MYŚLĘ ŻE – nie pracując nad sobą, wystawiamy się na stratę.

Marzę w skrytości sama przed sobą o tym, by być systematyczną:). Tymczasem całym moim życiem rządzą dynamiczne i nieprzewidywalne PROJEKTY. Od jednego celu do kolejnego celu. I było tak –  odkąd tylko pamiętam. Moje projekty są zazwyczaj krótkie, mają jasno wyznaczoną metę, określony cel i ZADANIA, jakie przede mną stoją. Tak – jestem zadaniowcem. Owe projekty muszą się również zmieniać. Systematyczność i cykliczne, powtarzalne dokonywanie tych samych czynności w nie daj Boże jeszcze długim upływie czasu – wykończyłoby mnie na amen:) Tak teraz  myślę sobie, że to jest trochę analogiczna sytuacja do naszych kobiecych  marzeń: mamy długie gładkie i proste włosy, marzymy o burzy kręconych zwariowanych loków. Mamy mały biust – marzymy o większym, mamy większy – wolałybyśmy mniejszy. Jesteśmy niskie – chciałybyśmy być wyższe. Często pragniemy tego – co teoretycznie nie jest nam dane. Ale czy na pewno nie jest? Czy na pewno nie możemy po to sięgać?


Gdy po Sylwestrze myślałam o własnych pragnieniach lub marzeniach, które mogłyby się ziścić w tym roku…doszłam do wniosku, że tak naprawdę to jestem bardzo spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. WIEM, WIEM – w Polsce podobno nie wolno o tym głośno mówić. Nie wolno publicznie powiedzieć – jestem szczęśliwy, spełniony, majętny  lub mam rewelacyjne małżeństwo. U nas to nie przystoi, nie wypada i jest wręcz niebezpieczne, za chwilę bowiem znajdą się tacy, którzy zechcą nam udowodnić że na to wszystko po1. nie zasłużyliśmy, po2. zaraz to stracimy a po3. jeśli nawet to wszystko mamy, to na pewno psim swędem, albo niesprawiedliwie.  PODOBNO. Ale wiecie co – ja widzę ostatnio coś innego. Widzę w nas samych sporą zmianę. Widzę, że bardzo wielu z nas STARA  SIĘ bardzo myśleć pozytywnie, żyć pozytywnie, działać  ku swojemu i swojej rodziny dobru – nie oglądając się na to, co powiedzą inni. Otaczają mnie coraz częściej Polacy uśmiechnięci i z dobrym nastawieniem do życia. Ci np. których spotykałam ostatnio zagranicą to już nie byli turyści z reklamówką wypchaną konserwami:) nastawieni na leżenie przy hotelowym basenie i korzystanie z all Inclusive, a tak samo jak ja – ciekawi świata ludzie, których fascynowała kultura i sztuka, którzy chcieli pokazać piękno świata i kolebki naszej kultury swoim dzieciom. Widzę również, że coraz więcej ludzi publicznie i głośno mówi – jestem szczęśliwy- bo na to szczęście pracuję. UCZĘ SIĘ GO, uczę się zauważać piękno codzienności, wartość mojej rodziny, mojej pracy, i tego jak żyję.  I że tak jak ja – mnóstwo ludzi PRACUJE NAD SOBĄ.  Bo jeśli tego nie robimy – wystawiamy się na stratę. Tak, tak – dobrze przeczytaliście. Stratę intelektualną, cielesną i duchową. Nie rozwijając się, nie mając kontaktu z pięknem, nie oglądając przedstawień, filmów, nie czytając, nie ucząc się, nie mając kontaktu z żadną aktywnością fizyczną, nie spotykając się i nie dyskutując z drugim człowiekiem, nie celebrując dnia codziennego ani nie ucząc się siebie samych oraz innych, choćby kultur – tracimy bardzo wiele. Co?  Własne życie i możliwości stania się lepszymi. Pomyślcie, jak wielu z nas ma poczucie życia upływającego miedzy palcami…jak wielu z nas biadoli na swój los nie robiąc nic, ale to dosłownie NIC by go zmienić. A ja wiem – że bez starań, bez działania, bez podjęcia konkretnych decyzji nic się samo nie zadzieje.


