Przedprzedszkolna pardubicka…czyli matka w opałach:)

W piątek przypomniało mi się, że to koniec miesiąca…Może nie sam koniec miesiąca, co zbliżające się przedszkole, wprawiło mnie w lekki stan paniczny:). Bo na dzieckowym stanie posiadania …kapci brak. I innych drobnych detali, bez których pójście do przedszkola staje się utrudnione. Tak to byłam przygotowana na 1 wrzesień. Wybrałyśmy sie więc z przyjaciółką w sobotni poranek na babski tour:) I wiecie co….fajnie było. Mimo, że w poszukiwaniu odpowiedniego numeru ( owych kapci) biedną B. przwlokłam przez wszystkie możliwe dziecięce sklepy:):):) I tak spędziłysmy fajne kobiece przedpołudnie. Nawet znalazł się czas na domowy obiad w miłej knajpce, no i odbiór lustra. Co śmieszne, Pan Szklarz oddając mi wklejoną w ramę taflę, spytał z pobłażaniem:
 – A kto pani tak tę ramę zrobił?…
 – Tzn. jak?
 – No cała obdrapana jest, jakby…no stara jakaś była.
-….no to tak właśnie miało być……:):)
 – ????? żartuje Pani chyba…..
Kolejny raz mój skołowaciały gust nie spotkał się z uznaniem fachowców:). Panowie cykliniarze też nie mogli uwierzyć, że podłoga ma być biała. Zaczynam się przyzwyczajać:) Zaś samo lustro cudnie odbija świat z drugiej strony – czyli kominek i las. Wieczorami zaś odbija światło z lamp czy świec, mocno doświetlając salon.
Mieliśmy cudny weekend. Pełen pichcenia, spotkań z bliskimi…śmiechu dzieci….zapachu węgierek, dobrego ciasta…Dziś rano, wparował nam do domu 3 letni Marco, wnuczek naszych sąsiadów, na stałe mieszkający z rodzicami poza Polską. Tak wbiegł sobie do domu – uśmiechnięty, umorusany, z piachem w butach, rozwichrzonymi włoskami – z radosnym okrzykiem CEŚĆ CIOCIA!!! …i normalnie mnie rozczulił na amen:) Biegali z Leo po całej chałupie ganiając się i piszcząc, z piekarnika roznosił sie po domu zapach przygotowanego dla gości obiadu…a ja poczułam…że jest DOBRZE. Po prostu dobrze.  Dokładnie tyle potrzebuję, by czuć się szczęśliwa: moich chłopaków obok, domowych aromatów w tle, śmiechu dzieci i wizji przybycia miłych gości:) Mam nadzieję moi mili, że również mieliście szczęśliwe weekendy:)
Oto malutkie skrawki naszego.
 Na udokumentowanie podwórkowego wstępu do  jesieni kilka fotelk z ogrodu. Cichaczem, po malutku….:):):) czerwoności się wkradają na drzewa. Hortensje pysznią się ogromnyki kulami, róże jakby się  z nimi ścigały:) A w warzywniaku zbiory za zbiorami. Zamroziłam już 6 reklamówek fasolki, zbierają się ogórasy, pomidorki. Wysiałam w zeszłym tygodniu ostatnią partię rukoli i sałaty – już wzeszły. Za chwilę czarny bez zamieni się w sok, a węgierki w powidła…Czas przetworów wnosi corocznie w moje życie sporo dobrej energii. Co prawda z jednej strony to ciężka praca i walka z garami:) Ale z drugiej – aromaty, które pląsają po domu i na kilka tygodni nawet obejmuja królestwo w naszych kątach, wprowadzając mnie w pozytywny nastrój. Niedawno zdałam sobie sprawę, że zdecydowanie żle reaguję na brak zapachów. Gdy w domu niczym nie pachnie – to jakoś tak….smutno. Czy dla Was też aromaterapia:) jest na porządku dziennym?
Już na koniec chciałam sie podzielić z Wami świetną książką Piotra Galińskiego, która wzbogaciła naszą kulinarna bibliotekę. „Taniec z garami” to nie tylko treść kucharska. W zabawny i ciepły sposób autor wprowadza w tajniki pichcenia, ale również opowiada z humorem o życiu na wsi, swoim dzieciństwie…Moje ostatnie wieczory to studiowanie przepisów z „Tańcowania” :) czy podziwianie pieknych zdjęć.  I choc generalnie niby owe przepisy znam, ale …to jest jedna z tych książek, do których chce sie wracać i wracać. Ma naprawdę fajny klimat. Skoro sama mam z czytania jej tyle frajdy, dzielę się nią z Wami:):)
 Zmykam już. Jutro nasz PRZEDSZKOLAK po długiej wakacyjnej przerwie wróci do swojej grupy. Jestem chyba bardziej…podekscytowana niż On sam:):) ale to już chyba taka karma mam:)
Tak w ogóle, dużo tu Was?  Przedszkolakowych mamuś? Też odczuwacie takie  „mrowiące” emocje:)?
Udanego tygodnia:) Bezproblemowego wejścia w szkolne czy przedszkolne progi – dla Waszych pociech, a dla Was samych – RELAKSU:):)

Dobranoc, idę spakować naszemu przedszkolakowi świeżo zakupione KAPCIE :)

ps.
No i bym zapomniała, ale mnie przywołaliście do porządku:)

Pokazane w sesji:
Fotel – efekt WSG ( wykorzystaj stare graty), czyli odnowiony przez mnie staruszek
Komoda w kwadraty przy fotelu – IKEA
Narzuta błekitnaw różyczki – Allegro, sprzedający: INSPIRACJE
Rama lustra – Vintage Home

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

130 komentarzy

  • comment-avatar
    karola 6 października 2012 (23:57)

    Pierwszy raz tu zaglądam i jestem pełna podziwu. Jakie piękne zdjęcia! Jaki piękny dom, ogród. I tyle słońca domu. Tyle jasnych mebli. Marzę o takich…:) Odkąd całe mieszkanie urządziłam w nowoczesnym stylu w kolorze wenge;) To z przymrużeniem oka, ale faktycznie tęsknię za taką jasną przestrzenią. I taaaakim ogrodem. Tylko pomarzyć. Na pewno będę zaglądać, by móc się tym klimatem trochę nasycić:)Pozdrawiam!

  • comment-avatar
    Minty House 6 września 2012 (16:16)

    Ależ miła jasność w Waszym domu zapanowała :) Ja też w weekend ganiałam za butami, niestety bez skutku, bo rozmiar 35 to jakaś czarna dziura po prostu. Pozdrawiam ciepło

  • comment-avatar
    Anonimowy 5 września 2012 (08:01)

    No właśnie to jest to o czym mówiłam w komentarzu do poprzedniego posta:) że boli mnie brzuch wraz ze zbliżającą się szkołą i to nie jest tak, że jej nie lubiłam wręcz przeciwnie, byłam dobrą i pilną uczennicą i takie też jest moje dziecko, ale jest b.ambitna i to ją czasami gubi:( EDYTA

  • comment-avatar
    Barbara 5 września 2012 (07:36)

    może trochę nie na temat(chociaż też czeka mnie ciężki rok z szóstoklasitą w tle) – bo ja to jestem pod ogromnym wrażeniem porządku w Twoim domu – zwłaszcza jak patrzę na te zdjęcia "nasz zwierzyniec latem", przy wyjazdowej pracy zawodowej, tylu zwierzach w domu, dziecku – masz zadbany ogród, czyściutkie wnętrza, dom pełen gości i jeszcze robisz remonty i przetwory… szacun wielki (i żeby się nie załamać kompletnie wciąż mam nadzieję, że to tylko takie cudne zdjęcia są, hehe) pozdrawiam serdecznie!!!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (09:09)

      Basiu -ale ja wcale nie mam cały czas idealnego porządku. W końcu my tu żyjemy:) To nierealne, by miec non stop idealnie czysto w domu, w którym toczy się życie.
      Gdy robię zdjęcia, to zbieram z kadru zabawki Leo, czy tam gazetki,talerzyki po śniadaniu, lub mój sweter przewieszony. Nie pokazuję odkurzacza, którego własnie używałam. Z szacunku dla czytających – gdy zapraszasz do siebie gości, również ogarniasz przestrzeń, prawda? Owszem cały czas muszę mieć wokół siebie ład. Fakt, nie potrafię funkcjonować w bałaganie, nie wyobrażam sobie mieć w swoim domu brudu… Ale bez przesady – nie żyjemy w sterylnym otoczeniu. Wczoraj Leoś z wielkim namaszczeniem wyciągną WSZYSTKIE chusteczki z opakowania, porozrzucał je po całym salonie, porożdzierał na kawałeczki z dumą informując – Mamusiu, zobacz jaki zrobiłem super ŚNIEG!:):)

