Codzienność…

No dobrze….KTO GWIZDNĄŁ NASZ ŚNIEG?????!!! :):):):) Po zimowej pierzynce nie ma śladu. Mało tego – z niedowierzaniem wczoraj zobaczyłam w ogrodzie na powojniku KWIAT :) W grudniu! Oficjalnie już mówi się o zmianach klimatu – ale jakoś we mnie wewnętrznie buntuje się wszystko na taki grudzień bez śniegu. Jeszcze grudzień, jak grudzień, ale Święta bez białej pierzyny….po prostu połowa magii mniej…
Czy Wy też trwacie w oczekiwaniu na biały puch?
Obserwowałam sobie wczoraj jak Leoś wcina mandarynki…to, co dla niego jest normą, dla mnie – w jego wieku, było świętem. Jestem typowym dzieckiem komuny. Cytrusy, banany – kojarzyły się większości z nas głównie ze Świętami Bożego Narodzenia…zapach, który roznosił się po domu w tych dniach…, smak pierwszego kawałeczka pomarańczy…prawdziwej czekolady…
Pamiętam Święta głównie poprzez zapachy i kulinarne podróże…Tak właśnie ostatnio zastanawiałam się co najbardziej utkwiło mi w pamięci…..i jest to SERNIK pieczony przez babcię Zosię – w prodiżu:) Na górze udekorowany krateczką z ciasta. Czy ktoś w ogóle pamięta prodiże jeszcze???

 

Rozmawialiśmy z Pawłem jakiś czas temu właśnie na ten temat – że teraz i my, i nasze dzieci mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Że na frykasy świąteczne już nie czeka się – tak jak wtedy, gdy byliśmy mali. Wszelkie dobra spożywcze – dostępne są za przysłowiowym rogiem. I to przez cały rok. Teoretycznie – to, co przychodzi zbyt łatwo, traci na wartości. Staje się powszednie i mało istotne…Staram się bardzo, żeby dla naszej rodziny okres około świąteczny był jednak nadal magiczny. Żeby nasz synek miał swoje własne – kulinarne wspomnienia i skojarzenia. I rzeczywiście – w sklepach kupimy właściwie wszystko – …..oprócz atmosfery, wspólnego pichcenia, wymyślania własnych przepisów, które z roku na rok stają się już tradycją. Jestem zwolenniczką wprowadzania do domów rytuałów…wspólnych zajęć scalających rodzinę – choćby malutkich i na pierwszy rzut oka – mało znaczących. Tylko na pierwszy rzut oka, bo tak naprawdę to właśnie te chwilowe zajęcia, powtarzalne wspólne codzienne czynności….budują bardziej niż  zrywy pt.  – „jest niedziela, to pobądźmy rodziną” czynione raz w tygodniu lub co gorzej –  raz na ruski rok.
Mamy takie nasze rytuały…i małe i duże:) Nie wyobrażam sobie bez nich codzienności, którą zresztą BARDZO lubię:) Nawet tą o 6 rano.
Z codzienności można zbudować własną niepowtarzalną opowieść:) Można nią kreować swoje życie…wyplatać miłość, zaplatać przyjaźń, wychowywać najcudowniejsze dzieci…. i robić wszelkie cuda na kiju – choćby grudniowe zapiekanki:) Jabłkowe …z bakaliami. Pieczemy je z Leośkiem codziennie. Samo przygotowanie zajmuje dosłownie kilka chwil – potem 15 minut w piekarniku…Rozdałam już przepis naszym bliskim i przyjaciółkom – dziś specjalnie dla Was:

Jabłkowa zapiekanka zimowa

* 4 duże jabłka

* bakalie: –
ja używam mojej marki ambasadorskiej czyli BAKALLAND:
garść rodzynek, garść suszonej żurawiny, garść suszonych fig, garść suszonych moreli,
garść orzechów włoskich.

* kruszonka ( 2 porcje mąki, 1 porcja masła, 1 porcja cukru)
* przyprawy – zmielone goździki, cynamon, kardamon, imbir.

Figi i morele kroimy w paseczki, układamy na dnie ceramicznego naczynia  – np. przeznaczonego do pieczenia tart. Jabłka obieramy, kroimy w ćwiartki, układamy w naczyniu, na figi i morele.
Orzechy zalewamy gorącą wodą – na około 5 minut. Po tym czasie odlewamy, i układamy pomiędzy jabłkami. To samo robimy z żurawiną i rodzynkami – rozsypujemy na ułożonych jabłkach, najlepiej by powpadały miedzy ćwiartki.
Posypujemy wszystko przyprawami – ja używam cynamonu, zmielonych goździków ( niezbyt dużo), imbiru i kardamonu – można posypać jeszcze np. kakao, wiórkami, płatkami migdałowymi  – a w wersji dla dorosłych można polać rumem. Na końcu posypujemy kruszonką. Nie trzeba słodzić – bakalie same w sobie maja słodycz, kruszonka zresztą też jest słodka. Można ewentualnie po wyjęciu z piekarnika polać miodem.
Naszą kruszonkę trzymam w zamrażalniku. Jest sypka, z łatwością nanosi się ja na zapiekanki czy ciasta. Robię ją raz na miesiąc – tym samym zaoszczędzam czas, a przygotowanie zapiekanki zajmuje dosłownie kilka chwil.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni – pieczemy od 15 do 20 minut ( jeśli chcecie by jabłka były lekko twardawe – krócej) Po wyjęciu, na gorącą jeszcze zapiekankę ścieramy na tarce czekoladę – najlepiej gorzką. No i cóż mogę napisać…po prostu BARDZO SMACZNEGO życzę!!!

Żegnam się dziś …kuchennie – bo w ferworze pracy związanej z magazynem i sesjami, odreagowuję zmęczenie przy FRYKASZENIU:)  W ogóle zimą jakoś tak ciągnie mnie do garów:)

Do usłyszenia – pozdrawiam serdecznie wszystkie dzieci komuny :) ….Ilu z moich czytelników pamięta tamte dzieciństwo i Święta z pomarańczami w tle ? i z zapachem kawy, którą zawsze przedświątecznie „rzucali”..jak to się w slangu mówiło:)…

To przez te mandarynki tak mnie wzięło na wspominki:)
pa! do usłyszenia.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

116 komentarzy

  • comment-avatar
    rzesy 4 marca 2016 (02:27)

    Witam. Ile trwao napisanie tego wpisu?

  • comment-avatar
    Miguś 28 grudnia 2013 (14:52)

    Magia. Pięknie to wszystko wygląda ciepło, rodzinnie.

  • comment-avatar
    Anonimowy 26 grudnia 2013 (18:51)

    Wesolych Swiat Asiu, tez jeste dzieckiem komuny i tez pomarancze, mandarynki i banany byly od swieta. Czekalam na nie z niecierpliwoscia. Ale byla to nasza rzeczywistosc i swieta byly pieknym czasem spedzanym w rodzinie, a wkolo roznosily sie zapachy wyjatkowe i jedyne w swoim rodzaju. Najlepsze zyczenia swiateczno-noworoczne. Jolanta z tropikalnej i slonecznej Kostaryki.