Bardzo często słyszę, że jestem pracoholikiem. To prawda. No jak mogłabym zaprzeczać – gdy naprawdę nim jestem:) Ale mało kto wie – że w głębi duszy tak naprawdę JESTEM LENIWA. Kochani – ja jestem leniwa jak diabli. I nawet nie wiecie, jak wiele wysiłku kosztuje mnie ta moja pracowitość. Wszyscy ludzie, którzy patrząc na pracusiów myślą sobie – ależ on/ona ma dobrze, już się taka urodziła – zdolna, pracowita, chętna do działania…..bardzo często się mylą. Bo pod dużymi sukcesami najczęściej kryje się PRACA, PRACA i jeszcze raz mozolna PRACA oraz codzienne pokonywanie własnych słabości. Łatwiej jest czegoś nie zrobić – niż to zrobić. Łatwiej jest sobie odpuścić, wytłumaczyć się samemu przed sobą, rozgrzeszyć swój brak aktywności – aniżeli wbrew wygodnictwu – zacząć jednak nad sobą pracę.

Moje małe, większe oraz bardzo duże projekty toczą się jeden po drugim. Musiałam się wiele nauczyć, musiałam często rezygnować z wolnego czasu lub robić coś wbrew temu, co kusząco podpowiadała moja leniuszkowata część duszy:) Musiałam pokonywać ( i nadal to robię) swoje słabości lub obawy. ALE WARTO TO WSZYSTKO ROBIĆ. Warto nad sobą pracować – właśnie po to by nie wystawiać się na straty, o których pisałam. I po takim wstępie nie powinna Was zdziwić informacja, że do toczących się projektów dodałam jeszcze jeden – bardzo prywatny i bardzo ważny dla mnie. Projekt LEPSZE ZDROWIE. Od początku roku porobiłam sobie wiele badań  – by sprawdzić w jakim stanie jest mój organizm. Po przekroczeniu 40tego roku życia ( choć dla wielu z nas owa 40tka jest jedynie jakimś symbolem a nie oznaką starzenia) zauważyłam, że mój organizm spowalnia. Bardzo delikatnie, ale jednak. Przemiana materii, odporność czy reakcja na żywienie – jest zdecydowanie inna niż gdy miałam 20 lat. Myślicie że się tym zasmuciłam? – NIE :) Już nie raz pisałam, że ja siebie po prostu lubię, a zmiany które zachodzą w moim organizmie przyjmuję jako naturalną kolej rzeczy.  Pytanie zostaje tylko jedno – co z nimi mogę zrobić. Np. widząc, że zmieniła się moja gospodarka hormonalna i przemiana materii. Albo że mój organizm źle  reaguje na dotychczasowy sposób żywienia. Zauważyłam np., że sylwetka nagle zaczęła robić się zbyt ciężka – i nie pomagają już ani spacery, ani dotychczasowe działania  by utrzymać wymarzoną wagę. I znów- najprościej byłoby nie robić NIC. Na zasadzie – tak widocznie musi być. Jak już się urodziło dzieci – to wiadomo trudniej być szczupłą. Łatwe wytłumaczenie, prawda?  Ale jak już wspomniałam wyżej – to nie moja droga. I oczywiście – ZADZIAŁAŁAM! :)

Zaprosiłam do wspólnego projektu AGNIESZKĘ MIELCZAREK – dyplomowaną coach żywienia, autorkę rewelacyjnych książek: „Detoks dla opornych”„5 lat młodsza w 5 tygodni”, „Jak schudnąć po 40”,  a prywatnie CUDOWNĄ, powtarzam CUDOWNĄ, pozytywną, uśmiechniętą i bardzo motywującą do dobrego życia dziewczynę:). I zaczynamy malować w kolorowych barwach smakowitych przepisów – moją drogę po zdrowe życie, po zgubienie zbędnych kilogramów, po wprowadzenie i umocnienie właściwych nawyków żywieniowych. Towarzyszy nam w tym Instytut Mikroekologii, który bada właśnie w tej chwili moje osocze oraz … moja rodzina:) O tak – wspierają mnie bardzo!. Już za jakiś czas pokażemy Wam 1 odcinek nakręcony wspólnie z Agnieszką, w którym poszukamy powodów opóźnienia metabolizmu w naszych organizmach oraz podzielimy się z Wami przepisami na potrawy, idealne dla zalatanych, podróżujących i żyjących mało systematycznie kobiet – czyli np. dla mnie:) Choć założę się, że wśród czółnowych czytelniczek mam mnóstwo zabieganych kobiet, prawda?  Agnieszka obiecała pomoc, fachowe porady, pyszne przepisy i przede wszystkim OGROMNE WSPARCE:)Mając takiego partnera obok – niczego się nie boję i jestem pełna dobrego nastawienia:)