      Nasze zwierzęta mieszkaja głównie na zewnątrz, zwłaszca latem.Zimą – nocują w domu. Na początku było inaczej, ale kocice… chyba z zazdrosći o Leo zaczęły obsikiwać mu ówczesny pokój i bardzo znaczyć teren. Decyzja była szybka – mają DOMKI śmieszne w szafie przy wejsciu do domu. Psy są na zewnątrz, ale jednak bywają stałymi rezydentami w domu – piszę te słowa, a przy stopach mam Hrabiego:), który dziś akurat od rana postanowił, że potrzebne mu jest moje towarzystwo:) I rzeczywiście – pies w domu, zwłaszcza ogromny pies w domu równa się ciagłe sprzątanie sierści, piachu i zniszczone podłogi, jesli ma sie je drewniane. Nasz Hrabia ma takie łapy jak niedżwiadek z pazurami, które potrafią rozedrzec wszystko – podłoga i zarysowania to dla niego pikuś:) No ale to już nasz wybór – każdy decydując sie na zwierzęta, musi się z tym liczyć.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (09:10)

      O ogród dbamy obydwoje z Pawłem, to nie tylko moja zasługa.
      Bez jego zaangazowania i wykonywania cięższych prac np koszenie 2000 metrów:) – nie wyglądałby tak, jak wyglada. Ale tak naprawdę, by mieć piękny ogród trzeba go od początku dobrze zaprojektować, zasadzić takie rosliny i tak rozplanować rabaty – by trochę potem SAME funkcjonowały. Nasz ogród nie wyglądał tak w pierwszycj latach – ale po 5ciu jest już nieżle. A pracuję w nim coraz mniej, coraz mniej czasu zajmują mi prace wiosenne czy jesienne – bo rośliny sa juz duże, bo chwastów mniej.

      Przetwory też robię wspólnie z Pawłem – tzn. ja je owszem robię, pakuję w słoiki itd, ale Paweł bardzo pomaga mi przy samym przygotowaniu – np. wypestkowaniu śliwek czy wiśni, umyciu owoców itd. W tej chwili na kuchence pyrli sie 7 litrowy gar soku z pomidorów, i 15 litrowy gar powideł, które wczoraj wieczorem wypestkował właśnie Paweł.
      Łatwiej jest zrobić wiele rzeczy, gdy gra się w zespole i dzieli obowiązki, gdy ma sie dużo pomocy od męża.
      U nas jakoś się to sprawdza wszystko od lat.

      Czuję sie nieswojo, gdy mi dziewczyny piszą, że to, iż mamy czysto w domu, zadbany ogród i robimy np. dżemy – je załamuje lub dołuje.
      Zawsze wtedy pytam – dlaczego czujesz przygnębienie?
      Czy dlatego, że chcesz mieszkać w czystym domu, a nie dajesz rady tego porządku utrzymać? Jesli tak, to trzeba pomysleć czemu tak się dzieje i byc może zmienić postepowanie całej rodziny.
      Czy może dlatego, że to jest to powszechnie oczekiwane, że kobieta własnie ma mieć czysty dom, ciasto w piekarniku i sobie ze wszystkim DOSKONALE radzić? Bo przeciez nas takie matki poslki co to wszystko potrafią, są swietne w pracy, świetne w domu, i w ogóle SIŁACZKI niepokonane?

      Życie pod dyktando..czegokolwiek lub kogokolwiek przyniesie tylko frustrację.Spełnianie oczekiwań społecznych, czy rodzinnych czesto czyni nas nieszczęśliwymi.
      Tak sobie myślę, że nie można sie oglądac na kogokolwiek – ale to dosłownie na kogokolwiek – ani na sąsiadke, ani na babki z blogów, ani na rodzinę – tylko trzeba życ po swojemu, tak, by to nam było dobrze …
      Absolutnie nie do Ciebie kieruje te słowa, tylko tak ogólnie sobie dywaguję:)Ostatnio dostaję duzo maili od młodych dziewczyn, które wchodzą w rodzinne zycie, i jak piszą – nie radzą sobie….i pamiętam jak sama miałam podobne dylematy, i też błądziłam.
      Nie mówię, że teraz znam lek na całe zło – ale wiem jedno na pewno – NIC NIE MUSZĘ:)
      Nie muszę mieć zawsze czysto w domu, nie muszę mieć zawsze wyprasowanych ubrań (brrr nie znosze prasowania), nie muszę byc zawsze w dobrym humorze, nie muszę i NIE CHCĘ być idealną panią domu.
      Robię przetwory bo lubię, a nie dlatego, żę ktokolwiek tego ode mnie oczekuje, dbam o dom, bo lubię – jeśli zaczynam czuć, że robię coś z przymusu – od razu się wycofuję.

      ufff ale elaborat wypisałam – ale mam nadzieję, że tak wyczerpująca odpowiedź rozwieje wszystkie wątpliwości innych czytelniczek.

      pozdrowienia dla wszystkich babek:):)

    • comment-avatar
      AR 5 września 2012 (10:47)

      Amen Joasiu. Dzięki za zwerbalizowanie moich przemysleń. Zwłaszcza tego NIE MUSZĘ i NIE CHCĘ :)… i tak jestem pod wrażeniem … ale o tym pisałam po cichutku juz wielokrotnie.
      I słowa uznania dla męża, zwłaszcza za "wypestkowanie" :) pozdrawiam gorąco

    • comment-avatar
      Barbara 5 września 2012 (10:47)

      no właśnie mój ogromny problem polega na tym, że uwielbiam porządek a w genach mam totalny brak systmatyczności, konsekwencji i ogólnie jedno wielkie ADHD i chociaż wszyscy dzielimy się pracą w domu to i tak wiecznie zgrzytający piasek pod kapciami na kaflach(niestety nie mam szans zmusić się do codziennego odkurzania buuuuu) oraz tony wszystkiego co da się przynieść na kocich i psich łapach z ogródka łącznie z upolowanymi i lekko nadgryzionymi karasiami z oczka (kot poluje a pies wciąga karasie w całosci – wyobrażcie sobie zapach mojego szaucera hehe) doprowadzają mnie do szału, a z tą załamką to był żart oczywiście, nie wierzę w perfekcyjne panie domu i nie życzę z całego serca Ci tego stanu wiecznego znerwicowania, ale i tak z wielkim podziwiem patrzę na Wasze poczynania, ja bym tego chyba nawet w połowie nie ogarnęła a te zdjęcia uwielbiam poprostu oglądać, to jest taki "kopniak" dla mnie, skoro Wy możecie to ja też mogę się!! dziękuję i buziaczki i pozdrowienia!!!!

    • comment-avatar
      Barbara 5 września 2012 (11:33)

      to ja tez mogę się zmobilizować do lepszej organizacji, ale tej umiejetności faktycznie zazdroszczę ludziom. Jesteście bardzo pracowitą podstawową jednostką społeczną co widać na zdjęciach i za to Cię uwielbiam bezgranicznie SIŁACZKO!!!

    • comment-avatar
      Anonimowy 5 września 2012 (11:47)

      Nie mogę odpowiedzieć Joasi, więc TU wskoczą moje przemyślenia: przyznaję się, nie szoruję garów od spodu, zwłaszcza patelni. Myję, ale nie szoruję. Zła była o to moja Mama i teraz złości się teściowa, więc mam swoją patelnię, która jest okopcona od spodu, a jaj się błyszczy. I śmieszy mnie kiedy ja pozmywam szybciutko i idę z kawą do męża, albo gazetę poczytać, a ona szoruje tą patelnię z takim zapamiętaniem, jakby chciała dziurę wydrapać. Ale nie będę zmuszać się do szorowania spodu patelni. Bo tego nie lubię-tak już mam. Gdybym robiła jednak fotki do bloga kulinarnego, to zapewne zakupiłabym patelnię bardziej fotogeniczną i na niej dokumentowała swoje poczynania.
      Gratuluję małżonka-pomocnika. Podział obowiązków i wzajemna pomoc z pewnością nie tylko pomaga, ale też cementuje związek:)My wygłupiamy się zawsze i przy babskich i przy męskich pracach-często wykonujemy je wspólnie, jest wesoło.
      Basi zaś dodam, że ja też odpadłam w pewnym momencie z codziennym odkurzaniem czy zamiataniem podłogi-ale na dłuższą metę to się sprawdza: porządki w niespełna pół godziny codziennie BARDZO skracają czas sobotniego sprzątania domu:) Jeśli odpuszczę w tygodniu, mam przegwizdane w sobotę, padam na twarz i mam wrażenie zmarnowanego dnia. Nawet z pomocą domowników.M.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (13:19)

      :):):0 Moja mam tez mnie goniła za niewyszorowane od spodu patelnie – odkąd mamy zmywarkę – mam w nosie patelnie/

      I zgodzę się z tym, że jesli dzień w dzień sprztasz choćby odkurzając – w sobotę własciwie nie ma ąz tyle pracy. W moim rodzinnym domu, w sobote od rana odbywała sie akcja CZYSZCZENIE mieszkania. Pamietam, że nienawidziłam tego. U siebie sprzątam na bieżąco, jesli potrzeba to w sobotę bardziej generalnie – ale już bez ubierania tego zdarzenia w cotygodniowy rutuał.