  • comment-avatar
    Aby móc piękniej żyć ... 11 grudnia 2013 (19:47)

    Pani Asiu, do Was to można zaglądać, zaglądać i tak w kółko… wszystko cudne i ten profesjonalizm i wyczucie piękna.. Na ostatnim zdjęciu widzę cudną srebrną misę – po prostu zachwyca.. Jestem zauroczona – no już się powtarzam. Pozdrawiam Panią i wszystkich wielbicieli Green Canoe

  • comment-avatar
    HOME 10 grudnia 2013 (22:43)

    ale pięknie….mi chyba już zawsze święta będą się kojarzyć z mandarynkami,

  • comment-avatar
    Anonimowy 10 grudnia 2013 (22:08)

    hi, hi, hi akurat dziś jedliśmy pieczeń z prodiża, tego okrągłego. Pasuje mi bardziej niż piekarnik :) A moja Mama nadal piecze ciasta i pasztety w prodiżu prostokątnym.
    Mniam…pozdrawiam fanów prodiży ;)

    Jagna

  • comment-avatar
    Anonimowy 8 grudnia 2013 (20:07)

    Okazuje się , że to ja gwizdnęłam śnieg.
    Mamy metrowe zaspy i gwarancję dwóch godzin odśnieżania :)
    W gratisie słońce. Pięknie jest.
    Joanna z trójmiejskich lasów

  • comment-avatar
    Be Happy 7 grudnia 2013 (21:06)

    Pięknie i smakowicie u Ciebie:) a prodiż pamiętam :)
    Ps.Ja też chcę już pięknej zimy a nie zawieruchy jaka panuję teraz;(
    Patrycja

  • comment-avatar
    Anonimowy 7 grudnia 2013 (19:57)

    Ja za młoda jestem, żeby pamiętać te czasy, ale jakoś nie żałuję.. ;)

    Asiu, uratuj mnie proszę, bo właśnie miałam zamiar robić cytryny z rumem według twojego przepisu, ale nie wiem czy dobry rum kupiłam..myślałam, że rum to rum, ale jednak tak nie jest..przy wyborze sugerowałam się ceną, padło na biały rum- bo te ciemne były w kosmicznych cenach..jakiego rumu ty używasz? Ciemny czy biały? gdzie zazwyczaj kupujesz jeśli można wiedzieć? Bardzo zależy mi na odpowiedzi..bo słoiczki z bakaliami w miodzie i cytrynami w rumie trafią do rąk prawie wszystkich członków mojej rodziny jako upominki świąteczne :):) Pozdrawiam gorąco i dziękuję, za tak wiele inspiracji :) Nadia

    • comment-avatar
      GreenCanoe 9 grudnia 2013 (06:43)

      Może być biały:) Kupuję na stanowisku monopolowym – normalnie w sklepach spożywczych. Pozdrawiam ciepło!

    • comment-avatar
      Anonimowy 9 grudnia 2013 (11:15)

      Dziękuję :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 7 grudnia 2013 (01:55)

    Asiu,komuna to byly trudne czasy, ale jakos dawalismy rade , byly i czekalady i cytrusy i brzoskwinie w puszce:).Wprawdzie komentarze przeczytalam po lebkach, bo strasznie ich duzo to nie zauwazylam zebyscie pisaly jak zdobywalo sie mieso jak ktos nie mial kartek.Jezdzilo sie na wies do rodziny jak bili swinki i z dusza na ramieniu wracalo do domu pozna noca z cwiartka swiniaka schowana w aucie i modlilismy sie zeby nas policja nie zlapala bo moza bylo za to trafic do wiezienia.Na koniec powiem Wam, ze byly i dobre strony tamtych czasow ,ludzie mieli prace i ja sporo starsze dziecko komuny zjezdzilam i zwiedzilam Polske od Baltyku az po Tatry. pozdrawiam Anka z Łomży

    • comment-avatar
      Anonimowy 8 grudnia 2013 (18:11)

      Kurcze, czasy były bardzo trudne, ale szczerze dziwię się, że publicznie tak opowiadasz o wyjazdach i zwiedzaniu, bo wtedy tylko partyjne dzieci jeździły. Dziś kochana należy się tego wstydzić!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 9 grudnia 2013 (06:42)

      ???Anonimie- Ania wyraźnie napisała, że zwiedziła POLSKĘ:) Do tego nie trzeba było być partyjnym dzieckiem. Bo ja również zwiedzałam. Mało tego – do zwiedzania NRD, CZECHOSŁOWACJI, ROSJI i WĘGIER – też nie trzeba było być partyjnym dzieckiem.

  • comment-avatar
    Beti 6 grudnia 2013 (15:16)

    Też mam prodiż jeszcze z czasów komuny,ale go nie używam chyba z trzydzieści lat…..No to muszę spróbować,czy chociaż działa :)) Pozdrowionka.

  • comment-avatar
    Kasia. eire 6 grudnia 2013 (11:23)

    ja pamiętam brak wszystkiego, kubańskie pomarańcze, mandarynki w święta i skrzynkę Pepsi w szklanych butelkach, którą ojciec stawiał w zimnym korytarzu i mieliśmy ją tylko w ten czas. Poza tym mam prodiż, kurczę, chyba go użyję w te święta

  • comment-avatar
    Miszka 6 grudnia 2013 (08:18)

    Pięknie napisane i w kadr wrzucone z lekkim powiewem przeszłości, która mi akurat bardzo dobrze się kojarzy, bardzo budujący post. Pozdrawiam

  • comment-avatar
    aldia arcadia 6 grudnia 2013 (07:28)

    Mam prodiż :) moja mamusia w nim zawsze piekła… W zasadzie przypomniałaś mi o jego istnieniu i chyba w nim coś upichcę na święta :))
    Pięknie piszesz o CODZIENNOŚCI… nie każdy to dostrzega!
    Uściki gorące ślę.

  • comment-avatar
    Ewa 5 grudnia 2013 (19:40)

    mamy prodiż i nawet sobie czasem w nim uda kurze pieczemy – smak nie do podrobienia :-)
    pozdrawiam z Wilczej Gory

  • comment-avatar
    Marzena 5 grudnia 2013 (19:19)

    Ja posiadam 2 prodiże w domu i bardzo często z nich korzystam. Świetnie się w nich piecze cista, mięsa i inne rzeczy :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 5 grudnia 2013 (15:56)

    A dziękuję za pozdrowienia:) również pozdrawiam:) dziecko komuny.

    P.S. Kochana oczywiście bardzo dobrze pamiętam prodiż:) Bożę co za durna nazwa:) i mandarynki, banany i….chałwę, teraz to smakuje zupełnie inaczej:(
    Moje dziecko akurat przygotowuje gazetkę o latach 70-tych do szkoły, oczywiście służę jej pomocą a jakże, ale wczoraj mnie rozbawiła:) opowiadałam jej o pralce Franii i coś tam było z tym związane, padło jakieś słowo, akurat nie mogę sobie przypomnieć jakie, a ona się pyta czy może go użyć, na co ja buchnełam śmiechem:) a ona na to : bo nie wiem czy w tamtych czasach tak się mówiło:) oj staruchy już z nas Asiu:) Edyta.

  • comment-avatar
    aagaa 5 grudnia 2013 (11:45)

    Moje dzieciństwo to tez czasy komuny….Oj nie mieliśmy wtedy tak miło i tak dużo jak nasze dzieci teraz…Asiu, jak zwykle sliczne zdjęcia…

  • comment-avatar
    Kwiaciarenka 5 grudnia 2013 (10:41)

    Ha ja pamiętam,kiedy po cytryny stało się godzinami i nie mogliśmy doczekać się prezentów,e zapachy kiedy mama pichciła różne smakowitości,mało tego takie prodiże mam 2 i jeszcze działają czasami ich używam,to były czasy.

  • comment-avatar
    hanuszka 4 grudnia 2013 (21:02)

    Nie jestem w stanie powiedzieć nic nowego, jak tylko się pozachwycać klimatem i cudnymi zdjęciami. dzięki :-)

  • comment-avatar
    making baking and creating 4 grudnia 2013 (20:55)

    Zdjęcia cieplutkie i smaczniutkie. Przepis do zgapienia oczywiście.

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (20:32)

    Asiu, to mój pierwszy komentarz na blogu, ale i pierwszy blog, który tak namiętnie czytam :)
    Też jestem dzieckiem komuny i pamiętam stanie w kolejce z mamą po kawę kogucik, czy długasne kolejki po chleb przed świętami, albo szał, gdy rzucili w sklepie pierwsze T-shirty z Chin :) oj wspominam to z rozrzewieniem. Pamiętam smak prawdziwej czekolady i cytrusów jadanych od święta. Niepowtarzalny… no może podobnie smakowała mi ostatnio mandarynka zjedzona po 20miesiącach wstrzemięzliwości z powodu karmienia synka ;) I cud prezentów od Sw. Mikołaja. I fakt, że teraz gdy już wszystko jest na wyciągnięcie ręki to tak nie cieszy.
    Dlatego tak zachwycona jestem Twoim blogiem i radością z rzeczy codziennych i niby zwykłych. Widzę, że życie składa się głównie z tej zwykłości i chciałabym przekazać synkowi, że to ta codzienność i zwyczajność jest najpiękniejsza. choć oczywiście chciałabym przekazać mu też magię Świąt, ktora zostałabym mu w sercu całe życie. Ja jakoś nie bardzo mam takie wspomnienia i trochę pusto przez to…
    Dziękuję też za piękne zdjęcia. Może kiedyś też będę miała taki dom zagubiony wśrod pól i lasów mimo , że na razie to nierealne. Ale Ty też kiedyś nie bardzo w to chyba wierzyłaś?
    Wszystkiego dobrego dla całej Waszej rodzinki
    aga

