MYŚLĘ ŻE…wzrokowiec-zmysły, emocje i wnętrza.

Czy kiedyś zastanawialiście się dlaczego Wasze mieszkanie/dom/pokój wyglądają właśnie tak, a nie inaczej? Czy mówi Wam coś nazwa: wzrokowiec? słuchowiec? kinestetyk? O takich ludziach jak ja np., mówi się „mokre oczy”.  Zdziwilibyście się – jakie obrazy potrafią mnie wzruszyć. Potrafię wzruszyć się w muzeum, na wystawie, w teatrze, w kinie ( na bank kilka razy w trakcie seansu, jak choćby w ostatnią sobotę na LA LA LAND – praktycznie cały byłam bliska płaczu:):):) – a tak swoją drogą –  GENIALNY FILM!!!! . Wzruszam się także na wszystkich ślubach – nawet obcych mi ludzi, chrzcinach i komuniach – słowem gdy tylko WIDZĘ piękno, albo szczęście drugiego człowieka od razu mam łzy w oczach. Bywa nawet, że wzruszają mnie niektóre obrazy z reklam. Słowo. Mój mąż na początku reagował na to wszystko z pewnym niepokojem – dziś jest już przyzwyczajony:)  Wzrokowcy, czyli ludzie postrzegający świat głównie za pomocą zmysłu wzroku lubią mieć wokół siebie wizualny porządek. I dążą do harmonii – na pewno w swoich domach poprawią nierówno poukładane książki na półkach, i nie przejdą obojętnie obok porozrzucanych rzeczy na stoliku – w najlepszym wypadku ułożą je w kupkę, a zazwyczaj od razu posprzątają i posegregują. Świat zapamiętują kolorami, kształtami, symbolami. Przeszkadza im chaos, źle dobrane kolory, a nawet nielogicznie ułożone meble w pomieszczeniu – jeżeli cokolwiek zaburza wizualna harmonię, wzrokowiec na pewno to po 1. zauważy a po 2. będzie starał się poprawić:) W trakcie nauki, gdy chce coś zapamiętać – pisze to na kartce, albo rozrysowuje sobie. Wzrokowcy ( jest nas baaaardzo dużo:) potrafią także w pamięci odtworzyć okładkę ulubionej książki, czy ostatnio czytanego magazynu lub zdjęcia, które ich zachwyciło.

Wzrokowiec na drugiego człowieka także patrzy poprzez pryzmat koloru i kształtu. Przy pierwszym spotkania na pewno zapamięta kolor ubioru, fakt czy dana osoba jest szczupła czy ma nadwagę, oraz np. czy ma zadbane i ułożone włosy. ( ja jeszcze zawsze patrzę na buty – to jakaś moja osobista fobia:) A we wnętrzach?  Wzrokowiec, to właśnie ten typ, dla którego jego przestrzeń życiowa jest tak ważna, iż potrafi dla niej poświęcić naprawdę wiele – wysiłku, pracy, starań – aby było dokładnie tak, jak sobie wymarzył. I o ile słuchowcy oraz kinestetycy traktują mieszkanie czy dom często z przymrużeniem oka – dla wzrokowca to będzie jedna z ważniejszych sfer życiowych.

A co z tym wzruszaniem się? Dlaczego to właśnie wzrokowcy tak szybko reagują na tkliwe sceny w kinach, czy wzruszające sytuacje, które WIDZĄ? No właśnie dlatego, że je widzą. Gdyby to było np. słuchowisko – nie reagowaliby by aż tak emocjonalnie, w odróżnieniu do słuchowców, dla których to właśnie dźwięk jest wiodący w postrzeganiu świata. Słuchowiec np. zadba w domu o świetny nagłośnieniowo sprzęt – by móc na nim słuchać swojej ulubionej muzyki. Ale już kolor ścian czy mebli nie będzie miał dla niego takiego znaczenia. Gdy zaś chce się czegoś nauczyć – powtarza konkretne zdania NA GŁOS – by siebie słyszeć. A kinestetycy? Ta trzecia grupa  szczerze mówiąc do porządku w domu oraz do harmonii wokół siebie przykłada najmniejszą uwagę:) Dla kinestetyka ważny jest RUCH – wyjazdy, podróże, częste uprawianie sportu. Kinestetyk postrzega świat poprzez działanie – to na pewno nie jest typ domatora siedzącego w ulubionych kapciach. Długie siedzenie na lekcjach czy wykładach jawi mu się jako męczarnia – woli uczyć się w praktyce, w trakcie wykonywania czynności lub doświadczenia. W jego domu często jest harmider,  jak nie bałagan – nie przywiązuje bowiem wagi do harmonijnego układania rzeczy wokół siebie. Lubi być w „trakcie” …czegokolwiek – słowem, niech się DZIEJE :)