      Grunt to nie dac się zwariować. ja musiałam się nauczyc, że jesli mam chwilowy bałagan- np wynikający z nagłej pracy zawodowej -to nie jest to żadna tragedią. I tym sposobem, z pobłażaniem patrzę na sterty prasowania.:):):):)

    • comment-avatar
      Barbara 5 września 2012 (14:21)

      ja próbuje wciąż nauczyć się kontrolowanego bałaganu, np. zamiast odkurzać – zamiatam, zamiast robić całą podłogę na mokro – codziennie wycieram newralgiczne miejsca, zamiast myć całe okno myję tylko szyby, zamiast prasować składam ubrania w kostkę tak, że nie leżą pogniecione na widoku tylko czekają na swoją kolej w niewidocznym miejscu, a czasami same się wyprasują jak poleżą parę dni(np. ręczniki) itd… obecnie mam 4 kondygnacje do obskoczenia + mały ogródek i po paru latach walki już szkoda mi czasu na ciągłe sprzątanie, ale wciąż w mózgownicy siedzi tęsknota za wymuskanym mieszkankiem (tak jak kiedyś było na 60m2)….

    • comment-avatar
      GreenCanoe 6 września 2012 (08:36)

      Basiu – dołączam do Twojego klubu. Mam podobne metody ogarnięcia tegoż sajgonu:):):) I 3 kondygnacje niestety. Dla mnie- to jak 3 oddzielne mieszkania do sprzątania.
      Rzeczy do prasowania pozostawiam jednak w niełasce:) gdy nie mam naprawdę czasu -mamy malutki pokoik, w którym sa wszystkie nasze ubrania, gdzie jest również decha do prasowania, kosze na pranie i gospodarczy regał na wszystkie nieużywane tekstylia poszewki, koce, obrusy itd. Wkładam tam pranie – zamykam drzwi…i już mi lepiej. :)

  • comment-avatar
    Ameba 5 września 2012 (05:16)

    Uwielbiam to stworzone przez Ciebie miejsce gromadzące ludzi cieszących się ogniskiem domowym, pracą, każdą porą roku. U nas na przełomie roku pojawi się pierwsze dzieciątko, ciąża ledwie co za półmetkiem, a ja ostatnio rozmawiałam z Marcinem o czasie, gdy maluch w obowiązek edukacyjny wejdzie. Czas pierwszych beztroskich lat, chyba bardzo szybko ucieka co? Z resztą po Twoim synku to widzę, przed chwilą był taki malutki, a tu już przedszkole. Pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (08:31)

      Gratulacje!:)
      I masz racę – czas rzeczywiście bardzo szybko biegnie. Pozdrawiam ciepło i życze Ci wiele radości z bycia mamusią:)
      A nawet sie nie obejrzysz, gdy sama będziesz kupowała kapcie dla przedszkolaka:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 września 2012 (18:42)

    Ja mam w domu obywatela lat 12, ucznia 6 klasy SP przed którym bardzo ciężki rok nauki oraz pierwszy w życiu POWAŻNY egzamin i pierwszy poważny wybór. Szkoda tylko, że to JA siedzę w Internecie i przeglądam pobliskie gimnazja, sprawdzam wyniki testów gimnazjalnych, poziom nauki, nauczycieli, opinie uczniów i rodziców, koła zainteresowań itp. Moje dziecko natomiast z luzem przyprawiającym mnie o palpitacje serca i nagłe skoki ciśnienia lata po boisku za piłką…buty do piłki kupiłam przezornie w lipcu.
    Co do zapachów, to właśnie pichcę na jutro zupę pomidorową w wersji pikantnej:) Nie używam w kuchni ŻADNYCH przypraw zawierających glutaminian sodu czy innego rodzaju paskudztwo (nawet kostek rosołowych, bo nie wiem co w nich jest…konsystencja uniemożliwia weryfikację składników:)), więc pachnie rosołem z kurczaka z dodatkiem liścia laurowego, ziela angielskiego i LUBCZYKA…Później dodam pokrojone pomidory i trochę przecieru wymieszanego z wyciśniętym czosnkiem i grubo zmielonym pieprzem. Pycha.
    I w ogóle lubię różne zapachy, a tych ulubionych mam kilka: zapach ziemi wczesną wiosna, zapach grzybowego lasu, zapach jesiennego dymu z ogniska i pieczonych w nim ziemniaków, zapach czystych firanek zawieszonych w wysprzątanym, wypastowanym mieszkaniu, zapach prania przyniesionego z ogrodu, które pachnie …słońcem:), zapach mięty podczas spacerów po łące, zapach zimy (tak, zima pachnie mrozem, a zamarza nawet oddech; wszystko jest białe, skrzące i skrzypiące…), zapach świątecznych pierników i musu jabłkowego z cynamonem i goździkami (same święta też "pachną", choćby choinką w domu), zapach ciasta drożdżowego które sprowadza mi wszystkich domowników w jedno miejsce: do kuchni, i najbardziej "dziki" z moich ulubionych zapachów to zapach ulewy i burzy na nocnym niebie – mam wówczas otwarte na oścież okno, czasem robię w domu przeciąg (wiem, nie powinnam…) i po prostu chłonę wszystko…to daje niesamowitego powera:) No i babskie zapachy: lawenda, olejek różany, wanilia…ale one pachną już "sztampowo" a nie domowo:)
    M.

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 września 2012 (18:20)

    Twoj sliczny domek wyglada jak zywcem przeniesiony ze wsi skandynawskiej do wsi kaszubskiej:)bardzo lube ten styl, ale polski wiejski tez lubie:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (08:26)

      Salon, może i jest troche w skandynawskim klimacie – ale sam dom, na pewno nie. Elewacja w mahoniowym brązie? Ciepły żółty? :):):) Mało to skandynawskie.

      jak patrzęę na domy, które mijamy jadąc np. do Kościerzyny – w kolorach wściekłego różu, majktowej moreli czy zieleni atakującej oczy, jak patrzę na te wieżyczki gargamele, albo elewacje z potłuczonych szkiełek czy talerzy fajansowych….i to własnie na wsi polskiej – to wiem jedno że to mi się na pewno nie podoba:):):)

    • comment-avatar
      Anonimowy 5 września 2012 (18:16)

      hm,to co widzisz w drodze do Koscierzyny nie nazwalabym stylem polskim wiejskim, mozesz byc pewna :) zreszta pomine to wymownym milczeniem, nie chce z nikogo tu sie nasmiewac, ci ludzie najwidoczniej nie zachlysneli sie blogami skandynawskimi ;)
      W skandynawi nie brakuje rowniez elewacji w brazach czy innych cieplych kolorach, mozesz mi uwierzyc na slowo :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 6 września 2012 (08:26)

      Nsz dom nie był stawiany przez nas. Poprzedni własciciele na pewno nie znają blogów,to powazni biznessmeni, a dom wybudowali w stylistyce pasującej do zabudowy wokół. I nie jest to zabudowa skandynawska gwarantuję Ci:). Biorąc pod uwagę, że NIGDY go tu na stronie nie pokazywałam…trochę nie rozumiem, czemu możesz twierdzic, że jest w jakiejkolwiek stylistyce? :):):)
      Tylko dlatego, że mam na biało pomalowaną część salonową?

      A co do zabudowanń wiejskich – jako, że ostatnio sporo podróżuję, po wsiach jak najbardziej – widzę owe "zabudowy polskie wiejskie",od morza aż po Tatry. Te domy, które się budują nowocześnie, wyglądają jako tako, a czasami bardzo ładnie i elegancko. Ale jest mnóstwo koszmarnych, nawet już nie śmiesznych tworów.
      Co tak naprawdę nazwałabyś polską zabudową wiejską?
      Te nieliczne domy z bali a'la dworki?
      Nowoczesne projekty kupione z katalogu?
      Twory włascicieli – z wieżyczkami?

      Bo tak się właśnie nad tym zastanawiałam ostatnio, po Twoim wpisie…czy my mamy w Polsce charakterystyczną naprawdę architekturę wiejską? współcześnie?
      Ja jestem przekonana, że nie.
      Widziałam piękne klimatyczne chałupki( opuszczone) – na Podlasiu, widziałam cudne solidne stare przedwojenne domy – na Warmi i Mazurach,
      Kaszubi mieszkają raczej już w nowoczesnym budownictwie jesli chodzi o domy jednorodzinne, no chyba że pozostały jeszcze owe koszmarki o których mówię.
      Na Mazowszu z tego co pamietam też raczej współczesne budynki, albo tzw kwadraciaki z komuny….
      Czyli czym jest wg Ciebie ten styl "polski wiejski"?

      Wiem, że Skandynawia ma wiele odcieni elewacyjnych – ale nasz dom naprawdę nie przypomina skandynawskiego…nawet obok niego nie stał:):):)

    • comment-avatar
      basia 8 września 2012 (13:40)

      Moim zdaniem polska wiejska zabudowa to styl dworkowo-pałacowy. Nie myślę tu oczywiście o wielkich dworach , ale o tych bardziej 'zaściankowych',parterowych (a'la rodzinny dworek Szopena), które ja po prostu kocham. Niestety nie mogłam sobie pozwolić na taką zabudowę , bo działka zbyt mała :)

      Wydaje mi się GC , że w jednym ze świątecznych bożonarodzeniowych postów pokazałaś swój dom wieczorową porą. Mylę się ? :)

  • comment-avatar
    Zacisze 4 września 2012 (12:57)

    Oj jak jasno jest u Was po tym liftingu. Już widzę zimę u Was, będzie pewnie bardzo klimatycznie z tą bielą:).