  • comment-avatar
    Doranmaa 4 grudnia 2013 (20:06)

    Prodiż pamiętam, mam, używam i wbrew pozorom, można to zamierzchłe urządzenie jeszcze oficjalnie w sklepie kupić:) To właśnie w nim wychodzi najlepszy piernik pod słońcem. Pozdrawiam ciepło z zapachem pomarańczy w tle :)

  • comment-avatar
    Aga 4 grudnia 2013 (19:09)

    Asiu Twój dom jest domem moich marzeń <3 Uwielbiam Cię czytać i oglądać Twoje zdjęcia. Inspiruje mnie dosłownie wszystko!!! :):):) Mój dom dopiero w planach, póki co jest działka i wybrany projekt, mam wielką nadzieję że jak już staną mury i urządzę go to, że choć w małym stopniu będzie w nim tak przytulnie jak u Ciebie :) Pozdrawiam serdecznie Aga :)

  • comment-avatar
    Ulencja 4 grudnia 2013 (18:53)

    Tak Asiu zgadzam się w pełni….Zapach i smaki to czas pięknych dziecięcych lat….Staram się to kultywować żeby mój wnuczek też miał cudowne wspomnienia jak mój syn. Ciepło pozdrawiam Ula….

  • comment-avatar
    Basia Holmes 4 grudnia 2013 (18:03)

    Fajnie się czyta jak ktoś pisze, że lubi codzienność i cieszy się nią.
    W czasach coraz częstszej "depresji"… O ironio, im więcej mamy, tym trudniej nam się cieszyć…
    Też pamiętam i kojarzę zapach mandarynek :) a prodiż to super sprawa, zdarza mi się używać. Pozdrawiam

  • comment-avatar
    barbasia 4 grudnia 2013 (17:42)

    Ach, Asiu, te Twoje posty, tyle w nich ciepełka i smaków, że tylko wsysać i wsysać;).
    Cieszy mnie fakt, że i Ty lubisz śnieg.
    Mieszkam za kołem podbiegunowym, więc puchowe gwiazdki wirują mi prawie co dzień za oknem, mimo ciemności to taki kojący obrazek.
    Widać Królowa Śniegu zakończyła swą paskudną działalność skoro śnieg wzrusza i grzeje:)).
    Dziękuję po stokroć za Twą zaraźliwą radość życia :*

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (17:33)

    witam co znaczy

    powiedz mi co znaczy porcja w przepisie stala czytelniczka z Chicago

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (15:51)

    Wszystko pamietam doskonale .-) Prodiz tez – rodzice posiadaja to cudo po dzien dzisiejszy, ale nie wiem, czy z niego jeszcze korzystaja. Pamietam kolejki …po pomarancze, karpia, czekolade…Dobrze, ze to sie zmienilo, ale czasam z mezem gadamy sobie o tym, o czym wspomnialas – dzisiaj dzieci maja doslownie wszystko, nie doceniaja tego. Takie czasy :-)
    Pozdrawiam serdecznie – Ela

  • comment-avatar
    Blue-Anna 4 grudnia 2013 (14:44)

    Oczywiście prodiż pamiętam, moja mama piekła tylko tak. Ale co mnie zdziwiło, zaintrygowana weszłam na all, a tam prodiże i owszem są, w dodatku całkiem nieźle się sprzedają;) Przyznam, ze mnie to zaskoczyło.. Pozdrawiam:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (14:03)

    Ja też jestem dzieckiem komuny i jak Tobie zapach mandarynek kojarzy mi się ze Świętami. Ostatnio kiedy moja córka zajadała mandarynki miałam dokładnie takie skojarzenia jak Ty. Pamiętam także pogoń za karpiem po całym mieście i zapachy rozchodzące się po całym domu. Np. zupy z suszonych śliwek nie znosiłam ale nie mogłam sobie wyobrazić Świąt bez niej. Boże Narodzenie to nadal dla mojej rodziny czas szczególny i pielęgnowany. Na szczęście na magię Świąt składa się wiele czynników i mam nadzieję że moje dwie córki będą wspominać rodzinne Święta tak mile jak ja.
    Prodiż oczywiście pamiętam a co …
    Pozdrawiam. Dorota

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (13:27)

    Asiu, czytam Twojego bloga i magazyn od dluzszego czasu, a jakos zawsze brakuje czasu na komentaz, oczywiscie jestem zawsze zauroczona :)
    Tez jestem dzieckiem komuny i zawsze jak pojawiaja sie mandarynki i pomarancze w chlodne wieczory jesienno/zimowe to mowimy z moim prywatnym T, ze pachnie swietami :) Ten zapach na zawsze zostanie tak zaszufladkowany.
    Prodiz jest uzywany przez moja (wcale nie wiekowa mame) do dzis, mawia, ze tylko w nim jest w stanie upiec swiateczna karkowke i boczek (to wlasnie nasze swiateczne smaki). Ja swoim dzieciom staram sie wpajac pewne tradycje, rodzinne rytualy chocby sobotnie i niedzielne sniadania, na ktore zamiennie serwujemy sobie puszysty omlet, gofry albo nalesniki, bez tego weekend nie jest nasz. Od niedawna pieczemy tez makowce i sernik pachnacy pomaranczami, mam nadzieje, ze nasze dzieci beda jednak mialy jakies swiateczne smaki i zapachy.
    Zimowe kucharzenie mi tez sie czescie przytrafia niz chocby w cieple dni.
    Pozdrawiam cieplo Ciebie i cala rodzine!
    Ania
    PS mamy wspolna znajoma, Kasie ze studia Makami, ktora uwielbiam i jesli podczytuje pozdrawiam i stad :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (11:28)

    dziekuję za tego posta. dziękuję za uświadomienie mi poprzez te mądre słowa, że oto dzieje się dzieciństwo mojego dziecka, dzieciństwo które go określa w jakimś stopniu i będzie często wspominane po latach. chcę żeby miał co wspominać, do czego wracać w trudnych chwilach i żeby były to cudowne wspomnienia.

  • comment-avatar
    Elena 4 grudnia 2013 (10:15)

    Ja najbardziej pamiętam msze roratnie które były niesamowite. Codziennie szło się z lampionem do kościoła, tam był Jezusek który co tydzień był coraz bliżej żłóbka, były pastorałki, ksiądz który opowiadał niesamowite opowieści. Na sam koniec losował serduszka zrobione przez dzieci i szczęśliwiec zabierał figurkę Marki Boskiej do domu na jeden dzień. Najpiękniejszy był powrót z zapalonymi lampionami do domu. Strasznie żałuję że teraz nie ma takich mszy roratnich dla dzieci. Nie ma oczekiwania…

  • comment-avatar
    Agnieszka z Mierzei Wislanej 4 grudnia 2013 (10:14)

    Ja urodziłam się w 80 roku więc już nie było tak strasznie, ale również pamiętam wypchane po brzegi woreczki z pomarańczami, orzechami włoskimi (które by rozłupać wkładałam między drzwi a futrynę) czy drażami.
    Do dnia dzisiejszego święta kojarzą mi się właśnie zapachem pomarańczy, cynamonu czy przyprawy piernikowej.
    W prodiżu do dnia dzisiejszego ciasta piecze moja teściowa :)

    pozdrawiam
    Agnieszka

  • comment-avatar
    Ange76 4 grudnia 2013 (09:44)

    Ja pamiętam prodiż :) Jak podrosłam, sama piekłam w nim ciasta :) I dzięki temu, ze był lekki i na prąd mogliśmy na zajęciach w szkole upiec ciasta. Współczesne dzieci musiałby chyba zanieść piekarniki :D

    Mandarynki wciąż są najsmaczniejsze przed Świętami i nie wiem czy to moje nastawienie, czy rzeczywiście wtedy najlepsze sztuki trafiają do sklepów :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (09:34)

    Zgadzam się z Twoimi odczuciami odnośnie mandarynek, zapachu, Świąt…nie ma znaczenia, ze teraz wszystko wokół jest na wyciągniecie ręki – wspólne pieczenie i lukrowanie pierniczków, robienie ozdób świątecznych zawsze będzie magicznym czasem i tylko od nas zależy czy nasze dzieci będą kojarzyły Święta ze wspaniałą rodzinną atmosferą czy z najnowszymi zabawkami….serdecznie Cię pozdrawiam Hanka

  • comment-avatar
    Ewa Kulik 4 grudnia 2013 (08:37)

    Uwielbiam do Ciebie zaglądać.

