ZBUDZONE do życia…

OGRÓD
„W cudowny, piekny
wiosenny poranek
stałem w swoim ogrodzie
wśród ziół.
Powietrze, łagodne słońce
Nowy dzień
Czułem.
Otoczył mnie cud.
Ogarnęła mnie wdzięczność za życie
Za wszystko co zyje.
Widziałem pierwsze krokusy i wiedziałem:
Bóg wyciąga do mnie
swoje ręce
pełne kwiatów
Wszędzie zycie.
Życie w powietrzu.
Życie w ziemi.
Pomyslałem:
Miejsce, na którym stoję
jest święte.
Raj jest tutaj,
w pobliżu…”
Phill Bosmans
 Dziś prywatnie bardzo…
Stare buddyjskie przysłowie głosi Chcesz być szczęśliwy jeden dzieńupij się, chcesz być szczęśliwy całe życie –załóż ogród”. … Postanowiliśmy być szczęśliwi całe życie:) Założyliśmy ogród. Albo inaczej – zakładamy ogród, bo od 3 lat ciągle coś zmieniam, dosadzam, przesadzam, reorganizuję. I czuję się w trakcie wykonywania tych prac naprawdę szczęśliwa – choć nie raz i nie dwa wieczorami nie mogę się ruszyć, lub mam zdrętwiałe z przepracowania ręce. Przebywanie w ogrodzie to nie tylko romantycznie spacerki wśród kwitnących połaci kwiatów, to nie przycinanie koniuszków roślin, i to nie leżenie w hamaku wśród szmeru traw – jakby się wydawało:) Przebywanie w ogrodzie, zwłaszcza przy zmianie sezonów ( zima – wiosna i jesień -zima) to po prostu ciężka, fizyczna praca. Dająca – owszem – wiele satysfakcji, ale także obolałe kręgosłupy, zdrętwiałe dłonie, nie mówiąc już o ranach ciętych i kłutych:) A jednak tak wielu z nas rokrocznie bierze sekatory w dłonie i IDZIE :):) w swoją zieloną szczęśliwość, prawda?. Kiedy wprowadziliśmy się tu, dom otaczały chaszcze i sosnowe samosiejki. Lasek był tak zaniedbany, że nie było szansy nawet, by do niego wejść – od samego dołu barykady z pousychanych gałęzi i badyli. Wszedzie rosło trawsko po pas, jakieś krzaczory, połamane suchelce, doły pułapki…Nawet z założonego przez poprzednich właścicieli skalniaka niewiele zostało – w gąszczu zdziczałych roślin trudno było w ogóle połapać się co i jak. „Pani Asiu – to trzeba wszystko wyrzucić” doradziła mi sąsiadka po ujrzeniu owego skalniaka…Nie wyrzuciłam jednak – poprzycinałam rośliny do „gołych pał”, cześć oparłam na drewnianych podporach, uformowałam nowe kształty – i cięłam, cięłam, cięłam – na potęgę. Skalniak odżył i ma się całkiem niezłe:) Potrzeba było na to 3 lat. Łatwo jest bowiem zapuścić ogród – ale czasu potrzeba, by potem powrócił do świetności.Dlatego tak bardzo pilnuję sezonowych prac, przycinania, nawożenia, podlewania. Nie obcy mi zapach obornika:), ani „naparu  ze skiśniętej pokrzywy” :) Nie obca mi łopata, widły, nożyce, sekatory. A gdy wracam wieczorem zmęczona do domu, czasem naprawdę bez sił – czuję, że robię coś dobrego. Bo praca z ziemią to po prostu dobro. I nawet nie wiecie jak bardzo cieszą mnie ogrodnicze zapędy Leosia:) Siła genów jest nie do pokonania –  Paweł, i ja kochamy rośliny, jakże miałby nie czuć tego samego nasz syn?
W pierwszym roku życia skupiał się na zmyśle węchu:)
