:)
Zakwita w ogrodzie powoli lawenda. Nie wiem jak to możliwe, ale kiedyś nie lubiłam jej zapachu. Też nie mogę w to uwierzyć:):) Ładnych parę lat temu kupowałam suszoną lawendę w sklepach zielarskich. Ostatnio jakoś już trudniej mi ją dostać. A używam co roku sporych ilości. Do woreczków lawendowych, do oliwki, do peelingów i do cukru. Ze świeżej lawendy tegorocznej przygotowałam cukier lawendowy, zaś z zapasów suszonej- nastepną porcję peelingu. Przepis najprostszy na świecie: bardzo drobna sól i lawenda. Centymetr na centymetr układane w szczelnym słoiku ( najlepiej sprawdzą się słoiki typu weki, z uszczelniającą gumką) W trakcie kąpieli dłonią nabieramy ze słoika porcję soli z lawendą (miesza się samo w trakcie wyjmowania), drugą dłonią nabieramy płyn do mycia twarzy – lub np. mydło w płynie szary jeleń. Rozprowadzamy wszystko na dłoniach i delikatnie
masujemy skórę – drobnosolny nadaje się do twarzy, gruboziarnistego używam do reszty ciała lub jako soli do kąpieli. Cukier lawendowy można zrobić na 2 sposoby – po prostu lawendę mieszamy z cukrem i trzymamy w szczelnym pojemniku. Drugi sposób jest bardziej pracochłonny, ale osobiście to własnie ten preferuję. Lawendę rocieramy w możdzierzu na drobny pyłek i dopiero mieszamy z cukrem. Tak uzyskaną lawendową słodkość dodawać można do wypieków – nadaje im bardzo ładnego, ale nienachalnego aromatu.
Porcja zdjęć – na temat oczywiście:)
Moi drodzy, dostaję znów w ostatnich tygodniach tak wiele maili, że nie nadążam totalnie z odpisywaniem. Przepraszam, ale nie jestem w stanie odpisywac na Wasze listy. I nawet nie podejmę próby. To jest po prostu fizycznie niemożliwe. I wierzę w to, że zrozumiecie. W każdym mailu jakies pytania, w prawie każdym prośba o porady – czuję się bezradna, bo nie jestem w stanie odpowiadać. Nie mam na to zupełnie teraz czasu. Postaram się chociaż na blogu zaspokajać Waszą dekoratorską:) ciekawość i odpowiadać na najczęstrze pytania. A pytacie o tak wiele rzeczy- często związanych z moją pracą, a jeszcze częściej ze zdjęciami, które pokazuję na czółnie. A dokładnie np.: co to za obrus, a gdzie go kupiłam, czy ta torba w róże to jest z Polski, a szklanki kolorowe skąd? itd, itp… Żeby więc ułatwić wszystkim życie:) a sobie zaoszczędzić czas, postanowiłam uprościć nasze : PYTANIE _ ODPOWIEDŹ. Od razu, przy poście będę podawała namiary na tekstylia, o które pytacie, a których używam, misy, kubki,  detale itd. I po problemie.
W dzisiejszych sesjach główne role zagrały:) –
W sesji POZIOMKOWEJ: tekstylia w moja ulubioną krateczkę i w  poziomki oraz etykiety z DEKODOM. Mam w domu wiele rzeczy z tego sklepu, nie raz nie dwa zobaczycie je jeszcze na zdjęciach, bo używam ich również przy stylizacjach w trakcie sesji żywnościowych czy wnętrzarskich dla magazynów. TUTAJ proszę znajdziecie sklep i asortyment, pasujący do retro, vintage czy romantycznych kuchni.

W sesji LAWENDOWEJ użyłam moich ulubionych bieżników z DEKORII, z którą zresztą współpracuję partnersko przy sesjach, i którą nie ukrywam – bardzo, bardzo sobie cenię. Za niesamowitą jakość przede wszystkim, ale również za ogromny wybór, kolorystykę i przemiłą obsługę. Znajduję w niej zawsze to, co mi się akurat stylizacyjnie wymarzy:) Nie sądzę, żebyście nie znały tej firmy, bo to na naszym rynku chluba – ale na wszelki wypadek podaję namiar: o TUTAJ są wszystkie najcudniejsze obrusy, bieżniki, pokrowce ( również na Ikeowe meble!)…zobaczcie sami. Słoiki szczelne  oraz fioletowe szklanki pochodzą z Tesco. Torba różana z poprzedniego posta, o którą tak czesto pytałyście – to również Tesco:) A obrus z tej samej sesji to Green Gate pochodzący ze sklepu, w którym sie całkowicie rozmarzam:) –  Fiorello. TUTAJ go znajdziecie.

UFFFF – mam nadzieję, że tym razem zaspokoiłamWaszą ciekawość i że ten system się nam sprawdzi w przyszłości.
Jeszcze raz przepraszam tych wszystkich, którym nie odpisałam osobiście na zapytania. Mam na swoją obronę wytłumaczenie w postaci totalnego zapracowania…i samo życie po prostu:) Doba się nie da wydłużyć, choćbyśmy nie wiem jak tego oczekiwali, prawda?

Ściski wielkie wszystkim wysyłam. Mając nadzieję, że w Waszych okolicach sa truskawki bez efektu  ślizgawek:), poziomki w lasach, słońce na niebie  a w sercach radość choćby  z powodu…WEEKENDU!
Wszystkim TATUSIOM – ślę najserdeczniejsze życzenia!

z ukłonem nad truskawkową konfiturą w garze:),
Wasza czółnowa zapoziomkowana.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

112 komentarzy

  • comment-avatar
    anua 3 lipca 2012 (10:04)

    Piękne i magiczne są Twoje zdjęcia:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 lipca 2012 (06:49)

    Witam Asiu!
    Komputer wreszcie ma połączenie z internetem więc mogę dołączyć się do rozmów. Jeśli chodzi o świadome jedzenie, o wybór tedo co spożywamy jestem po Twojej linii całkowicie ale w środowisku moich koleżanek z pracy rzeczywiście uchodzę za dziwaczkę i świruskę i jak to mnie określają "bez sensu". Podobno czepiam się "wszystkiego" a odzywam się tylko wtedy gdy mnie o coś pytają już sama nie mówię co myślę o jedzeniu pomidorów w środku zimy. Myślę, że część ludzi lubi łatwiznę bez wysiłku i myślenia. A teraz w ramach akcji dobrego jedzenia pędzę na jagody i baaaardzo pozdrawiam.
    Asia z PNW.

  • comment-avatar
    Kasia 2 lipca 2012 (06:01)

    Asiu, zaglądam do Ciebie od samego początku i cichaczem podczytuję. Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy a ostatnio czekam również na nowe wydanie MGCS :)
    Miałam wielką frajdę w czytaniu i oglądaniu Waszego magazynu :)nie wiem czy wiesz, że jest w nim rzecz, która była kiedyś w moim rodzinnym domu ;)taka mała zagadka :) p
    pozdrawiam serdecznie :)

  • comment-avatar
    Ania 1 lipca 2012 (17:08)

    Mam taką lawendową sól zawsze w swojej łazience, uwielbiam ją. Dziękuję za codzienną porcję marzeń na Twoim blogu:)

  • comment-avatar
    Magiczna Szuflada 29 czerwca 2012 (23:49)

    Dawni nie pisałam, choć zaglądam regularnie. Uwielbiam Twoje pióro. Nawet jak piszesz co Cię złości mam dziwną potrzebę tańca w sadzie …
    Jeśli chodzi o dzisiejszą fabrykę żywności – to dla mnie jakiś koszmar. Za wszelką cenę szukam natury lub sama hoduję ( choć nie ukrywam, że często mam problem z robalami, które raczą się moimi owocami i warzywami zanim trafią do mojej kuchni. Najbardziej mnie przerażają dzisiejsze dzieciaki… na chemii pędzone. Tak wiem brutalne określenia, ale zawsze mam wrażenie, że są większe niż moje pokolenie i z pewnością mniej odporne! Koszmar w biały dzień.
    A żeby zakończyć pozytywniej ten komentarz z utęsknieniem czekam aż w pełni zakwitnie moja lawenda… tak właśnie zaczynam lato… aromatyczne szaleństwo.
    Pozdrawiam gorąco Ilona

  • comment-avatar
    making,baking&creating 28 czerwca 2012 (19:53)

    Dziękuję za kolejną porcje cudownych inspiracji.

  • comment-avatar
    Anonimowy 27 czerwca 2012 (16:46)

    kochana green canoe czy wasze pismo można jakkolwiek ściągnąć, zapisać na dysku? brak stałego internetu sprawia, że każde chwile u rodziny spędzam siedząc na internecie oglądając Wasze pismo:)

  • comment-avatar
    Ameba 27 czerwca 2012 (08:36)

    Jaką ja mam ochotę na poziomki, teraz jeszcze podsyconą przez Ciebie! To co piszesz o żywności jest strasznie smutne, ale ciesze się że coraz więcej osób ten problem dostrzega. Jak ja sobie pomyślę, ze za chwilę nie będzie można kupić chociażby pomidorów malinowych, bo się źle przechowują to coś mnie telepie. I przy braku swojego kawałka ziemi, nic się nie zrobi. Jesteśmy zdani na łaskę sklepów i tego co można tanio kupić, drogo sprzedać i nie zepsuje się przez pół roku:(

  • comment-avatar
    Anonimowy 26 czerwca 2012 (21:07)

    Hej tam w eterze,
    z lawenda trzeba ostroznie… wplywa na hormony. Tez ja lubie, ale nie moge niczego z nia uzywac niestety. Pozdrawiam serdecznie,
    Belle.