  • comment-avatar
    Zebra 4 grudnia 2013 (08:33)

    Ja doskonale pamiętam: i to jak z Mamą stałam przed świętami po szynkę konserwową i … draże( może ktoś pamięta takie małe cukiereczki ;-)) i doskonale pamiętam, że jogurt owocowy był wtedy rarytasem ;-). Asiu, zapiekankę z jabłek zrobię, bo to cudo z jogurtem ( przepis podany przez Ciebie) zjadamy rodzinnie aż nam się uszy trzęsą. Pozdrawiam, Ola

  • comment-avatar
    carrantuohill 4 grudnia 2013 (08:29)

    z tą babcią Zosią to mnie rozczuliłaś (też miałam babcie o tym imieniu)
    moja zawsze piekła w prodiżu, do dziś pamiętam smak tortów

  • comment-avatar
    Jola Kowalkowska 4 grudnia 2013 (08:04)

    Asięńko, ja wczoraj upiekłam jabłecznik – tort dla mojego (środkowego ;) ) dziecka. Dziś kończy 10 lat. W okresie okołobożonarodzeniowy mamy w naszym domu nasze prywatne zwyczaje, które powodują, ża Święta to wyjątkowy czas w roku, na który wszyscy czekamy. Tak jak Ty chciałabym, aby były to magiczne święta dla moich dzieci. Pieczemy wtedy (tylko raz w roku) ciasteczka według specjalnej receprury … i keks, na który wszyscy domownicy czekają przez cały rok do grudnia. Bo, jak piszesz, cytrusy są przez cały rok i nie są już tak wyczekiwaną frajdą, jak były dla nas 30 lat temu.

    Ps. Jestem już po Kiermaszu Świątecznym ;). Było super.
    Pozdrawia – Jola.

  • comment-avatar
    ula 4 grudnia 2013 (08:04)

    ja pamiętam, :)) doskonale ! mam podobne odczucia :)
    buźka!

  • comment-avatar
    Pati 4 grudnia 2013 (07:59)

    Je też czekam na śnieg, u nas na południu ponoć od soboty ma sypać :-) nie jestem wprawdzie dzieckiem komuny, ale te wszystkie sytuacje, o których piszesz opowiadała mi mama. Ze swojego dzieciństwa pamiętam prodziż, mama piekła w nim ciasta – pyszne murzynki i pizze :-) Mandarynki i pomarańcza uwielbiam i kojarzą mi się właśnie z zimową porą i świętami. Dziękuję za przepis, muszę go wykorzystać! pozdrawiam serdecznie :-)

  • comment-avatar
    Ma Bi 4 grudnia 2013 (07:57)

    U mnie "dorosły" świat wywrócił wszystko do góry nogami. Siostra za granicą – nie będzie jej na Święta już po raz kolejny… Ja z mężem też daleko od obu rodzin – i mojej, i jego, i w Święta zawsze jakiś niedosyt, że ktoś jest pokrzywdzony… I czasem bardzo tęsknię za wspólnym pieczeniem makowca, ale ani moja babcia, ani mama już tego nie robią. Babcia twierdzi, że jest już za stara, a mama, że nie ma czasu, a "przecież wszystko jest w sklepach". Może nowy, malusi członek rodziny coś zmieni, ale na to musimy poczekać do przyszłych Świąt ;) PS: moja teściowa do dziś używa tylko prodiża ;)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (07:52)

    ja córa komuny nostalgicznie wspominam świąteczny czas i nie ukrywam, że trochę przeraża mnie to dzisiejsze – wszystko na wyciągnięcie ręki…chciałabym żeby moje dziewczyny zapamiętały te "około świąteczne " klimaty i ubolewam, że coraz mniej czasu mamy na te prawdziwą, domową codzienność, pozdrawiam i życzę białej śniegowej pierzynki na święta:)))) eFka

  • comment-avatar
    P. 4 grudnia 2013 (07:24)

    Jakiś czas temu usłyszałam, że pomarańcze to nie jest zimowe jedzenie, bo wychładza czy coś. Ale jak to?! Pomyślałam. Dla mnie zima i święta przede wszystkim pachną cytrusami. Pomarańcze i mandarynki nadziane goździkami to musowo:) Pięknie u Ciebie, ciepło i przytulnie. Tak wygląda prawdziwy dom:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 4 grudnia 2013 (06:59)

    Prodiże można jeszcze kupić! W poprzednich latach ten sprzęt był niezbędny w kuchni, a potem tak po cichutku, nie wiadomo kiedy odszedł w zapomnienie. Mi święta z dzieciństwa tez kojarzą się ze sernikiem, ale mamy, z rodzynkami, pamiętam jego zapach. Pamiętam też jaką sztuką w komunie było kupić coś na prezent pod choinkę rodzicom, fakt że wtedy cieszyliśmy się ze wszystkiego, bo nie było prawie nic. Ewka

  • comment-avatar
    My love shabby 4 grudnia 2013 (06:44)

    Asieńko chyba mamy podobne myśli, też o tym właśnie rozmawialiśmy. Oj to były dawne czasy, też zapamiętałam zapach pomarańczy i mandarynek … Witaj w klubie :) I tak bym chciała, żeby dziewczynki też miały dobre wspomnienia z dzieciństwa, żeby święta i ważne momenty kojarzyły im się z czymś szczególnym. No jakoś nas chyba zebrało na podobne przemyślenia, bo nawet w poście o kalendarzu adwentowym piszę właśnie o tym wspomnieniach z dzieciństwa ;) My chyba takie ciułe jesteśmy ;) Dzięki wielkie za przepis, na pewno wypróbuję, bo takie proste to tylko dla mnie (marna ze mnie ciastkarko – kucharka hehehe) Buziaki!!!

  • comment-avatar
    Anna z www.dziecioblog.blogspot.com 4 grudnia 2013 (00:33)

    Chyba jesteśmy córkami tej samej epoki. Też kojarzę zapach mandarynek ze świętami. Jednym z fajniejszych prezentów był worek mandarynek (choć pewnie dorośli zdobywania jego miło nie wspominają), a dziś dzieciaki by prychnęły ze wzgardą na taki prezent. Co do kawy, to pamiętam, że stojąc w kolejce do toalety w przedszkolu, bawiliśmy się, że to kolejka po kawę. Trochę siermiężne to były czasy, ale człowiek umiał się z wszystkiego cieszyć – z kuchni zrobionej z kilku cegieł i dykty, babek z jasnego i ciemnego piasku. A w obecnych czasach… Kiedyś kupiłam córce zabawkową kuchnię z palnikiem wydającym odgłos, z zestawem produktów spożywczych – sama nie mogłam się doczekać by ją złożyć – a ona bawiła się nią dużo na początku, ale teraz już nie bardzo. Chwalę "stare czasy" – chyba starość nadchodzi ;-)
    p.s. Dzięki za przepis. Bakalie w jogurcie już zrobiłam, ale… nie doczekałam do 2-3 dni… wyżarłam 2-3 godziny później. Przynajmniej cyferki się zgadzają ;-) Całuski Obca z kanapy.

  • comment-avatar
    Aluchabubucha 3 grudnia 2013 (22:55)

    Tak, pomarańcze tylko w okresie świąt, (zresztą wtedy jest sezon, nawet dziś najlepsze są zimą), i kilkukrotne stawanie w tej samej kolejce za kawą (najczęściej ziarnistą), bo dają tylko po paczce na osobę, a niektóre panie ekspedientki miały problem, że dzieci w kolejce stoją. ;) Dziwi mnie, że niektórzy rówieśnicy tego nie pamiętają.