No ale zabawa się skończyła i  trzeba wziąć się na poważnie do roboty –  a nie tak z kwiatka na kwiatek…Leon w tym roku dzielnie pomagał mi przy wszelkich ogrodowych wiosennych czynnościach…aczkolwiek jedna z nich stała się chyba jego HOBBY:):):) ku przerażeniu naszych psów i kotów zresztą, bo nie zawsze uda się polać tylko na rośliny…
A kiedy człowiek się tak już bardzo, bardzo napracuje, to można sobie wtedy w nagrodę poleżeć z mamą na kocu, poprzytulać się, pomilczeć,  pomyśleć o niebieskich migdałach, wyciągnąć nogi i posłuchać ptaków…..a piaskownica poczeka…jutro tez jest dzień:)
Odpoczynku na świeżym powietrzu nie miałam w tym roku za wiele, żeby nie powiedzieć że praktycznie wcale. Pomijając już same prace pozimowe wymyśliłam sobie bowiem, że chcę mieć ogromne maskujące –  donice na kwiaty tarasowe. Takie – by można było włożyć w nie kwiatki w doniczkach i by owych plastikowych doniczek po prostu nie było widać. „To nie dla kobiet praca”, słyszę wciąż, gdy tylko łapię się za wiertarkę czy wyrzynarkę…A niby dlaczego? –  pytam…i  piłuję bez zbędnych rozegzaltowanych gestów. Czy jest łatwo? – NIE. Zwłaszcza gdy robi się coś samemu i ma się niespełna dwuletnie dziecko. Ale jak widać można – trzeba tylko chcieć po prostu. Oto efekty mojej pracy „nie dla kobiet” ( jeszcze w wersji bez kwiatków:)
Donice maskujące – na tarasach: głównym i kuchennym.
Zamontowane na mocnych kątownikach, zabezpieczone lakierobejcą.
W tym roku czeka nas z Pawłem założenie warzywnika, a że będzie on bardzo duży i tzw nasadowy – pracy czeka ogrom i to w szybkim tempie – trzeba przecież jeszcze zasiać. Chcemy także zasadzić drzewka owocowe. A pamiętacie moje pomidorowe marcowe siewki? Z 5u pierwotnych  doniczek wyflancowałam ogrom pomidorków. Okupują nam dom we wszelkich możliwych kątach:)
Na poddaszu widnieje pomidorowa komoda:
No i pokoik Leo nie uchronił się od „pomidorówki”
Pomidory, to nie jedyni lokatorzy, którzy czekają w domu, aż miną chłodniejsze dni i będzie można wystawić je już do ogrodu – przed kominkiem, w ogromnych donicach dostojnie idą w siły datury, oraz powojniki, sprezentowane przez kochaną B.:) Kwiaty do ogrodu to najlepszy prezent – jaki można mi podarować. Kiedy widzę potem jak bujnie kwitną…po prostu serce rośnie. To bardzo miłe, że przyjaciele o tym pamiętają.
 Kiedy przeżywam stresy, gdy czuję się psychicznie bardzo słaba, gdy mam gorszy dzień, lub czuję się tak, jak czuję się od soboty – idę pracować w ogrodzie. Nie potrafię bezczynnie siedzieć…muszę zając dłonie, myśli, serce… zaczerpnąć siłę z siły przyrody. Odkąd pamiętam tak właśnie reagowałam. Praca, wysiłek fizyczny w ciszy i skupieniu. Każdy z nas radzi sobie inaczej w takich sytuacjach i każdemu potrzebne jest inne otoczenie do odbudowy, do wstania na nogi. Ja pracuję wśród roślin.
„Widziałem pierwsze krokusy i wiedziałem:
Bóg wyciąga do mnie
swoje ręce
pełne kwiatów”