    Nasz Madi jakoś łagodnie w tym roku zaczął przedszkolną przygodę, oj przepraszam w tym roku jest starszakiem:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (08:22)

      A KYSZ – jak mogłeś!:)
      STARSZAK to już nie przedszkolak:):):)

  • comment-avatar
    kasiabat 4 września 2012 (10:29)

    Witaj Joasiu,
    piękny ten Twój post! Muszę przyznać, że uszczęśliwia mnie dokładnie to samo: śmiech dzieci, zapach pysznego jedzenia, kochający Mąż, słońce za oknem, spotkania z ludźmi. Myślę, że to fantastycznie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy świat gna do przodu, gdzie ważne jest jutro, a zapomina się o TU i TERAZ. Życzę każdemu, by co dzień znalazł chwilę, zatrzymał się, spojrzał przed siebie i poczuł szczęście, bo szczęście tkwi w szczegółach!
    P.S. Też jestem Mamą (potrójną!!!) i dwie pociechy ruszyły znów w wir przedszkolnych zajęć! Niech ten rok szkolno-przedszkolny będzie konstruktywny dla nas wszystkich, zarówno dla dzieci, jak i rodziców! Pozdrawiam serdecznie!

  • comment-avatar
    Sepia 4 września 2012 (09:51)

    U mnie dwóch licealistów i jedna "podstawówkowa", ale "mrowiące" emocje wciąż takie same:) Z tego się nie wyrasta:) Tzn. my mamy nie wyrastamy:)
    Co do ramy, to kiedy mój mąż zawiózł ramę okienną mocno "oszpeconą" do szklarza, by wprawił w nią lustro,ten patrzył na niego jak na uciekiniera ze szpitala psychiatrycznego. Pokazuję tą ramę w ostatnim poście:)
    Pozdrawiam i życzę płynnej aklimatyzacji w nowy rok szkolny:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (08:22)

      :):):) Masz rację:)
      Za chwilkę zobaczę Twoje lustro.

  • comment-avatar
    Jo-hanah z Wrzosowej Polany 4 września 2012 (08:04)

    Joasiu! Pachnieć MUSI! Co to za dom bez zapachów przetworów, obiadku, ciasta. Czasem to łapie się na tym, że ciacho bym upiekła… żeby pachniało ;D.
    A do szczęścia nie trzeba nam wcale wiele. szkoda że nie wszyscy potrafią docenić takie cudne spokojne chwile i cieszyć się nimi, że ciągle za czymś gonią i pędzą… a potem się dziwią gdzie im życie ucieka. A dni są jak perełki. Trzeba je zbierać i przechowywać z troską.
    Powodzenia dla Leosia w przedszkolu.
    Serdeczności

    • comment-avatar
      GreenCanoe 5 września 2012 (08:21)

      Sama ostatnio mam takie przemyślenia – że za bardzo pędzę…
      ale z drugiej strony, trochę jednak to życie wymusza, a nie wybór osobisty. …

      Ciasta to nie jest niestety moja mocna strona:):)
      Ale mięsne pieczenie – owszem.

  • comment-avatar
    Anna, Pracownia Koroneczka 4 września 2012 (07:16)

    Ella & Louis! Kocham ich! No toś u mnie zapunktowała! :D

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (08:07)

      :):):):)
      Przez taki a nie inny gust muzyczny trochę jednak żeśmy od małego ukierunkowali Leonka.Od 1ych miesięcy słyszał jazz;ujące klimaty. W którymś momencie jednak zorientowałam sie, że muszę mu również przybliżyc wszystkie inne style muzyczne – bo to w końcu dziecko. Więc kupilismy płyty dla dzieci ( których Leos nie za bardzo chce słuchać), a czasem nawet włączay ZEt czy RMF – żeby też i było radosne umpapumpa. Tylko, że Leo zaraz woła – mama ..przycisz:):):):)

  • comment-avatar
    Jowi 3 września 2012 (22:15)

    Urzekające zdjęcia.

  • comment-avatar
    ushii 3 września 2012 (20:41)

    Masz rację, własnie dla takich chwil, niby prostych, ale cudownych – warto żyć :) Życze ci bys takich momentów przeżywała jak najwięcej :))

    A przedostatnie zdjęcie, to kulinarne jest megaapetyczne! Co to???

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (08:03)

      Ula – nie znalazłam maila od Ciebie, mój outlook ostatnio wariuje. Jest szansa, żebys mi wysłała go jeszcze raz?

      A to jest zapiekanka z łososiem i mozarellą:)

  • comment-avatar
    Lalka 3 września 2012 (20:18)

    Zrobiłam "jesionke" z lawendy:D zawisła na szklanych drzwiach w korytarzyku:D dzięki niej nie czuć "buciorów" a i drzwi są bardziej widoczne:D nie zdawałam sobie sprawy, że parę gałązek lawendy wypełnią zapachem całe pomieszczenie:D
    Asiu prosimy więcej fotek nowego salonu:D szczeólnie jak teraz wyglada wieczorami:D plliiisska:?D

  • comment-avatar
    aagaa 3 września 2012 (20:07)

    A my dzisiaj gimnazjum zaczęliśmy z synem…Tzn on zaczął ciałem,ja duchem…
    Powodzonka dla Leosia!!!!
    Pięknie,jak zawsze ,u Ciebie!!!

  • comment-avatar
    Ivalia 3 września 2012 (19:09)

    Książkę posiadam od lat dwóch – dla mnie Warmianki pozycja obowiązkowa – świetne przepisy, no i autor cudowny gawędziarz :))))
    Mój brat na temat mojego gustu przestał się wypowiadać, co najwyżej za moimi plecami prychnie nieco drwiąco: "ty i te twoje późne rokokoko" ;)))
    Faktycznie, u mnie jest takie misz-maszowe rokoko, choć ciągle wierzę że już nie długo :)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (08:02)

      czyli kolejna zatańcowana z garami:)
      klubik załozymy:)
      a tak na serio – lubię takie publikacje. Raz , że wnoszą dużo merytorycznie, dwa, że są ciekawym językiem napisane, trzy: piękne graficznie. Mam sporo ksiązek w domu kulinarnych – różnych, ..i niestety często widzę przerost formy nad treścią, a tutaj jakoś tak wszystko prawdziwie, bez stroszenia piórek.

    • comment-avatar
      Ivalia 4 września 2012 (20:55)

      Mnie najbardziej ujęły zawarte w książce historie rodzinne opisywane przez autora, właściwie to chętnie zakupiłabym kontynuację… ale nasza warmińsko-mazurska kuchnia ubożuchna była bardzo, więc i przepisów nowych raczej nie uświadczysz, no chyba że wariacje, ale to już można we własnym zakresie ;))))
      I te piórka wcale nie nastroszone – tak właśnie jest, piękny język, piękne historie, przepisy dla normalnych ludzi – bardzo lubię wyciągnąć tę książkę i zwyczajnie ją przejrzeć :)

      I najważniejsze: POWODZENIA DLA PRZEDSZKOLAKA :)))

  • comment-avatar
    Ania 3 września 2012 (18:29)

    Ja dzisiaj biegałam za przedszkolnymi kapciami rozmiaru 25, za pięć 18 i udało się, uff! W obuwniczych sklepach chyba żniwa kapciowe trwają ;))
    My do przedszkola pierwszy raz jutro, gdyż dla dobra dzieci, grupę na ten tydzień podzielono na pół i chodzą na zmianę a w piątek cała grupa się spotyka..Jak znieśliście??trochę się boję ;)..o siebie..

    Pięknie u Ciebie, biel rewelacja! ja też się bieli nie boję, nawet cegły wokół kominka kiedyś obieliłam i wyglądają pięknie!

    Do szczęścia nic oprócz najbliższych!…i zapachu ciasta ;)

  • comment-avatar
    bajowka 3 września 2012 (18:28)

    No proszę jaki troskliwy Pan Szklarz:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (18:21)

    Witajcie czółnowe podglądaczki. Co do stresu przedszkolnego to miałam dziś ogromny,ale nie jako mama ale jako nauczycielka. Mieć pod opieką 25 małych dzieci to jest dopiero stres. Oczywiście nie braknie też wielu radości.Pozdrawiam

  • comment-avatar
    entomka 3 września 2012 (17:21)

    jak patrze na ten Twój kącik z fotelem, to zaszyłabym się tam z moimi haftami dzisiaj, aby odreagować poniedziałek
    poniedziałek, który przyniósł nam rodzinne zmiany – zaczęlismy przedszkolna przygodę, póki co, bez płaczu i z chęcia, ale zobaczymy dalej…
    pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:58)

      A uwierzysz, jak Ci powiem, że własnie tam odreagowywałam swój poniedziałkowy stresik:):):):)

  • comment-avatar
    jaga 3 września 2012 (16:54)

    Pięknie prezentuje się lustro na ścianie ,
    Masz piękny ogród i każde zdjęcie piękniejsze od pierwszego.
    Uściski Asienko

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (16:33)

    Ha! Wiem dlaczego pokryłaś podłogę farbą kryjącą! Żeby zakryć po kretyńsku ułożone deski ,znaczy po przekątnej :].