    Pozdrawiam,
    Alicja

  • comment-avatar
    agnes 3 grudnia 2013 (22:53)

    To prawda, to wlasnie te codzienne chwile sa tak wazne i magiczne. Dzieki nim czujemy szczescie i radosc z bycia razem. Moje dzieci rowniez uwielbiaja ze mna pichcic, ostatnio pieklysmy sernik,wszystkie cztery moje córeczki ubrane w fartuszki, gotowe do pomocy :) to niezwykle chwile. Oby bylo ich jak najwiecej :) pozdrawiam, Agnieszka

  • comment-avatar
    http://patchworkladybird.blogspot.co.uk/ 3 grudnia 2013 (22:45)

    To samo pomyślałam będąc wczoraj w pracy…poczułam nagle zapach mandarynki (koleżanka obierała) i niezmiennie przypomniało mi się dzieciństwo i Święta :))))
    Pozdrawiam serdecznie (dziecko komuny)
    Anna :)
    Ps. Przepiękne aranżacje moja droga :))))

  • comment-avatar
    Ewelina 3 grudnia 2013 (22:11)

    Mieszkam na Islandii i u Nas jak na razie śnieg jest. Wczoraj ustroiłam okna w małe lśniące lampeczki, które zawsze kojarzyły mi się ze świętami. Dodam tylko, że w każdym z 7 okien mam 50 szt, tych małych świecidełek. Nastrój w moim domu jest dla mnie niezwykle cenny. Dlatego stroję okna, wyjmuję świąteczne ozdoby, piekę ciasta i bułeczki. Dzisiaj np. upiekłam makowca. Zapach w domu cudowny.
    A prodziż ? oczywiście, że mam i bardzo o niego dbam.
    Pozdrowionka !!!

  • comment-avatar
    Anicja 3 grudnia 2013 (21:53)

    Moi teściowie nadal regularnie pieką w prodiżu :-). Mnie też mandarynki kojarzą się ze świętami, ale jak już byłam świadoma pewnych rzeczy to powoli zaczynało się to zmieniać. Przepis na zapiekankę brzmi (i wygląda) obłędnie. Wszystkiego ciepłego!

  • comment-avatar
    Ela 3 grudnia 2013 (21:52)

    Ja też pamiętam czasy komuny,prodiż,który faktycznie przypalał ciasto,pamiętam również jak na dwa dni przed Wigilią chodziłam ze swoim tatem na rynek po choinkę,zawsze braliśmy ze sobą sanki na których ciągneliśmy ją tymi sankami po bielutkim śniegu,który zawsze się skrzył od mrozu .Choinka zawsze musiała być do sufitu,po zakupie stała w zimnej piwnicy,zaś dzień przed Wigilią, tata oprawiał ją w stojak i przynosił do domu,ubierana była rano w dzień Wigilii przez nas dzieci,całą trójkę,młodszą siostrę,starszego brata i przeze mnie.:):)Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się również z zapachem pasty do butów,buty na Pasterkę musiały być czyściutkie i lśniące:) musiały być pastowane i polerowane był to cały ceremoniał:):)do tej pory zapach pasty przypomina mi dzieciństwo i Święta Bożego Narodzenia.Kiedyś Święta były u moich dziadków,potem u moich rodziców,teraz nie ma ich już wśród nas,nie ma dziadków,nie ma rodziców ,nie ma rodzeństwa wszyscy odeszli.Teraz Święta są u nas :) z trójką dorosłych córek z dwoma zięciami i wnuczką:):)

  • comment-avatar
    Aśko 3 grudnia 2013 (21:43)

    właśnie wcinam mandarynki i choć jestem za młoda za komunistyczne wspomnienia, to również dla mnie zapach mandarynek to zapach zbliżających się świąt :)
    na pewno wypróbuję przepis, uwielbiamy wszystko, co zapiekane pod kruszonką, pyszne, rozgrzewające i do tego jeszcze słodkie ;)))
    przesyłam ciepłe pozdrowienia i pees.-czy dotarł do Ciebie mój wczorajszy mail?
    Aśko

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (21:35)

    Pięknie Joasiu to napisałaś… Aż się wzruszyłam :) Masz rację – teraz wszystko można bez problemu kupić, ale nigdy nie kupimy cudownej atmosfery, miłości, bezcennych chwil z rodziną…długo by można było wymieniać. Twój Leoś będzie miał cudowne wspomnienia z domu rodzinnego. Za ileś lat będzie wspominał to wszystko, co dzieje się teraz. Bardzo mi się podoba Wasza rodzinka, to, jak pielęgnujecie takie chwile, wydawałoby się zwykłe, bez wielkiego znaczenia… ale to my sami nadajemy znaczenie nawet takim zwykłym dniom. Pozdrawiam, Magda:)

  • comment-avatar
    Ankha 3 grudnia 2013 (21:31)

    Ej, ja prodiża ostatnio używałam w niedzielę :) Piekarnika nie mamy i jeszcze trochę nie będziemy mieć, a prodiż daje radę, chociaż swoje lata ma :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (21:10)

    Nie znoszę zimy, śniegu, mrozu, cieszę się z takiej aury jaka jest teraz. Sedno Bożego Narodzenia nie tkwi w śniegu :]

    • comment-avatar
      Anonimowy 3 grudnia 2013 (21:48)

      Naleze do Twojego 'klubu' – kocham bezsniezna zime ! jest wystarczajaco mrozne powietrze, aby zauwazyc, ze to zimowa pora roku, a swieta bez sniegu sa rownie cudne, bo sa w nas….
      oby jak najdluzej bez sniegu :)
      pozdr.
      łucja

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (21:07)

    Ja wiem, co to jest prodiż i pamiętam przedświąteczne "rzucanie" cutrusów po sklepach i dłuuuuuugaśne kolejki po owe egzotyczne dobra… Staliśmy z braćmi w tych kolejkach i nawet nam nie przemknęło przez myśl, że "NAM SIĘ NIE CHCE!"…
    Za śniegiem wyjątkowo nie tęsknię w tym roku. Nadal dojeżdżam do pracy skuterem i nie zależy mi na śliskich jezdniach.
    Przepis na jabłkową zapiekankę zamierzam oczywiście wykorzystać. :-)
    Ola Sz.

  • comment-avatar
    Sandra 3 grudnia 2013 (20:56)

    Ja również jestem dzieckiem komuny i doskonale pamiętam te czasy. Cytrusy jadło się na Boże Narodzenie i Wielkanoc i to w niewielkich ilościach. Podobnym rarytasem była szynka czy baleron. Za to jaka radość była gdy Tata przywiózł te cytrusy z Warszawy dokąd jeździł służbowo :)
    Czy pamiętam prodiże? Nie tylko pamiętam ale i posiadam i to dwa. Jeden okrągły, drugi podłużny. Obydwa są sprawne i nadal ich używam :) Wbrew pozorom prodiż to wcale nie jest takie głupie urządzenie. Czasem trzeba upiec coś niewielkiego i wtedy nie ma sensu włączać piekarnika żrącego prąd niczym smok. Wtedy przydaje się prodiż :)

  • comment-avatar
    oh-my-home 3 grudnia 2013 (20:51)

    Własna tradycja, to mi się podoba :) Na pewno Wasz Synek będzie pamiętał te wspólne chwile, które dodatkowo będzie kojarzyć ze smakiem zapiekanki i pięknym zapachem goździków i cynamonu… Chociaż teraz można kupić cytrusy przez cały rok, to mnie zawsze będą kojarzyć się ze świętami.
    Pozdrawiam ciepło
    marta

  • comment-avatar
    Edziab 3 grudnia 2013 (20:47)

    Rytuały, małe i duże, chyba każda rodzina ma swoje własne, a jeżeli nie to teraz najlepsza pora zaczac działac… u nas do przedswiateczne pieczenie i ozdabianie pirniczków ( i innych drobnych wypieków, którymi w świeta obdarowywujemy najbliższych), kalendarz adwentowy ( taki ze słodkościami, zadaniami, drobnymi prezentami i czytaniem róznych okołoswiatecznych opowiadan), list do Mikołaja i wystawianie go za okno ( rano nie ma listu, jest czekoladka;-), robienie i wysyłanie kartek światecznych, choinka… mogę wymieniac dalej… ale tez kiedy świeta się koncza pozostaja inne rytuały, zapachy, specyfika danego miejsca, danej chwili i danej rodziny- dbam o taka powtarzalnosc bo sama pamietam niedzielne popołudnia przy kuchennym stole, mojej mamy i babci kawe fusiarę i zapach domowego kruchego ciasta z kratka, a poemizdy dzem truskawkowy z kakao… i niby moge to powtórzyc, ale to juz inny smak.. ktos moze powiedziec ze masło inne, albo jajka juz nie te, ale mnie sie wydaje ze to atmosfera tamtych chwil zbudowała w mojej głowie pamiec takiego a nie innego aromatu- nie do powtórzenia, ale do wspominania własnie:-)

