CHCE MI SIĘ – o tym, że nie lubimy pracusiów:)

Dziś nie dość, że przewrotny tytuł:), to i treść będzie niekoniecznie jednotematyczna. A że będzie jej dużo – więc lepiej zróbcie sobie podwójną kawę:):)

Teoretycznie popiszemy dziś o warzywniku, jednak przy tej okazji chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat, który w ostatnich latach prywatnie mnie uwiera. Ciekawa jestem również Waszego zdania, chętnie usłyszę o Waszych doświadczeniach.

Jest jedno zdanie, na dźwięk którego dostaję rzucawki. Słowo.

Owo zdanie brzmi: A NA CO CI TO?…ewentulanie ” CHCE CI SIĘ????- zawsze wypowiadane z nutą lekkiego obrzydzonka. Bo zrobiłam coś – typu warzywnik choćby, co wiąże się z dodatkową pracą.
Tak, jestem pracowita. Nawet bardzo. I piszę to bez zbędnej kokieterii – taka po prostu jestem.  Zazwyczaj robię po kilka projektów jednocześnie, w galopującym tempie co prawda, ale udaje mi się łączyć życie zawodowe z obowiązkami mamy i żony. Owszem – bywam bardzo zmęczona. Nikt mnie nie zmusza do działania, nikt mi nic nie każe – mam własną firmę i  jestem takim freekiem:) –  na własne życzenie – BO LUBIĘ. Mało tego – mam czelność na dodatek lubić siebie:).
Sukcesy okupione tak ciężką pracą tylko mnie jeszcze bardziej motywują. Wiem, że mało ludzi pracuje w takim tempie jak ja i tak mocno angażuje się w swoje obowiązki – bo widzę z kim pracuję na co dzień. ALE, to że inni ludzie nie są tacy jak ja, nie oznacza, że powinnam ich zmuszać  – wprost lub między zdaniami, żeby nagle zechcieli się ze mną zrównywać, prawda? Albo dawać im odczuć, że według moich standardów są leniami?
Dlaczego więc ludzie, którym …nazwijmy to ładnie –  mało co się w życiu chce, z pogardą zadają tego typu pytania tym, którym owszem się chce? Albo inaczej jeszcze – dlaczego Ci, którzy np. dużo podróżują z pogardą odnoszą się do tych, którzy wolą domowe pielesze? Albo – Ci którzy pracują w korporacjach z pobłażaniem patrzą na tych, którzy wolą być „na swoim” tudzież pracować w dużo mniejszych firmach – LUB NA ODWRÓT – Ci, którzy wynieśli się na wieś z litością patrzą na „korpoludków”. Czemu zabieramy sobie prawo bycia RÓŻNYMI ??? ORYGINALNYMI ???  UNIKATOWYMI ??? Czemu na siłę tak wielu z nas próbuje ściągnąć ludzi wokół –  do własnego poziomu i to w różnych aspektach? Czemu, gdy ktoś z grona naszych znajomych lub nieznajomych osiąga jakiś sukces nie potrafimy pomyśleć sobie – CO ZA GOŚĆ! :) ależ musi być niesamowitym człowiekiem! Albo – jeśli ktoś chce sobie po cichutku spokojnie żyć, bez sukcesów, fanfar, bankietów itd. – myślimy o nim : ale życiowa oferma?

Poznaję ostatnio mnóstwo nowych ludzi – wielu z nich mnie po prostu ŻYCIOWO INSPIRUJE!!!:):) Są inni niż ja – bo np. nie mieszkają na wsi, a w blokach; nie lubią „babraniny” w ogrodzie, jeżdżą do takich zakątków świata…do których ja nie chcę jechać:), uprawiają jakieś zwariowane sporty:), itd. Słowem są tak różni ode mnie. Nie przeszkadza mi to jednak, by zobaczyć w nich te wszystkie wspaniałości – których nie widzę u siebie i je DOCENIĆ. Moja najlepsza przyjaciółka, siostra rzekłabym, jest jak dla mnie korporacyjnym przykładem pracownika roku:) Bardzo sumienna, niesamowicie zdolna, od wielu lat obserwuję jej zmagania, awanse, projekty korporacyjne, które prowadzi, jej ogromne zaangażowanie. Jak myślicie – łatwo jest nam się dogadać? OCZYWIŚCIE ŻE TAK! Bo obie po 1. dajemy sobie prawo do bycia różnymi, po drugie lubimy i szanujemy się po ludzku, doceniając równocześnie to swoje zaangażowanie – każda z nas ma podobne podejście do pracy… Czy to ważne więc co tak naprawdę robimy? Ona chętnie poznaje „mój świat”, gdy u nas jest np. – pracuje ze mną w ogrodzie, teraz właśnie w warzywniaku:), pyta o zdjęcia, o aktualne moje projekty.  Ja z uwagą słucham, gdy mówi o swojej korporacyjnej pracy – raz, że też kiedyś byłam panią w szpilkach i garniturze:) więc wiem jak to jest, dwa, że najzwyczajniej w świecie, jej świat mnie interesuje, bo to ważny dla mnie człowiek. Jesteśmy INNE, jak tylko mogą być inne kobiety, ale nigdy od niej nie usłyszałam – ” na co Ci to” ?Jest jeszcze inny aspekt owego „zrównywania„, który coraz częściej obserwuję wokół. To się ładnie od lat zresztą, nazywa „inspirowaniem”. Zamiast szukać swojej drogi życiowej, szukać w sobie czynnika, który wyróżniłby kogoś zawodowo, nadał mu jedyny, charakterystyczny sznyt –  ludzie wolą (bez żadnych wyrzutów sumienia i autorefleksji)  ZABRAĆ czyjąś ideę, pracę, pomysł, a nawet styl  – który się już sprawdził i przyniósł już komuś sukces,  trochę to zmienić i zaadaptować do swoich potrzeb. Mamy społeczne przyzwolenie na KOPIOWANIE. Na podkradanie, na przerabianie… Na podróbki, na zalewające nas „TO SAMO, tylko trochę inaczej” …To także jest forma zrównywania. Mechanizm działania jest zawsze ten sam – „inspirujący się” człowiek obserwuje wybraną ofiarę:), patrzy co ona robi, jak to robi, myśli sobie – JA TEŻ UMIEM TAK SAMO, TEŻ CHCĘ TO ROBIĆ – a potem zabiera sobie główną ideę, z lekka ją tuninguje, nadaje swoje logo – i już…gotowe. Znacie to skądś?

Ludzie, którzy kradną drugiemu człowiekowi jego pomysł na życie i zabierają unikatowość tego co robi, podążając CZYJĄŚ a nie swoją ścieżką, naśladując, przerabiając… muszą być bardzo nieszczęśliwi. Człowiek spełniony, znający własną wartość, LUBIĄCY SIEBIE, wierzący we własny talent i kreatywność, poukładany wewnętrznie – nie sięgnie po cudzą pracę czy pomysł, styl. Bo po co niby? Przecież sam potrafi zrobić coś od początku do końca:) WYMYŚLEĆ, nadać temu marzeniu  realny wymiar, a później je zrealizować. Sprawia mu to satysfakcję, buduje jego wewnętrzne poczucie wartości.
Ktoś, kto ma zaniżone poczucie własnej wartości – zawsze będzie naśladował innych ludzi… żeby cos udowodnić, żeby na coś zasłużyć, żeby sobie samemu wmówić, że też jest TAKI jak oryginał.

Mam nadzieję, że ten tekst przeczyta być może ktoś, kto właśnie chciał sobie „POŻYCZYĆ” czyjś pomysł na biznes, czyjś styl, czyjąś charakterystyczną cechę… Może zanim to zrobi i wytworzy kolejne  „prawie to samo”, urządzi swój dom „prawie tak samo”, ubierze się „prawie tak samo”, będzie robił zdjęcia „prawie takie same”, zechce zawodowo funkcjonować „prawie tak samo”….. – zajrzy jednak w głąb siebie…i spyta – hej! czy Ty naprawdę nie potrafisz samodzielnie? Czy naprawdę chcesz kopiować styl życia drugiego człowieka? Czy naprawdę nie masz swojego własnego marzenia do zrealizowania? Naprawdę jest w  Tobie aż taka wielka dziura?

Nie lubię zrównywania…Od najmłodszych lat wyszarpywałam się ile sił w sercu – nosiłam dziwne ciuchy:), moja mama bywała załamana:),  malowałam komunistyczne trampki kolorowymi farbami, komponowałam własne piosenki – żeby móc samodzielnie wyśpiewać co mi w duszy grało a nie cudzymi słowami. A dziś – mam leśne białe biuro – choć to pomysł dla wielu dziwaczny:) i organizuję 400 metrowy warzywnik….w którym trzeba TYRAĆ:) pielić i inne takie:) – choć nie muszę tego robić… I bywa tak, że jadę na jakieś ważne spotkanie biznesowe, ładnie ubrana w szpileczkach z teczuszką:)…. Już prawie że wychodzę z domu, nagle widzę swoje dłonie….i w panice biegnę do łazienki –  szczoteczka, sok z cytryny – bo przecież przy pieleniu moje dłonie dostały dziwnych czarnych szlaczków w skórze…no nie można z takimi iść „na salony” :)
Mam to wszystko – na własne życzenie:):)

Niech Was nie zwiodą moi mili poniższe piękne obrazki:) Na początku bowiem było bardzo brudno, pracowicie, i mało estetycznie….Zrównywanie skarpy, kopara, nawożenie ton ziemi, obornika, kompostu – 2 tygodnie. Zbijanie ścianek oporowych – 2 dni. Potem 4 dni czysto fizycznej pracy z grabiami i łopatą – tworzenie grządek i dzielenie na funkcje… wkopywanie trejaży, malowanie, sianie… – kolejne 5 dni.
Gdyby ktoś mi kazał jeszcze raz powtórzyć te wszystkie czynności – BRRRRRRR… :):):)

Na początku była naprawdę ostra praca. Teren, na którym wymyśliłam ogród warzywny to skarpa. Tak zakręcona w swoich spadkach… że nawet nie chcę tego wspominać. Musieliśmy najpierw ją doprowadzić do stanu, by można było zamarzyć choćby o płaskiej powierzchni. Dopiero wtedy nawoziliśmy ziemię.

 

 

 

 

 

Po pierwszym nawiezieniu i rozparcelowaniu, w końcu ukazało się światełko w tunelu:

 

Ta ścianka którą widzicie to zapora z jednej strony warzywnika – jego koniec. Skarpa była na tyle duża, że mimo wyrównywania terenu, musiałam w jednym miejscu zastosować takie rozwiązanie. To tak, jakbyśmy z jednej strony mieli rabatę podniesioną…na bagatelka 80 cm:) i 16 metrów długą. Dechy są osadzone na porządnym stelażu (metalowe bolce wbite w ziemię, na tym słupy drewniane zabezpieczone przed wilgocią, na deskach poczwórnie złożona folia budowlana – przybita do dech od strony warzywnika, tak by drewno nie miało styku z wilgocią.) A tak to wygląda dziś: te wysokie chaszcze, które widzicie – to bób. Zaraz będziemy go zbierać:)

W warzywniku zastosowałam system kilkunastu rabat z wydzielonymi grządkami. Prowadzą do nich malutkie ścieżki. Chadza nimi sobie często Cziko, bo musicie wiedzieć, że od samego powstania warzywnika…jakoś się chyba nam kot poczuwa – do stróżowania, czy czegoś  w tym stylu :):):):)

 

 

 

Cały warzywniak obsiałam dookoła kwiatami – nasturcjami, chabrami, kosmosem, naparstnicą, makami, ślazówkami:) A wejście z ogrodu głównego obsadziłam szalenie długo kwitnącą kocimiętką. Znajdziecie ją w sklepie FUNKIE.PL  – z niego właśnie pochodzą nasze roślinki. Polecam Wam bardzo kocimiętkę – do różnorodnego zastosowania, jest tak łatwa w obsłudze, że naprawdę nawet poczatkujący ogrodnik sobie z nią poradzi, a obfitość kwitnienia i jego długość na pewno mile Was zaskoczy. Oprócz warzywnej części mamy je też w rabatach różanych. Poniższe  kocimiętki – zapraszają w rejony warzywne. Widoczny płotek oddziela 2 funkcje ogrodu – rekreacyjną od żywieniowej.

Kwiaty otulają nasz cały warzywniak….Nasturcje zalały obrzeża ścianki drewnianej, którą widzieliście wyżej, pięknymi kwiatami. Jesienią z ich nasion – zrobię kapary, przepis podam Wam na pewno na blogu. Dla wszystkich fruwających przyjaciół powiesiłam kilka domków dla owadów – pięknie wyglądają wtulone w rośliny. Powoli zaczynają kwitnąć już kosmosy. Pozwoliłam zakwitnąć też rukoli i kolendrze – uwielbiam ich malutkie białe ziołowe kwiatki:)

 

 

 

 

W części warzywnej mamy jeszcze krzaki porzeczek, agrestu, drzewka owocowe, borówkowy lasek, który tworzyłam TU. W tym roku borykamy się z dwoma plagami – stadami ptaków (głównie szpaczki nas okradają np. z porzeczek:) – zobaczcie jakim stadkiem potrafią przylatywać… a nasze koty mają w nosie:) Najpierw trawnik i robaki z trawnika, zaraz potem – warzywnik i deserek w postaci owoców… no żyć nie umierać:)

 

Druga plaga – to mszyce… Miliony mszyc! Bardzo długo była susza – a to dla nich świetne warunki do rozmnażania.  Zaatakowały wszystko, dosłownie wszystko. Począwszy od drzew, skończywszy na każdym warzywku… Hektolitry domowych naparów z czosnku, cebuli, szarego mydła i popiołu poszły na walkę z mszycową zagładą. Wygrałam w końcu:) Wspomagałam się też NATURENEM  Moja marka ambasadorska Substral wypuściła w tym roku środek do mszyc oparty wyłącznie na naturalnych składnikach – rewelacyjny. Jeśli nie chce się Wam bawić w samodzielne robienie domowych naturalnych nalewek antymszycowych, Naturen sprawdzi się w warzywnikach idealnie. I jeszcze jedna fajna rzecz, którą odkryłam jakiś czas temu, i którą chcę się z Wami podzielić. Bo ułatwiła mi bardzo pracę – KLIPSY ogrodnicze, które znajdziecie w dyskoncie Biedronka. O, takie:

Rewelacyjne do pnączy, do przypinania pomidorów do palików – słowem HICIOR:) Bardzo ułatwiły mi  przypinanie roślin; zaoszczędziły sporo czasu, bo sam ruch przypięcia to mgnienie oka. Po sezonie można je zebrać, włożyć do pudełka – na następny rok. Bez żalu pożegnałam mało wygodnie druciki. Uprzedzam lojalnie – w woj. pomorskim wykupiłam wszystkie:):):):):)

Jeśli dotrwaliście do końca dzisiejszego wpisu – możecie przyznać sobie MEDAL.

Uściski kochani zielonoczółnowcy! Do następnego wakacyjnego posta:)
A jeśli ktokolwiek po dzisiejszym wpisie, jednak zechce mi  zadać pewne irytujące pytanie, to odpowiadam od razu  – TAK, CHCE MI SIĘ:)  !!!

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

224 komentarze

  • comment-avatar
    Marzusia 17 sierpnia 2015 (19:30)

    Asiu, ten warzywnik…. SZACUN…..

    Przepraszam, że tak obcesowo, ale po prostu zabiłaś mnie jego powierzchnią. Kiedy ty go ogarniasz? Ja też mam pracę, etatową, więc podejrzewam, że mniej absorbującą niż Twoja, trójkę dzieci do ogarnięcia, dom, ogród i warzywnik. Ale dużo mniejszy i czasami nie daję rady. Naprawdę zazdroszczę Ci energii, ale tak pozytywnie :)
    I jeszcze Ci zazdroszczę tego, że potrafisz tak ładnie ubrać w słowa spostrzeżenia, zasady, myśli, wszystko to, co najważniejsze w życiu.
    Czytając Twoje teksty myślę, że jesteś, szczęśliwą, spełnioną kobietą i po prostu dobrym człowiekiem :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:55)

      :):):) Marzusiu – dziękuję:)
      a warzywnika czasami nie ogarniam:):):):)

  • comment-avatar
    Sempre La Perfezione 7 sierpnia 2015 (03:04)

    Fantastyczny tekst ! Gdy przeczytałam Warzywniak wyobraziłam sobie małe grządki. Szkoda, że nie widziałaś mojej miny gdy do zdjęć ;) Prawie jak teren budowy :) Cudownie, że Ci się chciało ;)
    Ten moment gdy w głowie pojawia się pomysł i zaraz z nim przychodzą dalsze a do tego podekscytowanie , które rośnie z minuty na minutę jest bezcenne. A potem po wielu wielu trudach pojawiają się pierwsze efekty, które cieszą oczy i serce – uwielbiam to.
    Myślę, że u wielu osób pojawia się zazdrość, niestety ta niezdrowa i zamiast wydobyć swój potencjał , który tkwi ukryty gdzieś głęboko mówią : po co Ci to albo że też Ci się chce.
    No cóż. Można przygotować śniadanko dla bliskich w ogrodzie w cieniu drzew, na stole pośród pastelowych tkanin i wzorzystej ceramiki i cieszyć się wspólnie nowym dniem a można w pośpiechu i zgiełku przełknąć coś w McDonaldzie, coś bez smaku z plastikowej tacy…
    Cudownie, że są na świecie ludzie, którym się chce :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Halina

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:54)

      Halino – uściski serdeczne i pozdrowienia!