A może ktoś z Was wspólnie ze mną podejmie wyzwanie? Kto chce jeszcze zawalczyć o swoje zdrowie, piękniejszy wygląd, świetne samopoczucie i zgrabniejszą sylwetkę? PRZYŁĄCZYCIE SIĘ?;) Zaczniemy wspólnie robić cos dla siebie:)? Do usłyszenia już niebawem.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

30 komentarzy

  • comment-avatar
    Barbara 22 marca 2017 (12:48)

    W ubiegłym roku oczyściłam swój organizm postem Daniela ( dieta dr Dąbrowskiej). Czułam się rewelacyjnie, wyładniała cera, włosy, pozbyłam się różnych dolegliwości i , oczywiście – pięknie spadłam z wagi. Moi znajomi również oczyszczali się tym systemem – wszyscy zadowoleni, zdrowsi , pełni energii.
    W tym sezonie „układam” moją głowę;) do kolejnego podejścia, bo wszystko zaczyna się w głowie … :)

  • comment-avatar
    Gośka 21 marca 2017 (20:00)

    Cieszę się z tego projektu. Chętnie sie do niego przyłączę. Potrzebny mi był taki impuls . W grupie zawsze raźniej :-) pozdrawiam ze Szczecina

  • comment-avatar
    Magda 21 marca 2017 (14:36)

    Joasiu, chciałam Ci złożyć najserdeczniejsze życzenia Urodzinowe! Bardzo podoba mi się to, co napisałaś, więc trochę nawiązując do tego artykułu, życzę Ci samych pozytywnych i wspierających ludzi wokół, realizacji kolejnych wytyczonych celów, życia zgodnego z własnymi oczekiwaniami, dużo energii i siły, zdrowia i miłości, uśmiechu, słońca, odporności na wampiry energetyczne;), kolejnych cudownych przygód i nowych wyzwań, miliona powodów do poczucia wdzięczności każdego dnia…no i nie zmieniaj się, bo jesteś rewelacyjną Babką!:) Ściskam!

  • comment-avatar
    Ange76 21 marca 2017 (10:53)

    Wszystkiego najlepszego Asiu w dniu Twoich urodzin!

  • comment-avatar
    Lidia 21 marca 2017 (08:38)

    Asiu w 100 % procentach się z Tobą zgadzam i popieram. Dbanie o siebie , bycie szczęśliwym samemu z SOBĄ to jak „miód na serce” nie tylko dla siebie ,ale i dla pozostałych domownik ,przyjaciół. Szczęście jest zaraźliwe !!! A ja to wiem !!! Jestem szczęśliwa !!! Ale to jest jest praca nad sobą, wcale czasem niełatwa .Polubić siebie ,dbać o siebie , kochać siebie !!! A odnośnie zdrowego trybu życia to już mam chyba fisia i zaraziłam tym mojego Zbyszka. Opornie to na początku szło , oj opornie .Ale teraz razem się wspieramy. Obecnie , tradycyjnie od wielu lat -wiosenny detox. DZIAŁA !!! Chętnie zapoznam się z propozycją P.Agnieszki. Będę oczywiście śledzić realizację projektu.

  • comment-avatar
    Ewka 20 marca 2017 (22:24)

    Popieram ten projekt, jak najbardziej! Wiem, jak to jest, ciało się zmienia, słaba kondycja, tłuszczyk się odkłada, ale wzięłam się za siebie w tym roku i jest dużo lepiej. Waga w dół poleciała, świadoma dieta daje efekty. Trzymak kciuki i na pewno też skorzystam.