  • comment-avatar
    Myszka 3 grudnia 2013 (20:23)

    Prodiż to sama sobie kupiłam za czasów studenckich bo tylko w nim umiałam piec ciasta. Moja mama do tej pory pasztety tylko w prodiżu piecze,
    Kolejki też pamiętam, np po watę w aptece albo w papierniczym po papier toaletowy (tak swoją drogą to ciekawe miejsce do zakupu tego asortymentu:)
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (20:20)

    Zastanawiam się jak Pani znajduje czas na tę codzienność, ja pracuję i ta codzienność którą, też uwielbiam, jest jeszcze większym rarytasem jak pomarańcze – skądinąd w okrutnej komunie.
    Pozdrawiam ela p

  • comment-avatar
    Renata Slusarska-Szczepanik 3 grudnia 2013 (20:11)

    Pamiętam….. i faktycznie do dziś zapach cytrusów kojarzy się z Bożym Narodzeniem, ale i współczuję mojej mamie, która jakimś cudem zdobywała te wszystkie smakołyki…. Masakra, żeby banan, pomarańcza, mandarynka… albo papier toaletowy czy mydło były luksusem :(
    Dlatego cieszę się, że nasze dzieci mogą mieć wszystko, ale i tak najważniejsza jest nasza miłość, zaangażowanie, wspólne chwile…. ta magia, o której piszesz.

    Prodiż posiadam i jeszcze do niedawna go używałam, kupowany jeszcze za słusznych czasów ;-)

  • comment-avatar
    JUKA 3 grudnia 2013 (20:11)

    Pamiętam, pamiętam… Zapach i smak wyrobu czekoladopodobnego Pani Twardowska, batonu Wojtek… Pozdrawiam!!!

    • comment-avatar
      barbasia 4 grudnia 2013 (17:51)

      :D Batonik Wojtek… Aż mnie dreszcz wspomnienia przeszedł:D A czekolada Ratuszowa… mmmm ;)))

  • comment-avatar
    Beata 3 grudnia 2013 (19:48)

    Asiu, ja nie muszę sobie przypominać prodiża. Ja go cały czas używam :-) Do pieczenia kurczaka jest idealny i ciągle sprawny, choć dostałam go od mamy w "wianie" 18 lat temu. Pozdrawiam, Beata

  • comment-avatar
    An Zulka 3 grudnia 2013 (19:48)

    Prodiż…mam go do dziś. Odziedziczyłam po mamie i używam po dziś dzień :) Nigdy nie zapiekam ryżu z jabłkami i cynamonem w innym naczyniu, jak w tym prodiżu :) Czasy komuny pamiętam, choć byłam wtedy mała. Zapamiętałam jednak stanie w kolejce z mamą za margaryną, pierwsze lalki Barbie, które przywiózł wujek z Austrii…ech co to był za wspaniały czas. Ludzie potrafili cieszyć się z byle czego, święta były spędzane wspólnie, w rodzinnym gronie, nie przed telewizorem lub przy komputerze…
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Avrea 3 grudnia 2013 (19:37)

    ja tez jestem dzieckie komuny pamiętam doskonale czasem nawet pół pomarańczy na dziecko i te kolejki za szynką na świeta i cytrusami pomarańczami ;) a może Cię zaskoczę jak napiszę ,że prodiż mam do dziś zostal mi po mamie i czasem jeszcze coś w nim piekę ;)))
    smaki dzieciństwa
    pozdarwiam

  • comment-avatar
    Simply About Home 3 grudnia 2013 (19:32)

    Moja babcia też miała prodiż, do dziś pamiętam jej pyszne ciasta, które w nim piekła:) Babci już z nami nie ma, prodiż też gdzieś pewnie wyrzucony, zostały tylko wspomnienia. I to właśnie dlatego chcę czegoś więcej dla swoich dzieci, niż tylko poczucia, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Kreowanie rodzinnych wspólnych świąt i te wyjątkowe wspomnienia są nie do kupienia.

  • comment-avatar
    bozenas 3 grudnia 2013 (19:30)

    Och Asiu:))wspomnienia,wspomnienia:))pomarańcze,które naprawdę pachniały,banany na święta,rodzynki ,które też były rarytasem,ale ja najbardziej pamiętam …chałwę:)taką w blokach,którą się kupowało na wagę,ociekała tłuszczem po palcach i pachniała nieziemsko:)))słodycz,tak słodka że aż muląca:)))))A potem prawdziwa choinka wysoka na 4 metry i ogromnie wielka jak dla małej dziewczynki ubrana w bombki,orzechy,jabłka i anielskie włosy:))))))

  • comment-avatar
    Marcelina 3 grudnia 2013 (19:26)

    Ja też nie pamiętam komuny, byłam za mała. A w prodiżu Prababcia naszego Franka piecze przynajmniej raz na dwa tygodnie szarlotkę. Pyszna. Mam nadzieję, że mój syn będzie kiedyś wspominał nasze wspólne pieczenie ciasteczek, pierników. Powie wtedy: "Pamiętam naszą starą kuchnię z Ikei i biały stół w kuchni" ;) Pozdrawiam Marcelina

  • comment-avatar
    Ola 3 grudnia 2013 (19:17)

    Pewnie, że pamiętam prodiż. Moja Teściowa do tej pory piecze mięsa w prodiżu, nie wiem czemu…
    Takiej komuny głębokiej to nie pamiętam, bo malutka byłam, ale z dzieciństwa kojarzą mi się paczki żywnościowe od Babci, z pomarańczami i orzechami w środku… Oj jak ja uwielbiam pomarańcze…

  • comment-avatar
    entomka 3 grudnia 2013 (19:14)

    A pamietacie wcześniej zbierane papierki po cukierkach, czekoladach,, słomki i czas, gdy postawaly z nich przed świętami cudne łańcuchy…. i wszyscy wspólnie …. z uśmiechem,bez tv w tle …..

    I dlatego my też mamy swoje małe rodzinne rytuały, tradycję,żeby Młody z sentymentem wracał kiedyś do tych chwil …..

    A śniegu mamy niewiele ale możemy się podzielić :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (18:59)

    Witam Cię Joasiu ja z rocznika 75 więc dokładnie pamiętam te czasy kolejki za kawą pustki w sklepach i prodiż który zresztą stoi jeszcze u mojej babci wspomnienia bezcenne .Pozdrawiam serdecznie

  • comment-avatar
    basia d 3 grudnia 2013 (18:52)

    Masz rację, że to co mamy na co dzień traci na wartości! Ja mimo, iż nie pamiętam cytrusów już tylko z okresu świąt, to jakoś ten zapach zawsze mi się ze Świętami kojarzy:)

  • comment-avatar
    PATI 3 grudnia 2013 (18:48)

    ;0) ALe komunistyczny temat..Pamiętam stanie w kolejce mamie po mięso zaraz po szkole i byłam np 3..o godz 12.
    O 15 rzucali ochlapy i cos tam ladnego udawalo sie zawsze mamie kupic.Po kawe po 3 razy i w 1985 roku bratu po bobofruty z ksiazeczka zdrowia w rece i wbijali pieczatki i ilosci sztuk np 5 na dziecko.Okropne czasy.Przepasc totalna nic nie bylo,do Komuni szlo sie w butach rozmiar wiekszych bo wybor zaden w sklepach i takich topornych.Pamietam kolezanki ktore mialy rodziny w dawne RFN,niektore ojcow w Stanach…Te mialy zawsze wszystkiego pod dostatkiem i zawsze byly naj.Pamietam te suknie z koronki do Komuni i piekne biale lakierki.Jak ja marzylam o takich bialych balerinkach lakierkach:) o piorniku pietrowym,gumach,czekoladach.
    Czasy te wpominam tak sobie.Skromne swieta skromne…zeby nie powiedziec biedne:(
    DZis dzieci maja wszystko na wyciagniecie reki…tylko nie wiem czy nie jest podobny efekt bo wielu ludzi po prostu na to wszystko nie stac.Ale to fakt o wiele łatwiej dzis siegnac po pomarancz,mandarynke i czekoladę:) Ale wspominki to po wspominamy teraz wszystkie:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (18:38)