  • comment-avatar
    Anonimowy 30 lipca 2015 (08:43)

    Twój post przeczytałam cały więc mam medal. W części zgadzam się z Tobą, ale albo Cię źle zrozumiałam w temacie kopiowania, albo coś tu jest nie tak. Nie mówię tu o kradzieży zdjęć zrobionych przez Ciebie, bo to jest sprawa jakby oczywista. Chodzi mi o to, że żyję i robię całe mnóstwo rzeczy jak Ty. Wyprowadziłam się na wieś, ogromny remont starego domu, zajmuję się ogródkiem, będzie warzywnik, robię soki i przetwory, na szydełku, dużo rzeczy z drewna, szyję sama itd. i nie bardzo rozumiem Twoje oburzenie tematem inspiracji. Wszyscy się na wzajem inspirujemy i potem wykonujemy pracę odtwórczą. Rzeczy zrobione przeze mnie nie są identyczne, z tymi które zobaczę, zawsze dodaję coś od siebie (tuning), nie prowadzę bloga, nie umieszczam żadnych zdjęć tych prac. Bardzo często słyszę zdanie jakie napisałaś, a jak panowie usłyszą, że robię coś z drewnem ciężkimi narzędziami elektyrcznymi, a nie mój mąż, to są bardzo zadziwnieni a inni dziwnie na nas patrzą. Ja się wtedy uśmiecham i mam jeszcze większą satysfakcję, bo nie jesteśmy tacy sami jak inni. Wracając do sedna. Nie zgadzam się z Tobą z temacie inspiracji, tuningu itd. Dla mnie to piękne, że inni mnie inspirują, a potem sobie coś wymyślam i robię to samodzielnie. To duża satysfakcja. Ja nie widzę nic źłego w inspirowaniu się innymi ludźmi. A na Twoim blogu też jest mnóstwo rzeczy i zdjęć takich jak na ogromnej liczbie podobnych blogów, więc ….?

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:54)

      ….przepraszam, ale nie będę po raz kolejny tłumaczyła tego samego – w powyższych komentarzach zostało wszystko już napisane.

  • comment-avatar
    Marcin z wystroj-okien 28 lipca 2015 (10:25)

    Bardzo mi się podoba pomysł na ul dla dzikich pszczół i innych robaczków. Trochę myślę o działce dla siebie i małżonki i na pewno taki pomysł byłby jednym z pierwszych na realizację u mnie :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:53)

      ziszczenia planów działkowych zatem Panie Marcinie! :)

  • comment-avatar
    AliceLovesBrocante 27 lipca 2015 (17:44)

    A ja robię bo lubię:) I im więcej robię, im mniej mam czasu to czuję, że żyję i jestem zawsze zadowolona, że sama coś zrobiłam. To motywuje do dalszego działania:) Odkurzyłam wczoraj bloga, po zmianach i pracy i mieszkania było ciężko, ale jakoś brakowało mi blogosfery. Ciągle słyszę od innych, a chce ci się robić te zdjęcia na bloga? a po co ci to?itd. A mi się chce i to bardzo, bo to jest moje miejsce i każdy powinien robić coś dla własnej satysfakcji i przyjemności:) Pozdrawiam serdecznie z Niemiec! AliceLovesBrocante

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:52)

      Alice- odbijam pozdrowienia! i buziaki dodaję:)

  • comment-avatar
    Katka. O 26 lipca 2015 (10:13)

    Asiu wszystkim nie dogodzisz i szkoda na nich energii.To tak jak z tym Twoim warzywniakiem.Po co ci to ,tyle pracy? plecy cie nie bolą tak na kucka ? itd. Ale jak wyrwiesz pierwsze marchewki,ogórki czy pomidory to większość tych co tak gada to wtedy ci napisze albo powie " Je ale masz fajnie ,masz swoje warzywa ,ja też bym chciała mieć takie z ogródka ale nie mam skąd wziąć ani kupić ,choć mam kawałek ziemi ale wiesz mi się nie chce grzebać no ale tobie zazdroszczę. To wszystko chodzi o to ile każdy z nas ma lenia w sobie. Mój wujek odkąd sięgam pamięcią zawsze pracował na dwa etaty i trzeci w swoim ogrodzie ,gdzie inni sąsiedzi po powrocie do domu pili piwo i też gadali Rychu też ci się chce ,weź ty kobite wstaw do ogrodu bo to babskie zajęcie.Tylko że u wujka zawsze były warzywa na jsieni a u innych tylko piwo:)
    Co do inspiracji to jak świat światem ludzie jeden z drugiego ściąga ,podpatruje i ściąga bardziej lub mniej Jak i w kulinariach tak i w świecie mody,urody robieniu zdjęć.Ostatnio jedno czasopismo kulinarne zrobiło okładkę z deserem ,które już ktoś gdzieś na jakimś blogu robił ,ten sam deser trochę inaczej ułożone owoce i ciut zmieniona kolorystyka ale większość oburzona mniejszość nie .Inni szyją wg wzoru Tildy i choćby nie wiem co by zmienili to wiadomo ,że inspiracja pochodzi od niej.Nie ważne że inne materiały ,dłuższe nogi czy ręce ,patrzysz i wiesz ,że to inspiracja Tildą. Tak to już jest ,wrzucasz coś w neta ,chwalisz się i możesz być pewna ,że już cię kopiują..
    Trzeba robić swoje i się nie przejmować nudziarzami i mało atrakcyjnymi ludźmi którzy tylko narzekają.Kiedyś gdzieś przeczytałam ,że jak ktoś ma ból d..y to jego ból i musi sam sobie z nim poradzić bo na to nie ma tabletki .
    Pozdrawiam Cię Asiu serdecznie Katka :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 24 lipca 2015 (15:23)

    Witam,

    czytam, i czytam, i czytam..nie wierze wlasnym oczom..czy Twoj wpis nalezy przetlumaczyc z jezyka polskiego na polski. Tak czytelnego wpisu juz dawno nie bylo na zadnym z blogow, ktore odwiedzam.
    Trzymaj sie Asiu, – "kopiarki" byly, sa i beda…
    Moj nowy ogrod/zacieniony powolutku zaczyna nabierac barw. Co prawda, feerii kolorow nie bedzie, jak w poprzednim ogrodzie, ale te zacienione tez sa urokliwe.
    Pozdrawiam ,
    Teresa z Ontario

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:51)

      Tereso – dziękuję i BUZIAKI!!!!

  • comment-avatar
    Anonimowy 23 lipca 2015 (17:16)

    A ja napiszę trochę inaczej, odnośnie kopiowania i ludzkiej zazdrości.
    Mieszkam w malej miejscowości, zawsze byłam osobą w miarę kreatywną, pełną zapału, taką marzycielką. Zawsze też inspirowali mnie ludzie, szczególnie "inni", bo tacy są , w mojej opinii, po prostu ciekawsi.
    Naśladownictwo to chyba po trochu taka nasza narodowa przywara. Doświadczyłam tego po ślubie, kiedy wprowadziłam się do domu męża. Oprócz teściów dom zamieszkuje też szwagier z rodziną.
    Na początku bardzo podziwiałam moją szwagierkę, bo zawsze ładna, elegancka, dom zawsze wysprzątany. Szwagier zawsze mówił o niej: jak ona cudowna, wspaniała, najlepiej gotuje, najlepsza była na studiach i w ogóle cud miód.
    Ja natomiast czułam się jak szara myszka. Mój mąż nigdy tak nie chwalił, zresztą rodzice też tak mnie wychowywali, że raczej pochwał nie słyszałam.
    Po pewnym czasie zauważyłam, że ta cudowna idealna szwagierka kopiuje mnóstwo rzeczy po mnie. Poczynając od stylu ubierania, potrafiła kupować takie same buty, spodnie, no po prostu obłęd. Na rodzinnych uroczystościach serwetki układała tak samo jak ja wcześniej, wystrój wnętrz, nawet na wakacje wybierali miejsca, o których my mówiliśmy. Najlepsze jest to, że mnie nikt za strój, potrawy na imieninach czy jakąkolwiek kreatywność nie chwalił, ale jak ona zrobiła to samo miesiąc później to wszyscy szeroko komentowali i chwalili, a to przecież były moje pomysły.
    Zobaczyłam jak ten świat wygląda, że ci niby wspaniali i idealni, których podziwiałam wcale tacy nie są. Rodzinne imprezy doprowadzają mnie do szału. Mam dość ciągłego obgadywania wszystkich dookoła i podziwiania szwagierki. Mam dość tych rozmów o niczym, bo tacy ludzie nie czytają książek, nie mają żadnych pasji, zajmują się tylko sprzątaniem i obgadywaniem. Jeśli ktoś jest inny trzeba go obgadać. Zwariuję jeśli jeszcze długo tu pomieszkam.
    Dziękuję Pani Asiu za tego bloga i Pani pomysły. Przynajmniej mogę podziwiać i pomarzyć kiedy patrzę na Pani Świat, pewno też nie idealny, bo kto w takim żyje, ale na pewno szczery.
    Ponarzekałam sobie, przepraszam, ale nie mam komu:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:50)

      czasami…jak sobie człowiek ponarzeka, jak to ujęłaś – to wyrzuca z siebie złe emocje, blokujące dobre nastawienie. Mam nadzieje, że Ci pomogło??? :) pozdrowienia serdeczne

  • comment-avatar
    podmiejski azyl 22 lipca 2015 (14:53)

    Muszę przyznać , że komentarze nigdy mnie tak nie wciągnęły jak pod tym postem :))))

    Pozdrawiam ciepło :D !!

    Ps. mój chłop właśnie kończy tarasowe wejście do domu – deski w końcu przyjechały, zebrał się żeby je pomalować a teraz tnie, wierci i klnie pod nosem :D
    Jak dobrze, że mu się w końcu zachciało ;)

  • comment-avatar
    podmiejski azyl 21 lipca 2015 (17:33)

    Oj tak ! Jak mi się podoba ten post – ja też ciągle słyszę "po co Ci to". Po co mi ten ogródek, po co mi własne warzywa jak na rynku jest wszystko, po co mi domowe przetwory , wszyscy pytają "po co" a później przychodzą i wyjadają wszystko co jest w zasięgu ręki bo sami jedzą posiłki na zamówienie i tylko światełko mają w lodówce :D A wiadomo że domowe jest najlepsze :)

    pozdrawiam ogrodniczo !

  • comment-avatar
    Agatka F. 21 lipca 2015 (11:40)

    Hej Asiu! A ja mam pytanie techniczne. Czy robiąc warzywnik korzystałaś z pomocy profesjonalisty w zakresie projektowania czy sama wszystko przemyślałaś i zatrudniłaś ekipę tylko do wykonania ?Rezultat prac bardzo pozytywny- oglądając fotki czuję silną potrzebę rycia…może się zamieniam w dzika HE HE Pozdrawiam i podziwiam Agatka

    • comment-avatar
      GreenCanoe 24 sierpnia 2015 (18:49)

      Agatko, wszystko wymyśliliśmy sami:) pozdrowienia serdeczne!

  • comment-avatar
    Pati 20 lipca 2015 (13:23)

    A ja czerpię siłę od takich ludzi jak Ty, bo jak widzę, że Wam się CHCE, że pracujecie, działacie i macie z tego tyle radości, satysfakcji i entuzjazmu to mnie zarażacie :-) I dzięki takim ludziom jak Ty nie siedzę ciągle przed telewizorem i u mnie pojęcie nudy nie występuje :-)
    A ogród Twój jest przepiękny i zazdroszczę Ci go, ale powiem szczerze, że ja nie przepadam "robić" w ogródku. W naszym jest pełno chwastów (bardzo rozprzestrzeniają się od lasu) i co z tego, że pomęczę się jednego dnia i "wycharatam" wszystkie, jak w krókim odstępie czasu znowu jest to samo :-(
    Buziaki ogromne :-))

  • comment-avatar
    Anonimowy 19 lipca 2015 (21:53)

    Każdy człowiek ma dwie ręce i dwie nogi, zęby, uszy itp. i dlatego od wieków gdziekolwiek by nie był, jakkolwiek oddzielony od innych ludzi i tak będzie tworzył podobne, takie same wręcz rzeczy, do podobnych/ tych samych zastosowań, dlatego właśnie że ma do dyspozycji dwie ręce… itp. Weźmie trawę i będzie zaplatał, weźmie patyk i coś tam wydłubie… Taka kolej rzeczy, potrzeba matką wynalazku. Chciałabym robić witraże, i co, dlatego że miliony innych ludzi to robi to ja już będę nazwana złodziejem pomysłu??
    Myślę że ktoś ci zalazł za skórę i chcesz mu utrzeć nosa.
    Jeszcze rok temu śledziłam kilka blogów, teraz tylko dwa, w tym twój. Masz niesamowite podejście do życia, nastrajasz pozytywnie i właściwie tego oczekuję zaglądając do ciebie. Wiem że czasem trzeba posmęcić ale nie przesadzaj z tym. A ludzi nie zmienisz, nie warto tracić czasu.
    Pozdrawiam serdecznie. Anna z B-stoku.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (08:12)

      Aniu – jeszcze raz przeczytaj tekst….

    • comment-avatar
      Anonimowy 20 lipca 2015 (11:34)

      Joasiu, ale ja też mam takie odczucie jak Anna z Białegostoku co do wydźwięku Twojego wpisu. Naśladownictwo nie jest niczym złym. Kradzież, owszem. Popełniłam kilka prac które powstały na kanwie moich badań; dwie zostały wykorzystane bez podania mojego nazwiska. Wkurzyłam się, owszem. Ale pomimo wszystko dobrze, że temat "chodzi" : )
      Wracając do myśli głównych. Obracasz się w świecie wnętrz i reklamy (tak zrozumiałam, czytając?), masz nazwisko które wypracowałaś – zwyczajnie nie życzysz sobie "zapożyczania" (cudzysłów celowy) gotowych Twoich pomysłów. I to rozumiem. Myślę jednak, że większość osób publikujących na blogach efekty swoich prac jest zadowolona z faktu, że inni czerpią z nich wzór. Tak ja rozumiem ideę publikowania swoich dokonań – dziedzina obojętna.
      Skoro już się odzywam, to wspomnę o jeszcze jednym – a i Ty pisałaś: powtarzalność. Lubię tematy wnętrzarskie, oglądam, czytam, szukam w necie. I po obejrzeniu … mogę powiedzieć: sztampa, powtarzalność. Ktoś wyżej wspomniał styl skandynawski, ale! – to co podpowiadają nasi dekoratorzy, to nie jest żadna "skandynawia", tylko produkt zastępczy :) Pamiętam z czasów stanu wojennego coś, co naśladowało czekoladę. Zakupy w Ikei to jeszcze nie styl skandynawski :)
      Żal , że tak malutko w naszych domach wzorców z przedwojennego Ładu. Fantastyczny polski modernizm – dla mnie nie tak "twardy" jak Bauhaus. Czy ktokolwiek cokolwiek wie o pomysłach Ireny Lorentowicz… ech…tylko westchnę. Anglicy, Francuzi, Włosi, Skandynawowie wypracowali swoje wzorce. W Polsce z tym kiepsko. Króluje "to samo".

      No nic, odezwę się znowu kiedyś. Na razie, jak pisałam kilkanaście dni temu, jestem w początkach. Wyszłam dopiero z roku 2012 :)
      Powodzenia!
      Asia.

      A! i ja należę do tych, co to muszą, a nie co lubią i chcą : ) odnalazłam się w czyimś wpisie kompletnie :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (16:22)

      Asiu – kupiłam właśnie "Oczarownia". Dziękuję Ci bardzo :)

      Co do treści postu – czemu i Ania i Ty – jak rozumiem, odnosicie go do prowadzenia bloga czy mojej osoby?. Przecież ani słowa w treści nie było o świecie blogowym. I większość czytelników zrozumiała wpis według moich intencji. Odniosłam się w bardzo ogólnym wymiarze do tego, co obserwuję wokół, do pewnego rodzaju przyzwolenia społecznego na to, że owo "naśladownictwo" – ładnie ujęłaś:) – staje się normą. A przez nie zresztą, sami pozbawiamy się unikatowości. Ja inaczej je odbieram Asiu – w moim odczuciu powtarzalne naśladownictwo nie jest dobrem. To że mamy wszyscy 2 ręce i 2 nogi i że niby wszystko wymyślono ( z czym też się nie zgodzę), nie daje nam przyzwolenia by zapominać, że mamy jeszcze MÓZGI :) i dusze.

      Nie rozpatrujmy mojego wpisu odnosząc się do blogów – bo nic on z blogowaniem nie ma wspólnego. Ale jeśli już o blogach wspominacie. Na swojej stronie przekazuję IDEE, pokazuję np. mój pomysł na ogród, na leśne biuro, na różne inicjatywy. Mnóstwo ludzi się tym inspiruje – fajnie:) mają moje przyzwolenie, pomagam im w realizacjach. Namawiam, by moje pomysły były jedynie początkiem do ich twórczej, autorskiej przygody np. z ogrodem. Ale – jeżeli blog traktowałby o moim życiu zawodowym, pokazywałabym na nim np. jakieś moje autorskie projekty – a moi czytelnicy bez pytania i pozwolenia kopiowali by je i okraszając swoim logo traktowali jako swój potencjał zawodowy i finansowy – to jest już nie inspirowanie się, a kopiowanie.

      Joasiu, w świecie blogowym rzeczywiście dużo zwłaszcza rzemieślniczych autorek pokazuje swoje prace – i są notorycznie, bez przyzwolenia kopiowane, a ich pomysły na zawodowe funkcjonowanie stają się "inspiracją' kalka w kalkę dla innych ludzi. I co dla mnie szokujące – kopiujący nie widzą w takim zachowaniu niczego nieodpowiedniego.
      pozdrawiam Cię serdecznie!
      .

    • comment-avatar
      Ogrody Ewy G. 21 lipca 2015 (19:54)

      Mam pytanie do anonima, który pisze o Irenie Lorentowicz. Czy można prosić o szersze informacje na ten temat (pomysłów wnętrzarskich). Bo znam ją głównie jako twórcę kostiumów (mamy w domu kilka jej prac). Chętnie na adres egry@gazeta.pl.

  • comment-avatar
    Anna Pietrzak 19 lipca 2015 (15:44)

    Mieszkam na wsi i mam dom z ogrodem, pracuję zawodowo a po pracy szyję lalki. Mam z tego i wielką frajdę i po prostu pieniądze. Ale najgorsi są ludzie, nawet bliscy znajomi, którzy wiecznie jojczą nad tym jak to jest, że nie uprawiam ogródka. Już nawet przestałam tłumaczyć, że nie będę, tak jak one, uprawiać buraczków, rzodkiewek i sałat bo wolę w tym czasie robić coś innego. Był taki czas, że czułam się aż zawstydzona tym, że o sadzeniu kwiatków nie mam bladego pojęcia. Teraz dojrzałam – do wszystkiego trzeba :). Dziękuję za ten wpis. Przeczytałam i uśmiecham się do siebie. Idę właśnie szyć kolejną lalkę a wszyscy niech patrzą na mój zachwaszczony ogródek – robię swoje.