    • comment-avatar
      JOanna z Hażlacha 1 lipca 2012 (11:30)

      ale jak wpływa? może cos więcej , bo mnie to zaintrygowało…

  • comment-avatar
    ushii 26 czerwca 2012 (13:21)

    Hehehe :) Cena popularności :))
    Miałam do Ciebie się odezwać, bo potrzebuję pogadać o paru sprawach… no ale właśnie tak pomyślałam, ze zasypują Cię wszyscy mailami, więc nawet nie dostrzeżesz mojego :))

    A o faszerowanym jedzeniu to się nie wypowiem, co myślę, bo wszyscy mnie i mojego M. i tak za fanatyków w naszym otoczeniu mają…

    Buziole!!!!

  • comment-avatar
    Hanka 26 czerwca 2012 (12:20)

    Kochana, jestem tutaj pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Poruszasz bardzo ważne i ciekawe problemy i fotki masz cudne. Prawdziwe jedzenie to chyba największy problem w dzisiejszym świecie. My z córką już od jakiegoś czasu staramy się nie kupować wędlin, a tylko same pieczemy mięso i na zimno kroimy i traktujemy jak wędlinkę :)Warzywa staram się kupować na rynku, chociaż czasami zastanawiam się, czy właściciele straganów nie zaopatrują się na tych samych giełdach co supermarkety? Buziaki. Hania

  • comment-avatar
    Jo 26 czerwca 2012 (11:02)

    To prawda, co piszesz i prawda, że im dalej w lata, tym bardziej tęskno nam do smaków dzieciństwa: truskawek prosto z pola bez nawozu, pieczonego babcinego chleba, leśnych poziomek, do których żadne ogrodowe sie nie umywają :). Jestem przeciw jedzeniu bez smaku, rzadko kupuję chleb w pobliskiej piekarni, bo mi po prostu nie smakuje, wolę sama upiec lub kupić przywożony z gospodarstwa pieczony na liściu chrzanu :), podobnie z wędlinami, moje dzieci ich po prostu tknąć nie chcą i może lepiej :). Nie mam ochoty studiować każdego produktu z litanią E-kodów, ale ekologiczna żywność droga i tak naprawdę nie można już być pewnym czy aby na pewno pochodzi z czystych terenów. Na szczęście można trochę samemu z lasu przywieźć, kupić od zaprzyjaźnionyxh rolników, jak się swojego ogródka nie ma, albo w ogródku nie obrodzi …

  • comment-avatar
    Galeria Dekodom 26 czerwca 2012 (06:42)

    Asia, dlatego tak lubię do Ciebie zaglądać, bo nie tylko wrzucasz piękne zdjęcia i pokazujesz, co nowego wymyśliłaś, ale poruszasz problemy, które są ważne dla każdego z nas. Obawiam się, że postęp cywilizacyjny i całe zło, jakie za sobą niesie, to machina, której nie da się zatrzymać żadnymi sposobami, a ludzie sami są sobie winni, bo zaczęła się liczyć tylko kasa. Oddzielanie przez producentów żywności na "to dla nas", a "to na sprzedaż" – znam, moja przyjaciółka weterynarz jeździ na szczepienia drobiu, więc czasami przywozi od hodowców takie, które są "do jedzenia"!!!A reszta idzie do sieci supermarketów.Okropność. My mamy to szczęście, że pamiętamy, jak smakuje prawdziwe zdrowe jedzenie, ale nasze dzieci i wnuki? Będzie seksmisja:)Nawet jak upieczesz chleb, to nie wiesz, skąd ta mąka, gdzie rosło żyto, jak rosło, pryskane, nie pryskane? Trzeba byłoby założyć farmę i od początku do końca wszystko samemu wyprodukować, co jest oczywiście niemożliwe, więc nie dajmy się zwariować i starajmy się minimalizować skutki tego, na co sobie zapracowaliśmy sami. U nas trzeci dzień non stop leje i jestem lekko wkurzona, bo miałam jechać na KURKI,POZIOMKI I JAGODY, a przecież nie będę latać po lesie w deszcz. Ale nie ma tego złego. Trochę natworzyłam.Pozdrawiam Cię Asiu bardzo, bardzo serdecznie, jak i męską resztę czółna.
    Buzia, Bea

  • comment-avatar
    Aleja57 25 czerwca 2012 (20:17)

    super post :)
    Jak ja tęsknię za poziomkami :) rozmarzyłam się :) pozdrawiam Ania

  • comment-avatar
    sabba 25 czerwca 2012 (19:23)

    Zielona, powiedz prosze czy lawenda musi byc suszona do tego cukru lawendowego? Siec mowi mi ze raczej tak, czy ma racje? Bo mnie juz korci zeby zaspyac cukrem moja swiezo zerwana!:) dziekuje za uwage:)
    s.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 26 czerwca 2012 (09:58)

      O tak, tylko suszona. Taka świeża mogłaby spleśnieć.

    • comment-avatar
      sabba 29 czerwca 2012 (11:27)

      dziekuje:)

  • comment-avatar
    Ada 25 czerwca 2012 (16:29)

    Świetne przepisy! Natura najważniejsza :)
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Petit Pastel 25 czerwca 2012 (11:38)

    Cukier lawendowy – to jest to! Zrobię sobie na pewno :) Fajnie, że podsunęłaś ten pomysł. Udanego tygodnia!

  • comment-avatar
    Fiorello 25 czerwca 2012 (10:35)

    Asieńko,

    Nie w tym nic złego, że porównujesz.Ja też często się na tym łapię. Wracam wspomnieniami do różnych obrazów i smaków z dziecięcych lat. Ale wcale mi nie jest z tym źle. To cześć nas.
    Pamiętam jeszcze smak zupy jagodowej u babci i dziadka, kanapki z prawdziwym pomidorem, ciasteczka pieczone z babcią, gdy padał deszcz.
    Już nie mogę się doczekać, gdy razem z Adasiem będziemy tak piec i gotować. Na razie mały mnie podpatruje w kuchni, w której ostatnio ciągle miksuję: a to koktajle, a to zupy kremy, albo ciasta. No i z tego podpatrywania sam zaczął miksować. Wkłada wszystko do miksera i udaje, że miksuje. Ależ mamy ubaw!

    Dziękuję za wspomnienie o Fiorello.

    Ściskam Was mocno, buziak dla Leosia.
    Ania

    • comment-avatar
      GreenCanoe 26 czerwca 2012 (09:59)

      Ściski Aniu:)
      To ja dziękuję za wszystkie cudowności ze sklepu:)

  • comment-avatar
    Kamila 25 czerwca 2012 (08:19)

    Zgadzam się z Tobą w 100%, brniemy coraz bardziej w ten nasz konsumpcyjny, hermetycznie zapakowany zlepek. Ostatnio skupiam się na tym by wybierać jak najbardziej naturalne półprodukty i w miarę potrzeby modyfikować je samemu. Za osobisty sukces uważam to, że różnice w jedzeniu dostrzega moje dziecko. Ostatnio wałkowałam temat pieczywa i naprawdę można się doszukać Tablicy Mendelejewa w zwykłej bułce.

    Deccorię znam, można powiedzieć po sąsiedzku i muszę przyznać ,że wyroby tej marki, traktuję niczym produkt regionalny ;)

    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    monika mimo-za 25 czerwca 2012 (06:30)

    Kraina Łagodności z Zielonym Czółnem na przystani. Chwytam pomysły na ratunkowe pakieciki owocowe. Dziękuję.

  • comment-avatar
    Anonimowy 25 czerwca 2012 (06:27)

    Kochane i miłe panie!Aby zmieniać ten świat naturalny najpierw proszę zrezygnować z zakupów w internetowych sklepach,bo te wasze prześliczne obrusiki muszą przyjechać niejedną ciężarówką.A poziom zanieczyszczenia atmosfery spalinami wzrósł bardzo znacząco od momentu rozpowszechnienia sklepów internetowych!!I żadna marchwewka na mamusi ogródku nie jest już naturalna,chyba że trzeba by ja przykrywać od deszczu,a podlewac wodą ze studni tez strach ,bo co trafi do ziemi z deszczem,to nie wszystko z ziemi wyparuje….

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:15)

      Anonimie:) te same obrusiki musiałyby przyjecahć do sklepu w mieście, a potem my do sklepu – więc spaliny razy dwa.
      Internetowe sklepy raczej mało tu mają wspólnego z zanieczyszczeniami spalinami, a raczej wzrost ilości aut w rodzinie.
      Nie popadajmy w paranoje.

    • comment-avatar
      Anonimowy 25 czerwca 2012 (10:28)

      No,własnie!Chodzi mi o tą paranoje.Temat postu może słuszny,ale mało realny w rzeczywistości.Nasze środowisko jest juz bardzo zanieczyszczone w porównaniu z tym z naszego dzieciństwa.I gdyby chciało się wszystko uprawiać w ogródku to już nie będzie to samo.Pierwszy przykład to same nasiona.Co roku są produkowane od nowa,a roslina ,która je wydaje "nasiąka"otoczeniem.Przykładowa marchewka nie będzie tą samą marchewką,którą jedliśmy jako dzieci.Kura nie dziubie już takiej samej trawy,a świnia nie jest karmiona tą samą paszą.
      Nie zdajemy sobie sprawy jak wszystko jest inne,chociaż pozornie wygląda tak samo.Internetowe sklepy jednak mają sporo wspólnego z zanieczyszczeniem powietrza,ponieważ przez rozwój handlu wysyłkowego na całym świecie wzrósł liczebnie transport samochodowy.Najważniejszy w tym wszystkim jest rozsądek i umiar.Można kupić świeżą i normalną wędlinę w małych rodzinnych masarniach,po normalnych cenach i "zdrową",można kupić nie zafoliowany pyszny,pachnący i chrupiący chlep,gdzie w składzie jest tylko mąka,woda i drożdże i po normalnej cenie-nie eko.Potrzeba tylko rozsądku i orientacji.Również potrzeba orientacji w tzw.środkach chemicznych.Czym są nawożone i jak są chronione warzywa?Jaka jest klasa toksyczności owych"środków"Jaki jest okres karencji?Czy ktoś wie co to karencja?Jaki jest wpływ na pszczoły i inne owady?Tym się trzeba zainteresować.Gdy chorujemy i bierzemy lekarstwa czy patrzymy na ilość chemii w pigułce?Czy na skuteczność?Czasami nie wystarczą same malinowe syropki,chocby nie wiem jak ekologiczne.Pozdrawiam serdecznie,bo lubię czytać pani posty.A środki chemiczne i ochronne o wysokiej toksyczności,wysokiej karencji i szkodliwości dla owadów i środowiska zostały wycofane juz w latach 80-tych.Dzisiaj używane są prawie ekologiczne.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (10:56)

      Zgadzam się.Ze wszystkim…i to diabelnie to smutne niestety.