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:57)

      Taki sposób ułożenia desek jest stosowanynp. wtedy , gdy dookoła są okna.
      Zazwyczaj deski kładzie się równolegle do ściany – a na wprost okna. Jeśli wszystkie ściany zaś mają okna, można deski połozyć po tzw. skosie – wtedy optycznie zyskuje się więcej przestrzeni. Nie nazwałabym tego "kretyńskim" rozwiązaniem.

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (15:17)

    Widac,ze kochasz styl skandynawski, biala podloga … :)

  • comment-avatar
    Asia i Wojtek 3 września 2012 (15:05)

    Też lubię tę książkę:-))) A co do panów fachowców – remontujemy teraz świetlico-kaplicę wiejską. No i wymyśliłam tynk barwiony, kładziony nieregularnie. Najpierw tynkarz patrzył na mnie jak na wariatkę. Potem mu się zaczęło podobać. A wczoraj zaczął remont u siebie w domu…kładzie tynk barwiony:-)))
    Uściski
    A.

  • comment-avatar
    Beata 3 września 2012 (14:53)

    to pierwsze pójście do przedszkola?? Jeśli tak to możemy sobie podać rękę :0 Ja tez to przeżywam…

  • comment-avatar
    kishipsa 3 września 2012 (14:02)

    Echhh czasem budzę się i wiem, że muszę poczuć ten klimat ;)
    Dziś był taki właśnie dzień, dopiero co wstałam a już szukałam green canoe :))

    I chociaż nie jestem przedszkolakową mamusią, ani w ogóle żadną, to wiernie czytam i dziękuję za te klimatyczne wpisy ;)

  • comment-avatar
    MartaeM 3 września 2012 (13:55)

    coraz bielej u was się robi – pięknie!
    ja mam w łazience stare lustro z łuszczącą się farbą i co jakiś czas słyszę, że łazienka bardzo ładna, wystarczy lustro wymienić, albo chociaż pomalować i już będzie jak z katalogu:)))
    no i wzdycham do waszego ogrodu…

  • comment-avatar
    Agnieszka z Mierzei Wislanej 3 września 2012 (12:51)

    Mój niespełna 3 latek debiutował dziś jako przedszkolak, więc od rana żyję w stresie :)Pierwszy dzień niestety przepłakany,ale wierzę, że z każdym dniem będzie fajniej :D

    Lustro pięknie sie reprezentuje :)

    pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:51)

      Agu – zobaczysz, będzie lepiej, nasz leo w zeszłym roku też na poczatku płakał…potem było tylko grymaszenie, a w tym roku od 1go dnia jakoś bez problemu.
      Trzeba przeczekać.
      ściski! :)

  • comment-avatar
    anua 3 września 2012 (09:45)

    piękne życie :) Lustro prezentuje się doskonale ;)
    Ogród piękny, ale koniec sezonu zbliża się wielkimi krokami niestety. Cóż, zima też jest piękna.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • comment-avatar
    Małgorzata Ordziniak 3 września 2012 (09:39)

    jejka, jestem tu pierwszy raz i od razu oświadczam: Kocham Cię! I Twój dom kocham!
    Zakochałam się od pierwszego wpisu ;) Będę tu stałym gościem :) Tak tu ciepło i przytulnie i tak chce się tu być. Miałam wrażenie, że usiadłam w Waszym fotelu i przyglądam się temu, co u Was się dzieje…

    gorąco pozdrawiam!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:51)

      Pozdrowienia Małgosiu i WITAJ :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (09:25)

    Pani Asiu,
    jestem "zielonoczółnowym podglądaczem" od czasu artykułu w "Werandzie Country" i kocham ten właśnie
    skołowaciały gust. Jak to dobrze, że nie wszyscy się na tym poznają :D
    Pozdrawiam matkę w opałach
    Beata Chełmińska

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:50)

      Beatko – macham Ci z mojego lasu:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (09:14)

    Stres przedszkolny juz za mną dawno. Bywało różnie, ale to był pikuś z tym co w szkole teraz jest. Dzieci są owszem juz teraz większe, ale więcej obowiązków dochodzi rodzicom ( mówię o podstawówce) i problemy dzieci mają inne. Przedszkole to z perspektywy czasu dla mnie luksus za którym tęsknie! Pozdrawiam wszystkie matki. Ewka

  • comment-avatar
    Avrea 3 września 2012 (08:54)

    Świetne zdjęcia i bardzo aromatycznie u Ciebie :)
    pozdrawiam
    Ag

  • comment-avatar
    fuNi!ta 3 września 2012 (08:11)

    Wpis z gatunku tych rozbrajających ;D
    Jak to dobrze, że nie jesteśmy poukładani do ostatniego klocka!
    :)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:49)

      nooo…ja na pewno nie jestem:):):)
      uściski wielkie Ci wysyłam!

  • comment-avatar
    Jo 3 września 2012 (07:58)

    Dziękuję za pachnące okruszki weekendu :), my przedszkolny debiut mamy, kilka razy się aklimatyzowałyśmy wcześniej, żeby szoku nie było, a kapcie też na ostatni dzwonek kupowałyśmy, do tego stopnia, że śpiącemu dziecku na nogi wkładałam do mierzenia;) i tak naprawdę to większy stres dla nas rodziców niż dla naszej córy, która rano sama wstała, spytała jak ma dotrzeć do celu i po wtargnięciu do sali usadowiła misia a sama na krześle obok rządząc nowymi zabawkami i machając szybko papa przez ramię ;)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:49)

      podobno dziewczynki radzą sobie zdecydowanie lepiek w tych pierwszych dniach od chłopców. Patrzyłam wczoraj na najmłodsza grupę w przedszkolu – płacz był jednak na równi:):)
      trzymajcie się!:)

  • comment-avatar
    ulietta 3 września 2012 (07:42)

    Asiu Kochana, ależ mnie początek Twoje wpisu rozbawił :)! Jestem w trakcie remontu starego wiejskiego domu. Majstry – złote rączki już nawet nie komentują tylko kręcą głowami na moje kolejne pomysły typu układanie podłogi z cegieł ze starego pieca. Sąsiedzi za to łapią się za głowy po co ratujemy starą drewnianą podłogę i dlaczego zostawiamy na wierzchu krzywe belki konstrukcyjne. Po 5 miesiącach nie dziwi mnie już, że kiedy zamawiam cokolwiek słyszę: "nikt jeszcze w tym kolorze nie zamawiał, czy jest pani pewna swojego wyboru?" :) Życzę Ci spokojnego tygodnia i dużo pięknych chwil z pysznymi zapachami w tle :*

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (07:34)

    Cześć Asiu :) u Ciebie nawet przedprogi jesienne wyglądają jak lato ;) my też spędziliśmy ten weekend tak jak lubimy :) czyli ja i chłopaki plus zwierzaki, nasz stary dom, pachnące jabłka i cisza, spokój,relaks… upiekłam tort na zakończenie wakacji i rozpoczęcie roku szkolnego dla mojego zerówkowicza :) Co prawda wraca do swojej grupy z którą chodził do przedszkola i do swoich pań ale jednak tak jak zakończyliśmy rok szkolny i przywitaliśmy wakacje pizzą w dobrej knajpie tak koniec wakacji i początek roku uczcilismy tortem. Mój młody wszedl bez problemu do swojej grupy, tylko jak się schyliłam i zapytałam cicho czy dostane buziaka to popatrzył na mnie jak na bredzącą w malignie i lekceważącym tonem powiedzial krótkie "cześć mama" :)) i tyle w temacie dla tęskniącej matki :) Pozdrawiam Cię ciepło i ide walczyć z panami od kanalizacji … masakara! jak kogoś nie zastrzelę to będzie dobrze. Buziaki i miłego calego szkolnego tygodnia Gaba

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:47)

      Gabu – uściski dla Was…no to masz małego FACETA:)
      od tej pory uściski matczyne tylko w domu – a nie przy chłopakach:)

  • comment-avatar
    ulietta 3 września 2012 (07:31)

    Asiu Kochana! ale mnie początek Twojego wpisu rozbawił :) Jestem w trakcie remontowania starego wiejskiego domu. Majstry – złote rączki już tylko głowami kręcą, nawet nie komentują moich kolejnych pomysłów typu układanie podłogi z cegieł ze starego pieca. Sąsiedzi za to łapią się za głowę po co ratujemy starą drewnianą podłogę i jak możemy zostawiać na wierzchu krzywe belki konstrukcyjne. Po 5 miesiącach przyzwyczaiłam się, że zamawiając cokolwiek słyszę: "jeszcze nikt w tym kolorze nie zamawiał, jest pani pewna swojego wyboru?" :). Życzę Ci spokojnego tygodnia i wielu pięknych chwil z zapachami w tle.