  • comment-avatar
    Edyta 19 lipca 2015 (15:15)

    Ja też często słyszę to zdanie A po co Ci to? Chce Ci się? Kupiliśmy mieszkanie, a teraz powoli go wykańczamy. Niestety fundusze nas przystopowały trochę. Pojawiły się problemy. Dlatego zaraz po urodzeniu dziecka wróciłam do pracy. Pracujemy i jakoś dajemy radę. Dużo rzeczy sami wykonujemy, ale to bardziej cieszy. I jak wracam do rodziców, to teraz od znajomych słyszę Bo Ty masz…
    Mam, bo mi się chce. Ja nie siedzę godzinami i nie maluję paznokci i nie przeglądam oferty sklepów z ciuchami, tylko pracuję. Dziękuję Ci Joasiu za ten post – samo życie. Pozdrawiam serdecznie.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (16:25)

      odbijam serdeczne pozdrowienia! :)

  • comment-avatar
    Malina Bo 19 lipca 2015 (09:36)

    uwielbiam te klimaty, takie projekty jak twoj warzywniak. Na poczatku duzo pracy a potem widac efekty, i to jakie! wlasnie mialam cie pytac o srodki ochrony roslin bo widzialam piekne buraki a moje sa takie nijakie (liscie). substral naturen znam i uwazam ze jest super bo pomoga na mszyce i nawet nie ma czasu ochronnego, tzn mozna zrywac prawie po zastosowaniu co dla mamy dwojki malych lobuzow jest mega wazne.
    wlasnie dzis na obiad mamy rosol z warzywek z naszego ogrodka, to bardzo cieszy.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (08:27)

      Malino – nasze buraczki w tym roku to porażka. Mamy same liście prawie że. Moja mama była bardzo zdziwiona, że w ogóle nie poszło nic w korzeń. Czasami nasiona są z niewiadomoskąd…już kilka razy miałam takie niestety doświadczenia. Dlatego część dobrych roślin trzymam właśnie na nasiona, by mieć na przyszły rok. pozdrawiam ciepło.

  • comment-avatar
    lewkonia 18 lipca 2015 (22:43)

    Asiu, ponieważ nie chce mi się odpowiadać na podobne pytania ( od tych fałszywych przyjaciół, co to niby z podziwem ale raczej z pogardą) podam im adres twojego bloga i niech się wypchają:)))
    Ale 400 m warzywniaka, to już poszłaś po bandzie ;))) Ile to wody trzeba latem, bo roboty to wiadomo, że ogrom, niemniej są to jednak koszta. Masz jakiś podziemny pojemnik na wodę, ujęcie extra? My mamy studnię starą, cembrowaną na 8 kręgów i beczkę, ale prócz tego także wodociąg w ogródku, jednak staramy się nie zawsze lać po prostu z "rury", poza tym u nas jest często kłopot z ciśnieniem, bo każdy chce mieć bujny trawnik ( ale wbrew logice ścina go w suszę na łyso, co jest katastrofą ekologicznę wręcz) i mimo zakazów leje hektolitry pitnej wody w ziemię.
    Ale, niech Ci tam rośnie i wybuja wszystko ładnie, nie zazdroszczę roboty ani efektów, jak ktoś lubi to, co robi, a do tego jest szczęśliwszy, to co mi tam, niech sobie pieli do upadłego itepe:))))
    Ale i ja po tygodniu nieobecności w domu chyba już jutro padnę na kolana pod pomidorami, PA!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (08:25)

      Lewkoniu- 400 m ma cały warzywniczo owocowy teren., na tej przestrzeni warzywniaka pewnie będzie około 250 -może 280metrów…na moje oko.
      Ale masz rację, w sezonie rzeczywiście dużo płacimy za wodę – po prostu podlewam,
      nawet czasami trawniki, jeśli widzę, że jest już bardzo źle.
      Mamy wodę ogrodową. A z ciśnieniem bywa tu tak, że gdy na weekend zjadą turyści – wieczorami czasami trudno wziąć prysznic, tak siada ciśnienie,
      uściski najserdeczniejsze!

    • comment-avatar
      lewkonia 21 lipca 2015 (00:18)

      Aha. To ja się kiedyś "wypiszę" na moim blogu o wodzie, pompach itp. Nie żebym była jakaś przemądra w temacie. Warto o tym mówić, skoro już nadgryzłaś z lekka "ekologiczne" warzywka, bo dla mnie eokologicznie to też wodooszczędnie, jak się da:)))
      A jeszcye w sprawie ęsię inspirowaniaę. Niektre z wypowiadajcych się tu osób nie doznały chyba dotąd uczucia, gdy to ktoś inny zbiera owoce ich pracy, a najtrywialniej mówiąc – pieniądze. Już by inaczej odebrały Twoje intencje, i inaczej reagowały, choć przyznam,że i ja w pierwszym momencie pomyślałam,że mówisz o osobistych doswiadczeniach. Ale jakie by one nie były , temat jest, i będzie zawsze. Od "niewinnego" ściągania na klasówkach czy kopiowania prac z netu począwszy, że się tak podeprę przykładem z własnego podwórka. Smutne? zatrważające, jak to się już od dziecka nie chce samemu…..

  • comment-avatar
    Anonimowy 18 lipca 2015 (21:51)

    No właśnie, a jak sobie radzisz z takimi osobami, które pytają "po co Ci to'? Ja niestety na co dzień mam w domu takiego "wampira energetycznego" – wszystko krytykuje, wszystko jest na "nie", nic się nie podoba, każda moja decyzja jest "be". Życie z takimi ludźmi potrafi być czasem frustrujące:/

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (08:21)

      Jeśli pytają osoby z dobrymi intencjami- odpowiadam normalnie, tłumaczę czemu np. zdecydowaliśmy się na warzywniak, rozmawiamy sobie.
      Jeśli zaś pytanie ma złośliwe zabarwienie – odpowiadam ze stoickim spokojem – pytaniem na pytanie: " A czemu pytasz?" …następuje chwila ciszy…a potem zazwyczaj jest wybąkiwane coś w stylu…- "Bo mi by się nie chciało" na co odpowiadam: "Rozumiem. "
      I cisza….
      Ja nie mam w najbliższym otoczeniu osób, które chciałyby "podcinać skrzydła" wręcz odwrotnie. Ale czasami jacyś właśnie dalsi znajomi, albo w ogóle jacyś prawie że obcy mi ludzie lubią tak sobie pokrytykować, że się tak "natyramy"….

  • comment-avatar
    Monika R. 18 lipca 2015 (21:18)

    Asiu, jesteś bardzo wrażliwą i dobrą kobitką:) Czytam Twoje posty i wiem, że jesteś człowiekiem pełnym dobrych wartości:) Ja też jestem pracuś, nie umiem inaczej.
    Jestem w trakcie budowy domu…nie wiem, ile czasu będzie to jeszcze trwało, ale pamiętam taką sytuację, gdy pan operator koparkowy wyrównywał na teren działki. Przyszedł czas rozliczenia i pojawiłam się na działce…obok pana koparkowego był drugi pan, jak się okazało specjalista od trawników. Ja dużo mówię, ale specjalista mnie zagadał;) W ciągu kilku minut wytłumczył mi, że zasieje ok. 10 a trawy, działka ma 12 a, że pierwsze koszenie mam gratis….Że wszystko będzie kosztować coś ponad 6 tyś., wreszcie mogłam się wtrącić. Zapytałam pana, czy uwzględnił drzewa, które chce posadzić? A on zapytał, czy chce mi się grabić? Powiedziałam, że ja jestem właśnie z tych, KTÓRYM SIĘ CHCE! Wspomniałam jeszcze o warzywniaku, ogródku skalnym…i w końcu zostało 2 a trawnika;) Pan podziękował i zostawił telefon, gdybym się rozmyśliła. Kocham brzozy, wspomniałam o tym, to mi powiedział, że po co mi takie chwasty…Ehhh, a ja tymczasem ma od wiosny brzozy, sosny, świerki, które tak pięknie rosną, wzdłuż ogrodzenia mam kocimiętki przeplatane krwawnikiem Terraccota, mam liczne krzewy i trawy, już planuję wrześniowe cebulowe nasadzenia….Oj, jak mi się chce! A jak lubię to zmęczenie wynikające z pracy, widzę wtedy sens życia człowieka:) wszystkiego dobrego:)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 20 lipca 2015 (08:14)

      Monia – trzymam kciuki, aby Ci się udało stworzyć miejsce o którym marzysz:)
      Uściski najserdeczniejsze!

  • comment-avatar
    Anonimowy 18 lipca 2015 (13:52)

    Takie elaboraty powstają wtedy, gdy ktoś nie chce powiedzieć tego co myśli wprost, tylko kluczy w ciemnych alejkach umysłu. Czyli filozofuje.Bo może powiedzenie wprost będzie zbyt dosadne i kompromitujące?

    W tym wszystkich chodzi po prostu o to, że Asię wkurza fakt, że jej (tudzież innych ludzi) praca,zdjęcia,pomysły są kopiowane na różne sposoby i przynoszą dochody. Tym innym,kopistom, a nie jej (tudzież tym innym ludziom). Zrozumiałe.
    Oczywiste.
    Wystarczyło napisać dwa zdania :))
    Ale taki jest świat.
    Mamy XXI wiek i właściwie już wszystko zostało wymyślone. A my jesteśmy odtwórcami tego co było.Wnosimy zmiany, wprowadzamy udoskonalenia ..ale jednak powielamy.

    Można to wszystko porównać do 'focha' Zienia, który zaskarżył kogoś tam, że skradł jego pomysł na falbanki w dekolcie :)))))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (14:23)

      …myślę, że bardzo wyraźnie napisałam co myślę. Nie mam problemu z wyrażaniem własnych odczuć – i nie jest mi potrzebny adwokat w tym zakresie:)

      jak rozumiem, miałaś potrzebę po swojemu zanalizować tekst:):) – ok…trochę jednak ta analiza odbiega od moich intencji. Tekst jest o ZRÓWNYWANIU i pozbawianiu się unikatowości, kwestie finansowe związane z zżyciem zawodowym – bo te poruszasz jako najważniejsze…to jedynie potoczna całego problemu.

      Owszem wielu ludzi się mną bardzo inspiruje, wiem o tym – ale są to inspiracje prywatne: nie zliczę ile razy wysyłałam plany naszego ogrodu, pomagałam w urządzaniu wnętrz, podpowiadałam…jeśli bym tego nie chciała robić – nie robiłabym:) Nie mam z tym problemu.

      Zawodowe kopiowanie, o którym piszesz – to plaga współczesnego świata. Duże koncerny potrafią sobie z tym radzić – mają sztaby prawników. Pojedyncze małe autorskie pracownie – zostają pozostawione same sobie. I nie mówimy tu o czymś typu ROSÓŁ…który robi każdy, ale o nowatorskich pomysłach, które nie chronione – są po prostu zabierane.

      Ostatnio moja koleżanka powiedziała, że to Internet właśnie jest najlepszym złodziejskim wytrychem – jest tu wszystko – i każdy owo wszystko bierze dla siebie – nie zastanawiając się czy może, albo czy powinien.

      nie wypowiem się co do p. Zienia, bo nie wiem o co chodzi:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 18 lipca 2015 (09:20)

    Blog był kiedyś bardzo ciepły, inspirujący, wyjątkowy. Teraz zrobił się komercyjny,a Autorka chyba trochę się zagubiła i dała ponieść. Jak ktoś wyżej napisał, niefajne jest takie "filozofowanie", i jakoś tak, bez klasy.
    Mnie też ludzie pytają, "jak mi się chce". Uśmiecham się, traktuję jako komplement, słowa uznania. Nie mam potrzeby poczucia się lepszą przez zakładanie złych intencji tych pytających.

    Blog jest kopalnią dobrych rzeczy, Autorka jest osoba kreatywną i charyzmatyczną. Prawa do własności powinny być respektowane. Oprócz tego, elegancka jest skromność, nieprzegadanie i klasa, ten blog przez lata bronił się wartościami samymi w sobie. Niepotrzebne są te ubolewania na roje czychających na cudzą wspaniałość zazdrośników.
    Dziękuję za lata miłego zaglądania tutaj. Szczerze gratuluję wiatru w żagle i szerokich wód. I proszę, niech zostanie to wyjątkowe, co wyróżnia to miejsce i czyni je pełnym dobrej energii.
    Wolałabym te wszystkie marki ambasodorskie i reklamy, zamiast w tekście, w przypisach; ciepło zamiast skarg i afirmacje dobra zamiast fałszu i zazdrości dla tych wspaniałych, w domyśle my Lenin.

    Pozdrowienia!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (14:04)

      Wolałabym, by na mojej stronie nie pisano o mnie w osobie trzeciej…
      Mam prośbę, by pisała Pani DO MNIE, a nie koło mnie.

      Do pseudoanaliz psychologicznych dotyczących rzekomego zagubienia się nie będę odnosiła…bo nie widzę takiej potrzeby,

      Wyjaśnię jedynie jedną podstawową kwestię – ja nie zakładam – a doskonale wiem, kiedy pytania są zadawane w złej a kiedy w dobrej intencji oraz czy mój rozmówca jest pozytywnie czy negatywnie nastawiony. Zakładanie, że nie dysponuję tak podstawowymi umiejętnościami społecznymi – bije w moich rodziców chociażby. Pani wpis np. – nie jest negatywny…wbrew pozorom:) Wyraziła Pani w mojej ocenie jedynie negację tekstu.

      Rozumiem, że cały tekst dotyczący kopiowania odniosła Pani …chyba do mojej osoby. Na jakiej podstawie? Czy w którymkolwiek jego momencie napisałam, że piszę o sobie? Tak się składa, że w całym moim życiu zawodowym, jak dotąd jeszcze nikt nie ukradł mi autorskiego projektu, itd. A gdyby nawet to zrobił – sprawa na pewno miała by prawny ciąg dalszy. Za to wiele zaprzyjaźnionych mi twórców i autorów boryka się z tym na co dzień. Udawanie, że w ogóle nie ma problemu "kserowania" to stan, który mnie prywatnie irytuje – a, że zacytuję Panią, poglądy typu: " niepotrzebne są te ubolewania na roje czyhających na cudzą własność zazdrośników" to niestety esencja podejścia wielu współczesnych ludzi. Ma być słodko, miło, cacuśnie i nawet jeśli wokoło dzieje się coś niepokojącego – to nie mówmy o tym, cicho sza!.

      Szanowna Pani – na tej stronie będą podnoszone takie tematy, jakie uznam za słuszne. Mowa była o depresji – też niemiły temat, prawda? Mowa była o raku, o rodzicach, którym umierają dzieci……i na pewno nie raz nie dwa, jeśli tylko zechcę, napiszę tekst, który nie będzie o malowaniu wikliny. Bo życie nie jest składową z lukrowanej waty i czekoladek.

      Dziękuję za uznanie i życzenia – postaram się, by blog był nadal pozytywnym miejscem, ale nie jestem Pani w stanie zagwarantować, że Pani wszystkie życzenia co do tej strony zostaną spełnione… bo jak ktoś też wyżej napisał – lubi, jak jednak tak filozofuję.
      Jest Państwa ( czytelników) tysiące – dzień w dzień. Pozwoli więc Pani, że będę prowadziła tą stronę w taki sposób, w jaki ja uznam za słuszny.

      pozdrawiam.

  • comment-avatar
    pastelowa karusia 18 lipca 2015 (07:17)

    O jejku jak szybko z "nicości" powstał taki zielony gąszcz!:) Warzywniak jak ze snu:) Nasturcje urocze, darzę je szczególnym sentymentem, kojarzą mi się z babcinym ogródkiem. Pozdrawiam ciepło!:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:09)

      ja tez je bardzo lubię Karasiu! :)

  • comment-avatar
    GAJA 17 lipca 2015 (19:37)

    Na początku, 10 lat temu, nikt nic nie mówił, tylko, żebym nie widziała, pukał się w głowę, o czym dowiedziałam się dużo później. Potem słyszałam "po co ci to?", "chce ci się?" i wiele podobnych uwag. Tak, "chce mi się" i "po to mi to", żeby ci, co pytali, odpukiwali i zachwycali się, tym, co jest. Dla poranków i zachodów słońca, dla ptaków, dla wspomnień moich wnuczek, dla kondycji, dla figury [ a jak!], dla siebie, że spełniłam marzenia. Ja, niegdyś mieszkanka centrum wielkiego miasta odważyłam się na ich realizację i ani chwili nie żałuję podjętej decyzji.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:27)

      Gaju – z pukaniem się w głowę – tez to przeżyliśmy.:):) Pozdrawiam serdecznie!

  • comment-avatar
    Ewa z Przytulnego domu 17 lipca 2015 (12:02)

    W zasadzie wszystko juz zostało napisane:) po prostu ludzie są różni i pozwólmy im być różnymi tak jest ciekawiej. Są ludzie o ogromnej energii i chęci do działania, którzy nie odpoczywają w pozycji horyzontalnej tylko ciągle "wynajdują sobie robotę" sa też tacy którzy lubią mieć tzw dom "bezobsługowy" np bez bibelotów które zbierają kurz, ogród "bezobsługowy" gdzie "trzeba skosić jedynie trawę" Wychodzę z założenia żyj i pozwól żyć innym i hołduję zasadzie "a ja robię swoje". Co do kopiowania lub inspirowania się cudzą twórczością to nie przeszkadza mi, kiedy ktoś korzysta z moich pomysłów dopóki nie zacznie z tego czerpać zysków. Cieszy mnie, że kogoś inspiruję, że zastosuje mój pomysł w swoim domu. Nie chciała bym aby ktoś robił na sprzedaż w swojej pracowni identyczne prace jak moje. Chodzi tylko o dosłowne pomysłu, ściągnięcie wzoru koloru i wykończenia, bo przecież w decoupage używamy tych samych wzorów papieru czy serwetek wiec podobieństwa się zdarzają.
    Pozdrowienia z Przytulnego

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:27)

      Ewa – ujęłaś to tak ładnie, że lepiej bym nie potrafiła, pozdrawiam ciepło! :)

  • comment-avatar
    Anonimowy 17 lipca 2015 (10:10)

    no ale przecież Twój blog i to, co robisz też nie jest z jakiejś karłowatej planety :), pierwsze wpisy są o podglądaniu innych blogów, nie mówiąc o tym, że jeśli mamy dostęp do zagranicznych czasopism wnętrzarskich lub blogów, jest wiele dosłownie tego samego, co u Ciebie., sorry, wszystko już było :>

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:26)

      ??????? a co ma do tego wpisu mój blog??????