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

33 komentarze

  • comment-avatar
    Anonimowy 21 kwietnia 2010 (19:32)

    super pomysł!!!!!!! Dziękuję! Myślę że mój mąż już taki wdzięczny Ci nie będzie jak mu wytłumaczę co chcę żeby mi zrobił;))u nas w ogrodzie ziemi jak na lekarstwo za to kamieni od groma więc taki nasadowy zda egzamin jak nic! I schylać się za bardzo nie będę musiała!! Gaba B.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 20 kwietnia 2010 (18:58)

    Ach – jeszcze o pomidorach nie napisałam, 4 cm do wysadzania są zdecydowanie za małe, myślę że powinny mieć około 10 cm – najważniejsze są LIŚĆIE,pomidor musi mieć wykształtowane 2 oczka liści – tzn np jedne liście maja być na dole takie większe, i np na czubku widzisz że rosną następne. Wtedy można flancować:)Ja czekam jednak aż mu urosną 2 pełne ładnie rozwinięte poziomy liści – i dopiero wysadzam w pojedyncze doniczki.Przed wysadzaniem podlej pomidorki – by nie porwały się delikatnie korzenie.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 20 kwietnia 2010 (18:42)

    Gabrysiu – warzywniak nasadowy to warzywniak stworzony NA ziemi a nie w ziemi – czyli budujesz takie niby koryto o wysokości co najmniej 50 cm, skrzynkę, czy co tam chcesz – wsypujesz tam żyzną ziemie i dopiero uprawiasz warzywka:) Polecany tez dla osób z chorobami kręgosłupa- nie trzeba się schylać za bardzo.Jeśli masz bardzo słabą glebę, np piaszczystą, kwaśną z kamieniami( taka my mamy), to warto warzywa oprawiać właśnie raczej w ten sposób.

    Daturę mam od dawna,i wiem o tej roślinie dużo – ale bardzo dziękuje Wam za troskę. Obiecuję że wysadzę ja z daleka od tras zabaw Leosia:)

  • comment-avatar
    migdalowomi 19 kwietnia 2010 (15:26)

    Ciotko Zielona my sciskamy z rownie zielonej krainy:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 19 kwietnia 2010 (12:31)

    Asiu to ja z całego serca życzę Ci aby otaczało Was jak najwięcej MAŁŻEŃSTW, nie układów… przykre to co piszesz bo tak jak już pisałam u nas jest odwrotnie więcej tych kochających się niż tych zakładających spółki… ech… życie…. a teraz z upierdliwością muchy poproszę Cię żebyś mi opisała co to jest ten warzywniak nasadowy!!!!!!????? bom ciekawa ogromnie i może mnie się coś uda wyhodować w tym roku (i nie będą to chwasty ;))Pozdrawiam cieplutko tym cieplej że u mnie za oknem piękne słońce. Gaba B.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 18 kwietnia 2010 (22:00)

    Szybko – bo prawie noc:) Za komplementy i dobre słowo jak zwykle bardzo dziękuję.
    Leosia angażuje we wszystkie czynności – zazwyczaj bardzo chętnie mi "pomaga"…nawet jeśli muszę po nim potem bardzo sprzątać – to nic nie szkodzi:) Ważne, że spędzamy czas razem, no i że mogę zrobić "swoje".
    Wiem, że datura jest trująca – jak zresztą masę pięknych roślin i drzew, których zliczyć nie sposób a mam je w ogrodzie – a choćby moja ulubiona naparstnica. Trzeba pilnować dziecka to raz, dwa trzymać te rośliny z dala od niego. Pozdrawiam ogrodniczo i jeszcze raz dziękuję Wam za miłe słowa.
    Acha – Gabrysiu,no niestety wokół nas jest mało małżeństw( w naszym wieku) które się nawzajem szanują, kochają i okazują to sobie ( szacunek, czułość).Widzimy raczej swoistego rodzaju UKŁADY bardziej przypominające spółki a nie małżeństwa, nie mówiąc już o tym, że bardzo wielu naszych znajomych, młodych ludzi – się rozwodzi.