      Małe masarnie…no cóż. mało niestety takich miejsc.
      mamy tu jedna piekarnię, z której bierzemy chleb, ale mnie wkurza to,że własnie ciągle muszę szukać, sprawdzać, czytać…
      nie wiem jak ty, ale dla mnie to nie jest normalny stan rzeczy.

    • comment-avatar
      Anonimowy 25 czerwca 2012 (11:20)

      Dla mnie też!Czasami głowa puchnie,a ja tak bym chciała pójśc do sklepu i tylko kupić…a nie czytać.W mojej okolicy mam spory wybór,4 piekarnie,conajmniej dwie rodzinne masarnie,które mają pachnącą kiełbasę z majerankiem i czosnkiem(i leży tydzień w lodówce i nic)i niedaleko jest taka rodzinna(znowu)mleczarnia,w której właściciel robi masło sery twarogowe i śmietanę(taką kwaśną -jak z dzieciństwa)wg starych receptur.Pychaaaa.A twaróg jego to jak masło,a masło pachnie śmietaną!!Niestety ze względu na krótki okres przydatności do spożycia jego produktów nie biorą markety.Sprzedaje tylko w lokalnych sklepach.Gdyby zdażyło sie pani byc w okolicy Sławy w Lubuskim to proszę poszukać twarogów Kuźmy.Moim zdaniem tylko takie małe produkcje nas ratują.Nie nazywają się eko-bo nikt nie kupi ich produktów,ze wzgledu na wysoką cenę,a oni też muszą z czegoś żyć.W moich stronach są ludzie mało zamożni ,a kolejki w takich sklepach są ogromne.Ceny normalne.Każdy chce zdrowo jeść i nie chorować,oddychać czystym powietrzem i moknąć od zwykłego deszczu,a nie" pierwiastków".Konsumenci mają faktycznie dużą broń,jest nim wybór,świadomy wybór.Tylko,żeby to co dobre było osiągalne dla Kowalskiego.
      Gdy leży na półce chleb z tej samej piekarni,ale zafoliowany i pokrojony to nie kupię.Wybiorę bez foli,nie pokrojony zwykły bochenek i o dziwo tańszy.
      Stan rzeczy faktycznie jest nienormalny,bo oprócz tego ,żeby kupić żelazko muszę się naczytać i dostać bólów głowy,a w akcie desperacji wyciągnąć takie stare z grubym kablem i bez spryskiwacza.

    • comment-avatar
      Anonimowy 25 czerwca 2012 (11:22)

      Zapomniałam dodać jeszcze ,że my pamiętamy inny świat,a ten dla naszych dzieci będzie normalny.Jak dorosną,oni też się będą denerwować,a ich dzieci nie…Może teraz tak wygląda zmiana pokoleń?

  • comment-avatar
    Sielskie Klimaty 24 czerwca 2012 (21:46)

    i zapomniałam – lawenda!!! gdybym wiedziała o tym peelingu wcześniej… Przed sezonem wywaliłam cały zapas z poprzedniego roku – stwierdziłam, że się sypie, pełno na niej kurzu a za chwilę będzie nowa… No i nowej nie ma, bo mi wymarzła… choć miała już kilka latek na karku…:-(

  • comment-avatar
    Sielskie Klimaty 24 czerwca 2012 (21:39)

    Wiesz Asiu, że też często porównuję, to co mamy dzisiaj z czasami dzieciństwa… I momentami już nawet myślę, że to takie moje wyidealizowane wspomnienia, człowiek pamięta tylko piękne chwile… Ale nie przypominam sobie, żebym chorowała tak często jak teraz moje dzieci, latem żarło się truskawki z krzaka lub marchewkę z ziemi i nikt się nie trząsł nad nami, że trzeba je najpierw umyć. A teraz – na etykietach "umyj przed spożyciem"… w domyśle "i tak nie zmyjesz tego całego świństwa, którym warzywa i owoce są nafaszerowane"… Staram się wiele przygotowywać sama: piekę chleb, robię przetwory, wędliny przygotowuje nam od lat "sprawdzony człowiek":-) W tym roku zrobiliśmy nawet sami piwo i cydr:-) Ale wszystkiego się po prostu NIE DA!!! I tak teraz powinnam robić konfitury z truskawek, które moje dzieci uwielbiają. Ja zresztą też ale mam wrażenie, że w tym roku są one nadzwyczaj kwaśne…? Do tego drogie. Zakładając, że być może z dopalaczami – czy jest sens…? Na szczęście u mamy na Mazurach objedliśmy się truskawami wielkości piłeczek pingpongowych (to dzięki kompostowi), uwielbiamy risotto z pokrzyw zrywanych nad brzegiem jeziora gdzie samochodów ani widu ani słychu, a poziomkami posilamy się podczas spacerów. Niestety nie jestem w stanie przerobić ich na zimę, bo Wiktoria pożera wszystko w mgnieniu oka – nawet zielone:-) Po tym "ślizgawkę" akceptuję…:-)
    Zdjęcie poziomkowego słoiczka z listkowym kapturkiem jest PRZECUDNE!!!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:13)

      No własnie, ja też pomyślałam – a może to ja idealizuję tamte lata?
      Ale nie….to co sie teraz czesto zjada, dawniej byłoby nie do pomyslenia.
      Świat idzie do przodu, …szkoda że w takim kierunu.

  • comment-avatar
    bajowka 24 czerwca 2012 (15:05)

    Cudne zdjęcia i kolorki, a wieczko z listków poziomki mnie zauroczyło:) Wspaniałe pomysły, pozdrawiam

  • comment-avatar
    AGNES 24 czerwca 2012 (12:28)

    Kochana, starałam się przeglądnąć całego Twojego bloga, ale dałam radę obejrzeć tylko zdjęcia. Jesteś fantastyczną kobietą i moim ogromnym marzeniem jest mieć tak pięknie urządzony dom jak Twój. Tak, jak "bawisz" się kolorami, to jest wielka sztuka, trzeba mieć taki talent jak Ty.

    Sama zaczynam remont domu, ale wszystkie instalacje i inne rzeczy typu ocieplenie domu, wymiana okien itp pozostawią mi niewielką ilość gotówki na urządzenie naszego gniazdka.
    Pocieszam się tym, że mogę zawsze wejść na Twojego bloga i "nacieszyć oko".

    Pozdrawiam serdecznie. Miłego dnia.
    Agnieszka

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:12)

      Aga, dziekuję za wszystkie komplementy.
      pozdrawiam cię równiez bardzo ciepło.

  • comment-avatar
    Sonja 24 czerwca 2012 (11:14)

    Poziomki…ach gdzież ja je u siebie znajdę.
    Serdecznie Ci Kochana dziękuję za to, że piszesz w notce, gdzie można nabyć cudeńka jakie widnieją u Ciebie na zdjęciach. Odkryłam sklepy i dzięki temu inspiracje o których nie miałam pojęcia.
    Cudownie tu u Ciebie
    Zadomawiam się :*

  • comment-avatar
    Anonimowy 24 czerwca 2012 (08:56)

    Lesne poziomki… jak ja zazdroszcze :) Mieszkam w Anglii, wiec o takich smakolykach moge tylko pomarzyc. W sklepie jest wszystko blyszczaco kolorowe, ze nawet robak nie pomysli tam sie zagniezdzic. Pozostaje tylko domowy ogrodek, w ktorym w tym roku mam pelno truskawek, dwa krzaczki porzeczek i ziolka w doniczkach. Szkoda tylko, ze nie mam slonca, zeby wszystko dojrzalo, zaczerwienilo sie. Lato w tym roku w Anglii jest typowo brytyjskie… czyli mokre i pochmurne :(
    Katka

  • comment-avatar
    Justysia 24 czerwca 2012 (07:27)

    Cudowne zdjęcia:)Wszystko o czym piszesz w sprawie chemii w jedzeniu, to niestety prawda:( Od jakiegoś czasu słyszę hasło 'slow food' i doprowadza mnie to do szału – nagle kroś wpadł na 'fantastyczny' pomysł, że można gotować bez tzw. ulepszaczy. Moja babcia już dawno temu gotowała przepyszne, zdrowe i bez grama chemi dania. Wtedy nie było tych wszystkich świństw zalegających na naszych półkach. Zachwyciliśmy się tymi zachodnimi kolorowymi produktami, które zawierają jakieś dziwaczne składniki, których nawet nie potrafię wymówić i konserwanty E, które powodują alergie i inne choroby. Kto pomyślałby, że można kupić mleko w worku, masło, które nawet nie ma w nazwie 'masło' tylko jakiś mix i jajka w rozmiarze s, m, l? – ISTNE SZALEŃSTWO. Na szczęście widzę, że ludzie coraz częściej zwracają uwagę na to, co jedzą więc idą na targ i kupują jajka i nabiał od gospodyni, owoce i warzywa od rolnika, może nie tak śliczne, czyste i dorodne, ale przynajmniej takie jak stworzyła je natura. Ależ się rozpisałam:D
    Z niecierpliwością czekam na kolejne wydanie Twojego fantastycznego magazynu:) Pozdrawiam serdecznie:)

  • comment-avatar
    Zacisze 23 czerwca 2012 (22:03)

    Oj masz "babo" rację z tym żarciem. Pamiętam czasy jak niemieccy turyści kupowali na przygranicznych rynkach wszystko co było polskie bo "zdrowe" , ten stereotyp funkcjonuje do dziś, jednak nie z taką mocą jak dawniej.
    Bo "polska zdrowa żywność" to już mit niestety. A szkoda:(.