  • comment-avatar
    Matka Czworokątna 17 lipca 2015 (06:48)

    Przeczytałam do końca. Chylę czoła. W związku z tym warzywniaczkiem, który jest większy od całej mojej działki, na której stoi pół bliźniaka.
    I teraz przekornie: że tez Ci się chciało takiego posta długiego pisać ;-) ;-) :-D :-D :-D

    I jeszcze ciut prywaty: mam 6 dzieci i mi się chce przerabiać to i owo, malować, kombinować z meblami. Chce, bo lubię. Bo żyć swoim życiem mimo, ze czasami trudnym jest lepiej niż życiem bohaterów seriali, przed którymi inni wiszą długie godziny swojego życia. Pozdrawiam Czworokątnie.

  • comment-avatar
    Ania 17 lipca 2015 (06:26)

    Witaj:)
    Po prostu zabierasz ludziom powody do biadolenia. Oni by sobie, byc moze, zasiedli chetnie i ponarzekali, ze nic sie nie oplaca, nic nie idzie, ze sie narobili, a tu jakas nawiedzona fanka, ktora ciagle dziala, cos zmienia, przemienia, przebudowuje…. Poza tym pokazujesz, ze masz nie tylko swoj styl, ale i kase na to wszystko, a to ludzi boli- boli nie tylko w niezamoznym kraju, kiedy ludziom ledwo styka od pierwszego do pierwszego.

    Zazdrosc to nie tylko przypadlosc Polakow. Polacy okazuja ja tylko w inny sposob ( nasz, tradycyjny wyrobiony przez nasza obyczajowosc mentalnosc…) W Niemczech zaczeli by opowiadac jak to np.: za wszystko przeplacasz, jak za drogo cos zrobilas, jak nie potrafisz oszczedzac- najlepiej z niczego umiec zrobic cos..tak, ze wiesz…. Warto byc u siebie i znosic swoich ludzi, bo sa dla nas przewidywalni w swoich reakcjach, znani a przez to latwiejsi.
    No i sukces na zachodzie jest gwarantem , ze sie ludzie od czlowieka nareszcie , przepraszam za wyrazenie, "odpierdola". Nie beda mieli czelnosci uczyc, pouczac, zwracac uwagi, tylko beda podziwiac, co nie znaczy, ze jak ten sukces odejdzie, wszak zycie zmienne bardzo i kaprysne bywa, znowu nie wejda w role pouczaczy tego kogos :))
    Pozdrawiam:))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:24)

      Ania….negowanie tego co robią inni ludzie może mieć wiele podłoży – tak, masz rację że często jest podpowiadane zawiścią, niechęcia do pracy, dążeniem do tego by ktoś się czasami nie wybił za bardzo w jakąkolwiek stronę…no mnóstwo może być intencji. Nie wiem jak jest w innych krajach – bo tam nie mieszkam, pisałam o tym co widzę wokół siebie…

      co do sukcesu….to jest taki temat rzeka, że nawet go tu nie poruszę :)

    • comment-avatar
      Ania 18 lipca 2015 (16:08)

      Wiem, ze pojecie "sukces" to temat rzeka…ze wiaze sie z wyrzeczeniami, praca, pragnieniem, ambicja, wewnetrznym nakrecajacym zegarem ( tak to nazwe )….wlasnie nie ma co poruszac.
      Ale wiem tez , ze ludzie w swej naiwnosci mysla, ze jak dopna sie do jakegos poziomu to nareszcie pokarza, nareszcze ( byc moze tak uwazaja) wolnosc, a tu "dupa blada", bo w tej poleczce to on znowu jest na dolnej granicy i trzeba znowu sie mozolic zeby sie znowu podciagnac….

      To co widzisz wokol siebie zobaczysz tez i gdzies indziej tylko w innej formie "tworczego" przekazu, wszak ludzie wszedzie sa tacy sami, takim samym wewnetrznym procesom podlegaja, warunki ,na ktorych te procesy sie ukazuja, sa tylko inne.

  • comment-avatar
    Anonimowy 17 lipca 2015 (04:56)

    W moim domu takim "motywatorem" do działania jest mój mąż,dlatego różne rzeczy w ogrodzie wykonuję, kiedy go nie ma. Nasłucham się potem,oj tak, ale przecież to nie on robi, tylko ja. A robię, bo lubię, po prostu.
    Co do kopiowania, wszystkiego w zasadzie, jestem głośnym sprzeciwem. Ucząc dzieci w szkole staram się uwrażliwiać ich na to,czym jest plagiat. Po co pisać, kiedy można skopiować, a że trochę pozmieniać! Nie! Nie ma czegoś takiego! Moi uczniowie wiedzą,że nie ma u mnie plagiatów i już nawet nie próbują. Zaczyna się to w szkole, pewnie w domu też, potem przychodzi taki uczeń zadowolony, a ja mu burzę jego świat. A ile rozmów z rodzicami na ten temat już odbyłam!!!
    Podglądam Twój ogród, nie kryję się z tym, piękny. Mój tworzę po mojemu, a że ciągle coś tutaj kopią, przerabiają, to może za cztery lata będzie jakoś wyglądał. Pozdrawiam, Karolina.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (13:10)

      Karolina…fajnie, że są jeszcze tacy nauczyciele jak Ty. :) Dziękuję!:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (20:40)

    Asiu droga ! Mimo późnej pory przeczytałam cały Twój post. Nawet gdyby był dłuższy też dałabym radę. A medal należy się Tobie, a nie podczytywaczom. Dzisiejszy dzień kosztował mnie trochę nerwów, takie życie, ale teraz stałam się zrelaksowana i spokojna. Chyba się domyślasz, dlaczego. Mnie też się chce robić wiele rzeczy. Prowadzę dom, pracuję na działeczce, robię na szydełku, haftuję krzyżykami i czytam dużo książek, a i jeszcze fotografuję. A Ciebie podziwiam. Pozdrawiam lipcowo – felamaj :-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:31)

      DZIĘKUJĘ Ci bardzo!!!! buziaki:)

  • comment-avatar
    Deilephila 16 lipca 2015 (20:40)

    Choc pracy ogrom, niesamowicie patrzy się na kawął pustego pola a potem te buraczki, kapusta, kwiaty… Marzę o włąsnym ogrodzie, bo mimo, że wkładam mnóstwo pracy w dbanie o warzywniak u teściów na działce, zbiory wystarczają na naszą 3osobową rodzinkę, choć chciałoby się więcej… Ale ta satysfakcja, kiedy pięknie zadbane, świeżo wypielone gzrądki ukazują to co poswtało od nasiona :) Uwielbiam, po cięzkiej pracy tak usiąć w obłoconych butach z ziemią pod paznokciami i napawać się tym wszystkim!
    A Twój jest idealny!!! :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:31)

      ja jednego nie lubię…nawet bardzo…tego pielenia – o matko jak nie lubię! :)
      pozdrowienia !

    • comment-avatar
      Malgosia 17 lipca 2015 (14:23)

      Och, chetnie bym ci popielila bo lubie! U siebie stosuje sciolkowanie trawa z koszenia trawnika-polecam bardzo. Klade ja wszedzie: naokolo pomirodowych krzaczkow, pomiedzy rzadkami fasolki, jarmuzu, bazylii. Tamuja chwasty, zatrzymuja wode, powoduja, ze przy wiekszych opadach rosliny nie gnija od spodu. A dodatkowo jest to zielony nawoz, ktory potem urzyznia ziemie, bardzo polecam!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (14:27)

      co roku obiecuję sobie ściółkowanie i co roku, zapominam to robić:):):)

  • comment-avatar
    Dusia 16 lipca 2015 (20:17)

    Mi też się chce, pielić , kosić, i wydawać krocie na sadzonki, krzewy i drzewa , a na pytanie ..ile tu pracy ? odpowiadam – a jak tu miło , przyjemnie żyć się chce , pozdrawiam ciepło Dusia

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:30)

      Moja mama ostatnio chodząc po naszym totalnie niewypielonym ogrodzie ( akurat wróciliśmy z podróży) załamywała właśnie ręce – o matko, ile tu pracy!!

      :):):) pozdrowienia Dusiu!

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (17:35)

    Bożeeeeee czy tu są osoby które potrafią jeszcze czytać ze zrozumieniem. Dlaczego atakujecie Asie ? Asia napisała ogólny wpis….. napisała coś o czym wszędzie większość z Nas rozmawia… Podjęłam temat na swoim forum i wiem, że większość tak myśli. To może ja napiszę o konkretach… Styl skandynawski – większość blogerów ma te same lampy, wazony. Te same zdjęcie – taboret, kwiat w donicy i filiżanka kawy. Wszystko to jest na instagramie. To nie jest nic twórczego to kopiowanie!! Na nas spadła lawina blogów kopiujących. Każdy ma prawo szyć torby z filcu… ale czy muszą być to te same wzory ? z takimi samymi ozdobami ? Każdy ma prawo do szycia lalek, ale nie muszą być identyczne, wianki nie muszą byś wykonane na ten sam wzór i z tych samych kwiatów. Na tak ogromną ilośc dodatków w każdej dziedzinie nierealne jest, by powstały w dwóch końcach Polski identyczne produkty. Czytam te negatywne komentarze i zapomnieliście o jednym o granicy między inspiracją a kopiowaniem… My Polacy jednak uwielbiamy iść na łatwiznę… po co tworzyć, jeśli już inna osoba coś sprawdziła… lepiej skopiować :) To smutne ale jednak brak Nam własnego stylu…Pozdrawiam Cię serdecznie Asiu i dziękuję że odważyłaś się poruszyć temat który wszystkich męczy. Weronika :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:28)

      Jedni zrozumieli tekst zgodnie z moimi intencjami…a inni jednak całkiem inaczej. Chyba muszę popracować nad konkretnym ujmowaniem myśli jednak:)
      pozdrawiam Cię serdecznie!

  • comment-avatar
    Malgosia 16 lipca 2015 (16:34)

    Bardzo ciekawy wpis, szczegolnie pierwsza czesc. Ja tez sie spotykam z podobnymi reakcjami ale w troche innej formie, takiego niby to podziwu ale moim zdaniem zabarwionego lekkim poblazaniem w stylu "no z ciebie to taka prawdziwa gospodyni", nie to co ja prawnik/naukowiec/biznesowoman/ …wlasciwe podkreslic. Ty co prawda w ten sposb zarabiasz na zycie, ale wiele osob robi cos dla swojej wlasnej przyjemnosci i tez czesto slysza: powinnas to sprzedawac, powinnas zalozyc piekarnie, powinnas zalozyc pensjonat, powinnas na tym zarabiac… Nie chca zrozumiec, ze ja nie chce zarabiac na pieczeniu ciast, robieniu na drutach, pracy w ogrodzie i robieniu przetworow, ze nie kazdy chce zrobic ze swojego hobby biznes, ze mozna rzeczy piekne, pyszne i ciekawe robic tylko w niewielu egzemplarzach i tylko dla swojej rodziny, przyjaciol a przede wszystkim dla siebie.

    I jeszcze prosba-czy mozesz zdradzic gdzie w Polsce mozna zamowic domki dla owadow? Wybieram sie na wakacje w sierpniu i chetnie bym takie sobie z Polski przywiozla.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:26)

      Swoje domki kupiłam na allegro kosztowały około 45 zł:) uściski serdeczne

    • comment-avatar
      Malgosia 17 lipca 2015 (14:20)

      Dzieki, pobuszuje wiec!

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (16:34)

    Ja Cię podziwiam :-) Mieszkam daleko od Polski.mam kawałek zielonej trawki (nie swojej) wsadziłam dzewko ,kilka kwiatków.Choć tak cieszę oko.Mam swój szczypiorek w skrzynkach,niestety koper nie urośnie :( .Mam swój świat,swoje lata i swoje obserwacje życiowe.Za nic nie wróciłabym do Polski bo mam od dzieciństwa niemiłe wspomienia.Ludzie wśibscy,bezczelni…długo by pisać.Oczywiście znajdą się super tacy jak wy,tacy co tu piszą,prowadzą blogi.Ale tutaj gdzie mieszkam spotkać wredną i niemiłą osobę bardzo ale to bardzo rzadko a w Polsce odwrotnie

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:25)

      nasz koperek tez w tym roku nie urósł – bunt na pokładzie czy co? :)
      pozdrawiam serdecznie!…

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (14:14)

    Asiu, jestes piekna i pracowita kobieta. Tworzysz fajnego bloga, masz ladnie urzadzony dom, wspanialy ogrod.
    Ale, z calym szacunkiem do wszystkich Twoich osiagniec: nie umiem wskazac co takiego TY jedyna (pierwsza?) odkrylas! Sledze Twojego bloga od kilku lat, bardzo mi sie tu podoba. Ale znam wiele innych blogow i smiem twierdzic, ze czesto sa nieco bardziej oryginalne.
    Asiu, uznaje prawo autorskie, uwazam, ze niedopuszczalnym jest wykorzystywanie cudzego dziela bez przyzwolenia. Ale bez przesady: jesli ktos (chocby zainspirowany Twoim wpisem) zbuduje sobie np 'biale biuro' w ogrodzie to ma byc okrzyczany zlodziejem!!!

    Wiekszego dystansu do rzeczywistosci zycze.
    Ewka T

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:24)

      Ewa – po1. dziękuję za miłe słowa:)

      po2. Moich białych biur z tego co mi wiadomo jest w samej Polsce już kilkanaście. :):):)
      Wielu osobom je budującym sama udzielałam porad co do sposobów montażu czy innych rozwiązań – i dumna jestem że tylu ludzi swoim budynkiem zainspirowalam:)
      Nie o sobie w ogóle pisałam post….ale o samym temacie ZRÓWNYWANIA, przeczytaj jeszcze raz proszę tekst, może teraz będzie jaśniej:)

      masz rację – w necie jest mnóstwo blogów, i co człowiek – to znajdzie te swoje ulubione, najbardziej dla niego ciekawe:)

      pozdrawiam serdecznie.

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (13:53)

    Myślę Asiu, że jakby pisali, myśleli, oceniali Twój blog, magazyn, Twoja twórcza praca i pasja same się bronią. Mądre teksty, przepiękne zdjęcia, wspaniałe pomysły, szczere rady.. Przeglądam różne blogi, Twój jest zdecydowanie na pierwszym miejscu w moim rankingu:) Jesteś odważna, nie boisz się, mimo, że to nie jest popularne, szczerze mówić, wyrażać swoje uczucia, przemyślenia.. Mieć zasady i ich bronić.. Jesteś przy tym bardzo sympatyczną, otwartą dla innych, przemiłą dziewczyną:) Trzymam za Ciebie kciuki Asiu:) Aga G.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:40)

      Aga – nie zasłużyłam na taka laurkę….

    • comment-avatar
      Anonimowy 17 lipca 2015 (11:07)

      Asiu, szczerze wyrażam to co czuję i widzę… Niezwykłą jesteś kobietą.. Bardzo, bardzo utalentowaną. Dzielisz się swoim życiem z innymi, pokazujesz, inspirujesz, mimo, że często narażasz się na niesprawiedliwe oceny…Podziwiam Cię i kibicuję:) Pozdrawiam:) Aga G.

  • comment-avatar
    bamabo 16 lipca 2015 (12:30)

    Ojoj. Wiesz, że Cię kocham? :)

  • comment-avatar
    Lussi 16 lipca 2015 (12:17)

    Kochana! Po tym wpisie jeszcze bardziej doceniam małą garske przyjaciół których mam:-) Współczuję przykrego zajścia, którego doświadczyłaś i skłoniło Cię do tak głębokiego uzewnętrznienia, jednak większość ludzi niestety właśnie taka jest-zazdrosna, zawistna i po prostu egoistyczna oraz leniwa. Teraz ludzie oczekują wygodnego życia i głównie brania – z takimi ludźmi nie wchodze w bliższe relacje i żyje po swojemu:-) Buziaki i dużo usmiechu!:-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:19)

      Lussi – …no nie przeżyłam jakiegoś przykrego zajścia, to raczej pewna rozmowa mnie skłoniła do takiej treści….i w ogóle:) to co obserwuję ostatnio.

      uściski wielkie!

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (11:51)

    Każda twórcza osoba spotyka się z takim zrównywaniem…niestety. Z kopiowaniem również. Ja akurat prowadzę kwiaciarnię, znane są w środowisku bardzo liczne przypadki wręcz kradzieży zdjęć na profile i strony. I oburzenie, gdy autor zdjęć upomina się o swoje prawa. Inna rzecz, że jako osoba twórcza pewnie godzisz się z faktem, że twoje idee idą w świat, ktoś zainspirowany wyglądem twojego domu i warzywnika pomyśli, że też chce taki mieć, bo są to rzeczy zwyczajnie piękne :) to jest według mnie pozytywna inspiracja, ktoś dzięki tobie zmienia swoje otoczenie i życie. Co innego, gdy wykorzystuje twój pomysł na biznes. P.S. nie umiem się logować inaczej jak anonimowo, więc tylko się podpiszę. Miłego dnia.
    Magda

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:17)

      wiem, słyszałam o tym.
      Co do moich idei czy pomysłów z tego bloga – no oczywiście że wiem :) że te idee idą w świat, jestem z tego dumna!, że tak wielu ludzi INSPIRUJE się moimi działaniami. Przecież po to tez ta stronę zakładałam. I wiem że ludzie sobie robią np. warzywniki czy tam budują białe leśne biura. fajnie:) Jedni bardzo podobne, inni tylko lekko podobne. Tylko że mój blog Magda to nie jest autorska pracownia, która pokazuje publicznie swoje towary/swoje pomysły, – z których żyje. A ja o takich sytuacjach myślałam. O tym, że bez skrupułów zabiera się ludziom ich zawodową ideę, pomysłowość tożsamość, lekko przerabia i podaje ludziom jako swoje.