  • comment-avatar
    Anonimowy 18 kwietnia 2010 (20:39)

    Uwielbiam wpaść czasem na Twojego bloga. Daje mi taką pozytywną energię! Myślę sobie, że szczęście jest w nas samych, a tak często jakoś to gubimy, nie umiemy cieszyć się chwilą…
    Już ktoś to wyżej napisał, ale napiszę jeszcze raz: bardzo uważaj na datury przy małym dziecku! Uwielbiam je, wciąż mam kilka w swoim ogrodzie, ale niestety przez nie wylądowałam w szpitalu…
    iskierka

  • comment-avatar
    ...ania z jezior.. 18 kwietnia 2010 (12:42)

    Asieńko, dzielna kobieto – ukochaj ode mnie Leosia!! A i Ciebie przytulam!!
    Pozdrowienia dla Pawła! :)

  • comment-avatar
    holka polka 18 kwietnia 2010 (11:58)

    to ja mam takie pytanie odnośnie flancowania. zasadziłam pomidory i mam na razie je w jednej doniczce (zdaje się, że w podobnym czasie siałam jak Twoje) i one mają teraz ok 4 cm wielkości. Czy takie malenstwa można rozsadzać? Nigdy tego nie robiłam i boję się, że padną mi. pozdrawiam

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 kwietnia 2010 (20:56)

    witam od paru miesiecy odwiedzam twoj blog i niemoge sie napatrzec wraz ze swoja 3letnia coreczka.jest niesmowicie.piszesz bardzo madre zeczy ktore czasami daja kierunek mi w zyciu.a niemam zbyt prosto.ale niemoge sie poddac tak poprostu mam dla kogo walczyc.poprostu czasami czlowiek potrzebuje drugiego czlowika tak poprostu sie wygadac…pozdrawiam wraz z coreczka ewa

  • comment-avatar
    Polka 16 kwietnia 2010 (08:47)

    Ogrod, to lekarstwo, dla mnie tez :)
    Podziwiam Asiu, Twoja prace i wysilek. Wiem jak trudne jest byc efektywnym przy malych dzieciach. Ale samo to, ze sa z nami, "pracuja" na swoj sposob, to wspanialy dar. Szacunek i milosc do przyrody to piekny dar i tak wazne abysmy przekazywali ten dar dalej..
    Skrzynki ochronne, zbite Twoimi raczkami PIEKNE ! Jestes zdolna niesamowicie !

    U mnie za oknem, niszcza wlasnie sasiadujacy z nami, ukochany las. Opadaja mi rece..tym razem, nie z bolu, ze smutku..

    Wiersz, ktory podalas, piekny :)
    Zgodze sie z autorem, ze raj mamy tutaj na ziemi (a raczej bedziemy go mieli w pelnym tego slowa znaczeniu, juz niedlugo:)
    Powodzenia zycze Waszej rodzince w planach z warzywniakiem. To ciezka praca !
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    majowababcia 16 kwietnia 2010 (06:28)

    Asiu kochana pieknie,slicznie.wiem ,ze mieszkasz w moich ukochanych stronach do ktorych tesknie.twoj dom to bajka,okupiona ciezka praca,ale ta praca daje wiele radosci.z niecierpliwoscia czekam na twoje posty,sa dlamnie jak ksiazka do ktorych tesknie szalenie.jesli chcialabys mnie odwiedzic wpadnij na majowababcia@blog.onet.pl pozdrawiam Halina

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 kwietnia 2010 (19:12)

    Joanno, Joaśko jeśli mogę:)
    Urzeka mnie Twój blog. Podobnie patrzymy na świat, mamy podobne usposobienie,. potrzeby i plany. Dzieci również:) tzn ja mam dwoje ale młodszy ma 2 latka. Mam też swój ogród na mazowieckiej wsi do którego uciekłam z miasta prawie 4 lata temu.Przesadzam, rozsadzam jak to dobrze wiesz. Mój ogród jest jak mój dom- chce aby miał klimat.
    A teraz do rzeczy. Chciałabym dać Ci prezent. Zaszczepić trochę mojego ogrodu w Twoim. Jeśli możesz podać mi swój adres to prześlę Ci troche sadzonek moich bylin. Głównie tych ulubionych- fioletowych lub pachnących. Jak mawiała moja babcia- roślinami trzeba się dzielić i nie dziekować.
    Czekam na opinie:)
    Paulina
    newdays@poczta.onet.pl