    Dziękuję za tatusiowe życzenia:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:10)

      A pamiętasz jak Polacy smarowali jajka z ferm krowimi lub kurzymi kupami – żeby wyglądały na te prosto od kury??? I tak sprzedawali Niemcom.
      Polak potrafi, co?
      ściski dla Was wielkie.

  • comment-avatar
    Lalka 23 czerwca 2012 (21:54)

    W moich okolicach jest sad jabłek…Właściciel zwierzył się, że zanim jabłko trafi do konsumenta pryska drzewko 35 razy…MASAKRA…
    Ale widzę, co się dzieje z moimi eko drzewkami owocowymi…Oblepione mszycami…Aż się lepi…Boję się pod nimi kosić trawę, żeby coś na mnie nie zleciało:D
    Truskawki odpychają nie tylko smakiem, ale i ceną… Gdzie się podziały czasy, gdy za grosze można było sobie cały koszyczek kupić i pojeść do syta, aż patrzeć na nie, nie można było…
    Ale to się dzieje nie tylko z truskawkami…Pomidory bez smaku i zapachu, ogórki, po których cały dzień się odbija, chleb razowy z mąki 550tki zabarwiony karmelem i posypany skąpą ilością ziaren, wędliny też są czymś chrzczone, widzę jak mój Piotruś nosem kręci na szyneczkę 2 dniową…
    Dokąd to wszystko zmierza??
    Już teraz mądrzejsi zaczynają się zastanawiać czy te hormony, którymi faszerowane są biedne zwierzęta nie wpływają na młode dzieci, powodując ich szybsze dojrzewanie sexualne…
    Wszyscy to widzimy, ale łatwiejsze, prostsze i tańsze jest olanie tego wszystkiego…życie jest coraz droższe i większość woli kupić tańszą podróbę sera niż zapłacić tyle samo i kupić 2 razy mniej. Przedsiębiorcy zmieniają procesy technologiczne, po których z kilograma mięsa otrzymają 3-4kg wędliny…Kiedyś na wykładach profesorka za głowę się złapała, bo w śmietanie wykryła skrobie…W śmietanie… Nawet śmietanę dla lepszej gęstości zakrapiają skrobią. A serki DANIO zagęszczane są żelatyną…Przestałam je kupować…Czytajmy etykiety…

    Matka Ziemia protestuje… Anomalia pogodowe…Matula chce zwrócić na siebie uwagę sobie pewnie myśli: "albo oni mnie wykończą albo ja ich…Nie będą mieli plonów pozdychają… Jak to nie pomoże to może tornada, powodzie…Albo będą mnie szanować albo pożałują :D"
    Nie dziwię się jej. Jesteśmy jak 10 latek, który chce z cyca jeszcze ciągnąć…

    Z innej bajki
    Wiem Asiu, że masz wiele na głowie, ale mam pytanie… Ta sól do pilingu to zwykła może być (chlorek sodu znaczy się)??

  • comment-avatar
    Ciumciawa 23 czerwca 2012 (21:12)

    Niestety nadeszły takie czasy, że NORMALNOŚĆ JEST SZCZĘŚCIEM.

  • comment-avatar
    Iza 23 czerwca 2012 (18:42)

    i poziomki i lawendę uwielbiam :) moje poziomki na balkonie nie mają jeszcze nawet kwiatów.. ale wierze ze do konca wakacji choc ze 2 poziomki zerwę ;) pomysł na cukier lawendowy i peeling super .. napewno wypróbuję :)

  • comment-avatar
    Pozytywnie Kreatywnie 23 czerwca 2012 (18:36)

    Masz rację z tym całym chemicznym jedzeniem. Trujemy się wszyscy. Moja córka ma alergię pokarmową, od dawna staram się przygotowywać posiłki z "normalnych" produktów, jedzenie jej szkodzi czasem nawet nie wiadomo co dokładnie. To niestety trudne, ale mamy wybór – gotujemy, pieczemy samodzielnie lub żywimy się mocno przetworzoną żywnością z masą chemii. Twój post mądry i piękny jak zawsze. Pozdrawiam ciepło.

    • comment-avatar
      doris 25 czerwca 2012 (06:22)

      Wiesz mój syn ma atopowe zapalenie skóry, teraz już nastolatek no i alergię pokarmową.Jak zrobiliśmy testy pokarmowe to wyszło że jest uczulony np. na indyka, którego często dostawał, żyto a ja mu pełnoziarnisty chlebek dawałam, nie wspomnę o rybie, pitruszcze, selerze i innych.Ale te 2 pierwsze, w jego przypadku alergeny bardzo mnie zaszokowały.

  • comment-avatar
    Malmys 23 czerwca 2012 (17:29)

    Zapraszam na konkurs jednej z blogowiczek
    http://gosiaibasia.blogspot.com/2012/06/konkurs-d.html

  • comment-avatar
    Joasia 23 czerwca 2012 (15:02)

    lajf ys brutal :(

    a umnie lawanda wymarzła w pień !!!!!!!!!!!!!!!!

    info :
    zmieniłam adres bloga :
    http://mondocane-j.blogspot.com

  • comment-avatar
    Bree 23 czerwca 2012 (14:52)

    Alez smakowitosci na pierwszym planie!!Mniam!
    Ja na emigracji :( ciezko mi z tutejszym jedzeniem ale wlasnymi silami daje jakos rade, dlatego zawsze gdy jade w rodzinne strony wiem co i od kogo mam zamawiac by pysznosci typu wedlinki, miodek, warzywa i cala reszta zabrac ze soba i na dlugo sie cieszyc.
    Dzis bylam na planatcji truskawek – nie pytaj czy eko bo hmm ciezko ciezk, ale mam juz truskawki by zamknac lato w sloiczki !
    Przesylam troche lata :) choc u mnie pogoda zmienna, milego week pa

  • comment-avatar
    monique 23 czerwca 2012 (14:05)

    hihihihihii pięknie napisane !!!!!!!!!!!!!!! ja obrus ukradnę przy najbliższej okazji, a truskawki zbierałyśmy dziś z Julcią na Truskawkowej :))))) na ciasto bez zakalca tym razem ihihihihi A moja i Twoja :))) 8 latka zajadając podczas zbierania powiada " mamusiu czy nie możemy zerwać kilku truskawek i zanieść do sklepu by pokazać tym panom jak powinny smakować ????" no właśnie czy nie mogłybyśmy …??? słodziutkie, skąpane w słońcu , aż nieprzyzwoicie czerwone.. takie są właśnie na polu przed moim domem – zwyczajne – nadzwyczajne !!! CAŁUJĘ MOCNOOOOO CAŁĄ CZÓŁNOWĄ RODZINKĘ !!!!!!!!!!!!

  • comment-avatar
    Justyna 23 czerwca 2012 (13:05)

    Asiu pod Twoim postem mogę podpisać bez chwili namysłu. Wędlin nie jem, no chyba że mój wujek akurat zabije świnke i zrobi z niej różne mięska i wędliny, co do owoców i wrzyw to szkoda słów, o jajkach i reszcie nie wspomnę :((( Całe życie mieszkałam w mieście ale całą rodzinę mam na wsi i tylko dzięki temu moge jeszcze wciąż cieszyć się zdrowymi i smacznymi warzywami czy owocami, jajkami, mlekiem, serami itd. Kolega mojej babci, pszczelarz, który od 50 lat robi miod w ten sam sposób, uwierzcie smak miodu jaki pamiętam z dzieciństwa, wciąż jest ten sam, pychotka. I wiecie co jest piękne, jego syn i wnuczek też uczą się od niego tego etosu pracy i jest szansa, że przez najbliższe 50 lat ten miód bedzie mial taki sam naturalny smak. Cieszę się, że tak jak Ty Asiu coraz więcej młodych ludzi buntuje się przeciwko takiemu stylowi życia, byle szybko, byle gdzie, byle jak. I nie prawda jest to co ktoś pisal wcześniej, ze trzeba mieć worek pieniędzy żeby jeść mądrze i zdrowo, wystarczy odrobina chęci i rozejrzenia sie do okoła i nagle okazuje się, żę sąsiadka ma rodzinę na wsi i można kupic kawałek świnki do podziału, że kogoś znajoma choduje kury i ma jakja na sprzedaz, można sie wybrać do lasu z rodziną na grzyby, jagody lub poziomki i zrobić z tego przetwory itd, mozna by tu wymienić bez końca. Ale niestety wiele osób woli iść na łatwiznę, a pózniej narzekać, że tak żle, drogo, chemicznie, niezdrowo…
    U mnie też lata brak :((
    Lawendę uwielbiam, a przepis na poziomki napewno wypróbuję :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny post i na kolejną odsłonę Twojego magazynu…
    Gorąco pozdrawiam…

  • comment-avatar
    JOanna z Hażlacha 23 czerwca 2012 (12:34)

    Asiu,
    chyba masz jakis problem z edycyjnym programem, najczęstsze i najprostsze piszemy przez SZ a nie przez RZ, pisze o tym bo u Ciebie zawsze jest ortografia bez zarzutu
    pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:06)

      Asiu – ze skruchą przyznaję się do błędów. To moja wina. Im więcej piszę, im bardziej jestem przemęczona, tym częściej zdarza smi sie popełniac byki. Juz poprawiam, dziekuję.