    Ja pamiętam prodiż, ja pamiętam paczki świąteczne od babci z mandarynkami, kilkoma cukierkami. Takie sopelki – cukierki w kolorowych papierkach wieszane na choince . Jakoś tak było biedniej, skromniej ale weselej, bardziej się na wszystko czekało, wszystko co dostaliśmy sprawiało frajdę, a dziś …trudno zaskoczyć. Ja osobiście Świąt bardzo nie lubię bo nie ma już mojej babci, siostra nie mieszka w Polsce i Wigilia to bardzo dla mnie smutny dzień, chodzę i chlipie po kontach bo jak była babcia to mieliśmy dużą wigilię i mimo ciasnoty było jakoś tak fajnie. A teraz jest nas tylko sześcioro i jakoś tak cicho i smutno. Ila

  • comment-avatar
    Anja 3 grudnia 2013 (18:22)

    pewnie, że pamiętmy prodiże, z nich wszystko wychodziło pachnące. Ja pamiętam rytuały z mojego rodzinnego domu, mama od rana w kuchni a my czekałyśmy tylko na tatę aż w końcu przyniesie choinkę i będzie z nami ubierał (4 córki) tak w moim domu ubiera się choinke w wigilijny poranek, tak jest do dziś. Mimo, że komuny nie pamiętam to pomarańcze nadal kojarzą mi się ze świętami.
    Pozdrawiam ANia

  • comment-avatar
    miria244 3 grudnia 2013 (18:22)

    Ooo tak ja wsumie nie pamiętam tak komuny,ale pamiętam prodiż ymm mama pyszności w nim robiła!!Mandarynki,pomarańcze,makówki i karp tez mi się kojarzą tylko i wyłącznie ze świetami.I do tej pory jestem zdziwiona jak ktoś na obiad w sierpniu ma karpia:)
    ale może tylko ja tak sentymetntalnie podchodzę:)A u ciebie jak zwykle cieplusio:)Pozdrawiam cieplutko:*

  • comment-avatar
    Trulyscrumptious 3 grudnia 2013 (18:15)

    Pamięta się pamieta i chyba wtedy bardziej były popularne pomarańcze od manadarynek, bo tych ostatnich jakoś nie kojarzę no i orzechy włoskie miały zupełnie inny smak..A o prodiżu to marzyła każda szanująca się gospodyni, bo wtedy kobiety głównie zajmowały się domem i dziećmi. Fajnie, ze podałaś kolejny przepis, ostatnio rozkoszowałam się smakiem suszonych śliwek nadziewanych orzechami i zalanych jogurtem. Pychotki!!! Dziękuję. Pozdrawiam Kamila

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (18:12)

    Asiu Droga ! Mogłabym być Twoją mamą, więc czasy komuny pamiętam i oby nigdy nie powróciły. Banany, cytrusy i słodycze wystane w kilometrowej kolejce i sprzedawane pod wydział. Ale bez względu na czasy należy kultywować tradycję i przekazywać ją naszym dzieciom i wnukom. U mnie trwa remont kuchni i kupno nowych mebli do niej. Mam nadzieję, że zdążę wszystko ogarnąć i popichcić wigilijnie i świątecznie. Prodiż jeszcze mam w piwnicy. Jabłkową zapiekankę zrobię.
    Pozdrawiam cieplutko
    Fela

  • comment-avatar
    Anna 3 grudnia 2013 (18:12)

    Jak zawsze przytulnie i rodzinnie.
    Pachnie już u Ciebie świętami, a czasy komuny doskonale pamiętam, stałam nieraz w nocy z soboty na niedzielę wtedy tak zwaną handlową za kawą za szynką w siatce, za relaksami za Condorem i za koniem na biegunach dla mojego brata. Wystałam się za wszystkie czasy ale bynajmniej jest teraz co wspominać.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję że jesteś.

  • comment-avatar
    ewkiki 3 grudnia 2013 (18:12)

    Mandarynki na Mikołaja – to było dopiero coś! Pamiętam, tak jak przedświąteczny czas i mamę do późna w nocy przygotowującą potrawy……Bo mało było wolnego i Wigilia do 14 w pracy……
    Piękne zdjęcia i pyszności, na pewno spróbuję. Swoja drogą, może dało by się w prodiżu? Właśnie niedawno kupiłam – wąski i podłużny. Zachwycił mnie swoją zgrabnością, nie to co zawalate okrągłe. I piekę w nim szybkie ciasta, bez wywalania całego piekarnika:).
    Pozdrawiam serdecznie!

  • comment-avatar
    dziurka 3 grudnia 2013 (18:07)

    A ja pamiętam pomarańcza i banany … tak, to było raz do roku, a dziś na każdym kroku :)

  • comment-avatar
    Tenia 3 grudnia 2013 (18:05)

    Czy pamiętam, oczywiście,że tak. Mimo, że są to wspomnienia, może czasami wspomina się je z nostalgią, ale uwłaczały jednak godności człowieka. Myślę, że dla naszych dzieci święta zawsze będą bajkowym czasem ( moje są już dorosłe, a jednak ta magia nadal w nich jest) i już się cieszą i planują….Masz rację Asiu, że te drobne codzienne czynności budują i scalają rodzinę :)))))

  • comment-avatar
    Anonimowy 3 grudnia 2013 (17:59)

    Pomarańcze…zielone kubańskie w siateczkach… po siatce na głowę…ale to były czasy :)

  • comment-avatar
    anna studio 3 grudnia 2013 (17:57)

    Oj pamiętam prodiż…i czasy komuny…
    W akademiku…w prodiżu robiłam zapiekanki…:):):)
    Dziwne…jakąś godzinę temu rozmawiałam na ten temat z synem…
    Masz wszystko…czego można chcieć więcej…..
    Usłyszałam….samochodu ;) :)
    Pozdrawiam Waszą trójkę…

  • comment-avatar
    Kasia 3 grudnia 2013 (17:55)

    Oj często z sentymentem wspominam tamte czasy :))) zapach pomarańczy, świeżo mielonej kawy, domowych wędlin czy chleba z prawdziwego chlebowego pieca :)))
    Prodiż stoi u mojej mamy w spiżarni :) przygotowywała w nim prawdziwe rarytasy ale najbardziej utkwiła mi w pamięci zapiekanka ryżowa z pieczarkami, serem i natką pietruszki…przypieczone boki były najpyszniejsze :)))

  • comment-avatar
    kami 3 grudnia 2013 (17:50)

    Ja mam dokladnie takie same wspomienia ze swiat mojego dziecinstwa, tez staram sie miec tradycje w moim domu i tworzyc piekne wspomienia dla moich dzieci, oczywiscie to juz inne czasy, ale swoja droga to jestem ciekawa co oni za 20 lat beda wspominali z nostalgia. Robie bardzo podobna zapiekanke , ale nigdy nie dodwalam bakalii, takze z wielka przyjemnoscia sprobuje…Pozdrawiam serdecznie:) A swoja droga mieszkam od 18 lat w Stanach i niestety tylko 2 razy mialam snieg na Wigilie i co roku maze o bialych Swietach:) Moze w tym roku sie uda:)

  • comment-avatar
    Ana z Wymarzonego Domu 3 grudnia 2013 (17:48)

    Och to wszystko prawda co piszesz…Pamiętam jakby to było dziś, czekolada z paczki schowana w szafce, odłamywana po kawałeczku wieczorem….i kulki-chrupki w czekoladzie, które przywiózł zza zachodniej granicy ulubiony wujek…bezcenne! Odliczalysmy sobie z siostrą dzienne porcje, żeby wystarczyło na jak najdłużej…:)

    Piękne są te wspomnienia!