  • comment-avatar
    Bramasole 15 kwietnia 2010 (11:53)

    Ogród cudny:) Sama mam namiastkę ogrodu, bo dużo mniejszy, ale i tak cieszy.
    A pomidorowe parapety wyglądają jak u mojej babci, tyle, że u niej jest ogrom sadzonek w całym domu:)
    Uwielbiam latem zakradać się do szklarni i jeść pomidory prosto z krzaka, które smakują po prostu słońcem:)
    Pozdrawiam :)

  • comment-avatar
    savannah 15 kwietnia 2010 (09:06)

    A ja musze przyznac "troche zawstydzona" ze bardzo zazdroszcze Ci tego ogrodu, tego skrawka ziemi i tej bliskosci natury. Zamknieta w czterech scianach wielkomiejskiego mieszkania, moge sie tylko nacieszyc wiosna na skwerkach i w parkach, kwiatami w doniczkach czy w wazonie no i takimi wlasnie zdjeciami jak na Twoim blogu, pozdrow prosze wiosne (ta w ogrodzie ) odemnie :)

  • comment-avatar
    jaga 15 kwietnia 2010 (07:31)

    no proszę wszystko gotowe do wysadzenia..
    Jesteś niezwykle pracowitą pszczółką

  • comment-avatar
    Marchewka Dracoolina 15 kwietnia 2010 (07:10)

    W końcu "życie zaczęło się w ogrodzie", jak przeczytałam kiedyś, nie ma się więc co dziwić, że w ogrodzie chce się nam żyć :) Moi rodzice mają działkę letniskową na wsi, tam najlepiej odpoczywam, pielę sobie, sadzę cebulki, podlewam. Nie mogę nosić ciężkich rzeczy, więc kiedy jeszcze nie mieliśmy na działce bieżącej wody latałam całymi wieczorami tam i z powrotem z prawie pustą konewką, dziesiątki razy, żeby wszystko to popodlewać. Każdą roślinkę znam osobiście i każdą wizytę zaczynam od "obchodu", patrząc, jak sobie urosły – wczoraj przyleciałam do Polski, już w sobotę znowu je sobie obejrzę :) Pięknie Ciebie pozdrawiam, niech Ci pomidorki obrodzą, tak miło będzie Wam patrzeć, jak Leoś zrywa je z krzaczka! Pamiętam z dzieciństwa zapach pomidorowych krzaczków i radość z jedzenia ciepłego, dopiero co zerwanego pomidora :) Takie wspomnienia są na zawsze.

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 kwietnia 2010 (06:54)

    Witaj Asiu, nie wtrącam się, nie pisuję, ale bardzo lubie Twój blog. Tym razem muszę wtrącić swoje co nieco: UWAŻAJ proszę na daturę. Jej wielkie kwiaty -kielichy sa piękne ale roślina jest trująca.

    "Ponieważ to roślina trująca (ale tylko po zjedzeniu) należy uważać na zwierzęta oraz dzieci, by nie połykały części rośliny. Datura zawiera m.in alkaloidy: atropinę, hioscyjaminę i skopolaminę, po których spożyciu można dostać nudności i halucynacji."

    pozdrawiam serdecznie Ewa

  • comment-avatar
    Cathe 15 kwietnia 2010 (05:46)

    Do głowy mi przychodzi tylko jedno, a mianowicie że jesteście z mężem bardzo ambitni, pomysłowi i pracowici;) Niewiele się spotyka młodych ludzi czy małżeństw z małym dzieckiem, którzy np. zakładają warzywniki. Ludzie często stawiają na wygodę, czyli kilka drzewek kolczastych – i tyle :/
    Podziwiam Twoje zaparcie;)
    No i ten cudny mały ogrodnik… z chęcią dorzuciłabym do Twoich zdjęć fotografię mojej córci sprzed dwóch lat, jak podlewa o zgrozo piękne kwiaty na działce mojej cioci ;D Cioteczka wówczas mówiła w kółko: "nic się nie stało", "nie szkodzi", ale ja tam wiem swoje, ja widziałam w jej oczach przerażenie;)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego siania…
    Kasia – Rustykalny dom