  • comment-avatar
    .:jaśminowasia:. 23 czerwca 2012 (10:42)

    bardzo mądry post
    pozdrawiam

  • comment-avatar
    JG 23 czerwca 2012 (10:05)

    Lawende tez lubie:) odstrasza komary ;)
    Pozdrawiam Goraco:)

  • comment-avatar
    Lorka 23 czerwca 2012 (10:04)

    oj buntuję się na to wszystko, w swoim otoczeniu uchodze za dziwaka, bo po co sadzic drzewka, czy krzaczki owocowe w ogrodzie..lepeij zrobic trawnik i posadzic dookoła tuje.. po co zrobic warzywnik skoro to TYLe ,a takie niewielkie plony, sasiedzi się na mnie dziwnie patrzą, bo chodze na łąki zrywac pokrzywy na gnojówke, albo wracam z kwiatami bzu czarnego na sok..a zamiast dzieciaki sadzac przy tv( ktorego nie mam hehe) to gonie do lasu ,zeby nazbierac jagod..bo niestety truskawek w tym roku nie przerobimy na przetwory.. są obrzydliwe i drogie.. ale mam to w nosie.. moje dzieci zapamiętają smak młodego groszku własnoręcznie posadzonego wiosną… i choć ogrodek niewielki, to przemówiłąm swojemu niemęzowi do rozsądku…

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (09:05)

      U nas też tak było na początku. Też patrzono na mnie jak na świruskę. Ale teraz wiekszość moich koleżanek też robi przetwory na zimę:)
      I gdy zjadły u nas sałatę z wykorzystaniem naszych warzyw, a oczy "wyszły z orbit" :):) że taka pyszna i jaka wspaniała – zmieniła się perspektywa.

      Moje koleżanki mówią wprost – są za leniwe na to by robić przetwory, nie chce im sie po prostu i już.

      Fak, że słoikami jest nie zły taniec:) I jednak trzeba sie trochę naprawcowac.
      Ale ja tam mysle, że naprawdę warto.

  • comment-avatar
    dziurka 23 czerwca 2012 (09:48)

    wiesz… ja chyba też zaliczam się do grona nienormalnych, bo też buntuję się na współczesną żywność. Nie kupiłam ani jednej truskawki w tym sezonie; wolę mniejszą ilość ale prawdziwych z ogródka mamusi. I podobnie mam z ogórkami, ziemniakami … Po banany biegam do sklepu bo u mamy nie rosną a bardzo je lubimy.
    Przepis na poziomkowe mrożone desery super, tylko poziomek nie mam :(

  • comment-avatar
    Anonimowy 23 czerwca 2012 (09:21)

    Nie dziw się, że "ludzie patrzą by tylko bylo taniej" – po prostu stale rośnie liczba ludzi żyjących na granicy ubóstwa. Można myśleć o kupowaniu lepszych jakościowo produktów, jak się dobrze zarabia. A jak się dostaje płacę minimalną, to trzeba oszczędzać na wszystkim. A na terenach wiejskich przeważnie nia ma wielu ofert pracy. Też mieszkam na wsi i widzę, jak to wygląda. Mam wrażenie, że ludzie żyjący na w miarę dobrym poziomie zapominają o tym, że nie wszyscy mają takie dochody.
    I nie dlatego w Polsce np. je się mało gęsiny, bo nie ma takiej tradycji, tylko dlatego, że jest droga. Jak mnie stać, to sobie kupię gęś, bo jest zdrowa i smaczna, a jak komuś ledwo starcza na życie, to kupuje najtańsze kurczaki wyhodowane na sterydach w 6 tygodni.
    Niestety jesteśmy jeszcze zbyt biednym społeczeństwem, żeby powszechnie wybierać zdrowe, ekologiczne produkty.
    I dlatego nie potępiam ludzi kupujących tanią żywność ze względów ekonomicznych, a raczej podziwiam jak w ogóle udaje im się przeżyć przy stale rosnących cenach i minimalnych zarobkach.
    Pozdrawiam
    Agata

    • comment-avatar
      Anonimowy 23 czerwca 2012 (12:40)

      Brawo! Ja też tak uważam, bo w Polsce bieda coraz większa mimo że ja sama mieszkam za granicą, to w PL jestem często i to co było dla mnie wiadome wcześniej, to teraz z dystansu aż kuje w oczy.
      Mogę jeszcze dodać, że w Polsce to wszyscy chcą zarobić na wszystkim aż do przesady, a na tzw. zachodzie z tego co zaobserwowałam z licznych delegacji, to nie ma aż takiej dużej różnicy cenowej pomiędzy żywnością eko a zwykłą np.tak jak jest w Polsce. Smutne ale prawdziwe :(
      Pozdrawiam
      Iza

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:58)

      Dziewczyny., macie rację. Trudno kupować rarytasy, gdy się ma bardzo ograniczone fundusze.
      Ale z drugiej strony ja obserwuję inne trendy na wsiach:
      ludzie nie mają już przy domach warzywników, nie hodują już drobiu, Z LENISTWA. I specjalnie to podkreśliłam.
      Powtarzaja mi – a po co ja mam się babrać w ziemi, skoro sklep za rogiem i piękne marchwie jak byki, Po cholerę mam sie z tymi kurczakami męczyć, skoro w tymże sklepie kurczaki po 6 zł kilo.
      Przetwory – a po co? w sklepie są.
      itp…
      Myslę, że nie można generalizować.

      A co do "przebitek" eko -jak napisała Iza, to podam taki przykład. My kupujemy z ekogospodarstwa ogórki za 2,40 zł kilogram. Te same ogórki w internetowym sklepie z ekologiczną żywnością kosztują 6, 80 zł. :):):) I nic więcej nie muszę pisać.

    • comment-avatar
      Magdalena 25 czerwca 2012 (10:51)

      W Niemczech przecietnego obywatela stac na kupno wartosciowego jedzenia, ale po co jak moga miec taniej, albo za te same pieniadze wiecej.Ludzie zapomnieli, ze jedzenie sluzy nie tylko do zaspokojenia glodu, ale dostarczeniu organizmowi wartosci odzywczych.A pozniej wszyscy sie dziwia, ze choruja,organizmy malo odporne,otylosc ktora jest ogromnym problemem i to nie tylko estetycznym.Przeciez "stanie przy garach"takie nie modne, a pozniej dzieci "puchna" w oczach.W Polsce nie bez przyczyny McDonalds wyrastaja jak "grzyby po deszczu" czyli popyt na to musi byc pomimo
      ubogiego spoleczenstwa. Wiem,ze w Polsce nie jest latwo,ale nie generalizujmy.
      Moje motto:
      To co oszczedzisz na jedzeniu to i tak pozniej "oddasz" lekarzowi.

      pozdrawiam

    • comment-avatar
      sabba 25 czerwca 2012 (19:21)

      hmm to troche uproszczone stwierdzenie wg mnie. Nie zgodze sie do konca ze stwierdzeniem, ze ogolnie rzecz biorac ma sie tu (w Niemczech)pieniadze na zakupy "zdrowe" czy tez eko. Widzac ludzi w Aldi czy w Lidlu nie sadze ze maja pieniadze i oszczedzaja na jedzeniu. Moje spotrzezenia sa takie ze ludzie kasiasci owszem kupuja eko zwynosc i eko ubrania ale do sklepu polozonego o 5 min drogi od miejsca zamieszkania jada autem, co dwa lata maja nowe komorki oraz inne gadzety. Eko na pokaz, bo jest to trend a nie normalne logiczne myslenie.

    • comment-avatar
      Ivalia 25 czerwca 2012 (20:08)

      Zgadzam się z każdym słowem Asi dot. lenistwa. Na co dzień spotykam się w swojej wsi z nic nie robieniem bo się nie chce, albo po co skoro wszystko mogę kupić, to już norma w myśleniu. Zostałam wyśmiana za warzywniak, za robione przetwory czy chęć przygotowania rodzinie czegoś innego niż serwowane w gotowych słoiczkach sklepowych, czy pieczenie chleba.
      Tylko te same osoby proszą mnie potem o ten chleb na święta czy koper do ogórków, dziwne… Przestałam już wspominać nawet o śmieciach jakie zawarte są w tej kupowanej marchewce, chlebie czy soczku dla dziecka,ponieważ nie raz i nie dwa byłam wyśmiana – bo za dużo czytam i chcę wiedzieć.
      Ciekawi mnie również że te wszytskie moje wiejskie sąsiadki nie potrafią własnoręcznie przyszyć łaty dziecku na porwane spodnie, podłożyć spódniczki, ba!, nawlec igły!
      I na koniec, społeczeństwo ubożeje, to fakt, ale stać je na alkohol popijany przed sklepami, na KFC czy Mc Donalda, a wszystko to "łykają" ich dzieci…

    • comment-avatar
      ania.mania 25 czerwca 2012 (20:09)

      Kupuję jaja za 6 zł mendel (15 szt.) od sąsiadki, której kurki biegają sobie swobodnie, żywione naturalnie. Niestety jaj nie kupię co tydzień, bo kury różnie niosą, ale czekam cierpliwie, czasem zdarzy mi się szukać jaj gdzieś indziej bo akurat święta albo trzeba upiec jakieś ciasto i zawsze kosztują dużo więcej. Więc może wystarczy szukać żywności "eko" nie w sklepach ale u źródła? Wyjdzie taniej niż ta zupełnie nie eko.

  • comment-avatar
    Myszka 23 czerwca 2012 (09:03)

    Pachnąco i pysznie!!!! Ja mam poziomki w ogrodzie i mam nadzieję, że słonko jednak wyjdzie wreszcie i zaczerwieni je:)
    Z lawendą też tak miałam ale teraz jestem przeszczęśliwa, że mam ogromne jej krzaczory w ogrodzie:):):)
    Pozdrowienia!

  • comment-avatar
    maszka 23 czerwca 2012 (08:59)

    Byłam ostatnio w takim zakątku Europy , gdzie jada się to co sobie człowiek sam wyhoduje . Odkryłam nowe smaki mięsa i nabiału. Warzywka szczęśliwie uprawiam własnoręcznie wiec wiem ,jak smakuje prawdziwa marchewka czy kalarepa. Na dzisiejsze popołudnie zaplanowałam wypad na leśne poziomki. Mrożenie ich to dla mnie nowość. Genialne wręcz. Na lawendę trochę muszę jeszcze poczekać , bo ta właściwa jeszcze nie zakwitła, ale będę produkować oj będę . Śliczne zdjęcia Asiu. Chce się żyć normalnie. Dużo słoneczka życzę .