I jak to w życiu – rzadko kiedy jesteśmy tylko i wyłącznie jednym typem osobowości. ja np. noszę w sercu wzrokowca i kinestetyka równocześnie. Bardzo często roznosi mnie energia, ale jednak harmonia i porządek są dla mnie także bardzo ważne. I to jak wygląda nasz dom – również. A Wy? Do czego przywiązujecie wagę w swojej przestrzeni? I jak myślicie, jakim typem jesteście?

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

18 komentarzy

  • comment-avatar
    Ola 25 lutego 2017 (19:48)

    Zdecydowanie jestem wzrokowcem. Co prawda mniej wzruszam się na filmach ale za to nad książkami potrafię ryczeć jak bóbr. Reszta, jakby o mnie. :-)
    Pozdrawiam. Ola M.

  • comment-avatar
    Dominika 21 lutego 2017 (13:09)

    Od zawsze byłam bardzo wrażliwa, potrafię rozpłakać się nawet na kreskówce gdy przedstawia wzruszające, szczęśliwe czy smutne chwile, naprawdę :) A jak jestem na przedstawieniach mojego syna to często płaczę, raz nawet tak mnie poniosło, że prawie szlochałam haha, trochę było mi głupio, ze wszystkich sił starałam się to powstrzymać ale nie nie byłam w stanie. Rodzina też i u mnie się już przyzwyczaiła do moich dziwnych zachowań :) Od zawsze byłam wzrokowcem, ale tutaj doznałam olśnienia :) nie zdawałam sobie sprawy, że wrażliwość jest wynikiem, wzrokowego postrzegania świata. I jak piszesz Asiu, wzrokowiec jak widzi, że coś jest nie tak, ustawienie mebli itp. to, to zmienia. I tak faktycznie jest w moim przypadku. Na poprzedniej stancji, w czasie separacji z mężem, wynajęliśmy z synkiem nie całe mieszkanie tylko jeden pokój, średnio co 4 miesiące robiłam przemeblowanie, ciągle mi coś nie pasowało. Był to duży pokój, ale nawet w dużym pokoju, masz ochotę wydzielić strefy, sprawiające wrażenie, że pomieszczeń jest więcej. Ale jak się okazuje jestem też kinestetykiem, nie zawsze w moim domu panuje idealny ład, chociaż lubię porządek. Poza tym, gdy tylko robi się ciepło a szczególnie w lecie, potrafię z dziećmi wyjść z domu rano np. o 9-10 a do domu wrócić na sam wieczór. Robimy sobie maraton po placach zabaw, lub jakiś ciekawych innych miejscach. Uwielbiam ruch, jak coś się dzieje, ale gdy już mam dość tego zamieszania i chcę odpocząć w domu to pragnę, by było w nim tak przyjemnie dla oka, żeby chciało mi się tam odpoczywać :)

  • comment-avatar
    Anua 20 lutego 2017 (14:06)

    Ja zdecydowanie jestem przede wszystkim wzrokowcem (z małym dodatkiem słuchowca:) ) a określenie „mokre oczy” pasuje do mnie idealnie :D
    przesyłam uśmiechy! :)

  • comment-avatar
    Wiola 20 lutego 2017 (08:56)

    Hmm… Bardziej utożsamiam swą skłonność do wzruszeń z wrażliwością, emocjonalnością i empatią. Jest to wprost „patologiczne” i męczące. Śluby, występy dzieci, reklamy, filmy, składanie życzeń podczas Wigilii, wiele sytuacji pozornie zwyczajnych, a często szczęśliwych i ja mam już łzy w oczach i łamiący sie głos… Nawet same wspomnienia czy wyobrażenia są w stanie rozstroić mnie nerwowo. Jestem nadwrażliwa… Kiedyś tłumaczyłam synowi, co to jest matura i już się wzruszyłam… Masakra… Nie jestem w stanie ogarnąć cudzego nieszczęścia i cierpienia, a zwłaszcza, gdy dotyka dzieci. Też jestem wzrokowcem, lubię otaczać sie pięknem, estetyka i harmonia są dla mnie ważne, działają kojąco. Uwielbiam podróże, ale tylko do „ładnych” miejsc. Urzeka mnie piękno krajobrazu, architektury, niekoniecznie chcę patrzeć na „koloryt lokalny”, cudzą biedę i zaniedbanie – zwiedzając „od kuchni”. Po prostu bym się wtedy zaryczała na amen, doświadczając złej sytuacji innych ludzi i nie za bardzo mogąc wpłynąć na jej poprawę… Pozdrawiam, właśnie po to do Ciebie zaglądam – w poszukiwaniu piękna i harmonii :)