  • comment-avatar
    Dorsiczkowo 14 kwietnia 2010 (22:40)

    rozkleiłam się… nie potrafię o tym mówić, ale słowa o życiu dziś dla mnie nawet nie wiesz jak wiele znaczą.Niestety jak ktoś wie,że jego życie może być krótkie ceni je nad wszystko. Ludzie Kochani cieszcie się chwilą, naprawdę.To co przeczytałąm w Twoim poście dodało mi otuchy tzn słowa: Bog wyciąga ręce pełne kwiatów- i z tą trudną byc może myslą spróbuję zasnąc.Pozdrawiam

  • comment-avatar
    artambrozja 14 kwietnia 2010 (22:16)

    uwielbiam prace w ogrodzie – najlepsza na smutki, stresy i zmęczenie psychiczne :)
    Ależ u Ciebie pomidorowo !!!
    U mnie krokusy już przekwitły, teraz wystawiają swoje żółte pyszczki – narcyzy i forsycja :))
    Całusy wiosenne posyłam :**

  • comment-avatar
    Anna 14 kwietnia 2010 (21:07)

    Miło Cię widzieć :) Bardzo!
    U mnie tez krokusy wystrzeliły:) Na pomidorki muszę poczekać (na sadzonki na rynku;)_ mam taki fajny stelaż od starego namiotu – rozstawiamy go, zarzucamy folią, mocujemy czym się da do podłoża i mamy własną "szklarnię". Najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy napada – robią się wtedy takie baloony wody którą wylewamy od "spodu" czyli siedząc w środku obok pomidorków. Jak się dobrze machnie to można ochlapać najbliżej stojących. Powodzenia z w zakładaniu ogródeczka. Ja już mam swoje drzewka w mini-sadzie trzeci rok!! Chyba się pochwalę niedługo, jak zaczną kwitnąć.. bo u mnie na blogu posuuucha oj posucha.. Przychodzę powoli DOSIĘ i działam. Zrobiłam śliczny wianek na Święta którym się nie pochwaliłam. Chyba jednak się pochwalę, chociaż przepiórcze jajeczka na nim są.. ale to nic! u mnie przecież jajek pod dostatkiem cały rok!! Wiesz, mam już 60 kur:) Babiniec dosłownie!! Serdeczne buziaki:*

  • comment-avatar
    aagaa 14 kwietnia 2010 (20:25)

    ja tez uwielbiam sobie pokopać i pogrzebać w ziemi!Tylko tego czasu tak mało!!!
    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Anonimowy 14 kwietnia 2010 (20:14)

    Przyznaję mam duży ogród, przyznaję nie mam do niego cierpliwości,przyznaję zmęczenie fizyczne nie jest moim hobby ;), przyznaję jestem zbyt niecierpliwa aby czekać aż coś mi wyrośnie, przyznaję że jedząc u znajomych sałatkę z ich zielonej sałaty, ich pomidorów, ich ogórków itp. itd złożyłam sama sobie przysięgę że też tak będę miała…. i nie wiem co z tego będzie ;)Może dożyję tego czasu że pójdę do ogródka po swoją marchewkę?? Dlatego z niezmiennym podziwem patrzę na cuda w Twoich doniczkach i czekam na to co będzie się działo w ogrodzie. Tym bardziej że zaintrygował mnie "warzywniak nasadowy" czyli jaki?? bo ja zielona w te klocki jestem. A teraz odbiegając od tematu bo to co mnie poruszyło i zastanowiło było w Twoim poprzednik wpisie ale jego charakter nie pozawalał mi na próbę rozwinięcia tego tematu.Napisałaś że dzisiaj jest takie niemodne "ukochany mąż" "ukochana żona"… nie bardzo pojęłam to Twoje skądinąd chyba retoryczne pytanie. Nie zrozumiałam połączenia słowa "modny" z miłością i małżeństwem. Miłość albo jest albo jej nie ma, małżeństwo albo jest albo go nie ma bo nie zostało zawarte bądź zostało przerwane. Po długich przemyśleniach chyba jednak doszłam do tego co chciałaś powiedzieć. Czy chodzi Ci o to że wielu ludzi zawiera ślub bez miłości bądź też żyje w małżeństwach w których tego uczucia nie ma?? Bo jeżeli tak to albo ludzie którzy Cię otaczają są dziwni albo ja mieszkam i obracam się wśród dziwnych ludzi.Nie twierdze że nie zdarzają się pary które nic do siebie nie czują i łączy ich tylko samochód i dom. Ale to są wyjątki przynajmniej u nas :) Mamy mnóstwo znajomych i są to ludzie którzy po wielu latach małżeństw nadal się kochają, szanują, podziwiają…. nie wydaje mi się to modą, co najwyżej normą… Pozdrawiam gorąco życząc sukcesów w ogrodzie a u Twojego boku ludzi emanujących miłością (i nie chodzi mi tylko o męża ;)) Gabriela B. (Gaba B.)