  • comment-avatar
    ania 16 lipca 2015 (11:47)

    Droga Asiu a ja Cię podziwiam za to co robisz, i dziękuję za dobre rady odnośnie ogrodu i tego jak dbasz o rośliny. Kiedyś jak będe na swoim, w sensie takim że będe mieć swój plac też bym chciała założyć ogródek i warzywniak, pewnie nie będzie tak okazały jakTwój :) ale Twoje rady na pewno się przydadzą. Podziwiam Cię właśnie za to że Ci się chce, bo wiem że wymaga to ogromnej pracy!!! I czekam na więcej Twoich rad i pomysłów, bo można je wykorzystać ale na swój sposób nie koniecznie dosłownie kopiując to co Ty zrobiłaś :) pozdrawiam

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (10:39)

    Czytam Green Canoe od ponad dwóch lat, przez cały czas trzymając kciuki za Asię, tak naprawdę ciesząc się z każdego sukcesu, a było ich ostatnio naprawdę dużo.Cudownie było patrzeć jak marzenia Asi spełniają się krok po kroku. Naprawdę Asiu tak wiele osiągnęłaś… Jednak po wczorajszym wpisie czuję się mocno zaniepokojona, smutno mi po prostu. Można powiedzieć, że "pokochałam" tą pokorę i mądrość życiową, które emanowały z Twoich tekstów. Jednak od jakiegoś czasu coraz częściej pojawia się w Twoich wpisach słowo "Biznes". Pięknie, że robisz to co kochasz a przy tym zarabiasz na życie. Ale skąd ta irytacja osobami ,które mają podobne marzenia, czy to odnośnie życia czy odnośnie właśnie "Biznesu". Asiu robisz to co robisz naprawdę najlepiej, ale pamiętaj, że nie masz na to monopolu. A poza tym sądzę, że każda zdrowa konkurencja jest dobra i motywująca.

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (14:07)

      Witaj :-)
      Wydaje mi sie, ze tu wlasnie nie chodzi o zdrowa konkurencje – i to wlasnie Asie irytuje. Ja nie naleze do osob tworczych, wiec nie biore sie za zakladanie bloga, nie porywam sie na rzeczy, na ktore nie mam pomyslu, na ktore nie starcza mi mojej wlasniej fantazji. Nie przyszloby mi do glowy, zeby swtorzyc cos na zasadzie kalki. Owszem – ogladam, czytam inspiruje sie, czasami cos tam od siebie dodam – ale nie pokazuje tego swiatu jako moje, przeze mnie wymyslone. A juz czyms okropnym jest korzystanie z cudzych zdjec, umieszczanie ich na wlasnych blogach – naturalnie bez podania zrodla. Mysle, ze o to mniej wiecej Asi chodzi i tutaj sie z nia zgadzam. Poza tym podziwiam ja wlasnie za to, ze jej sie chce, ze ma tyle pomyslow, tyle zapalu, tyle projektow. Mnie sie ani nie chce az tak bardzo, ani – niestety – nie jestem tak tworcza. Coz … stalam w innej kolejce :-) Co do biznesu – kwestia czasu bylo, az do Asi zaczna zglaszac sie firmy. Podoba mi sie to, ze reklamuje cos, poleca cos, co jej sie podoba, co sama stosuje, co jej sie przydalo … To jest fajne, bo ilez razy szukamy czegos porzadnego, wartego naszych pieniedzy, a tu same buble. I Asia nie ukrywa, ze jest patronka jakiejs firmy. Jest uczciwa wobec nas, czytelnikow. A zarabiac przeciez tez musi .-) Takie jest moje zdanie. Pozdrawiam i milego dnai zycze :-))))
      Ela

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:07)

      Anonimie – ale w słowie biznes ani w samym biznesie nie ma nic złego – zarabianie też nie jest niczym złym. A jeśli jakikolwiek bloger prowadzi bloga kilka lat poświęcając na to mnóstwo czasu i zaangażowania – to ja z całego serca życzę wszystkim takim blogerom, by mogli na tej swojej pracy czy pasji zarabiać. Post, a konkretnie cjego część o ZRÓWNYWANIU , pozbawianiu się unikatowości, nie dotyczył też konkretnie mojej osoby, napisałam ogólnie o zjawisku które coraz mocniej widzę wokół siebie….nie rozumiem więc trochę pytań o monopol czy zdrową konkurencję. Konkurencję wokół siebie to mam od co najmniej 20 lat… jakoś sobie radzę:), a czasami nawet mnie mobilizuje:)

      Elu…mnie tez się czasami najzwyczajniej w świecie "nie chce":)
      pozdrawiam serdecznie Was obie:)

  • comment-avatar
    cyga 16 lipca 2015 (10:37)

    Pytanie "na co ci to", paradoksalnie wynika z naszej inności, z tego, że nie rozumiemy poczynań innych ludzi, bo jesteśmy inaczej wychowani, w innych wartościach i innych warunkach. Nie ma ono wtedy wydźwięku negatywnego. Nie musi go wcale zadawać leń czy ignorant, on po prostu nie rozumie naszych poczynań. Nie można porównywać go do koleżanki, z którą zjadłyśmy przysłowiową beczkę soli. Gorzej jeśli pytanie wynika z czystej złośliwości od tak by pokazać, że jestem lepszy bo nie paćkam się w ziemi, bo lekko zarabiam i lekko żyję. Niestety czasem trudno określić intencje pytającego. W moim życiu nauczyłam się nie oceniać pochopnie, a tych którzy są dla mnie wyraźnie toksyczni po prostu unikam jak ognia. Czasem drażni ludzi też epatowanie naszym stylem życia, przeszłam ten etap. Sama udowadniałam wszystkim, że taki sposób na życie jest najlepszy. Na szczęście zauważyłam w porę, że jestem męcząca i zamiast zachęcać ludzi do bycia ze mną tylko ich odstraszam. I zanim powiesz sobie:"nie no jak tak nie robię" to najpierw przyjrzyj się temu bo sami często nie widzimy swoich błędów.
    Pozdrawiam

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:55)

      Cyga – nie mam raczej problemu z odczytywaniem intencji, wiem doskonale kiedy ludzie chcą z premedytacją sprawić przykrość drugiemu człowiekowi, nie rozumiem tylko w jakim celu….chyba nigdy tego nie zrozumiem.
      pozdrawiam Cię serdecznie!

  • comment-avatar
    Ange76 16 lipca 2015 (09:05)

    Może i kiedyś słyszałam pytanie "chce ci się", ale chyba mam to w nosie bo nawet nie pamiętam od kogo :) Sama raczej pod nosem sobie klnę w pełni sezonu, ze na co mi to było te wiecznie osypujące się pelargonie, zachwaszczona grządka z warzywami itp. itd. :D niemniej jak wracam do domu z pracy i widzę ukwiecone okna, to stwierdzam, że warto było i że warto się o nie troszczyć.

    Twój warzywnik jest fantastyczny, zresztą jak wszystko, co nam tu pokazujesz :) Generalnie życzę Wam smacznego :D

    Świetnie, ze pokazałaś te miksturę na mszyce z Substrala, bo wprawdzie zrobiłam tę z cebuli i czosnku i potwierdzam, że jest skuteczna, ale czasem po prostu nie ma czasu siekać, gotować i cedzić ;)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:50)

      co najważniejsze – ten substralowy też działa!
      uściski ogrodnicze!

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (09:04)

    :) Ku przypomnieniu :

    "Mój pierwszy wpis….
    Zainspirowany został wczorajszymi wycieczkami internetowymi – odpaliłam wiosła w zielonym czółnie , wypłynęłam na wody blogowe…i cóż się ukazało moim oczom….O MATKO Z CÓRKĄ!!…jakież cudne strony:):) Pomyślałam sobie – ja też chcę tak. "

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:49)

      Pamiętam nawet ten dzień:) i euforię, że można się w necie tak fajnie naładować się dobrą energią, inspirować czyimiś pasjami, zainteresowaniami. Oglądałam wtedy dużo blogów, – były tak RÓŻNE i pełne dobrej energii:):):):)
      pozdrawiam serdecznie:)

      pozdrawiam ciepło:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (08:26)

    To może kilka słów z drugiej strony barykady. Jestem z tych sfrustrowanych, co nie potrafią znaleźć czasu i energii na zbyt wiele czynności, ledwo ogarniam swoją "kurodomową" rzeczywistość, czuję się wiecznie zmęczona i niewyspana, CHCIAŁABYM robić mnóstwo fajnych rzeczy, mam mnóstwo pomysłów, ale kiedy przychodzi do realizacji to zwyczajnie NIE DAJĘ RADY. Czasowo, organizacyjnie, energetycznie. No słowem leń i ciamajda ze mnie. I wiesz, jak widzę taką osobę, która wszystko umie pogodzić, śpi 3 godziny na dobę i jeszcze tryska radością i energią do kolejnych projektów to przyznaję, nie pałam do niej wielką sympatią, bo po prostu samym swoim byciem przypomina mi, jaka ja jestem kiepska. I od razu mam wrażenie, że patrzy na mnie z wyższością i pogardą, bo ona jest taka wspaniała i pracowita, a ja nie. Tylko, że ja nie zadaję jej wtedy pytania "po co Ci to" albo "chce Ci się", staram się być miła i kulturalna, bo w gruncie rzeczy dziewczyna niczym mi nie zawiniła i moje porażki nie są jej winą. Ale drażnić mnie drażni i teraz, Wy wszystkie wspaniałe, już wiecie, dlaczego. Pewnie powiecie, że zamiast się wziąć do roboty, to się nad sobą użalam. A owszem, doszłam, po tylu próbach i staraniach, do momentu, kiedy nie widzę już dalszego sensu i mam poczucie, że jedyne, co mi zostało, to się poużalać i wyrzucić to z siebie. Pewnie mi za jakiś czas przejdzie i podejmę kolejną próbę bycia super-wydajnym robotem wielofunkcyjnym z obowiązkowym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Dziś, po kolejnej nieprzespanej nocy, nie mam na do siły. Wy pewnie wstałybyście mimo wszystko z uśmiechem i zabrały się pełne energii za swoje wspaniałe czynności. Pozdrawiam, przemyślcie czasem, co czuje druga strona.

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (09:38)

      Tak ,są tutaj i podczytują tez pesymiści, czarnowidze i szklankodopołowypustowicze. I nie mogą się nadziwić , skad tacy ludzie jak Asia maja tyle energii i CHĘCi na to wszystko. Sa zadowolone i szczęśliwe nawet po nieprzespanej nocy. Z doświadczenia rodzinnego wiem,ze takim trzeba się urodzić. Ja tylko mogę się zmuszać, ale to i tak będzie mus, a nie wrodzona chęć, chociaż czasami się człowiek oszukuje. Moim grzechem głównym jest lenistwo i wysilam się tylko wtedy kiedy muszę albo chcę. A mimo to, mam zadbany dom i ogród :) Na takie eneretyczne wulkany, a mam ich kilka w rodzinie, mówię Robokopy, bo wg mnie to wręcz nieludzkie lubić tak pracować. Bez obrazy…Pozdrawia Leniwa i Słaboenergetyczna Aga

    • comment-avatar
      Marzeniami malowane 16 lipca 2015 (13:56)

      Oczywiście, że są pesymiści, czarnowidze i ci, co widzą szklankę do połowy pustą. To normalne, wszak ludzie są różni. Akurat tak się składa, że ten blog prowadzi osoba optymistyczna i obdarzona niezwykłą energią, która lubi pracować. I to właściwie jedyna, ale istotna różnica między nią a wieloma czytelnikami. Masz rację, Ago, że takim trzeba się urodzić (i nie często się to zdarza, ale zdarza). W przeciwnym wypadku trzeba się zmuszać bardziej lub mniej, jak kto che czy lubi. Ale to nie Asi wina, tak jak pisze Anonimowa osoba wyżej, że innym nie układa się tak "sielankowo". Może dobrze, że wyrzuciłaś z siebie tę frustrację, choć podejrzewam, że miałaś dziś gorszy dzień. Chciałam Ci powiedzieć, że nie czytają Asi "same wspaniałe" kobiety, każda z nas nie daje czasami rady. Mnie się nawet zdarza ze zmęczenia zapłakać. I też chciałabym więcej zrobić niż jestem w stanie. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pałać antypatią do osoby, która może "więcej". Asia jest po prostu wyjątkowa (nie ma zbyt wielu takich Aś), trzeba to przyjąć za fakt i nie obwiniać się za to, że samemu nie jest się w stanie połowy tego ogarnąć. A na pewno nie patrzeć na siebie w kategoriach "kiepska", czy do niczego. I zapewniam Cię, że nikt nie patrzy na Ciebie z wyższością ani z pogardą – to Twoja wyobraźnia i sposób oceniania tak Ci podpowiada. Niedobrze, zupełnie niepotrzebnie, bo to właśnie powoduje frustrację. Z tego co piszesz z pewnością jesteś wspaniała, chce Ci się wciąż podnosić i dążyć do celu mimo, że czasem jest ciężko.
      Dziś mam chyba melodię na pisanie. :) Mam nadzieję, że moja wypowiedź będzie dobrze odebrana, bo nie mam złych intencji. A Asi nie znam, nigdy z nią nie rozmawiałam, nawet mailowo, jakby ktoś pytał.
      Ewa

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:46)

      Dziewczyny – miewam takie dni, że rano wstaję i NIC MI SIĘ NIE CHCE. Przecież jestem normalnym człowiekiem. Ok, miewam je rzeczywiście rzadko, i tak jak napisała to śmiesznie Aga – jestem naturalnym robocopem:):):)
      Ale kurczę…raz , że każdy z nas ma różne okresy w życiu, mogą one trwać latami – np. gorszy czas, a po drugie – no właśnie to co pisałam – dajmy sobie prawo do bycia różnymi. robocopów nie pytajmy – po co ci to, a tych mniej energetycznych nie poganiajmy do działania…kiedy im się po prostu po ludzku nie chce jak cholera:)
      Bardzo ciepło Was pozdrawiam!!!

      Ewa, no to może się poznamy kiedyś, tak na kawie gdzieś????:):):)

    • comment-avatar
      Marzeniami malowane 17 lipca 2015 (05:02)

      A bardzo chętnie, może kiedyś się uda, w końcu mamy niedaleko. :))

    • comment-avatar
      Anonimowy 20 lipca 2015 (20:59)

      Siostry moje z drugiej strony barykady, jakże kojące jest to, że w świecie dających radę są też tacy, którzy dają radę mniej :-)))
      Podziwiam Asię całym sercem, ale jednocześnie przyznać muszę, że jest to podziw z jakim patrzy się na niedosiężne gwiazdy na nieboskłonie. Pytania "po co jej to" w moim przypadku są pytaniami zadawanymi z fascynacją i niedowierzaniem – jak to możliwe, żeby mieć fizyczne siły na tak wiele spraw.
      Wracam z pracy i jestem wypruta. Parę czynności domowych – i ledwie żyję, koniec dnia.
      Ale cieszy mnie, gdy zrobię coś absolutnie drobnego i marzę, że powolutku, powolutku uda się spełnić choć parę planów, parę marzeń, na malutką, swoją skalę.
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich niskoenergetycznych :-))))
      Ania z Nieborowa

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (08:24)

    A ja z innej beczki….planujesz założyć oczko wodne albo mały staw?…..coś chyba o tym kiedyś wspominałaś…jestem ciekawa takiego pomysłu i realizacji, bo sama chociaż mam baaaardzo mały ogródek w mieście, to jestem właśnie w trakcie zakładania oczka wodnego. Pozdr. Gosia

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:41)

      Gosiu – chyba jednak nie zrobimy. z wielu względów. W tym roku już nie planuje żadnych planów ogrodowych.:)muszę w końcu odpocząć.