  • comment-avatar
    antonina 19 lutego 2017 (20:58)

    Ja też jestem wzrokowcem. Ład i harmonia są dla mnie bardzo ważne. Staram się walczyć z bylejakością. Buty też przyciągają moją uwagę, szczególnie u panów ;). Najbardziej denerwują mnie domy, które mają podniesione poddasza o tzw. dwa bloczki, ale przy tym zabiegu architekta raczej nie było.
    ” Sztukę kochania” obejrzałam-szału nie ma. Siermiężność i bylejakość w tych czasach była dołująca. Przyznaję jednak, że klimaty, które pamiętam dobrze, oddano b.realistycznie. Serdeczności!

  • comment-avatar
    Barbara 19 lutego 2017 (20:55)

    Ha, a jakim typem ja jestem? Wzruszam się „na poczekaniu”, nawet na własnym ślubie miałam problem :) Wzruszają mnie filmy, sytuacje, piękno przyrody, książki. Często sama siebie próbuję przyprowadzić do porządku, bo takie nadmierne emocje nie pozwalają mi realnie ocenić różnych sytuacji.
    A w domu? Staram się tak urządzać pomieszczenia, aby jak najmniej było „na wierzchu” i przyznam, że planując przestrzeń to kryterium było dla mnie niezwykle ważne. W otoczeniu niepoukładanych książek, nadmiernej ilości bibelotów, ozdób na meblach i ścianach , zapełnionych drobiazgami otwartych półek i regałów czuję się niespokojnie, chaotycznie, a nawet budzi się we mnie nieuzasadniona agresja ;) Nie wiem, skąd to u mnie :) Lubię symetrię, spokój w kolorach, jasno wydzielone strefy.
    Lubię porządek wokół domu i w otoczeniu. Uwielbiam słuchać muzyki, a moje ucho więdnie kiedy słyszę fałszowanie ;)
    Tylko z ruchem i przemieszczaniem mam większe problemy. Jakim typem więc jestem? :)

  • comment-avatar
    Dorota 19 lutego 2017 (20:28)

    Witaj Asiu! Poruszyłaś znane mi ,,klimaty” . W edukacji dzięki rozpoznaniu w jaki sposób uczeń przyswaja wiedzę i nabywa nowe umiejętności możemy dostosować odpowiadający mu styl uczenia i metody pracy. Łatwiej rozpoznać, troszkę trudniej wdrożyć w 100 procentach, gdy pracuje się np. z grupą 26-30 uczniów. W mniejszych klasach, do 20 osób, to działa i są widoczne efekty. Pozdrawiam cieplutko!

  • comment-avatar
    Angelika 19 lutego 2017 (20:20)

    Zgadzam się z Tobą Asiu :) Ja też jestem typowym wzrokowcem. Jako dziecko marzyłam, żeby mieć pierścień Arabeli i zmienić wygląd chodników i trawników na bardziej estetyczny, wciąż przemeblowywałam swój pokój i sadziłam kwiaty w ogrodzie według wzorów :) Też wzrusza mnie zdecydowanie zbyt wiele rzeczy a Lala land widziałam dwa razy i jestem oczarowana tym jak prosto i pięknie można opowiedzieć historię o poszukiwaniu swojego własnego szczęscia i spełnienia. Pozdrawiam ciepło :)

  • comment-avatar
    Jomarowy Świat 19 lutego 2017 (20:09)

    Ale Ty mnie Asiu znasz ;) cały tekst o mnie ;) Haha, ja wzrokowiec, kinestetyk… Zaryczany niemal permanentnie… Zawsze się wzruszałam, ale z każdym kolejnym dzieckiem to się pogłębiało… Podczas ostatniej operacji to aż studenci z psychologi przyszli ze mną wywiad zrobić…. Mnie wzruszają już myśli- obrazy w głowie… Tych w rzeczywistości to już nawet nie wspomnę… Ech mogłabym książkę napisać ;)

  • comment-avatar
    Ania 19 lutego 2017 (16:24)

    Ja jeszcze bardzo często wzruszam się na bajkach, piękny taniec potrafi sprawić, że ryczę jak bóbr, a występy moich dzieci, no cóż, na nich już coraz mniej się wstydzę się swoich łez. Cieszę się, że nie tylko ja mam taką ‚przypadłość’, są duże szanse, że jednak jestem normalna ;) A na ‚LA LA LAND’, nie byłam bliska łez, ja po prostu ze dwa, albo trzy razy pozwoliłam im popłynąć. Dobrze, że w salach kinowych jest ciemno.