    • comment-avatar
      Anonimowy 3 września 2012 (09:12)

      trudno byc indywidualista w tlumie :)
      "nikt tego jeszcze nie zamawial" "ja bym tego w domu nie postawila"
      "masz koty? nie cierpie kotow" "tyle kwiatow?tylko klopot" "takie stare graty-wyrzuc i kup nowe w……." :)))))))))))
      ufffffffff
      nie chce skorzanej kanapy przed telewizorem, kocham moja 80-letnia jadalnie i kolekcje wszystkiego -a mam ich mnostwo (w tym kolekcje kotow)
      w Skandynawii rok szkolny rozpoczal sie wczesniej,wiec pierwsze stresy za nami (pierwsza klasa!!!!!!)
      lecz wszystkim mamom debiutujacym w nowych rolach:
      TRZYMAJCIE SIE DZIEWCZYNY!!!!!!! :)
      Aska

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:46)

      :):):):):) ale mnie rozbawiłyście – od wielu, wielu lat czuję się czasami jak dziwoląg – reakcje majstrów, znajomych, otoczenia, które zazwyczaj woli to, co wszyscy – na moje niestandardowe wybory są jednoznaczne….

      dziwoloągi górą!:)

  • comment-avatar
    aga.ocean 3 września 2012 (06:58)

    Trzymam kciuki za Was dzisiaj, ja moją Hanię od połowy sierpnia posłałam do przedszkola żeby się troszkę przed wrześniem zaaklimatyzowała i udało się :) chodzi codziennie rano z uśmiechem na twarzyczce, daje buziaka na pożegnanie i gna do dzieci :) Cieszę się,bo martwiłam się jak to będzie z tymi pożegnaniami porannymi.ściskam Cię pa

  • comment-avatar
    Joanna 3 września 2012 (06:50)

    Kochana, gdzie kupiłaś taki fajny regał-na zdjęciu z fotelem?Właśnie czegoś takiego potrzebuję

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (06:27)

    Ja troszkę nie na temat, ale bardzo jestem ciekawa, skąd ta piękna narzuta w kwiatki jest?

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:44)

      Allegro – sprzedający INSPIRACJA.

  • comment-avatar
    Osowiała Sowa 3 września 2012 (06:21)

    Pięknie jasno u Ciebie :)
    Mój synek również po przerwie do przedszkola rano poszedł, ale ze łzami w oczach, mówiąc, że będzie za nami bardzo tęsknił i coś mi narysuje :)
    Pozdrawiam ciepło

  • comment-avatar
    Zylwijkowo 3 września 2012 (06:09)

    Boziu, kochana Ty nasza blogereczko kolorowa!!!!!! Leo do przedszkola, a ja wracam dziś do pracy (szkoła) po 1,5 rocznej przerwie i zostawiam mojego 9-cio miesięcznego chłopaka z babcią, a on płacze za każdym razem…Serduszko mi pęka, czuję się jakbym się na nowo zatrudniała (stresik), myślę jak ogarnę dom, ogród, pracę i dziecko (i jeszcze aerobik co by wreszcie do formy sprzed ciąży wrócić). Ale dam radę:) Pozdrawiam Was ciepło z naszych wioskowych włości:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:44)

      TRZYMAJ SIĘ!:):):)
      Dacie radę, poczatki zawsze są trudne.

  • comment-avatar
    Qra Domowa 3 września 2012 (05:50)

    SZKLARZ MNIE ROZBAWIŁ:))))POWODZENIA W PRZEDSZKOLNYM ŻYCIU:))

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (05:38)

    W związku z poniższym na przygotowania do nowego roku szkolnego niewiele miałam czasu, a też i niewiele musiałam go poświęcić – moja córa jest 17-latką.
    U nas w weekend było bardzo gwarno. Od niedawna mamy taką rodzinną tradycję: otóż w każdą pierwszą sobotę września organizujemy zjazd rodzinny, który obejmuje rodzeństwo Mamy mojego A. – to w sumie siedmioro braci i sióstr, i gdy zjeżdzają się wszystkie dzieci, wnuki i nawet prawnuki to jest nas ponad czterdzieści osób. Impreza składkowa i przechodnia, tym roku już trzecia, na działce naszej i teściów – bo graniczą ze sobą. Dużo pracy, przygotowań, ale też okazja do wykorzystania inspiracji jakie mi przychodzą do głowy po lekturze min. Twojego GC oraz jeszcze kilku innych blogów. I teraz w tym miejscu jest to dobry moment na podziękowanie za moc pomysłów, przepisów, dzięki którym takie spotkania mogą być wspanialsze, i za to że jesteś, że dzielisz się z nami Sobą. Pozdrawiam serdecznie, JolaK.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:43)

      Uwielbiam takie klimaty – bardzo za nimi tęsknię . Moja cała rodzina mieszka daleko od nas, spotykamy się dośc rzadko i niewszyscy razem, ale raz z tym, drugi raz z kims innym….a mnie się tak tęskni do rodzinnych spędów:)

  • comment-avatar
    gabi 3 września 2012 (05:31)

    Piękny ogród i cudowne wnętrza. Powodzenia w przedszkolu dla Leosia :). Moja Tatianka też jutro rozpoczyna przygodę z przedszkolem :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 września 2012 (05:26)

    Podczytuję Cię już od dłużeszgo czasu…a tam podcztuję – uzależniłam się już! :))Pięknie u Was! zainspirowałaś tym białym kolorem, a na progu czeka mój 3-letni przedszkolak!!! co za dzień i tydzień się zapowiada :)) pozdrówko. aneta

  • comment-avatar
    ANA 3 września 2012 (05:01)

    Chłopy tak mają,nie znają się na kobiecych gustach.Życzę Ci wielu tak fajnie spędzonych chwil. Cudnie u Ciebie :)

  • comment-avatar
    dora 3 września 2012 (04:55)

    Ja już z przedszkola wyrosłam, nawet ze szkoły- syn student i nic już mu nie potrzeba, ale ja matka polka jak tylko byłam w jakiś sklepach to chociaż popatrzeć musiałam na nowości szkolne. A, że sama dzisiaj też idę do szkoły po wakacjach to mam ogromnego stresa, moja mama też zresztą była nauczycielka życzyła mi szczęścia. Mąż kupił mi nowe pióro, bo zaczynając 26 rok pracy postanowiłam ładnie pisać. Buty też mam nowe. Pocieszam się od rana, że będzie fajnie w tym roku- najważniejsze jest to, że zobaczę "moje" dzieciaki, które jak pisały w listach bardzo się za mną i za szkołą stęskniły. To tyle mojej prywaty. Pani Asiu podziwiam Pani dom i ogród, i mam potem doła jak patrzę na swój. Pozdrawiam serdecznie Panią i Leo i głowa do góry.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:42)

      OOO i kolejne nowe buty – założymy tu zaraz małą kolekcję:)
      Wiesz, że też ostatnio myślałam o kupnie wiecznego pióra?
      Kiedyś miałam bardzo ładny charakter pisma…ale ciągły pośpiech doprowadził do tego, że zaczynam bazgrolić. Pomyślałam więc, że byc może ów ELEGANCKI przedmiot sprowadzi mnie spowrotem do dobrą drogę ładnego pisania:)

  • comment-avatar
    Iwona W. 3 września 2012 (01:40)

    haahahhaah ale mnie rozbawił pan specjalista od lustra ;-) Rzeczywistość opisujesz pięknie, tak pomału i tak bez nadmiaru.. zdjęcia bardzo piękne, też takie w sam raz.. nie za dużo i nie za mało.. bardzo lubię tu zaglądać :-) Pozdrawiam przedszkolaka w kapciuszkach :-) Powodzenia :-)

  • comment-avatar
    ula 2 września 2012 (23:30)

    :))) jak zwykle banan na twarzy po przeczytaniu Twojego pisania ;))
    Oj miałam ja miałam przedszkolne emocje razy 3 i za każdym razem inne, ale przeważnie na Persenie jechałam, bo dzieciątka me do przedszkola nie lubiły okrutnie. A poza tym, droga moja nie to, żebym w tych Twoich klimatach chętnie sobie pomieszkała ;)) tak to pokazujesz i piszesz, że ech ! aż się człowiek chce przekonać, bo brzmi wielce zachęcająco ;))
    buziaki wielkie!!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:39)

      Wydaje mi się, że dzieci INDYWIDUALIŚCI cięzko znosza przedszkole…w szkole już jakos łatwiej, ale samo przedszkole z tym poukładanym programem dnia, nie dla wszystkich pociech jest atrakcyjne.