  • comment-avatar
    El. 20 marca 2017 (18:52)

    Ja również z ciekawością czekam na ciąg dalszy :) … z pytaniem czy znajdą w nim coś dla siebie kobiety mające jeszcze jedną dwudziestkę? … czy do grona szczęśliwych 40-stek (jak wynika z komentarzy) mogą dołączyć nieco starsze?
    Różnica między 40 a 60 jest ogromna, to prawdziwa przepaść wykopana przez zmiany w organizmie plus większy bagaż chorób i dolegliwości. A jak jeszcze dodamy więcej życiowych smutków niż radości, to naprawdę dużo trudniej móc powiedzieć sobie „jestem szczęśliwa”. Tak na co dzień nie mamy metryki stale przed oczami, więc trudno nam samym uwierzyć, że „to już tyle” , „przecież tak niedawno stuknęła nam 40”

    A na czym miałoby polegać dołączenie do projektu? Rozumiem, że to po prostu aktywne przełożenie czytanego tutaj tekstu. Czy tak?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (21:46)

      Ależ zapraszamy!!!!! Przed nikim się nie zamykamy i będziemy zaszczycone gdy do nas dołączysz. Myślę, że przepisy Agnieszki i jej porady dotyczące zdrowego sposobu odżywiania czy uwagi dotyczące złych nawyków – nie mają metryki:) Jestem pewna, że będą odpowiednie dla babeczek w każdym wieku:)

      • comment-avatar
        El. 21 marca 2017 (00:13)

        Dziękuję :)

  • comment-avatar
    Helena 20 marca 2017 (16:36)

    A co z tymi, co 55 kończą, mieszkają na prowincji, o badaniach czytają na czyimś blogu, bo lekarz mówi, że przecież nic się nie dzieje. Popadam „w dół”( tylko nie w kwestii wagi osobistej). Ech…

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (21:49)

      Helenko – ja tez mieszkam na prowincji.:) I mnóstwo naszych czytelniczkę. To nie miejsce życia ale to JAK żyjesz czynie z nas prowincjonalnych :) Ale za badania to Cię pogonię!:) TRZEBA je robić raz na rok – nie ważne, co mówi lekarz. Warto wiedzieć co się z nami dzieje, czy na pewno jest ok – nawet wtedy gdy na „oko” wygląda wszystko dobrze.

  • comment-avatar
    antonina 20 marca 2017 (16:34)

    A ja skorzystałam z polecenia książki”Food pharmacy”. Jestem w niej zakochana, od kilku tygodni korzystam z przepisów podanych przez autorki! Szkoda, że o niektórych faktach dowiedziałam się tak późno! Ale lepiej późno niż później ;) jak w filmie! Nieprawdaż? Dziękuję!!

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (21:50)

      bardzo proszę! :) Jestem pewna, że książki Agi też Cię w sobie rozkochają – ja własnie korzystam z tych przepisów, jestem na detoksie i czuję się wspaniale:)

  • comment-avatar
    Basia 20 marca 2017 (16:33)

    A ja chyba przekornie trochę napiszę o sobie i moim podejściu do”zadań „.Jakoś tak mam od zawsze, że w najdrobniejszych nawet sprawach lubiłam coś osiągnąć,stworzyć,zbudować,mimo wewnętrznego leniucha, który tkwi chyba w każdym z nas.Nie robię postanowień noworocznych,tylko słuchając siebie kombinuję,co mogę zrobić w najbliższym czasie dla siebie,rodziny i domu.Mierzę swoje siły,nie stawiam konkretnych zadań,ale idę z prądem życia,ciekawa,co też ono przyniesie i co ja sama mogę zrobić.Od wielu lat interesuję się żywieniem, produktami życzliwymi mojemu organizmowi ze względu na wieloletnie zmagania z tarczycą. Nie jestem jednak typem zadaniowca-raczej spokojnym obserwatorem siebie i spełnianiu potrzeb organizmu.”Pracuję” nad sobą od kiedy pamiętam,ale unikam tych określeń,które dla mnie(zmiennej bliźniaczki)są synonimem pewnego rygoru.A ja tak lubię wiedzieć,że się do niczego nie zmuszam, hi,hi.Może dlatego z tym moim pokręconym charakterkiem łatwo mi rozwijać się w wielu kierunkach,niczego sobie nie narzucając.Każda metoda jest dobra,by nie oklapnąć, no nie?Ostatnio słucham wykładów o samoleczeniu organizmu,o sposobach odżywiania z korzyścią dla figury,ale przede wszystkim dla wewnętrznej harmonii.Co nie przeszkadza mi zaglądać do Ciebie,Asiu po nowe tematy do przemyśleń.Trzymam kciuki i jestem bardzo ciekawa nowego projektu.