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:49)

      Oj Maszko, ja nie mam zapędów hodowalnych:), ale chciałabym jednak móc normalnie jeśc. Nie pisze juz zdrowo, ekologicznie itp itd, tylko NORMALNIE…
      A sama widzisz jak z ta normalnością
      nam idzie.
      Warzywaniak nasz, to ratuje nam kubki smakowe przed wyginięciem:)

  • comment-avatar
    Ivalia 23 czerwca 2012 (08:23)

    Od dawna małżonek mój własny zbiera informacje wszelakie na temat tego co w dzisiejszej żywności znajduje się. Nie są to optymistyczne dane niestety:( Jednakowoż można znaleźć żywność smaczną i co ważniejsze ZDROWĄ. Zresztą nie należy zapominać o inwencji własnej: my sami robimy pasztety, kiełbasy (nietypowe), ale za to zdrowe i smaczne! Jajka tylko wiejskie od uśmiechniętych kur – zauważyłaś że kury na wsi uśmiechają się?
    Mleko i twaróg też od prosto od krowy – jakie to szczęście że mamy do tego dostęp. Tylko co z tymi nieszczęśnikami których to wszystko omija!
    Tak naprawdę żywność szumnie nazywana ZDROWĄ powinna być normą. Tylko my sami pozwoliliśmy by było inaczej, i taplamy sie w bagienku własnych czynów i odchodów :(((

  • comment-avatar
    Lady Aga 23 czerwca 2012 (07:38)

    Bardzo fajny pomysł na poziomki w środku zimy.

    P.S. NIENAWIDZĘ zapachu lawendy!!!
    P.P.S. We Wrocku jak najbardziej JEST lato:))A GRZEGORZ Lato niech spada:)

  • comment-avatar
    Magdalena 23 czerwca 2012 (06:50)

    Bardzo interesujacy blog.Staram sie swiadomie kupowac zywnosc.
    Juz do tego doszlo, ze w jogurtach nie ma owocow,tylko same aromaty.Drob nafaszerowany antybiotykami.Jak otrzymac zdrowe jajka od kur ktore nigdy nie chodzily po zielonej trawie i nie widzialy slonca?To dla mnie nie jest normalne.Kupujac szynke,nie wiem czy nie jest przypadkowo z odpadkow i posklejana jakims nowym wymyslonym "wspomagaczem".Problem polega na tym ,ze kupujac bio albo "bez konserwantow" nie jestem przekonana.Bo co to jest Hefeextrakt?
    Moj lekarz stwierdzil, zeby nie podawac dziecia tranu!!! Wszystkie zanieczyszczenia niestety osiadaja sie w watrobie ryb.I badz tu czlowieku madry…
    pozdrawiam

  • comment-avatar
    monroma 22 czerwca 2012 (23:56)

    Wiecie co, podpisuje się pod tym, co napisałyście odnośnie pogody i jedzenia. Tylko tak naprawdę to trochę my – ludzie, się do tego przyczyniliśmy. Nasza historia Polski też się kłania, to co było i to co jest teraz…Często porównujemy i zazdrościmy innym krajom: a bo tam to to, a bo tam to tamto…ale te inne kraje to zupełnie inny świat, inna historia…Mentalność naszego polskiego społeczeństwa jest jaka jest. Zawsze coś wynika z czegoś…Szkoda tylko, że nie potrafimy uczyć się na błędach i czerpać pozytywnych wzorców.
    Wiele lat temu moja mama opowiadała, jak ja byłam jeszcze mała, pewna pani na targu kupowała jabłka, dla swojego dziecka, jak mocno podkreślała. Wybierała takie najładniejsze, najokazalsze, nieskazitelne…Moją mamę to trochę zdziwiło, bo pomyślała sobie, że jak chce dla dziecka to czemu nie weżnie tych zwykłych, małych i nieidealnych, przynajmniej większe prawdopodobieństwo, że są bez chemii albo w mniejszej ilości. Ale pani wiedziała lepiej i wybrała to, co ona uznała za słuszne.
    Kiedy pójdzie się na taki rynek/targ to niestety wszystko jest idealne z zewnątrz, piękne kształtne owoce, warzywa…Tylko skąd się to bierze? Jest popyt, jest podaż. Tak jest prawda.
    Ja osobiście uciekam od takich stoisk, tylko naprawdę trudno znaleźć coś "naturalnego". Ktoś wspomniał o staruszku na ryneczku…Mąż mi kiedyś wytłumaczył: to zależy gdzie mieszka ten staruszek/staruszka, bo ten akurat (chodziło o konkretną osobę) to mieszka przy rafinerii…I co z tego, że ze swojej małej działeczki…
    Specjalistą w tej dziedzinie nie jestem, ale to co się dzieje dookoła, te anomalie pogodowe to biorą się niestety z zanieczyszczenia środowiska, za którym stoimy my – ludzie :(
    Ktoś powyżej wspomniał o dżemach ze sklepu…że już nie je bo…a kiełbaski też musiałby ten ktoś nie jeść, i mięsa…i innych rzeczy, nawet chleb to nie ten chleb, co kiedyś( i co tam można znaleźć czasem…), bo nawet mąki nie te…
    Tak nie można, bo musielibyśmy przestać żyć! Powietrze też nie jest zdrowe.
    Nie można tylko tak cząstkowo się wypowiadać, należy spojrzeć na całość i jeszcze ją choć trochę rozumieć.
    Przypomniało mi się, jak moja koleżanka była totalną rasistką, ale przyjaźniła się z kobietą, która była pół Arabką, pół Polką. Można tak? Ano można, jak widać :)
    Oczywiście, lepiej jest czytać dokładnie opakowania i wybierać to "mniejsze zło" niż to większe, ale żeby znaleźć takie, które nie zawiera tych powyższych, to raczej jest nierealne. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy w stanie stworzyć sobie osobnego świata i żyć w nim tak jak byśmy chcieli (czyt. bez chemii), bo to po prostu niemożliwe. Możemy stworzyć jedynie namiastkę takiego świata i żyć w przekonaniu, że tak jest na pewno lepiej :)
    Pozdrawiam i życzę więcej słońca! :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:46)

      To ja o tych dżemach ze sklepu – i fakt, nasza rodzina ich nie je.
      Mięsa staramy się jak najmniej, najwięcej mamy własnych przetworów.
      Ale masz rację – zgadzam się, trzeba by w ogóle nie żyć, gdybysmy chcieli wszystko kontrolować. I smutne jest to, że w ogóle odczuwamy taka potrzebę – kontrolowania.

      Na rynku często widzę rolników sprzedających swoje wyroby. Tzn twierdzą, że swoje.
      Ostatnio dowiedziałam się od znajomej, że owe wiejskie jajka pochodzą z pobliskiej fermy i bynajmniej nie od szczęsliwych kur,
      a ziemniaki i reszta warzyw są z giełdy.
      Az trudno było mi w to uwierzyc, ale okazało się to prawdą.
      Polak Polakowi…

    • comment-avatar
      ania.mania 25 czerwca 2012 (20:00)

      Z racji wykonywanego zawodu byłam na fermie kur (na pewno nie szczęśliwych!), rano przed fermą ogonek pań i panów kupujących jaja bez stempelka. W domu trochę pobrudzą, panie wdzieją chustę na głowę, panowie założą jakieś drelichy i pojadą na targ sprzedawać wiejskie jaja. Zastanawiam się tylko ile ta "babinka" musiałaby mieć własnych kur, żeby co tydzień sprzedawać po dwie kopy jaj, niezależnie od pogody i pory roku.

  • comment-avatar
    Ania M. 22 czerwca 2012 (22:34)

    O, to to właśnie! O tym mówię od tygodni kilku do ludzi wokół mnie i nie zawsze znajduję zrozumienie, że kiedyś wiosna to była wiosna, a lato było latem, a nie, że teraz na początku maja 30 stopni, a w lipcu 13…
    I jedzenie…EKOdrogie i nie zawsze wcale takie zdrowe, ale bakalii siarkowanych już nie kupię, więc do ekologicznego i wymiata z portfela… Jajka i nabiał, głównie kozi ze wsi bierzemy, mięcho raz na czas od wiejskiego pana i do zamrażalnika, warzywka czasem od pana rolnika, ale często z placu osiedlowego i wygląd i smak nie ten sam…że o owocach nie wspomnę. TO się wszystko tak nakręca samo, że te danonki i actimely to na zdrowie i wapnia tyle mają, a gdzieś czytałam, że one najwięcej wapnia to wypłukują. A jak komuś brak wapnia to najlepiej skorupki jaj kurzych zjadać, przepis mogę napisać- dzieciom podaję :)
    Pozdrawiam też z nad garam z truskawkami od rolnika, a właściwie od pani rolniczki :)

  • comment-avatar
    Marchewka Dracoolina 22 czerwca 2012 (22:07)

    Droga Czółeczanko, w Anglii też mamy czerwiec tylko z nazwy, pobiegłam dziś kupić synowi nowe półbuty, bo po wojażach tu i tam okazało się na miejscu, że z poprzednich wyrósł. A pilnie potrzebne! Tak w temacie obuwniczym – niedowierzaniem przepełnia mnie widok angielskich dzieci z bosymi stopami w wózkach, kiedy zimno jak złe i wieje na potęgę (odnośny rodzic szczelnie a ciepło obuty).
    Moja mama pamięta ślub swojej siostry, w latach 60tych, kiedy w Wielkanoc 19. kwietnia padał śnieg. Myśl, że takie rzeczy to nie zupełna nowość, jakoś mnie trochę podnosi na duchu :)
    O jedzeniu mogłabym długo… W spiżarce u teściowej w Stanach znalazłam w zeszłym miesiącu chleb (organiczny, a jakże), którego pierwszym składnikiem była woda. Niezwykłe doświadczenie :))
    Skład zwłaszcza wędlin mrozi mi krew w żyłach.
    Z miłymi pozdrowieniami, życząc słońca i Wam, i nam :) – M.