  • comment-avatar
    Myszka 14 kwietnia 2010 (19:31)

    Ale fajnie, tyle zdjęć!
    Oj, możesz zarazić mnie tą miłością do ogrodu?
    Mam go ale nie ciągnie mnie żeby w nim grzebać:( Chociaż dwa dni temu posiałam kwiatki – liczy się?:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 14 kwietnia 2010 (19:03)

    Witaj. A mozesz zdradzić jak sobie radzisz z niespełna dwuletnią pociechą w trakcie tych prac? Ja nie mogę niczego zrobić, bo synek alb chce uczestniczyć zbyt namiętnie, albo sie nudzi i do ganiania namawia. Też młodociany, 20 m-cy.

  • comment-avatar
    OLQA 14 kwietnia 2010 (18:11)

    piękna opowieść o ciężkiej pracy-zazdroszczę, bo u mnie pomidory tylko na balkonie a na wsi tylko marchew pietrucha i cebula:)

  • comment-avatar
    blog niedzielny 14 kwietnia 2010 (17:40)

    oj to prawda ogrod daje w kosc hahahha ale jakie to zmeczenie jest piekne,bardzo trudno zagospodarowac duzy ogrod ja juz od 10 lat stale cos zmieniam i nie jest niestety taki jak bym sobie wymarzyla,na to brak mi wiedzy i doswiadczenia,jedno pada drugie rosie i tak na przemian,najwygodniej byloby zlecic komus zaplanowanie ogrodu a potem to juz tylko dbac :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 14 kwietnia 2010 (17:16)

    Asiu, dzięki, że już wróciłaś do tej "szarej rzeczywistości" :)

  • comment-avatar
    iwo_mla 14 kwietnia 2010 (16:55)

    ja tez podpatrując twojego bloga załozyłam ogródek chodz nie jest tak duży i piekny jak u ciebie, ja tez jak ty kocham wiosnę jak wszystko się budzi i rozkwita w swoim poscie tez o tym wspomniałam, pozdrawiam i zyczę powodzenia w pracach ogrodowych

  • comment-avatar
    Ivalia 14 kwietnia 2010 (16:35)

    Hmmm, podobnie czujemy:)
    Ja właśnie wczoraj zamieściłam post o Życiu w moim ogrodzie:)

    Życzę powodzenia i SIŁ w zakładaniu warzywnika – plany macie ogromne! Podziwiam:)

    Pozdrawiam

  • comment-avatar
    ila 14 kwietnia 2010 (15:47)

    Od czterech dni potrzebne chyba wszystkim jest wytchnienie, najlepsza na to praca w ogrodzie. Piekne te Twoje roślinki i domek. Pozdrawiam bardzo serdecznie

  • comment-avatar
    Pat ze Srebrnego...:) 14 kwietnia 2010 (15:34)

    Choć to tylko zdjęcia, to patrząc na nie i czytając Twoją opowieść czuję się tak, jakbym sama leżała tam na trawie…dziękuję za chwilę odpoczynku u Ciebie (a pięknego ogrodu baaardzo zazdroszczę;)

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.