  • comment-avatar
    S jak Sylwia i Szycie 16 lipca 2015 (07:43)

    Ja podziwiam ludzi pracowitych i piękny masz ogród, aż dech zapiera, a co dopiero zobaczyć go na żywo!!! Ludzie zawsze będą gadać, a Ty rób swoje i bądź szczęśliwa!!! Serdecznie pozdrawiam :-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:40)

      :):):):) no tak właśnie robię:)

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (07:42)

    Od dziecka zmagam się z opinią , że jestem dziwna bo: nie jem wieprzowiny ci wołowiny, nie lubie nasiadowek w stylu – spotkac się i obrobic znajomych, nie piję alkoholu i nie pale, czas lubię spędzać w domu, sumiennie wykonuje swoje obowiazki. Mogłabym tak jeszcze powymieniac.Bardzo się tym przejmowalam.czulam sie stlamszona i wyobcowana. Od zaledwie kilku lat, a mam 37, zmieniłam swoje oodejscie do zycia. Od 10 lat mieszkam za granicą i przez ten czas poznałam wiele nowych ludzi- mam na myśli naszych rodaków. To temat rzeka. Można by książki pisać o zachowaniach Polaków na obczyźnie. Są z różnych środowisk, ale łączy ich jedno- finansowo mogą sobie pozwolić na wiecej a tym samym zachowują się jakby więcej mogli, wszystko im się należy, najlepiej za darmo, krytykują i wysmiewaja wszystko jak leci. Nie mają szacunku do podstawowych wartosci i są bezwstydni. A co dzieje się jak bywają w Polsce na urlopach, to juz sobie mogę tylko wyobrazić. Trwalo to dlugo, ale po dokladnym " rozpoznaniu gruntu" stwierdziłam, ze ja tak nie chcę. Obecnie nie przejmuje się juz glupimi docinkami, wiecznym porównywaniem do tych" normalnych" itp. Tylko jedno pytanie mi pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego ciągle bylam oceniana po katem tych moich zachowan o jakich wyzej wspomnialam- cz są one tak dziwne wdzisiejszm sświecie ze najlepiej byłoby mnie wykluczyc ze srodowiska? Przeciez nic złego nie robiłam, nie mam sie czego wstydzic. Tak sobie jednak mysle, że nie chce przebywac w takim srodowisku i sama się wykluczam. Cieszę się, że sa jeszcze tacy ludzie jak Pani, którzy tworzą to wspaniałe srodowisko ludzi ciekawych, inteligentnych, kreatywnych, szanujacych ginace dzis wartosci. I chetnie się do Was zapisze :) Ada

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:39)

      O matko, Ada…nie wiedziałam, że tworzę jakieś środowisko….chyba jednak tak się nie dzieje:) muszę Cię z błędu wyprowadzić. Jeśli się dobrze czujesz na tej stronie – to witam po prostu. Ale nie kryją się za nią jakieś hasła na flagach…to zwykły blog:)

      Pozdrawiam Cię najserdeczniej!:)

  • comment-avatar
    Ewelina Tomala 16 lipca 2015 (07:26)

    Witaj ,
    Ogromnie doceniam Twoje i generalnie wszystkich zaangażowanie i radość z uprawiania ogrodów , wiem ile trzeba do tego pracy , wiem jak cudownie siedzieć w takim ogrodzie gdy włożona praca wraca do ciebie. Ja niestety nie poradziłam sobie z ogródkiem działkowym a często też nawet nie radzę sobie z balkonowymi kwiatami. Tak sobie myślę że przyjdzie jeszcze na mnie pora i dojrzeję do tego… jak kiedyś zrealizujemy kilka naszych marzeń….
    Kolejną rzeczą jest Twój idealny tekst ja chyba zawsze borykałam się krytyką za bycie trochę inną , idącą swoim torem ,mówiącą głośno to co myśli i czuje . Niestety nie zmienimy ludzi oni sami muszą znaleźć tą swoją drogę a wtedy przestaną zajmować się i krytykować sprawami innym bo skupią się na sobie.
    Ważne że wyraziłaś to głośno , ważne że dałaś upust myślom.
    Pozdrawiam serdecznie

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (07:21)

    Pani Joanno, niech Pani nie idzie tą drogą. Kiedyś Pani posty były cieplutkie jak świeże bułeczki. Podawała Pani mnóstwo pomysłów właśnie po to, zebyśmy się inspirowali. A nawet wręcz te pomysły kopiowali. Meble, przeróbki, przepisy kulinarne. A teraz? Czuje Pani, że za dużo nam przekazała? Chciałaby Pani cofnąć czas? Ja bardzo tęsknię do Pani stylu sprzed kilku lat. Pozdrawiam. Miśka

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (21:47)

      Miśko – mam nadzieje, że jednak jest tu nadal mnóstwo inspiracji:) I w magazynie – bo po to go w końcu stworzyłam. Są i przepisy, i pomysły, prawda? Nie piszę na blogu tak często jak kiedyś – bo nie mam czasu, najzwyczajniej w świecie.
      Myślę jednak że przed nami – czyli mną i moimi czytelnikami, jeszcze wiele wspólnych projektów:)…i inspiracji:):)
      Nie, nie tęsknię z tym co było kiedyś:) Patrzę zawsze do przodu. To co było – BYŁO.

      serdecznie pozdrawiam!

  • comment-avatar
    Anonimowy 16 lipca 2015 (06:46)

    "Ludzie, którzy kradną drugiemu człowiekowi jego pomysł na życie i zabierają unikatowość tego co robi, podążając CZYJĄŚ a nie swoją ścieżką, naśladując, przerabiając… "
    Nie bardzo rozumiem, jak można ukraść pomysł na życie? Nie da się w stu procentach skopiować czyjegoś życia, bo każdy jest inny. Ale też nie można nikomu zabronić, żeby np. założył agroturystykę czy zajął się rękodziełem bo inni już to zrobili wcześniej i to jest kradzież czyjegoś pomysłu. O kradzieży można mówić, kiedy ktoś pobiera treści (zdjęcia, tekst, wzory) od innych na zasadzie kopiuj-wklej i nie podaje źródła. W kategoriach pomysłu, idei, stylu życia można mówić o inspiracji. Bo czy Ty wymyśliłaś bloga, czy Ty pierwsza wymyśliłaś magazyn internetowy, czy Ty pierwsza rozwinęłaś firmę w oparciu o popularność swojego bloga? Oczywiście, że nie – więc co ukradłaś czyjś pomysł na życie czy się zainspirowałaś?
    Rozumując tak radykalnie, to nawet zupy pomidorowej nie wolno mi ugotować, bo przecież nie ja ją wymyśliłam.
    Pozdrawiam
    Agata

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (11:48)

      Ja ten post zrozumiałam inaczej, mam wrażenie że Asi chodziło, że zamiast szukać w swoim sercu czegoś co będzie nam sprawiało radość i pozwalało Nam się realizować, ludzie wolą patrzeć jak żyją i co robią inni. Często kopiują ich pomysły, chwyty marketingowe, rozwiązanie graficzne itp. na własne życie. Wspomniana przez Ciebie agroturystyka czy jakakolwiek inna działalność to nie jest owszem odkrycie Ameryki (chociaż zawsze był ktoś pierwszy, kto to zrobił), ale znajdą się tacy którzy np. pojadą do konkurencyjnej agroturystyki na tak zwane przeszpiegi, i robią potem u siebie prawie to samo. Produkty z mojej firmy też były kopiowane i bardzo mnie to bolało. A odnośnie samego "inspirowania" często się niestety tak zdarza, że ludzie zabierają konkretny projekt, zmieniają kilka małych elementów i przedstawiają światu jako swoją koncepcje. Każdy kto doświadczył kopiowania, lub gdy zabrano mu jakiś fajny pomysł na zawodowe życie wie jakie to straszne uczucie.A co do bloga i magazynu, to tych akurat nie da się podrobić :) :) :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie Gośka :)

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (12:27)

      Ale jak to zabrano? Nawet jak ktoś skopiuje pomysł/produkt Twojej firmy (czego oczywiście nie popieram), to nie oznacza, że Ty musisz z niego zrezygnować – po prostu pojawia Ci się konkurencja. Ale masz przewagę, bo byłaś pierwsza, więc jesteś krok przed nimi. Sam pomysł to nie wszystko – na sukces składa się wiele elementów: ciężka praca, jakość wykonania, poziom obsługi klienta itd. Firmy/ osoby, które opierają swoje istnienie na kradzionych pomysłach już na początku idą na łatwiznę, więc dalej będzie tak samo – raczej rzadko się zdarza, żeby ich produkty powalały jakością. Uważam, że dobra jakość zawsze się obroni. Jeżeli ktoś ukradł Ci pomysł i wykonał go byle jak, to nie stanowi żadnego zagrożenia. A "prawie" (to samo) robi wielkie znaczenie:)
      I jeszcze druga sprawa – jeżeli ktoś ma produkt/ pomysł jego zdaniem naprawdę innowacyjny (czyli potencjalnie dochodowy) to zawsze może go opatentować. A jeżeli tego nie robi, to wydaje mi się, że sam go wystarczająco nie ceni.
      Pozdrawiam
      Agata

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:36)

      Gosiu – no właśnie to miałam na myśli. Kurczę chyba muszę zweryfikować swój sposób pisania, bo widzę, że jedna treść a wiele odbiorów.

      Agata – to co piszesz to często jedynie teoria. Jak sobie wyobrażasz, że np. każdy projektant ubrań z każdym swoim nowym/twórczym krojem biegnie do biura patentowego i je opatentowuje? Że Pani florystka będzie opatentowywana nowy rodzaj bardzo oryginalnego wianka? Owszem to są konieczne w branży działania w przypadku dużych firm, które stać na takie działania, na obsługę prawną. Ale malutkie autorskie pracownie?

      Co do mojego bloga czy magazynu – o nie się akurat nie martwię:) Świetnie sobie radzimy jak dotąd. Nie wiem czemu w ogóle o nich mowa – bo w poście nie dotykam aspektów swojej działalności – ogólnie poruszenie tematu ZRÓWNYWANIA. …
      Miałam w swoim życiu zawodowym ( w tym jedna związana z blogiem) 2 sytuacje związane z zabieraniem mojej pracy bez mojej zgody – skończyły się prawną i zresztą bardzo skuteczną interwencją.

      I jeszcze jedno – nie zgodzę się jednak z Tobą co do jakości podrabiania. Bywa zaskakująco dobra niestety….Bo tak naprawdę to często sama IDEA jest tą wartością biznesu, a nie rzecz, będąca jej pochodną.

  • comment-avatar
    Marzeniami malowane 16 lipca 2015 (06:27)

    Wiesz Asiu, tak sobie myślę, że owo pytanie zadają ludzie, którym się zwyczajnie nie chce, ale niekoniecznie dlatego, że są leniwi, tylko po prostu zamiast szaleć przy pieleniu i sadzeniu,przy tonach słoików na zimę, przy malowaniu płotków, mebelków czy innych przedmiotów, przy szyciu girlandy do pokoju dziecka etc… wolą ten czas spędzić na czymś innym i nawet do głowy im nie przyjdzie, że są ludzie, którzy lubią tak się "męczyć". :) A im się po prostu nie chce męczyć. Ja rzadko słyszę to pytanie jako negatywne, raczej (mam chyba szczęście jak wnioskuję) jako duży komplement, że mi się CHCE, przy tylu obowiązkach i jak ja to robię? ;)) A to pytanie w chwilach zwątpienia sama sobie zadaję: a na co mi to wszystko? Położyłabym się z książką albo paznokcie pomalowała i byłabym też szczęśliwa, a tak jestem wiecznie zmęczona! na szczęście to mija.;)
    A jeśli chodzi o drugą część tytułu, to ludzi generalnie uwiera sukces innych. Włożonego wysiłku nie widzą. Jeżeli komuś się udało wylecieć ponad poziomy, to należy go ściągnąć. Generalizuję oczywiście, ale taka mentalność jest. Przecież na pytanie: "co słychać?" należy w najlepszym razie odpowiedzieć: "tak sobie" i dorzucić garść narzekań, chociażby na pogodę. Odpowiedź: "świetnie" jest absolutnie nie na miejscu i może obrazić osobę pytającą. ;))
    Warzywnik masz imponujący, i dla mnie jesteś naprawdę niesamowitą osobą. Podziwiam Cię od lat, nie tylko za kreatywność, ale też za Twoją siłę charakteru, za niezłomność i pewność. I powiem szczerze, że nie wiem jak Ty to wszystko czym się zajmujesz ogarniasz, więc mi tu pracowitością oczu nie mydl, bo jak nic czerpiesz jakieś mega turbo doładowanie z kosmosu! :))))
    Oj, chyba dziś przesadziłam z grubością komentarza, dotrwałaś? :)
    Pozdrawiam ciepło
    Ewa

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:22)

      Ewa – a kto powiedział, że jato ogarniam:):):):):) Chcesz do nie wpaść na zaległe prasowanie ubrań????
      Uściski!

  • comment-avatar
    OLQA 16 lipca 2015 (06:09)

    Droga Asiu, gdyby nie Ty to 5 lat temu nie odkryłabym blogosfery. Inspirujesz mnie cały czas i chociaż z grzebaniem w ziemi nie zawsze mi po drodze, to też często słyszę i to od najbliższych " że tez Ci się chce" w zupełnie innych dziedzinach( najbardziej dobijające od Rodzicielki- takie torby to u Chińczyka za 1,99 kupisz)Ale hamulcowi tez są potrzebni, choćby po to,żeby uświadamiać nam ,że robimy coś wyjątkowego ( bo innym się nie chce)

  • comment-avatar
    Urszula Majreg 16 lipca 2015 (03:55)

    Haha, a ja się wyłamię. Czasem ktoś mi zadaje to samo pytanie "A po co Ci to?", ale dzisiaj odbieram je inaczej, jako objaw raczej współczucia, a nie zazdrości. Trzeba pamiętać, że niektórym ludziom nie zależy na posiadaniu lub umiejętności wielu rzeczy. Z wyboru, a nie dlatego że się lenią lub nie chcą. Oni nie biegną za wszystkim Z WYBORU. Dlatego rozumiem, ale nie do końca się z Tobą zgadzam. Myślę, że za kilka lat sama sobie zaczniesz zadawać to pytanie. Jak człowiek jest młody i ma kupę energii i siły to biegnie i pracuje nad wszystkim, stara się być silny, stara się nadążyć, zrobić jak najwięcej ale potem przychodzi refleksja pt. "Ale po co mi to?". Czy ktoś na łożu śmierci zadaje sobie pytanie "Dlaczego nie spędziłem więcej godzin w pracy lub w ogrodzie?" . Niektóre rzeczy lub sprawy są ważniejsze jak kontakt z bliskimi, z dziećmi, z przyjaciółmi, z ludźmi. Oczywiście ciepły, głęboki kontakt. Na to przede wszystkim warto znaleźć czas, nie zapomnieć. Potem na resztę. Ale post bardzo ciekawy. Pozdrawiam serdecznie.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:21)

      Ulu – masz rację, że każdy z nas jest inny. I ja i nawet Ty za kilka lat też będziemy innymi ludźmi i być może z innymi potrzebami. Tu się zgadzamy:)

      Pytanie "po co ci to" można zadawać na wiele sposobów…i w zależności od tego kto je zadaje i w jakim celu – odbieramy je też różnie. Jeśli ktoś Cię pyta tylko po to, by jawnie okazać swoją negację do tego co tam sobie na własnym poletku/życiu robisz – ….to nie jest to miłe:)
      A mnie po ludzku irytuje.
      Uściski Ulu – odbijam pozdrowienia!

  • comment-avatar
    Ania 16 lipca 2015 (00:09)

    Asiu, czy kwitnąca rukola jest jadalna?

  • comment-avatar
    Mariola Kowalik 15 lipca 2015 (22:53)

    Post dla mnie bardzo emocjonalny; jednocześnie popieram i zastanawiam się czy dobrze rozumiem (bo nie wiem czy się zgadzam). Tekst "A po co ci to" i "i tak ci nie wyjdzie" w moim przypadku mocno się łączy i jest wypowiadany przez najbliższą rodzinę (niestety) i dopiero od niedawna uczę się to olewać (a mam 32 lata) i żyć po swojemu.
    Zastanawia mnie też Twoja definicja "inspiracji" bo chyba inaczej ją rozumiem. Szukałam w "internetach" jakieś jednoznacznej definicji i wydaje mi się że inspirowanie to dotyczy konkretnym projektem (oczywiście nie kopiowanie). Przykładowo ja jakiś czas temu buszując po necie odnalazłam świat rękodzieła i się w nim zakochałam. Po pierwszym zakochaniu w kilku technikach odlazłam swoją główną. Technika gdzie na pewno powtórzy się spora część rzeczy u innych rękodzielników tworzących tą techniką, różnica może być w wielkości, kolorach no i jakości. Żeby przybliżyć temat to papierowa wiklina. I co, kopiuje? inspiruje się? Jak mam to nazwać? Chcę założyć bloga, ale po tym wpisie to nie wiem jak będę postrzegana. Co prawda chcę robić w sposób rozpoznawalny (cokolwiek to będzie znaczyć) ale na pewno nie uniknę że nie zrobię koszyka łudząco podobnego do już stworzonego przez kogoś innego (i to nie jednej osoby!). Zamierzam zawsze podawać dane inspiracji (dla mnie to priorytet) ale to będą dane osoby u której to widziałam, nie koniecznie kto wymyślił bo to ciężko stwierdzić-taka technika. Jak dotąd wydaje mi się że to co stworzyłam są inspirowane kształtem i wzorem innych a kolory są po mojemu…Kopiuje? Inspiruje się? WYDAJE MI SIĘ też, że stworzyłam też prace wg swojego projektu bo szukając tą frazą w necie znalazłam coś podobnego ale nie robione tak jak moja, część też po prostu mogłam nie wyszukać…więc nie wiem jaka prawda.
    Szukając pomysłu na urządzenie mieszkania też szukam inspiracji w necie. Wiadomo że nie skopiuje każdy m2 jak na obrazku tylko przeobrażę po swojemu.
    Trochę zaszalałam z tym komentarzem ale zaintrygował mnie temat inspiracji i jej znaczenia. Pozdrawiam :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 16 lipca 2015 (20:15)

      Mariola, nie jestem rękodzielnikiem – to twórca sam wie, kiedy inspiracja nie jest już inspiracją w aspekcie jego pracy… Jeśli ktoś kopiuje dla swojej działalności czyjś autorski i oryginalny wykrój sukienki dajmy na to…to w moim prywatnym odczuciu jest to już nie w porządku..

      A owo "na co Ci to" albo "chce ci się????" to są dla mnie akurat drażniące pytania, jeśli nie są wypowiadane np. przez najbliższych, którzy martwią się, że się człowiek przepracuje np., a przez jakichś mało bliskich znajomych, z negacją brzmiącą w głosie.

    • comment-avatar
      Mariola Kowalik 17 lipca 2015 (23:18)

      Ogólnie chodzi mi o to że nie w każdej dziedzinie inspiracji da się całkowicie coś nowego stworzyć. Wiadomo że (ja) nie chcę kopiować ale są nieraz uniwersalne wzory gdzie ciężko stwierdzić kto był pierwszy.
      "A na co ci to" rozumiem że są drażniące dla Ciebie, ja po prostu najwięcej takich pytań mam od najbliżej rodziny.

  • comment-avatar
    Panna Matka 15 lipca 2015 (22:23)

    Mam podobnie,wszyscy sie dziwia ze skoro znalazlam dobrze platna prace w korpor to po co ja sie w blog bawie i czy sie nie nudze i co za strata czasu bo nie śpię po nocach…zapraszam do mnie na balkon robiony w weekend przy gotowaniu,praniu i z dzieckiem na ręku…

  • comment-avatar
    Różana Ławeczka 15 lipca 2015 (21:45)

    Ha ha ha no i na co Ci to wszystko? to pytanie wciąż wiruje jak tylko urzeczywistniłam swój plan mojej "cichości" to taki mały tarasik na Różanej Ławeczce, gdzie odpoczywam po spełnieniu się w mojej różanej pracowni…biały, bez zadaszenia, poduszki, dywanik, świece, na co Ci to wszystko? a ja po prostu siadam zmęczona po pracy, uśmiecham się do siebie i odpowiadam sobie na głupie pytanie: " po to by znów jutro wstać, robić to co kocham i mieć radość z tego co przyniesie mi dzień" na to właśnie to wszystko…a czy się opłaca? bo też takie miewam pytania…:) nic w życiu się nie opłaca jeśli tego nie czujemy i nie mamy do tego serca, dlatego, by iść zgodnie ze swoim sumieniem jestem dziś tutaj gdzie jestem i jest mi z tym dobrze, a w życiu nie wszystko musimy przeliczać na monety…
    Buziaki
    Aga z Różanej

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (20:56)

    Kocham Cię po prostu :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:59)

      czy powinnam się zacząć bać…albo coś? :):):):):)_

    • comment-avatar
      Zylwijkowo 16 lipca 2015 (14:34)

      Ale ktoś pojechał:)

  • comment-avatar
    losanity 15 lipca 2015 (20:46)

    Więc to nie tylko u mnie mszyca zaatakowała WSZYSTKO! A Twojego bloga uwielbiam:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:55)

      nie tylko, nie tylko – z kim z ogrodziarzy nie rozmawiam, wszyscy na nią narzekają. jakiś pogrom mszycowy był:)
      ściski!