  • comment-avatar
    ania.mania 22 czerwca 2012 (21:29)

    na przekór temu co piszesz u mnie dziś nareszcie! wyszło słońce. Maciejka prawie zgniła od tego deszczu. Dziś rano prowadziłam rozmowę z sąsiadką o anomaliach pogodowych – w myśl Twoich rozważań, że kiedyś lato to było lato, jesień – jesienią itd. Mnie nurtuje pytanie gdzie się podziały chrabąszcze??? (nie to, że je lubię – kojarzą mi się z "robalami" wkręconymi we włosy) Były majowe i czerwcowe … dziś koniec czerwca a ja widziałam szt. 1 – widza spragnionego wrażeń na meczu Hiszpania-Chorwacja w Gdańsku (tak, na stadionie budził postrach wśród pięknych kibicek :D ) A Pana G. Lato to jakoś nawet za dużo, może w ramach zadośćuczynienia za grzechy ;)

  • comment-avatar
    Deilephila 22 czerwca 2012 (21:00)

    Bardzo Ci dziękuję, za takie cudne i proste przepiski!! Tylko skąd ja wezmę tyle lawendy?hmmm, jakos sobie poradzę, choc balkon mały, coś mi tam świetnie kwitnie:D A za zapachem lawendy także nie przepadałam, bo ja z natury nie lubie takich intensywnych, ale nikt mi nie każe spac na materacu wypełnionym lawendą, to jest ok:D
    I bardzo dziękuję za doradzenie w sprawie wysiewu ziółek wszelakich, bo w tym roku wyjątkowo wzeszły wszystkie!!!! :*
    Ale glicynia tak jak przypuszczałam zmarzła:/
    I znów sieje bazylię, bo cała już zjedzona:D
    I jeżeli mogę spytac w czym te poziomki zamrażasz, jeżeli mogę wscibsko zapytac?
    Pozdrawiam ciepło i słońca ciut przesyłam!!!

  • comment-avatar
    Bramasole 22 czerwca 2012 (20:55)

    Aśka nie tylko Ty się wkurzasz i buntujesz, chyba każdy świadomy człowiek tak ma. A jeszcze bardziej mnie wkurzają ceny tego badziewnego jedzenia, o ile młodzi zarabiający ludzie mają jakiś wybór to taki starszy człowiek ze skromną emerytura musi się na to godzić. Kupuje najtaniej i niestety najgorzej gatunkowo bo na inne go zwyczajnie nie stać. Strasznie to przykre. My się ratujemy własnym warzywnikiem, a tego czego nie mamy zamawiamy u przyjaciół, którzy na Mazurach mają prawdziwe ekologiczne gospodarstwo. Ich maliny są najpyszniejsze na świecie:))
    ps. twoje zdjęcia są przecudne:))
    pozdrowienia ślę

  • comment-avatar
    renia0605 22 czerwca 2012 (20:54)

    Asiu!
    Jak zwykle wspaniały i energetyzujący post. Co do jedzenia to zgadzam się z Tobą, że to nie jest prawdziwe jedzenie tylko chemia – kiedyś przez tydzień szukałam polskiego czosnku bo nie chciałam chińskiego itp. Co do lawendy to pyszne są ciasteczka lawendowe a susz lawendowy możesz kupić w Lawendowej Pasiece u moich przyjaciół. Plantację widziałam tak, że ręczę za jakość i mają certyfikat eko. U mnie poziomek jeszcze nie ma a i tak w pobliżu nie mam większego skupiska nad czym bardzo ubolewam. Co do chabrów i maków to też niedawno wspominałam, że robiłam bukiety a teraz najbliżej gdzie widziałam to ok 20km ode mnie. Oj się pozmieniało ale niekoniecznie na dobre. Pozdrawiam cieplutko. Lata prawdziwego wszystkim życzę.

  • comment-avatar
    Cat-arzyna 22 czerwca 2012 (20:46)

    Pamiętam jak kiedyś w sklepie , szukałam serka dla dziecka gdy podeszła do mnie znajoma zachwalając pewien produkt , ze jest pyszny i jej dziecko to uwielbia i ze bardzo mi poleca . A ja jej na to ze chyba składu nie czytała skoro daje to dziecku , na co ona spojrzała się na mnie jak na świra i odeszła .
    Tak , czasami czuje się jak świr i myślę ze jak nawet jeszcze nim nie jestem to i tak przyjdzie mi zwariować od zastanawiania się i nad wszystkimi problemami Świata .
    Cieszę się jak tu zaglądam i jest mi raźniej ze takich jak ja jest więcej :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:41)

      :) żywienie dzieci, to nasze polskie eldorado.
      Paróweczki, jogurciki, paszteciki – niby wszystko dla dzieci, ale własnie gdy się spojrzy na skład….BRRRRRR…..

      o tak, ześwirowanych jest nas tu więcej:)

  • comment-avatar
    Sysia 22 czerwca 2012 (20:40)

    Jak radośnie i wesolo! Mnie również przeraża fakt co jemy.ostatnio czytalam ksiązkę ,która gorąco polecam Michala Tombaka,w której piszę ,ze jedzeniem jesteśmy w stanie zadbać o naszą kondycję i zdrowie na ''starośc''.Bardzo sensownie i logicznie to wszystko tam opisuje,ale żeby w dziesiejszych czasach mialo to sens naprawdę każdy z Nas musiaby miec wlasny ogródek,piekarnię i calą resztę…=(
    przylaczam sie do Twojego wewnętrzego buntu i róweniez mówię kategoryczne NIE!!Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    Ewelina 22 czerwca 2012 (20:39)

    Niestety nietylko Ty masz wrazenie ze zywnosc jest bardzo zlej jakosci, jest coraz gorzej niestety.

  • comment-avatar
    Magdalena 22 czerwca 2012 (20:35)

    Ja też z południowej Polski i u mnie dziś było bardzo ciepło :))
    Przepiękne zdjęcia!!! :)
    Ja mam bzika na punkcie sprawdzania etykiet na produktach spożywczych, jak kiedyś w hipermarkecie zaczęłam wybierać produkty z półek lodówkowych , tak stałam tam ponad 20 minut, aż znalazłam tam coś w miarę przyzwoitego :D Niedługo chemia zastąpi wszystko …
    M.

  • comment-avatar
    krysia_m 22 czerwca 2012 (20:22)

    A ja witam z tej jeszcze słonecznej i gorącej ( do godzin południowych)Polski. Na widok słoiczków okrytych liśćmi dostałam gęsiej skórki. Wydaje mi się, że jeszcze tak niedawno przynosiliśmy z lasu z rodzinką w ten sposób zabezpieczone poziomki i jagody. A co do żywności to jest fatalnie. Mój syn pisał pracę magisterską na temat GMO. Materiałów do niej szukał w języku angielskim, bo u nas cisza. Cudny post.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:39)

      Krysiu, GMO – to jeszcze większy temat. I tak naprawdę w Polce większość ludzi nie wie o co chodzi.
      Ba, nawet nie chcą słuchać.
      Wystarczyłaby sama świadomość – by małymi kroczkami zmieniać nawyki, a tej świadowmości własnie nie ma.

    • comment-avatar
      Tarnina 25 czerwca 2012 (09:09)

      Krysiu, to oczywiste, że syn szukał do pracy magisterskiej materiałów w języku angielskim, bo pracę magisterską pisze się w oparciu o artykuły naukowe, a nie popularne, a angielski jest językiem współczesnej nauki. Polscy naukowcy prowadzący badania na wysokim poziomie też publikują po angielsku :)

  • comment-avatar
    Ola_83 22 czerwca 2012 (20:09)

    Asiu, kolejny raz czarujesz:-) piękne kompozycje zdjęciowe, napatrzeć się nie mogę:-)))ten obrusik fioletowy w kropeczki Ci zabieram, bo normalnie zakochałam się w fioletach w moim salonie:-)))
    Co do jedzenia, to czytałam ostatnio, że w ciągu kilku następnych lat wzrośnie o 75% zachorowalność na raka, co ma być spowodowane chemią w żywności i siedzącym trybem życia. Przeraziłam się naprawdę i będąc w sklepie z Arturem, zastanawialiśmy się co kupić, żeby się nie zatruć…? Co sobotę jeździmy na nasz rynek i kupujemy warzywa u staruszka, który ma najbrzydsze plony, ale wolę takie niż te piękne, czyściutkie marchewki…bo wiem,że są z jego pola…Ja też pamiętam te czasy, kiedy w moim ogrodzie wszystko rosło i zjadałam prosto z krzaka porzeczki, agrest, a teraz wszystko zaatakowane chorobami bo ciągle kwaśne deszcze…ehhh samo życie…to sobie ponarzekałyśmy…
    buziaki wielkie:-))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 25 czerwca 2012 (08:38)

      Wiesz, ja myslę, że to iż mamy tyulu chorych na raka ….z nikąd się nie wzięło.
      Sami siebie wykańczamy, po prostu.