    • comment-avatar
      Green Canoe 19 lutego 2017 (17:09)

      Aniu – nie raz nie dwa cieszyłam się, że w kinie jest ciemno:):):) Właśnie dlatego, że się notorycznie wzruszam.

  • comment-avatar
    Agnieszka 19 lutego 2017 (16:05)

    Bardzo interesujący post Asiu :) Ja jestem zdecydowanie wzrokowco słuchowcem :)) Ma to oczywiste dobre strony, ale również złe. Ja czuję czasami wręcz ból duszy gdy widzę „brzydotę”. Ale tą uczyniona ręką człowieka… Zaniedbane mieszkania, zapuszczone ogrody, śmieci, ordynarne, wszechobecne reklamy, brak harmonii architektonicznej. Polska ma przepiekną przyrodę, ale z żalem obserwuję jak często ludzie to psują wycinając stare drzewa, betonując rynki miast, przyzwalając na zaśmiecanie przestrzeni reklamami. Wzruszam się równie często jak Ty Asiu :) I to akurat u siebie lubię :) Myślę, że ta nadwrażliwość pozwala nam dostrzegać więcej, często również to co dla innych jest obojetne. Wczoraj byłam na filmie „Zerwany Kłos”. Jestem zachwycona głebią przekazu, muzyką. Wzruszenie gwarantowane. Pozdrawiam Cię Asiu serdecznie i życzę nam wszystkim powodów do radości płynących z widzenia, słyszenia i działania :) Agnieszka G.

    • comment-avatar
      Green Canoe 19 lutego 2017 (17:13)

      O, to widzę, że obie mamy te same odczucia. Dość sporo po Polsce podróżuję – i czasami nie wierzę w to, co widzę. Jedno jest pewne – do brzydoty, bałaganu i krzyczących kolorów elewacji nie zdołam się przyzwyczaić:)

  • comment-avatar
    Aśko 19 lutego 2017 (14:53)

    Mam tak samo, jak Ty… Też potrafią mi się oczy spocić podczas oglądania reklam :):) W domu wszystko ma swoje miejsce,a w łazience zawsze wiszą ręczniki tylko z kompletu. Za to mój P. jest typowym kinestetykiem i podczas gdy moją największą mieszkaniową katastrofą są pomarańczowe ściany w salonie, on w ogóle tego nie rozumie, jakby ich nie widział…, może faktycznie tak jest?!… Marzę więc o ich zmianie,a on nie.
    PS. A mnie Lala land rozczarował. Polecam za to Sztukę kochania:)

    • comment-avatar
      Green Canoe 19 lutego 2017 (15:26)

      Asia – wielu z naszych znajomych było rozczarowanych tym filmem – my wyszliśmy z kina zachwyceni po prostu i wiem również, że to będzie jedna z moich ulubionych ścieżek dźwiękowych filmowych:) Moje klimaty w 100%

      • comment-avatar
        Aśko 19 lutego 2017 (16:23)

        Ścieżkę dźwiękową też polubiłam i często słucham:),a rozczarowało mnie to,że bohaterowie nie stworzyli czegoś razem,bo tego się spodziewałam po zwiastunie. A myślałam,że jakoś mnie pocieszysz w kwestii pomarańczowych ścian,ale widzę,że wolałaś przemilczeć sprawę… ;P

        • comment-avatar
          Green Canoe 19 lutego 2017 (17:11)

          Asia – nie uwierzysz, ale kiedyś mieliśmy ceglaste ściany – takie toskańskie trochę:) wiem, wiem – sama w to dzś nie wierzę:) Ale byliśmy na innym etapie życia, mieliśmy inne potrzeby, inną energię w duszy.

        • comment-avatar
          Green Canoe 19 lutego 2017 (17:13)

          No a mnie się to właśnie spodobało, że to nie jest kolejne łzawe romansidło – i samo zakończenie było po prostu dość zaskakujące.

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.