  • comment-avatar
    Elżbieta A. 15 lipca 2015 (20:28)

    HI HI Asieńko, ja chyba żyję w innym świecie, na szczęście. Mam tak jak TY milion pomysłów, kilka prac na raz i wciąż ręce czymś zajęte. Ale jeszcze nigdy nikt nie zadał mi tego pytania "po co mi to". Naprawdę zastanawiam się, czy mieszkam i nie koleguję z kosmitami Oby takich kosmitów było więcej: niezawistnych, niezazdrosnych, pomagających, wspierających i dziwiących się: no co ty? Odpoczywasz? He he Przytulam mocno

  • comment-avatar
    Noc Majowa 15 lipca 2015 (20:22)

    Nie wiedziałam, że pytanie "na co Ci to" może tak frustrować ;-) Też je często słyszę, odpowiadam po prostu "bo lubię" i do głowy by mi nie przyszło robić z tej igły widły ;-)
    Ustęp o bólu z inspirowaniem to już mnie całkiem rozśmieszył. Pewne rzeczy podlegają pod prawo autorskie, tak? Kraść zdjęć nie można, popieram. Ale co u licha z inspirowaniem się pomysłem na biznes, styl, urządzanie domu? Czemu nie? A niech się w ten sposób inspiruje, może zrobi to lepiej niż ja, może z kolei on podsunie mi inny pomysł. Weź wyluzuj, też się "inspirujesz", świat inspiracjami stoi, ulepszaniem, rozwojem, kontynuacją.
    Twoje zdjęcia, pomysły bardzo mi się podobają, ale jak filozofujesz to już nie bardzo, niestety :-) Warzywnik piękny!!! Ile pracy, ale jaki efekt – super widoki i jaki pożytek :-) Domek dla ptaków fajna sprawa, w naszym parku też widziałam kilka, jak miło :-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:33)

      Miedzy inspiracją a kopiowaniem bywa bardzo cienka granica. A niektórzy jej w ogóle nie widzą. I myślę, że wszystko w tej kwestii już napisałam powyżej. Tak, warzywnik wyszedł piękny:), dziękuję za komplement.

    • comment-avatar
      Joanna - Mama w Centrum 15 lipca 2015 (23:57)

      Asiu, filozofuj, proszę :-)

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (11:56)

      A ja uwielbiam właśnie takie Twoje wpisy. Zgadzam się ze wszystkim. :) Justyna

  • comment-avatar
    Mika 15 lipca 2015 (19:50)

    tak więc z medalem na szyi przyłączam się do twoich stwierdzeń. U mnie też sąsiadki siedzą w domach obłożonych jedynie kostką, spijają u siebie kawki i dziwią mi się, że ja znów wyrywam chwasty…No ale to trzeba kochać:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:34)

      chwasty kochać? – jak ja ich nie cierpię! :):):):)

  • comment-avatar
    Sylwia 15 lipca 2015 (19:28)

    Dobrze prawisz. Ja tez z tych odmiencow, tyle, ze mieszkam w blokach. Jak kupowalam pierwsze kwaty na balkon, to bylo: " po co ci to". Dzis sasiadki wpadaja na kawke i poogladac z bliska kwiatki. W tym roku postanowilam isc dalej, kupilam sadzonki pomidorkow. I znowu bylo "po co ci to". Pierwsze dwa juz zjadlam, dumna jak paw, ze mi sie udalo, ze urosly, ze dojrzaly. 2 lata temu denerwowoalo mnie, ze przy wejsciu do bloku lezy odlogiem grzadka, kiedys byly tam kwiaty, z czasem zostala tylko dzicz i zielsko. Podzielilam sie pomyslem z kolezanka i co padlo? "Po co ci to" Oczywiscie, ze zabralam sie za ten skrawek ziemi, maz dopomogl w ciezych pracach kopalnianych, kupilam kwiatki, co roku cos dosadzam, przesadzam, dogladam, glupie 12 mkw, ale ile radosci. Sasiedzi zadowoleni, niktorzy nawet dokupuja mi celubulki wiosennych kwatow, czy doniosa cos z wlasnych ogrodkow. Zdarza sie, ze ktos obcy przystanie i chwali, kiedy tam cos robie, ze tak ladnie, ze az milej sie przechodzi. Moja satysfakcja bezcenna i co z tego, ze nie moj kawalek ziemi. Teraz wymyslilismy sobie, ze chcem ogrodek dzialkowy i co uslyszalam? " Po co ci to" i jak juzmusisz miec, to nic oprocz trawy nie sadz, bo sie narobisz jak glupia. A ja juz marze jakie kwiatki bede miec i warzywnik i mala szklarenke. I mam gdzies tych od "po co ci to" Uwielbiam Twoj blog i z przyjemnoscia czytam kazdy nowy temat, cudne miejsce stworzylas. Pozdrawiam serdecznie:)

  • comment-avatar
    Martyna B. 15 lipca 2015 (19:22)

    Pani Asiu, jest Pani inspiracją nie tylko pewnie dla mnie ale dla wielu osób. Nie inspiracją by żyć tak samo, bo trzeba przyznać się przed samym sobą co się potrafi a czego nie. Co się kocha a co nas wkurza. Mnie nadal będzie Pani inspirowała… żeby żyć po swojemu, tym co nam osobiście daje szczęście. Pozdrawiam ciepło!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:10)

      dziękuję! i mów mi na 'ty" :):):)

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (18:53)

    Droga Joasiu, jak to dobrze,że jesteś…, wiele można zrobić właśnie jak się chce! I choć nie zawsze od razu realizują się wszystkie nasze zamiary – trzeba próbować. Bo to jest po prostu PASJA.Cieszę się również, że udało się ( mnie i mężowi) podsycać życiowe pasje u naszych synów. Czasami przekornie pytam ich, czy warto tak się męczyć ? Bardzo cieszy mnie wówczas ich zdziwiony wzrok… I uśmiecham się od ucha do ucha – takiej niemej odpowiedzi oczekuję…Pozdrawiam serdecznie pelna podziwu dla Twoich Pasji – Ewa.

  • comment-avatar
    słodko-winna 15 lipca 2015 (18:49)

    A ja zrywam balkonowy pomidorek i z lubością mrużę oczy. Wlaśnie dlatego-na balkonie, na drugim piętrze…właśnie dlatego mi sie chce. I podziwiam mój krzak róży, ma już dwa pączki, a wiciokrzew i passiflora strzelają wysoko. Podziwiam Asiu Twoją pracowitość:))
    Kasia

  • comment-avatar
    Grażyna-Anna 15 lipca 2015 (18:43)

    Witam bardzo przyjaźnie, zawsze powtarzam, że każdy może wejść na wysoką górę, ale wchodzą tylko Ci, którym się chce.
    Owo 'chcenie' jest bardzo ważne. dzięki niemu osiąga się sukcesy, wchodzi na wyższy szczebel drabinki kariery zawodowej.
    Ja się wspinam cale życie, bo mi się chce, bo inaczej nie potrafię, bo daje mi to poczucie wartości i spełnienia.
    Asiu, dobrze, że takich, którym się chce jest trochę. Ty jesteś wyjątkowa i ciesz się tym. Ponownie gratuluję.

  • comment-avatar
    Anna 15 lipca 2015 (18:12)

    Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu jak ja to rozumiem!!!
    Mnie się co chwilę ktoś pyta "po Co Ci to?", "chce Ci się to robić?", "nie lepiej kupić?" :D
    Ja pitolę – sorki – ale tak chce mi się, lubię to i wolę jak się wióry sypią i pył w warsztacie niż leżeć i pachnieć… choć czasem tak żartuję gdy już naprawdę nie mam sił i po prostu odpoczywam :D
    Niestety w blogowej sferze zdarza się tak, że robimy podobne rzeczy do tych, które już wcześniej zostały przez kogoś zrobione i albo OBIE osoby są genialne, że wpadły na to samo albo ta pierwsza jest MEGA inspiracją dla drugiej :) Chyba nie warto się obrażać. Ja się nauczyłam, żeby to akceptować.
    Życzę Ci wytrwałości w pracy nad domem, pracą i samą sobą – do tej pory idzie Ci rewelacyjnie.
    Gratuluję i kibicuję :)

    Pozdrawiam,
    Ania

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (18:19)

      Ania, świat blogowy i to co się w nim dzieje, to już w ogóle inny temat:):):) – nawet nie warto go "ruszać" bo szkoda czasu.
      ja nie rozumiem takich zachowań, że są zabierane ludziom np. wzory autorskie. Albo pomysły – przechwytywane w mig. I rozumiem, że ludzie żyjący np. z jakiegoś rzemiosła, mogą mieć prawo do oburzenia, gdy zabiera się im ich własne koncepty. Wiem, wiem – świata nie uratujemy….ale być może takie posty jednak kogoś nakierują na jakąkolwiek refleksję.

    • comment-avatar
      MonDu 15 lipca 2015 (19:59)

      Świetny post.
      Ja akurat jestem osobą zajmującą się szeroko dziewiarstwem i otrzymuję wiele wiadomości wręcz z żądaniem podania wzoru czy opisu. Jeśli takiej osobie odpisuję, że to mój prywatny projekt i odmawiam wzoru czy opisu, od razu zostaję obrzucona wszystkim co najgorsze na świecie. Strasznie mnie dołują takie wiadomości. Od niedawna jednak zaczęłam dbać o swoje projekty i nie udzielam na ich temat informacji, tym bardziej nie publikuję ich na moim blogu, bo rozchodzą się po necie z prędkością światła. Niestety wiele osób tego nie rozumie, nie szanuje mojego czasu i mojej pracy. Z czasem nauczyłam się, że jeśli ja nie będę szanowała siebie, nikt inny tego nie zrobi. Zawsze byłam przychylna osobom dziergającym, ale jak zobaczyłam w różnych miejscach kopie moich prac, powiedziałam dość. Kiedyś nawet miałam Klientkę, która po poznaniu ceny swetra bezczelnie napisała "na pani blogu jest opis, więc znalazłam inną osobę, która wykona mi taki sweter za niższą cenę". Jak można się w takiej sytuacji poczuć?
      O kradzieży zdjęć nawet nie chce mi się pisać.
      Dziękuję Ci Asiu za wspaniały post, za to, że czytając powyższe komentarze, nie jestem odosobniona w podobnym podejściu do naśladownictwa, kopiowania, inspirowania… Przyznam jednak, że czasem zdarza mi się skorzystać z gotowego wzoru, ale zawsze jest to w poście uwzględnione i umieszczony link odsyłający do Autora.

      Warzywniak wspaniały i satysfakcja z jego dzisiejszej formy rekompensuje Ci zapewne ogrom pracy jaki w niego włożyłaś. Oby odwdzięczał Ci wspaniałymi warzywami.
      Pozdrawiam ciepło
      Monika

  • comment-avatar
    Anna z www.dziecioblog.blogspot.com 15 lipca 2015 (17:55)

    Nie masz pojęcia ile razy czytałam Twojego bloga i myślałam "że jej się chce" – chować te wszystkie poduszki i kocyki z dworu jak pada deszcz, budować leśne biura, zakładać wielkie warzywniki, ale nigdy nie myślałam tego z pogardą, tylko z podziwem. Może jeśli ktoś napisze taki komentarz wyjęty z kontekstu, to automatycznie dopisujesz sobie, że jest to komentarz negatywny. Ciebie się nie da nie lubić i nie podziwiać. Jedyną motywacją dla negatywnych komentarzy może być zazdrość. Mnie też czasem ktoś pyta czy mi się chce zmieniać dekoracje sezonowe albo robić przetwory, ale zawsze odbieram to jako komplement. Całuję Obca Baba z Kanapy

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (18:03)

      Babo kochana:) – uściski wielkie!

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (17:54)

    A mnie jest przykro jak słyszę takie słowa krytyki, negację na temat mojego domu, ogrodu. Mamy jako rodzina wizję tego jak chcemy żyć, mieszkać. Nigdy nie krytykujemy cudzych wyborów bo każdy z nas jest inny, każdemu co innego się podoba i ma inny gust, potrzeby, środki finansowe. Ta krytyka ( często zazdrość) powodują, że zamykam się na ludzi. Dobrze a właściwie spokojnie i bezpiecznie czuje się w moim świecie i nie chce słuchać ciągłego narzekania, obrażania. Bardzo Ciebie Asiu rozumiem i podziwiam to, że właśnie mimo tylu różnych komentarzy nieprzychylnych, które czytamy w komentarzach na Twoim blogu Ty realizujesz swoje wizje, marzenia, przesz do przodu z podniesionym czołem i masz Tych wszystkich "miłych inaczej" gdzieś. Gdyby Cię kiedyś dopadła chwila zwątpienia to pomyśl o tych setkach nas, które wchłaniają wirtualnie to co robisz, piszesz, pokazujesz. WY WSZYSTKIE DZIEWCZYNY W KOMENTARZY POWYŻEJ – UWIELBIAM WAS I CISZĘ SIĘ, ŻE WAM SIĘ CHCE. Ila

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (18:04)

      Ila – pozdrawiam Cię bardzo ciepło:)

  • comment-avatar
    Alicja 15 lipca 2015 (17:19)

    No to super poleciałaś z tematem i dobrze . I ja dzisiaj jakbym słyszała po co ci to czyli ogród , kwiaty , skalniaczek i jakbym widziała uśmieszek na twarzy tego od słów " po co ci to" , gdy mówiłam że muszę popielić , podlać,opryskać czymś na mszyce i że trochę jestem zmęczona, i trochę u mnie z czasem wolnym na bakier i że nie mogę z tego powodu iść z tą osobą do pub-u .Ale ta osoba ( od " po co ci to ") mieszka w bloku , nie ma nawet balkonu ani żadnych innych hobby a na grilla to najchętniej jeździ do innych bo tam tak ładnie i wypielone i kwiatki rosną …i dzisiaj też od niej usłyszałam że też chciałaby mieć gdzie posiedzieć, zrobić grilla odetchnąć świeżym powietrzem.
    A jeśli chodzi o tzw. inspiracje . Podobają mi się innych pomysły ale realizuję swoje i nie mam białych ścian w domu bo takie ładne i wszędzie ich pełno i takie śliczne. Może nie jestem przez to modna ale co tam :-). Pozdrawiam.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:25)

      Nie wiem czy "poleciałam":) Na spokojnie raczej napisałam:)
      pozdrowienia serdeczne! :)

  • comment-avatar
    Wiesia Pawlowska 15 lipca 2015 (16:56)

    Dziękuję za tego posta! Mnie się chce – chce mi się być szczęśliwą w ogrodzie, utytłaną po plewieniu rabatek i podrapaną po cięciu róż. A jakoś przy oglądaniu telenowel szczęśliwa nie bywam. Więc wybieram ogród, woskowanie mebli i inne pasje. Co zaś do naśladownictwa, to myślę, że jeżeli moje prace są naśladowane, to znaczy, że są dobre. I chyba trafiłam na dobre środowisko, bo częściej słyszę "dziękuję, że się dzielisz wiedzą, dzięki tobie też umiem". Inna sprawa, ze zdjęcia na blogu podpisuję ;-) Myślę też, że jedynym skutecznym sposobem na uniknięcie naśladownictwa jest bycie coraz lepszym w swojej dziedzinie – moją działką jest pikowanie z wolnej ręki. Ponieważ wiem, ile wysiłku i czasu poświęciłam, żeby się tego nauczyć, wiem też, że niełatwo tak po prostu podglądnąć i skopiować to, co robię.

    Pozdrawiam serdecznie, Wiesia

  • comment-avatar
    nabiegunachArt Sylwia 15 lipca 2015 (16:39)

    No, temat taki, że hohoho!!! :) Myślę, że i mnie trochę po dupce się dostało, bo i ja mocno się inspirowałam innymi pracami. Na samym początku, kiedy kompletnie nie wierzyłam w swoje możliwości, taka trochę życiowo stłamszona, ale tak bardzo pragnęłam, robić tak pięknie jak inni, ale teraz… teraz to mi przez głowę przelatuje tysiące pomysłów, setki planów, trzy grube zeszyty zapisane projektami, czwarty powoli się zapełnia moimi, w 100% własnymi pomysłami, i kocham tworzenie, wymyślanie, realizowanie. Kocham te uczucie spełnienia, tę satysfakcję, te wspaniałe uczucie siły i wolności tworzenia… Też jestem pracowita (bez kokieterii :), w sumie zasuwam jak dziki osioł w domu, ogrodzie. Ok 1200 m2 skopałam w większości sama, każdy pieniądz przeznaczałam na rośliny i inne ogrodowe sprawy, za płotem ludzie pukali się w czoło na mój widok, o 12.00 w południe, w pełnym słońcu kopiącą chwasty i dziką trawę (na trawnik), wynoszącą taczką jakieś śmiecie, z dzieckiem przy boku, sama… a cały dzień szedł na to. Tylko, że ja uważam, że samo się nie zrobi, było mi bardzo ciężko, teraz zresztą też jest, ale lepiej zakasać rękawy i wziąć się do roboty, niż narzekać. I patrzeć z utęsknieniem jak mają inni. Zakasuję więc te rękawy, ze zmęczoną twarzą wprawdzie, ale szczęśliwą. Bo ja strasznie zaczęłam kochać swoje życie, kocham te moje uczucie zmęczenia, tę satysfakcję z tego, czego dokonałam, nawet jak w ciągu dnia, stworzyłam tylko jedną grządkę z sałatą, wycięłam szablon, wymyłam podłogę… Czuję się szczęśliwa, bo mocno wierzę w to, że mocno pracując, codziennie, tymi małymi kroczkami realizuję swoje małe marzenia i zbliżam się do tych wielkich :):):) Ludzie się mnie z kolei pytają, kiedy ja na to wszystko znajduję czas, przy dzieciach, kiedy mąż od rana do późnego wieczoru w pracy, czasem i w sobotę , niedzielę go nie ma, że mi się jeszcze chce w ogrodzie babrać… ja się tylko uśmiecham, bo naprawdę nie wiem, skąd ja ten czas biorę na to wszystko… ale to chyba dlatego, że ja tak bardzo chcę… :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:03)

      ale milo było przeczytać twój wpis! :):):):)
      Trzymam kciuki za twórcze działania! :)

  • comment-avatar
    mojedziecimojezycie 15 lipca 2015 (16:33)

    Droga Asiu, ostatnio natrafiłam na blogu MH pewne podobieństwa do Twoich poczynan. Sama zastanawiałam się czy to przypadek? Może to właśnie masz na myśli piszac ten tekst. W sumie nie jest to ważne bo u Ciebie jest bajeczne ☺ pozdrawiam wszystkich którym się chce ☺

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:02)

      Nie miałam na myśli jakichś konkretnych osób czy poczynań – tylko samo zjawisko, trend, przyzwolenie publiczne…Post tak naprawdę wywołał pewien telefon od mojej znajomej, załamanej że kolejny raz ukradziono jej autorski wzór…i że czuje się tak bezsilna.

      pozdrowienia!