      Wiem, wiem że lubisz KOLORY :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 2 września 2012 (22:12)

    My ostatni raz z ostatnim dzieckiem świętować będziemy pierwszy dzień w przedszkolu. Licząc po kolei to siódmy rok.
    Franczeska

  • comment-avatar
    pola 2 września 2012 (22:05)

    Ja to dopiero jestem przerażona, moja mała 3-latka startuje jutro. Chęci ma wielkie, opowiada jaka to już jest duża i co to w tej "szkole" robić będzie, ale zobaczymy…Wiem, że to dla rodziców często większy stres niż dla dziecka.
    Uściski serdeczne i czekam na fotki tej białej podłogi.Dobrej nocy

  • comment-avatar
    Sielskie Klimaty 2 września 2012 (21:05)

    Biała podłoga, odrapane lustro – normalnie jak bym moich majstrów "od stodoły" słyszała. Na bielone ściany krzywili się okrutnie, na białe podłogi prawie pluli a jak zobaczyli, że ośmiometrowy komin z czerwonej cegły pomalowałam na biało krzyknęli z przerażenia:-)
    Ty szukałaś kapci a ja plecaka do szkoły. Tobie udało się znaleźć a ja na te wszystkie Zyg-Zaki, Star Warsy i inne potworki plułam prawie jak majstrzy "od stodoły" i nic nie kupiłam. Zresztą Maksio stwierdził, że on nie musi kupować plecaka bo mu przecież uszyłam "piracki":-)
    To co Asiunia – powodzenia jutro w przedszkolu – tylko czy dla Ciebie czy dla Leosia… hi! hi! Ja jutro biegam między przedszkolem a szkołą i też mam tremę… pozdrowionka Magda

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:37)

      :):):):):):)
      Leo dal radę bez problemu – ja też:0
      Madzia – buziaki dla Was!

  • comment-avatar
    Sielskie Klimaty 2 września 2012 (21:05)

    Biała podłoga, odrapane lustro – normalnie jak bym moich majstrów "od stodoły" słyszała. Na bielone ściany krzywili się okrutnie, na białe podłogi prawie pluli a jak zobaczyli, że ośmiometrowy komin z czerwonej cegły pomalowałam na biało krzyknęli z przerażenia:-)
    Ty szukałaś kapci a ja plecaka do szkoły. Tobie udało się znaleźć a ja na te wszystkie Zyg-Zaki, Star Warsy i inne potworki plułam prawie jak majstrzy "od stodoły" i nic nie kupiłam. Zresztą Maksio stwierdził, że on nie musi kupować plecaka bo mu przecież uszyłam "piracki":-)
    To co Asiunia – powodzenia jutro w przedszkolu – tylko czy dla Ciebie czy dla Leosia… hi! hi! Ja jutro biegam między przedszkolem a szkołą i też mam tremę… pozdrowionka Magda

  • comment-avatar
    Kasia 2 września 2012 (21:04)

    o moich przedszkolaków się nie martwię, chociaż nie mają kapci !! – będą biegać w trampkach jutro ;)

    bardziej się stresuję najstarszym, bo zaczyna szóstą klasę, no i wiadomo na koniec egzaminy i wybieranie gimnazjum, a że sobie pofolgował z ocenami w zeszłym roku, to się martwię co będzie teraz

    fotki jak zwykle piękne, ogród cudny
    ściskam Was
    Kasia

    bez aromatów dom faktycznie jest pusty ;)

  • comment-avatar
    Jomarowy Świat 2 września 2012 (21:02)

    Asiu – patrząc na Wasze wnętrza, ogrody – wypoczywam!! Cudownie u Was i jak zawsze pięknie. Mam takie same potrzeby jak i Ty (może to efekt tego, że urodziłam się 2 dni po Tobie? ;)) Moi chłopcy, cudne zapachy i goście, rodzina eh…
    Z kapciami też miałam przeboje w przedszkolu, bo nagle się okazywało, że dziura się zrobiła lub że dziś już są za małe, a w piątek były jeszcze dobre :)
    Ja również wrześniowo zestresowana – właśnie pisałam o tym u siebie – mój idzie do pierwszej klasy… Wielka niewiadoma przed nami i kolejny etap w życiu mojego, już nie tak malutkiego synka…
    Twój też już coraz większy – patrzę tak czasem na mojego drugiego dwulatka, taki blondynek jak i Leoś i nie raz sobie właśnie o Leosiu myślę – pamiętam np. jego zdjęcie na polarkowej dużej podusi, którą mu uszyłaś "przed kominek" właśnie jak miał dwa lata. A teraz…czas tak szybko leci…
    Panem się nie przejmuj – wczoraj w drodze w góry oglądałam jedne białe deski na ścianę – pan również nie krył zdziwienia… Te typy tak mają ;)

  • comment-avatar
    Dagmara 2 września 2012 (20:59)

    Jeszcze tylko parę lat:)Szesnastolatka zapytana o zeszyty mówi,że kupi sama,bo ja mogłabym kupić jakieś obciachowe :( Wszystko inne też sama kupowała,zamawiała.Czas tak gna,że momentami chętnie wróciłabym do przedszkolnych problemów:)Pozdrawiam D.

  • comment-avatar
    Hiena 2 września 2012 (20:57)

    Zdjecia pelne inspiracji. Teraz siedze i zastanawiam sie, co by tu u siebie zmienic… :)

  • comment-avatar
    oh-my-home 2 września 2012 (20:50)

    No i poczułam się znów jak w przedszkolu, tyle,że ja kiedyś szukałam tenisówek, firmy Stomil (tylko takie były) ;)
    Pięknie u Ciebie, lustro baaaardzo pasuje nad komodę, mnie też przydałoby się takie, powoli się już rozglądam, a ogród po prostu zachwyca! Czuć tę sielską, późnoletnią atmosferę…
    pozdrawiam
    marta

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:36)

      stomil jak stomil, ale pamiętasz JUNIORKI??? :)
      Lustro dało nam więcej przestrzeni i naprawdę pięknie odbija światło.

  • comment-avatar
    Anka 2 września 2012 (20:43)

    Fajnie ze dzielisz sie z nami takimi scenkami z zycia ososbistego…wielu z nas przechodzilo juz albo jest w trakcie tych powakacyjnych stresach zwiazanych z nowym rokiem szkolnym…Poradzisz sobie z tym na pewno swietnie..Jak syn odczuje ze jestes na luzie to on tez bedzie..Ogrod masz sliczny , bajkowy..no i te chwile spedzone z przyjaciolmi i smichem dzieci trzeba delektowac sie ile mozna..
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    montgomerry 2 września 2012 (20:36)

    Przedszkolakowa mamusia też przeżywa:) Moja córka jutro wyrusza. Próba była rok temu, ale że synek przyszedł na świat we wrześniu, a córcia zaczęła znosić choroby i w końcu wylądowałam z nim w szpitalu to zrezygnowaliśmy z przedszkola po trzech miesiącach. Teraz idzie jako czterolatka odpowiednio zaszczepiona w tym roku przeciw ospie i pneumokokom.Zobaczymy…
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Monika 2 września 2012 (20:34)

    Asiu, my od tygodnia mamy już przedszkolaka! Ma bidulek trochę trudniej, bo przedszkole niemieckie, a my w domu tylko po polsku rozmawiamy.. Ale dzielny jest, daje radę i póki co miał tylko jednodniowy kryzys. Zobaczymy jak będzie jutro ;)
    Piękny wpis, zapachniało mi wrześniem i Polską, zawsze lubię ten czas w roku, podobno jak się ktoś w tym miesiącu urodził, to ma potem sentyment w tym czasie. U mnie się chyba sprawdza to z tym wrześniem ;))

    Pozdrawiam Was serdecznie!!!

  • comment-avatar
    Mnemosyne 2 września 2012 (20:28)

    Przedszkolne stresy dawno za mną…..
    Teraz na tapecie tworzenie na ugorze ogrodu, nie wiem, kiedy będzie taki ładny jak Twój, gęsty, zarośnięty, tylko hortensje u mnie dobrze rosną:)
    Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    Natalia 2 września 2012 (20:20)

    Asiu ja jestem po tej drugiej stronie,w ubiegłym roku bałam się i przeżywałam rozpoczęcie roku szkolnego nie mniej jak dzieci,bo zaczynałam swoją pierwszą pracę w zawodzie-w przedszkolu.Tak,tak jestem ciocią "przedszkolożką"bardziej nowocześnie nauczycielką wychowania przedszkolnego.
    Rozpoczęcie roku szkolnego to nie tylko ważne wydarzenie dla rodziców,dzieci,ale także dla nas nauczycieli.W tym roku nie jest mi niestety dane świętować go razem z dziećmi,gdyż bądź co bądź muszę napisać pracę mgr i musiałam z pracy zrezygnować,ale wspieram Was rodziców mentalnie i nie stresujcie się,Wasze pociechy na pewno są w dobrych rękach:)
    Pozdrawiam cieplutko!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 września 2012 (07:35)

      Tak wiem, mam wiele koleżanek -nauczycielek:)

  • comment-avatar
    Joasia 2 września 2012 (20:18)

    zaraź mnie tym swoim szczęściem choć trochę :)

  • comment-avatar
    Olga 2 września 2012 (20:11)

    Ja na samą myśl o przedszkolu dostaję gęsiej skórki- jutro moja córcia idzie pierwszy raz :( No i ja idę pierwszy dzień po wakacjach do pracy, więc jutro chyba będę jednym wielkim kłębkiem nerwów :) Fantastycznie, rodzinnie u Was. Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Myszka 2 września 2012 (20:06)