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (21:51)

      Bo to jest piękne że się tak ładnie wszyscy od siebie różnimy – i mamy różne potrzeby:)

  • comment-avatar
    Lorka 20 marca 2017 (14:29)

    Juz pol roku temu wprowadziłam plan dobroci dla siebie.. co miesiąc wyrabiam jeden zdrowy nawyk:) opisuje je u siebie na blogu( by inni sie przyłączyli) i nie zawsze w dbaniu o zdrowie/o siebie chodzi o diete czy cwiczenia.. u mnie dużo innych nawyków:) a no i w maju koncze 40 hehe i mówię głośno ,że jestem szczesliwa:)

  • comment-avatar
    Edyta 20 marca 2017 (14:00)

    Hej Joasiu , mam podobne odczucia . Zawsze wszędzie byłam pierwsza , wszytko ogarnięte , dopięte na ostatni guzik taki pracuś …a po 40 spowolniałam , brak mocy , energii , czyste lenistwo … Niby nic a jednak , kiedyś chata ogarnięta w 4 godziny i sobota wolna a teraz. Pierwsze co zrobiłam badania full opcja i jak wyszło coś nie tak, na mammografie leciałam jak torpeda ale jest ok. I zapaliła się lampka ! szkoda każdego dnia. Z radością przyłączam się do projektu pozdrawiam Edyta

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (14:45)

      Super Edytko! Fajnie, że razem ruszymy:)

  • comment-avatar
    Agata 20 marca 2017 (12:14)

    Zobacz Asiu, to chyba telapatia. W tym roku kończę 40 lat i chociaż zazwyczaj jestem bardzo aktywna (mam czwórkę dzieci::), to właśnie przed miesiącem postanowiłam bardziej o siebie zadbać: ćwiczę systematycznie 3 razy w tygodniu, dbam o to, co jem, zrobiłam badania, bardziej dbam o swoją skórę i powiem Ci, że po tych 5 tygodniach czuję się ze sobą o niebo lepiej, więc mentalnie jestem z Tobą!!Bardzo lubię tu do Ciebie zaglądać właśnie dlatego, że sama czuję się szczęśliwym i spełnionym człowiekiem i nie znoszę marudzenia i zrzucania wszystkiego na zły los. Choć masz rację, taka postawa często budzi zawiść i zazdrość. A ja po prostu cieszę się moim życiem!!!
    Trzymam za Ciebie kciuki!! Pozdrawiam ciepło, Agata

    • comment-avatar
      Ania 21 marca 2017 (10:21)

      Też w tym roku kończę 40 i postanowiłam zrobić sobie prezent i o siebie zadbać, żeby 40 przywitać w wyśmienitej formie. I o ile w kwestii ćwiczeń nie jest źle, to jeśli chodzi o dietę to co chwilę potykam się. Ale próbuję dalej. Mam czas do września :)

  • comment-avatar
    Luna 20 marca 2017 (12:11)

    ten wpis jest strzałem w 10tke :-) …czas na zmiany :-) ale nie dlatego, że wiosna, że cieplej, że ciuchy za małe :-) ;-) etc, etc… tylko, że po 40tce jesteśmy bardziej świadome siebie. I rozumiemy więcej z tego, co tzw. starsi do nas mówili, kiedyś, dawniej, a co przelatywało poza nami, jakoś tak… a teraz już wiem, że dzisiaj jest ważne, tu i teraz. I że czas nie poczeka…aż ja go znajdę na siebie, na swoje sprawy. Od 2 miesięcy czytam, analizuję, poszukuję, odkrywam swoją drogę żywieniową, witaminową.
    Tak więc proszę o wpis na listę ;-) projektową :-) z pozdrowionkami

  • comment-avatar
    Edyta 20 marca 2017 (11:08)

    Cieszę się, że nie jestem sama w tej zadaniowości :) codziennie zadania spisuję na kartce, dalsze w kalendarzu. Mąż się śmieje, że te moje zadania i notatki (w segregatorze)to jednocześnie kręgosłup logistyczny naszej rodziny. Bo praca i projekty czy plany mieszają się z odebraniem dzieci ze szkoły i przedszkola, ich wizytami lekarskimi i całością mojego dnia. A do tego od pół roku zmieniliśmy dietę i uczę się nowych przepisów i testuję. Łatwo nie jest, ale najważniejsze- jest satysfakcja i radość pozytywnych zmian. Zyczę powodzenia i wszystkiego dobrego.