    A dziś? dzieci mają wszystko, na wyciągnięcie ręki, słodkości, zabawki, całe góry zabawek…

    Tak jak Ty staram się wprowadzić do domu jakieś nasze rytuały i tradycje, na które dzieciaki czekają, które są tylko w tym wyjątkowym czasie…Co roku zbieram wszystkie ich kuzynki na wspólne pieczenie pierniczków – jest nas dużo, jest glosno i gwarnie i mnóstwo śmiechu i radości przy pieczeniu i ozdabianiu…i balaganu też…a potem cała szóstka pod kocykiem zajada swoje pierniczki (oczywiście część zostaje dla Mikołaja w zamian za prezenty), popija gorącym kakao i ogląda świąteczny film. W tym roku była to opowieść wigilijna…Od pierwszego grudnia jest oczywiście kalendarz adwentowy, a w nim małe słodkości i zadanie na każdy dzień. co wieczór jest też czytanie jednej ze świątecznych opowieści (mamy cudną książkę 24 opowieści przed nastaniem Wigilii), które w wieczór wigilijny kończą się najpiękniejszą opowieścią o narodzinach małego Jezuska. Razem ozdabiamy dom, malujemy, wycinamy, dekorujemy. dzieci mają fantastyczne pomysły!
    W tym roku włączam też robienie lampionów na roraty – chciałabym nauczyć dzieci czym są te Święta na prawdę, że nie tylko prezenty, Mikołaj i ciasta na stole…To też roraty, adwentowe postanowienia, pasterka…

    Mam nadzieję, że za wiele lat moje dzieci będą wspominać te czasy z nostalgią i uczyć tego też swoje maluchy…

  • comment-avatar
    Anex 3 grudnia 2013 (17:45)

    Ha:) Pamiętam te czasy doskonale.. Smak czekolady Marabou, którą Tata przywiózł z podróży służbowej do Szwecji.. A prodiż – mamy w domowym składziku:):) I pamiętam sernik wiedeński pieczony w tym urządzeniu, sernik MUSIAŁ być w świąteczny czas (w końcu piekło się trzy – dla każdej z Babć i domowy).. Pięknie u Ciebie Asiu, zazdroszczę cichutko białych wnętrz.. I dziękuję za przepis na jabłkową zapiekankę:) Pozdrawiam cieplutko!

  • comment-avatar
    Monique K. 3 grudnia 2013 (17:32)

    Sama prawda:)Jak kilka dni temí opowiadalam moim dzieciom,że do buta Mikołaj mi przynosił pomarańcze,orzechy i czekoladę,to się że mnie śmiały.A dla mnie wtedy to były takie rarytasy:)

  • comment-avatar
    Pasiatka 3 grudnia 2013 (17:29)

    Oj pamiętam te czasy zwłaszcza stanie w kolejce za pomarańczami które póżniej nieziemsko pachniały .O smaku już nie wspomnę Pozdrawiam wszystkich

  • comment-avatar
    natalia 3 grudnia 2013 (17:24)

    Ach jak Wam zazdroszczę tego salonu z kominkiem i białą podłogą! Ja za to w miniony weekend widziałam kwitnącą w ogrodzie różę! Zapraszam do mnie na świąteczne akcenty:) Buziaki:)

  • comment-avatar
    Lamia 3 grudnia 2013 (17:22)

    ja też jestem dzieckiem komuny :) no właściwie to swoich rodziców, ale w kolejce sklepowej to i siostry zakonnej (Oblatki Serca Jezusa – bezhabitowe) dzieckiem się było..jak rzucili kawę i sprzedawali 2x250dag na głowę – to mnie zawołała, żebym mamie więcej kupiła .. a pomarańcze..ach.. pierwszego – zielonego (ponoć kubański był) zjadłam sama w kącie za fotelem.. po cichu, bo jako jedyna dostałam od chrzestnej.. później pamiętam kolejki po pomarańcze.. i rozczarowanie, jak po kilku godzinach czekania, 3 osoby przed nami skończyły się..tak po prostu.. i pamiętam kolejkę uprzywilejowaną i jak raz niemal zlinczowaną babcię, bo wróciła po raz wtóry do tej kolejki w innym paltocie…wrrr… szynkę z puszki pamiętam i Wigilię stanu Wojennego, gdy wujka z koszar na przepustkę wypuścili i popsuł dorosłym święta wykładając co mu partia do głowy nakładła..ja tylko zastanawiałam się czemu wszyscy dorośli na niego krzyczą.. i lalkę Fleur ..moje marzenie…spełnione za cenę 2 dolarów czyli połowę pensji mojej mamy… były czasy… prodiża używałam jeszcze 7 lat temu na wynajętym lokum.. więc nie jest tak źle, nowe widziałam nawet na all..
    ja staram się w codzienność wplatać momenty, które zostaną nam w pamięci… synek chętnie nam towarzyszy..a ja cieszę się każdą chwilą, bo tak szybko dorośleje..w sobotę skończył 6 lat.. i już jest taki…samodzielny..dziś sam sobie sok z pomarańczy wycisnął .. ale już zapowiedział, że pierniki na pewno ze mną upiecze.. ufff…

    ślicznie u Ciebie.. uwielbiam twoje kąty :) i ten spokój który z nich tchnie…życie złapane w kadr..cudownie …

  • comment-avatar
    Monika P 3 grudnia 2013 (17:16)

    Ja też dziecko komuny z Babcią obracałam kilka razy w kolejce po kawę dla mamy ;).
    Uwielbiam do Was zaglądać jest tak pięknie i domowo, że czuję zapachy np. tego jabłkowego… z bakaliami <3.

  • comment-avatar
    kishipsa 3 grudnia 2013 (17:13)

    ahaha, miałam szczęscie urodzić sie w roku wolnosci ;D Więc radosc z cytrusów znam tylko z opowieści starszego rodzeństwa, ale, teraz na studiach za granicą gdzie wszystko drogie jak złoto, ta mandarynka w prezencie, który w nocy przedwczesnie trafil do mojego buta, miała dla mnie pewnie taką samą wartośc, jak 30 lat temu dla dzieci :D

  • comment-avatar
    grazyna 3 grudnia 2013 (17:02)

    Ja jestem dzieckiem wczesnej komuny, byłam takowym w latach powiedzmy , póżnych pięćdziesiątych, i pamietam niespodziankę jaką byla kupiona w Opolu przez tatę pomarańcza, do Opola Tato jeździl na delegacje. Było nas troje i dzieliliśmy owoc na trzy, absolutnie jednakowe cześci..Boże jak ona nam smakowała, już nie ma takich pomarańczy, na pewno…i prodiż pamiętam , przypalal spód ciasta zawsze i obowiązkowo.
    Pozdrawiam serdecznie….

  • comment-avatar
    Agnieszka Górka- Chowaniec 3 grudnia 2013 (16:58)

    Asiu pysznie u Ciebie i jak zwykle cudnie!!!! Zdradz proszę gdzie mogę kupić te małe wiszące kryształki, które wiszą u Ciebie na żyłce?:) moc uścisków!!!!!!!

  • comment-avatar
    na Czterech Wiatrów 3 grudnia 2013 (16:57)

    prawda,,,prawda,,,moje dzeci nie rozumieja ze kiedys nie bylo w sklepie nic,,,,
    wszystkie cukierki byly na wage i tylko kilka rodzajow,,,piekne Twoje zdjecia,,

    • comment-avatar
      GreenCanoe 4 grudnia 2013 (12:25)

      Właściwie – to niczego nie było…nie wspominam tamtych czasów pod tym względem z sentymentem. Ale własne dzieciństwo owszem:)

    • comment-avatar
      Asia 4 grudnia 2013 (22:08)

      Moje dziecko na opowieści o wielkim nic w sklepach zapytało ze zdziwieniem: "mamo, ale jak to? W tym wielkim auchan był tylko ocet???"

  • comment-avatar
    Agnieszka M 3 grudnia 2013 (16:54)

    Chyba jesteśmy w podobnym wieku, bo ja to świetnie pamiętam i zgadzam się z tym co napisałaś :)

  • comment-avatar
    Katarzyna 3 grudnia 2013 (16:53)

    Masz lekkie pioro i tak pieknie potrafisz przejsc od mandarynki, do pytan prawie fundamentalnych:) Madra baba z Ciebie Asiu:)
    Jam tez dziecko komuny, kto by pomyslal, ze to , ze zylismy w tamtych czasach, wyjdzie nam na dobre;) Potrafimy docenic to co teraz mamy;) Buziaki sle:))

  • comment-avatar
    Edyta Edytka 3 grudnia 2013 (16:48)

    Uwielbiam Twj dom,cudnie jest:))

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.