    U Twojego przedszkolaka to kapcie najważniejsze a dla mojego pierwszoklasisty nic nie było ważne tylko lunch box he he:) I to też chyba ja bardziej przeżywałam jego pójście do szkoły (ma dopiero 5 lat) niż on sam. Do tego drugi synek (3 latka) zaczął przedszkole – jak sobie da radę z językiem skoro nawet po polsku nie mówi jeszcze płynnie? No ale co mam zrobić? Muszę być silna, żeby i oni widzieli, że wszystko jest ok i damy radę:)

  • comment-avatar
    speckled fawn 2 września 2012 (20:00)

    mój weekend za to był dość pracowity, bawię się w zakładanie maleńkiego wrzosowiska ;) przekopać tyle ziemi, zmieszać z torfem, zasadzić… było co robić, a jeszcze nie koniec.
    Fiorello, uwielbiam oba zoo w Poznaniu :)
    pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    http://speckled-fawn.blogspot.com/

  • comment-avatar
    magda 2 września 2012 (19:55)

    Cudnie tam u Was. Ja też wkrótce zabieram się za czarny bez, powidła śliwkowe i domowy keczup. W ubiegłym roku zrobiłam go pierwszy raz i okazał sie genialny. Dlatego w tym roku planuję zrobić podwójną porcję. Ehh, byłabym przedszkolakową mamusia, gdyby nie to, że mój niespełna trzylatek nie dostał się do publicznego przedszkola. Okazało się, że trzy czwarte osób zapisujących dzieci do przedszkola to samotne matki i ich dzieci się dostają, ciekawe prawda? No cóż, pozostaje mi tylko wykorzystać urlop wychowawczy do końca, a potem pomyślimy :) pozdrawiam wrzosennie :)

  • comment-avatar
    Inca 2 września 2012 (19:50)

    temat przedszkola będzie nas dotyczył dopiero za dwa latka, ale już czuję skurcz w żołądku na samą myśl. mam nadzieję, że córcia polubi i będzie chętnie chodzić :)
    podsyłam link na który się dziś natknęłam, myślę że będzie Ci miło: http://cafenohut.blogspot.nl/2012/08/bugun-bunu-sevdim-green-canoe.html
    Asiu ile Ty śpisz w ciągu tygodnia? czy masz dłuższą dobę niż przeciętny człowiek (czyt.ja)??? A może w Twoim domu z mopem i ścierkami lata gosposia a z garkami kucharka jakaś? Czytając Twoje wpisy nigdy nie mogę wyjść z podziwu ile jesteś w stanie zrobić! nic tylko brać przykład z Ciebie :)
    pozdrawiam

  • comment-avatar
    vivi22 2 września 2012 (19:48)

    W Waszym domu było ładnie i ciepło. Ale biel sprawia, że dom jest świeży, czysty i elegancki. Tak jest teraz u Was. Lustro ładnie pokazuje druga stronę i ślicznie się prezentuje. Zazdroszczę Ci, że Leo do przedszkola już idzie. Moja Emilka dopiero za rok a ja chciałabym już teraz widzieć ja w przedszkolnych szeregach. Pozdrawiam jeszcze letnio choć jesień tuż, tuż…

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:39)

      To za Emilkę w przyszłym roku potrzymamy kciuki:)

  • comment-avatar
    Doranma 2 września 2012 (19:46)

    Niech żyją duże lustra :))) Dzięki niemu zobaczyłam Twoje piękne schody – chyba ich nam nie pokazywałaś? Podzielam Twoją sympatię do domowych aromatów, uwielbiam wracać do domu, w którym PACHNIE np. świeżo upieczonym chlebem lub ciastem, choinką, kwiatami… A propos kwiatów – z zachwytem patrzę na zdjęcia ogrodowe, Twój zakątek pięknieje z roku na rok – gratuluję :) Widzę u Ciebie pierwsze marcinki, czyli jesień idzie… ale nie martwi mnie to zbyt, lubię ją :) Pozdrawiam i życzę fajnego pierwszego dnia przedszkolakowania :) A w moim wpisie tyle uśmiechów, bo Twoje posty czytam właśnie z uśmiechem na twarzy – dziękuję :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:39)

      Nasze schody często wprawiają w lekki lęk – nie kazxdy lubi chodzic po kręconych. Mnie sie bardzo podobają, są lekkie choć maja bardzo stabilna konstrukcję.

      jesieńw ogrodzie – ta wczesna, własnie wrzesień i pocz. pażdziernika, to mój ukochany czas, a marcinki darzę szczególną sympatią:)

      uściski dla Ciebie:)

    • comment-avatar
      Doranma 3 września 2012 (21:59)

      Może to i lepiej, że schody budzą respekt – może dzięki temu jakaś wścibska sąsiadka – jeżeli takową masz – wyhamuje swoje zapędy pokątnego rozglądacza ;)
      Dziękuję :) I jak było? tzn. w przedszkolu?

  • comment-avatar
    ewelajna 2 września 2012 (19:45)

    Kocham lato, ale kocham tez czas kiedy lato w jesień wchodzić powolutku zaczyna:).
    Asieńko, dobry mieliście ten czas:) i bardzo dobre emocje – chyba najlepsze:).
    "Kuchniowa" aromaterapia to tez coś co lubię:). U mnie pachniało karmelem… – ach jaki pyszny… Niebawem pokażę:). Ale aromaterapia ta u mamy w kuchni nie do przebicia!
    A "Taniec…" sprawiłam sobie w sobotę:):):) – patrz jak się zeszłyśmy, ale jeszcze nie maiłam czasu przejrzeć, oczekiwałam właśnie takich klimatów o jakich piszesz:).
    Dobrego czasu, Mamo Przedszkolaka, na każdy dzień jego wyjścia w ten przybytek!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:37)

      Świetna ksiązka prawda! :) ja ja kupiłam impulsywnie, przypadkiem jakby – ale już w samochodzie się zaczytywałm. I co dla mnie ważne – jest ładnie graficznie złożona no i zdjęcia – super:)
      CZEKAM na Twój karmel – dasz znać jak wstawisz – ja nie zawsze mam czasniestety by po blogach popląsać, a karmelu jestem bardzo ciekawa.
      buziaki:)

  • comment-avatar
    OLQA 2 września 2012 (19:38)

    Zatem udanego rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego:)

  • comment-avatar
    Fiorello 2 września 2012 (19:35)

    Asiu,

    Super weekend mieliście. My również. Pojechaliśmy do starego zoo w Poznaniu z Adasiem, nie byłam tam ze 20 lat. To takie cudowne, zielone miejsce w centrum miasta. I choć większość zwierzaków przeniesiono do nowego zoo,to pozostał tam klimat z mojego dzieciństwa. Alejki, ławeczki, mnóstwo kwiatów i starych drzew, kawiarenka, plac zabaw i nawet mala karuzela, starsza pani na ławeczce z książką, śmiech dzieci, lody i wata cukrowa… wspaniały dzień.
    Trzymaj się dzielnie jutro, w razie smutków dzwoń, ja jestem w domu, bo mój Adasiński jeszcze jest za mały na przedszkole.
    Pozdrawiam cieplutko,
    Ania

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:31)

      No własnie Aniu – za ZOO nie przepadam, bo rzadko gdzie zwierzęta maja tyle miejsca by odczuwały swobodę. Gdy widzę małe brudne klatki – to odczuwam wściekłość. Ale są własnie tereny wypełnione zielenią, duże wybiegi pełne przestrzeni. A klimaty, które opisujesz – troche takie retro może? …nadają odpowiednie tempo tak naprawdę. lekko spowalniają:)
      Aniu – dzwonił włąsnie Paweł, Leo sobie super poradził z wejściem w nowy przedszkolny rok:) jest ok, także kamień z serca:)

      Buziaki dla Ciebie i Adaśka.

  • comment-avatar
    Anonimowy 2 września 2012 (19:33)

    Ja jestem podekscytowana podwójnie, bo moje dziecię rozpoczyna nowy etap- czyli szkołę, a ja kolejny nowy rok szkolny – tym razem z klasą przyszłych maturzystów, świetnych Facetów, takich i do tańca, i do różańca. pozdrawiam wrześniowo. Marta

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:28)

      Gdyby każda nauczycielka tak mówiła o swoich uczniach – to byłoby jak w raju:)
      Marta trzymam kciuki za Twojego synka, a Twoim chłopakom gratuluję takiej belferki:)

  • comment-avatar
    Ola_83 2 września 2012 (19:32)

    Asiu, ja jutro wracam po dwóch miesiącach do pracy…przed piątkową radą nie spałam dwie noce ze stresu:-( i na nowy rok szkolny kupiłam sobie wczoraj buty:-)) to coś jak Ty kapcie dla Leosia:-)
    Ale tam u Was jest ładnie:-) Ten ogród…kwiaty i zmieniające się teraz barwy!uwielbiam!
    A mój weekend upłynął pod znakiem wizyty u dentysty z bolącym zębem:-(
    Buziaki!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 3 września 2012 (06:27)

      Cos jest z tymi butami!:)
      Mam sporo koleżanek nauczycielek – i większość z nich kupuje sobie buty na rozpoczęcie roku:) …to chyba jakas oznaka przygotowania na zmiany:)
      Olu – mam nadzije, że już dobrze z zębem. Ja po swoich przebojach – wiem jaki to potrafi byc ból.

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.