  • comment-avatar
    Iwona 20 marca 2017 (10:57)

    Masz całkowitą racje – ludzie zadaniowo nastawieni w nudnej schematycznej pracy po prostu by umarli. Też należę do osób, które życie biorą projekt po projekcie. Inaczej byłoby nudno, mało ambitnie:)
    W pełni popieram Twój nowy projekt i przyłączam sie do niego! Sama od tego roku zaczęłam o siebie lepiej dbać. W zeszłym roku przeszlam na dietę, w tym roku dołączam do tego siłownię i bieganie. Pomimo tego, że koordynacja życia, pracy aktywności, przyjemności to nieraz porawdziwe balansowanie na linie to po ponad półrocznych zmianach mogę powiedzieć tylko jedno – było i jest warto!

  • comment-avatar
    Kasia 20 marca 2017 (09:41)

    Pieknie napisane! Choć na początku pomyslałam gdzie Ci stękający ludzie???:-) Sama staram się byc i otaczać pozytywnymi osobami z energią do działania i ceniącymi wartości inne niż materialne i jak sie okazuje takich ludzi jest nawet sporo. Szalenie mnie to cieszy, bo naprawdę szkoda marnować życie, mamy je tylko jedno, więc przyżyjmy je godnie, cudownie i zostawmy po sobie COŚ dobrego. Buziaki Kochana

  • comment-avatar
    Ola 20 marca 2017 (08:54)

    Projekt dla mnie jest bardzo aktualny. Od 5 tygodni podjęłam wyzwanie, by wrócić do formy, jaką miałam 4 lata temu. Zaczęłam od badań, diety, zmiany stylu życia i jedzenia. Podjęłam regularny trening. Zaczynam czuć się lepiej. Książkę pani Agnieszki „5 lat młodsza…” osobiście zakupiłam i korzystam. Z czystym sumieniem mogę polecić tym, którzy tak naprawdę boją się zacząć wprowadzać zmiany w swoim życiu. Nie jest łatwo, czasem bardzo trudno wytrwać w postanowieniach, ale już teraz widzę, że warto. Dlaczego? Nie chodzi tylko o ilość straconych kilogramów, ale o nową jakość życia. Trzymam kciuki, by projekt stał się wielkim sukcesem! Za Ciebie droga Joasiu trzymam kciuki, by nie trakotwać projektu jak zadanie, ale także jako nawyk :) Panią Agnieszkę serdecznie pozdrawiam i dziękuję za świetną książkę! Będę z zaintersowaniem śledzić postępy i wspólnie dołączam do biegu :) Dobrego poniedziałku i pozdrowienia z Gdyni!

    • comment-avatar
      Green Canoe 20 marca 2017 (10:08)

      Olu – ja wolę jako zadanie właśnie, bo zadaniowość mam we krwi:) Wiem, że wtedy to zadziała. Jeśli sobie jedynie luźno wyznaczam jakieś tam bliżej nieokreślone cele, albo myślę o tym by właśnie zmienić nawyki – to jest skazane na porażkę. Nieregularny tryb życia który prowadzę potrafi mi nieźle namieszać:) BARDZO dziękuję Ci za cieple słowa i także trzymam kciuki za Twoje wyzwanie:)

  • comment-avatar
    Jolanta 20 marca 2017 (08:39)

    Dzien dobry z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy ..podobnie jak ty Joasiu jestem zabiegana , gotuje obiady dzien wczesniej dla mojej rodziny , wychodze do pracy wczesniej rano wracam poznym wieczorem…zauwazam Ze moja figura zdecydowanie sie zmienia – niestety … czas cos z tym zrobic – dolaczam sie do projektu !serdecznie pozdrawiam Jola

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.