  • comment-avatar
    ula 22 czerwca 2012 (20:02)

    No nie ie jesteś świrnięta, to co się nam podaje do żarcia w sklepach to już zaczyna być skandalicznie nafaszerowanie czym się tylko da…. jem ja sobie dzisiaj serek topiony – jak się później okazało z nazwy – jem go, jem i co???? coś mi nie pasuje w jego konsystencji – patrze ja na etykietę a tam stoi napisane – WYRÓB SEROPODOBNY – no święci pańscy !!! kraj jako żywo mlekiem płynący a ja wtranżalam wyrób seropodobny – co do głowy by mi nie przyszło że można coś takiego urobić i sprzedawać z nazwą serek topiony !!! no i dalej, dzwoni do mnie koleżanka której ostatnio chleb swój dałam na zakwasie prawdziwym pieczony – i mówi do mnie tak – Ula ja już go piąty dzień jem i jak go kroje to on się nie kruszy…. i nadal jest smaczny – no i co ja mam jej powiedzieć ??? , że co nam w sklepie sprzedają to też wyrób chlebopodobny ! nie ma co trzeba po prostu jeść mniej a zdrowiej – bo źle się dzieje…
    też mnie to wkurza i przeraża i jestem zła. Sklepy eko omijam bo mnie na nie nie stać, co mogę, pitralę i mrożę na zimę sama, ale przy dużej rodzinie to niekiedy ciężka sprawa- nie zawsze się udaje dobrze zjeść, ale – małymi krokami i ja zachęcam przynajmniej do uważnego czytania etykiet i odwiedzania okolicznych lasów ;))
    Piękności dzisiaj takie pokazujesz, że te poziomki to mi się chyba przyśnią dzisiaj ;))
    uściski!
    ps. cudne zdjątko tam tam na samej górce Twoje :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 czerwca 2012 (20:10)

      Ula – no własnie o tym piszę. Ja się zaczynam czuć tak. jakby każdy producent żywności próbował nas zrobić w przysłowiową trąbę!
      A gdybym Ci powiedziała, co w przedszkolu Leonkowym dają jeść 3 i 4 latkom, to byś mi nie uwierzyła. Jesteśmy tym załamani.
      Wyrobi seropodobne to tuaj norma. I nikt sie tym nie interesuje.
      Ludzie patrzą by tylko było taniej.
      Ech….walka z wiatrakami.
      Powiem Ci szczerze, że niedługo to chyba tu jakąs ekofarmę z Pawłem otworzymy:):)Zamrażarka pęka w szwach, zapasy jak dla wojska:) Ale to świadomie wszystko. Ostatnio byłam zmuszona kupic dżem łowicza – skład: 100 gram produktu zrobione z 35 % owoców. Czyli całe 75 % – to nawet nie chce mysleć co. I wyobraż sobie, że Leon nie chciał tego zjeść.
      Nasza krew:)
      Ula, buziaki wielkie – i dzieki za komplimenta:)

    • comment-avatar
      ula 22 czerwca 2012 (20:51)

      no to powiem Ci, że moja była, była szefowa- tak 2 szefowe wstecz będąc dziewczęciem, była na praktykach w fabryce dżemów właśnie- no i od tamtej pory owych dżemów nie jada… :)) więc wiem o czym piszesz też ich nie jadam po tej opowieści, mam swoje domowe ze brzoskwini co mi rośnie pod oknem i z jabłek i śliwek od ciotki ze wsi – starczy na parę sezonów :)).
      Wszelkie choroby biorą się ze złego odżywiania – Herodot – to moja maksyma obecnie ;)
      zapasy to i moja specjalność, też jak dla wojska ;) ale u nas to rodzinne.
      buziaki!

  • comment-avatar
    kangoashja 22 czerwca 2012 (20:01)

    Pamiętam czasy, gdy biegłam do babciowego ogródka , nie mogąc doczekać się dojrzałych truskawek wcinałam te zielone – były pyszne a te dzisiejsze nie dorównują nawet tym niedojrzałym z czasów dzieciństwa.
    Było jakoś ze wszystkim inaczej, lato było latem a zima zimą, owoce kusiły swym zapachem z daleka, owoce jadło się nie myte prosto z grządki lub z drzewka i nic nikomu nie szkodziło. A teraz…ślizgawka na sam widok a o cenach już nie wspomnę :D
    Moja lawenda też już zaczyna kwitnąć, swoją drogą bardzo fajny pomysł na peeling.
    Pozdrawiam serdecznie w ten mglisto deszczowy "letni" dzień ( a raczej już wieczór)

  • comment-avatar
    scraperka 22 czerwca 2012 (19:58)

    :)))) cudny post! zaczarowałaś mnie… :)
    sesja z lawendą i poziomkami – GENIALNE!!!!

  • comment-avatar
    Kobieta majsterkująca 22 czerwca 2012 (19:57)

    Ja też mam takie przemyślenia na temat żywności i nawet głębiej drążę temat sądząc, że wiele chorób cywilizacyjnych jest spowodowanych taką żywnością. Sądzę też, że ludzie częściej chorują i w młodszym wieku – to jest zgroza! Z pogodą też się zgadzam, kiedyś lato było latem, ciepełko, mało deszczu,czasem burza. A teraz? Z utsknieniem wypatruję słońca i +25.

  • comment-avatar
    haurka 22 czerwca 2012 (19:54)

    U mnie też lata nie widać, ale za to mam ekologiczne truskawy w ilościach aż do przejedzenia. Dziś jadłam z bitą śmietaną. Pycha!
    To co się dzieje z produktami sprzedawanymi w naszych sklepach, widzę, ale cóż na to można poradzić… Wędlin takich jem bardzo mało, bo nie lubię takich ślizgawek. Mam jeden sklep, w którym kupuję pyszny schabik z przyprawami, który jest w miarę "normalny", bo z małej masarni, która działa w okolicy. Na święta za to u mnie w domu pojawia się świniaczek od rolnika, który hoduje prosięta na naturalnych uprawach i z tego powstają wędliny robione i wędzone przez moją mamę.

  • comment-avatar
    Moje marzenia 22 czerwca 2012 (19:54)

    Mnie dziś rano obudziły grzmoty..i tak cały dzień..:(
    ..a jedzenie to też wolę"naturalne"..np.nie zjem pączków kupionych w sklepie,bo dla mnie są gniotami…bo pamiętam jakie pyszne robiła moja mama…
    ..a poziomki znalazłam kilka dni temu na spacerze…i były pyszne;takie prosto z krzaczka;)pozdrawiam

  • comment-avatar
    katrin.deco 22 czerwca 2012 (19:49)

    Dziękuję za cudowne przepisy. Ja do peelingu z solą gruboziarnistą i lawendą dodaję trochę żelu do mycia Palmolive lawendowy( fioletowy)
    Pyszne są też lody lawendowe.
    Piękne zdjęcia, a te poziomkowe podbiły moje serce.
    pozdrawiam serdecznie
    Kaśka

  • comment-avatar
    jankasgarten 22 czerwca 2012 (19:49)

    Jak ma byc lato, gdy na glownym zdjeciu pisze Wiosna?
    Pozdrawiam ;-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 czerwca 2012 (19:53)

      O, to najlepszy dowód na moje zapracowanie:)

    • comment-avatar
      oh-my-home 22 czerwca 2012 (20:50)

      U mnie to samo, tylko w wersji anglojęzycznej, a też się dziwię pogodzie ;)

  • comment-avatar
    oh-my-home 22 czerwca 2012 (19:48)

    Kochana, mój Grzegorz nie Lato ;) siedzi obok mnie, a lato nie wiem gdzie!

    Rozumiem Twoje rozgoryczenie, ja też jestem podłamana pogodą i tą jej zmiennością. Poduszki na mebelki ogrodowe, które sprezentowała nam mama, wciąż wciągamy do środka ratując je w ostatniej chwili przed deszczem, co się dzieje?! Jeśli nie wygrzeję się teraz to później będzie ze mną kiepsko…
    A propos jedzenia, ostatnio wraz z wspomnianym wyżej G. mamy hopla na punkcie sprawdzania składu i pochodzenia produktów. Jest z tym coraz gorzej. Sprzedający na pięknych, targowych stoiskach kupują warzywa i owoce zza granicy od hurtowników. Owoce z Polski to już rzadkość, a dla mnie luksusem zaczynają być truskawki, czereśnie i porzeczki, których kiedyś miałam pod dostatkiem w ogrodzie u babci! Z pogardą patrzę na banany, ja dziecko z PRL!
    Zdjęcia z poziomkami obłędne, zresztą słój z lawendą też śliczny. Wieczko z listków kochane…
    Czytam Twojego posta, jak książkę, racząc się każdym słówkiem. Jeśli Tobie się odechce, to komu będzie się chciało, Wulkanie energii?!?
    Wszystkiego dobrego!
    marta

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 czerwca 2012 (19:57)

      Marta -składy to już od dawna sprawdzamy,
      o sprzedających z ryneczków, nie musisz mi pisac =- nawet na wsiowych targach owoce są z Hiszpani, Cypru itd – bo i tak wszyscy biorą je z giełdy…
      smutne to bardzo.
      Bananów nie lubię:)
      I nie martw się – raczej mi się nie odechce, mam dzis po prostu deszczowy dzień:)
      Uściski:) dla Ciebie i Grzesia:)

  • comment-avatar
    bozenas 22 czerwca 2012 (19:45)

    Masz rację co do truskawek,nie dośc że niesamowicie drogie to jeszcze nie mają zapachu jak dawniej,ale jakiejś stęchlizny.Nie zaprawiłam ani jednego słoiczka,bo po prostu nie było odpowiednich:)Jak ja bym chciała znac las w którym rosną poziomki:)))))a u mnie nawet łąki z polnym kwieciem zniknęły,a w ich miejsce druty kolczaste:)jak ja dawno nie widziałam chabrów i maków tych polnych:)))Ja się z tym nie mogę pogodzic,ale co mogę sama zrobic?:)po prostu nie kupuję truskawek,cóż mogę więcej?:)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 22 czerwca 2012 (19:55)

      Bożenka, nam na szczęście udało się znależć uczciwego fajnego pana z zagonami:), ale to i tak mnie nie pociesza.
      Mam około 200 metrów od siebie las z poziomkami:)
      I chabry w życie – własnie niedługo zamierzam je zebrac na herbatkę.
      pozdrowienia ciepłe wysyłam:)

  • comment-avatar
    Caroline 22 czerwca 2012 (19:40)

    A ja ostatnio nazbierałam trochę jagód w lesie :)

  • comment-avatar
    Ania 22 czerwca 2012 (19:39)

    A u mnie jeszcze lato w ogóle nie zawitało, chyba że uznam te 17 stopni i mocny wiatr od morza za upał….

  • comment-avatar
    JUKA 22 czerwca 2012 (19:33)

    U Ciebie nawet brak lata wygląda bajecznie… Wzdycham do zdjęć, wyobrażam sobie smaki i zapachy, aaaa… Pozdrawiam najserdeczniej z ciepłej dziś jeszcze części PL :D

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.