  • comment-avatar
    Erendis 15 lipca 2015 (16:11)

    A ludzie, którym się nic nie chce są arcyciekawi, nieprawdaż? :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:04)

      nie wiem – bo nie znam takich:):):):)

  • comment-avatar
    July "Treasures of home" 15 lipca 2015 (16:08)

    Teściowa mojej sąsiadki ma najpiękniejszy ogród jaki w życiu widziałam: przepiękne pnące róże, lilie, równiutko przystrzyżony trawnik, tuż obok warzywnik (a mówimy tutaj o takich przydomowych czy raczej przyblokowych ogródkach). Tylko u niej na balkonie rosną kwiaty, posadziła je również wokół bloku- nie dla siebie przecież, tylko żeby ładnie było. Jednocześnie jest osobą pracującą, ale codziennie widzę ją w ogródku. Podczas gdy moja sąsiadka (jej synowa) nie robi nic, nie pracuje zawodowo, w ogródku jedynie smaży się na słońcu lub kosi trawę ;) Nie piszę o sobie, bo nie mam w sobie aż takiego zapędu. Piszę o kim innym, bo podziwiam nie tylko to że jej się chce, ale to że chce upiększać nawet tą przestrzeń która jest ogólnodostępna, a nie tylko swój teren. Dzięki temu aż przyjemnością przechodzi się wokół tych wstrętnych, szarych, dawno nie malowanych bloków. Co zaś tyczy się tych, którzy jak moja sąsiadka siedzą tylko na tyłku i dziwią się, że się komuś chce… nie wiem, ja bym się chyba z nudów za robotę wzięła ;)
    W temacie "inspiracji" nie ukrywam, że jesteś dla mnie autorytetem, uwielbiam oglądać zdjęcia Twojego domu, chociaż mój styl jest zupełnie inny, nie mam białej kuchni, nie wyobrażam sobie mieć białej podłogi, jednak to co Ty robisz w swoim domu jest po prostu cudne:) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (16:58)

      Dziękuję:)
      Inspirowanie się – takie prawdziwe inspirowanie się…to w mojej ocenie, nie przenoszenie na swój kawałek podłogi tego, co mają inni – a właśnie poczucie w sobie tego impulsu, tchnienia…aby samemu cos podziałać.
      uściski wielkie!

  • comment-avatar
    Klimaty Agness 15 lipca 2015 (16:05)

    Bardzo podoba mi się to co napisałaś i podpisuję się pod tym.
    Ja od zawsze mam w sobie ducha przekory. Zawsze chcę inaczej, zawsze staram się podkreślić swoją indywidualność i bardzo ją cenię u innych. Ostatnio rozmawiałam z dawno nie widzianą koleżanką z podstawówki. Weszłyśmy na temat naszych dzieci, powiedziałam, że moja Ola to indywidualistka, stara się wyróżniać z tłumu, stara się odróżniać ciuchami, nie nosi tego co wszyscy, poszukuje i kombinuje. Na to koleżanka stwierdziła, że ma to po mamusi, przecież ja byłam taka sama… Ależ mi się miło zrobiło. Tak było faktycznie, ale nie sądziłam, ze tak zostałam zapamiętana. A przecież już chodząc do szkoły szukałam innych rozwiązań , niż te otaczające mnie wokół. Farbowałam pieluchy i szyłam z nich bluzki i spódnice, farbowałam bandaże i robiłam wstążki do włosów czy naszycia na ciuchy, robiłam biżuterię z czarnej modeliny, dziergałam ogromne swetrzyska :)) Ależ to było fajne :))
    Duch przekory trwa we mnie silny :)))
    Wszędzie białe wnętrza – mimo, że są piękne i podobają mi się bardzo, zachwycam się nimi wprost, to u mnie takich nie będzie, bo widzę je wszędzie. U mnie będzie ciemno i po mojemu…. co z tego, że komuś może nie pasować ;)))
    Oj mogłabym wymieniać i wymieniać :))) ależ się rozpisałam :))
    Dziękuję za ten post i serdecznie pozdrawiam , Agness <3

  • comment-avatar
    Erendis 15 lipca 2015 (15:46)

    Odniosłabym się tylko do drugiej sprawy, kopiowania. Od zawsze mnie bolało, że nie posiadam żadnych talentów, aż zorientowałam się, że tak jak mój tata, jestem odtwórcą. Odtwarzać umiem bardzo ładnie. Wymyślić coś sama – nie. Oglądam piękne zdjęcia, wnętrza, blogi, w tym Twój Asiu, wszystko ogromnie mi się podoba. Też bym chciała tak mieć. Nigdy nie miałam swojego stylu, zawsze podpatrywałam innych. Czy jest takie złe? Powinnam zrezygnować z upiększania swojego życia bo nie ja to wymyśliłam, a ktoś inny? Ja jestem wdzięczna, że wspaniale utalentowane osoby dzielą się tym z innymi, którzy z tego przecież czerpią. Podobnie z pomysłami na życie. Nigdy nie wiedziałam "kim chcę być jak dorosnę" i wskutek tego wykonuję nielubianą, nijaką pracę. Gdybym spróbowała robić np to co Ty, i się w tym odnalazła, to byłoby czymś złym? Widocznie ja mam w sobie tę dziurę.
    Ale zrównywania nie cierpię.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:08)

      Ale co konkretnie masz na myśli? Robiąc to samo co ja – czyli co?
      Gdybyś skopiowała np. jakiś mój autorski wzór sukienki, który ja jako projektantka ubrań stworzyłabym od podstaw – i sprzedawała go pod swoją marką lekko zmieniając detale – to tak, uważam że to jest złe.
      Jeśli zaś tak jak ja – zrobisz sobie warzywniak:), albo pomalujesz na biało podłogę, albo zbudujesz swoje leśne lokum do pracy – to tylko zaszczyt dla mnie, że mogę tak ludzi inspirować:) I jeszcze jedno – na koniec – NIE WIERZĘ w to, że nie masz talentów. każdy człowiek je ma…czasami tylko długo czeka, by je w sobie odkryć – z całego serca życzę Ci byś szybko swój znalazła:)

    • comment-avatar
      Erendis 15 lipca 2015 (17:25)

      Asiu dziękuję bardzo za dobre słowo! Odtwarzanie też jest przyjemne :) Mam na myśli moje szydełko. Miałam na myśli to drugie, bo mówiłaś o sposobie na życie, czyimś sposobem na biznes. A Tobą chciałabym się nadal inspirować.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (17:30)

      :):):)

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (15:07)

    Witam, kiedy słyszę po co ci to, po znów coś kupujesz, po co robisz, to ogarnia mnie wściekłość, ale zaraz potem myślę sobie"mam to w d…" Ci ludzie są po prostu zazdrośni,że nie mają odwagi żyć po swojemu, że boją się wychylić. Ileż już razy śmiali się ze mnie, że 4 dychy na karku, a ja otaczam się pastelami?! No i co z tego. Teraz w końcu mogę kupić przeczy w pastelowych barwach, a dzięki blogom nauczyłam się, że mogę chwycić pędzel, farbę i zamiast kupować po prostu sama zrobić. Owszem podglądam i czasem wzdycham, ze też tak chcę, ale w końcu podązam swoją drogą. Niech się ludzie śmieją, to moje zycie i ja mam się czuć dobrze, a nie oni. Pozdrawiam Aneta

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (15:37)

      Aneta – odbijam pozdrowienia! :)

    • comment-avatar
      Anonimowy 16 lipca 2015 (10:41)

      Dziękuję, dzięki Pani wiem, że warto podążać za marzeniami.

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (15:04)

    Brawo Asiu!!!!
    Za całokształt:-)))
    Dzidka

  • comment-avatar
    Zylwijkowo 15 lipca 2015 (15:00)

    Asiu, codziennie spotykam się z plagiatem, bylejakością, robieniem czegoś na odczepne i byle było – CODZIENNIE. Pracuję w szkole (kiedyś już wymieniałyśmy się refleksjami na temat szkoły w ogóle) i tam to widać, jak na dłoni. Są osoby, którym NIC się nie chce i tak sobie myślę o tym Twoim "zrównywaniu"… Strzał w dziesiątkę, dokładnie każdy mierzy swoją miarą i równa i dopasowuje do siebie. W pracy też to widzę, że jak się tylko lekko wychylisz ponad akceptowalną kreskę to..CIACH…ucinają zaraz człowiekowi skrzydełka, żeby się za bardzo nie rwał do przodu. I jeśli coś takiego już jest w szkole (nie tylko między dziećmi) to co mówić o kradzieżach zdjęć, tekstów, pomysłów itd. w innych branżach zawodowych. Nie godzę się na to. A co do pytania "chce Ci się?" to my się jakiś czas temu borykaliśmy się z zarzutem, że zostaliśmy w kraju… Ogromna ilość naszych znajomych w czasach wielkiej fali emigracji wyjechała na dobre. My zostaliśmy i jesteśmy może nawet w oczach wielu frajerami co to nigdy niczego się nie dorobią, będą "gibać" bez reszty a i tak wszystko na nic. Oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie, oboje dobrze posługujemy się angielskim i to tym bardziej budzi właśnie to zdziwienie z lekką nutką pogardy…I tak mi czasem przykro z tego powodu, że aż sama wątpię w to wszystko…Dzięki Ci za ten tekst, podbudowałaś mnie. I nie spędzam wakacji w kurortach (to też jakoś wszystkich dziwi – muszę się ciągle tłumaczyć)…Pozdrawiam ciepło. Sylwia. Ps. róbmy swoje:)

  • comment-avatar
    Look Beauty 15 lipca 2015 (14:56)

    Asiu Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju i od samego progu Twojego bloga bije radość i pracowitość a na sukces trzeba ciężko pracować nic samo nie przyjdzie a myślę że niektórym się wydaje że spadnie z nieba. Jak zakładałam swojego bloga tez nie raz słyszałam "po co to robisz, dla kogo" a dla siebie. Teraz się odważyłam i wystawiłam przedmioty ręcznie robione techniką decoupage i starałam się aby były wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju aby nikt takich nie miał. Niestety muszę się uzbroić w cierpliwość i jeszcze poczekać na jakiś mały efekt ale się nie poddaje wierze że może kiedyś zamienię swoją pracę zawodowa na ta wymarzoną i będę dziubać w domowym zaciszu te moje rękodzieła.Ogród przepiękny, podziwiam. Ilona.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (15:34)

      Dziękuję:) i trzymam kciuki za Twoje rękodzieła:)

  • comment-avatar
    H anka 15 lipca 2015 (14:50)

    Jestem drobną blondynką, w szpilkach i kostiumie – na co dzień, bo praca, bo stanowisko wymuszają. I jeszcze z uśmiechem na twarzy od rana do wieczora. Po pracy samotna matka, wielbiąca swój dom ;)) ogród i… dokładnie 400 m.warzywniak. Jeśli nie warzywniak,nie rabaty, nie koszenie, to zawsze coś dziergam,coś poprawiam.Szlaczki na paznokciach staram się skryć pod lakierem;)) Nikt nie wierzy w moją pracę…bo za dobrze wyglądam, bo jestem wiecznie zadowolona?? Bo po co kogoś docenić?? A ja "rozsiewam dobre słowo" każdemu, kto na nie zasługuje. Może kiedyś do mnie wróci od tych, od których czekam. Często wraca niespodziewanie. Wtedy serce rośnie z radości :)) Na przykre słowa:no co ty,nie opowiadaj, po co ci to, chce ci się, nie lepiej gdzieś pojechać, ona tylko dom – w domu – od pewnego czasu odpowiadam: dlaczego tak do mnie mówisz? To proste pytanie, działa! zaskakująco dobrze działa. Serdeczności :))

  • comment-avatar
    Katarzyna S. 15 lipca 2015 (14:44)

    No cóż….. nie musiałam właściwie czytać ( choć lektura bardzo pouczająca), bo domyślałam się , o czym może być tekst po przeczytaniu tytułu. Właściwie jakbym czytała własne spostrzeżenia. Zawsze mnie to zadziwia i zastanawia, dlaczego ludzie zazdroszczą innym ciężkiej pracy, bo przecież nie każdemu wszystko z nieba spada…Warzywnik piękny, nie zazdroszczę pracy w nim, bo wiem, co to jest – choć takim "freekom" jak to napisałaś, jak my, sprawia to największą przyjemność.
    Pozdrawiam ciepło i wytrwałości życzę.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (15:23)

      Kasiu – odbijam pozdrowionka:):):)

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (14:30)

    Droga Asiu:) Z uwagą przeczytałam Twój dzisiejszy post.. Kluczowe słowa w opisanym temacie to "pracowitość", "wytrwałość", "cierpliwość", "UCZCIWOŚĆ" wobec siebie i drugiego człowieka. Według mnie jest w nas zbyt mało EMPATII, próby zrozumienia drugiego człowieka. "Biegniemy" tak szybko, że nie mamy czasu, albo częściej zwyczajnie nam się nie chce "pochylić" nad drugim człowiekiem, poobserwować, popatrzeć, poczuć, kim ten "ktoś" obok nas jest..Pięknie Asiu napisałaś, że swoją przyjaciółkę po prostu lubisz i szanujesz. Tylko tyle i aż tyle..Brakuje we współczesnym świecie HONORU, ZASAD MORALNYCH, UCZCIWOŚCI, POKORY, EMPATII.. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich ale z doświadczenia widzę, że niestety bardzo wielu.. Bardzo, bardzo dużo wynosimy z domu, te dobre cechy, nawyki i zachowania, ale też i złe.. Myślę, że edukacja i jak najlepszy przykład, choć to nierzadko wymaga od nas wysiłku i odwagi, mogą zmienić przyszłość..Mała kropla drąży skałę..Warzywnik Asiu zachwycający! Cieszę się Asiu, że JESTEŚ.. Pozdrawiam Cię najserdeczniej.. Aga G.

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (15:23)

      Ja dziękuję z całego serca, że mnie czytasz:)

  • comment-avatar
    Pukapuka 15 lipca 2015 (14:05)

    Ja uważam, że to doskonale, że się od siebie różnimy i że każdy lubi co innego – byle się odważyć robić to co się lubi (a najpierw poznać siebie na tyle, by wiedzieć CO się lubi). Mnie się na myśl nasunęło szydełko – ja wciąż dziergam i ludzie patrzą na to z niekłamanym podziwem, albo po skończonym dziele pytają, kiedy mam na to czas (i czy mi się chce,przecież to takie pracochłonne :)), a ja mówię, że nie ma co podziwiać za robienie czegoś, co sprawia przyjemność! U mnie to szydełko, u kogo innego może TV :). A kiedy czas? to się robi w tak zwanym MIĘDZYCZASIE.

    Pozdrawiam serdecznie i do boju!
    Marysia

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:23)

      Pięknie napisałaś Marysiu!!! :):):)

    • comment-avatar
      Ola _ Szydłostycznie 15 lipca 2015 (21:03)

      U mnie z tym szydełkiem jest podobnie. Ciągle słyszę: Ty musisz mieć dużo czasu, ja to nie miałabym kiedy coś takiego robić. To sobie myślę, wyłącz telewizor, nie siedź tyle przed Facebookiem, to może znajdziesz trochę czasu dla siebie :) Są takie tygodnie, że totalnie nie wiem w co ręce włożyć, ale kiedy mam wolną niedzielę, to se podziergam, a co! Nie wierzę, że ci wszyscy ludzie, którzy zadają te pytania, nigdy nie odpoczywają. A dla mnie szydelkowanie to jedna z najlepszych form odpoczynku. Totalny reset.
      Asiu, podziwiam Twój warzywniak i wszystkie roślinki wokół domu. Gratuluje, że się nie podajesz mimo, że to tak ciężka praca.

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (14:03)

    Poznaję ostatnio mnóstwo nowych ludzi – wielu z nich mnie po prostu ŻYCIOWO INSPIRUJE!!!:):) Są inni niż ja – bo np. nie mieszkają na wsi, a w blokach; nie lubią "babraniny" w ogrodzie, jeżdżą do takich zakątków świata…do których ja nie chcę jechać:) Ten tekst spodobał mi się najbardziej:). Ja dostaję "drgawek" jak ktoś mnie pyta gdzie jedziemy na wakacje i kolejny raz muszę oglądać zawiedzione miny ze nie jedziemy na żadne zagraniczne wakacje tylko w nasze góry. A i to dla mnie czasami nie lada wyprawa bo najchętniej spędziłabym urlop w swoim ogródku, popijając kawkę wczesnym rankiem na tarasie. UWIELBIAM kosić trawę i pracę w ogrodzie, marzy mi się warzywnik. W tym roku posadziliśmy na próbę z mężem pomidorki i też wszyscy mówili: po co? A dla nas to po prostu wielka radość, ze coś wyrosło. Pozdrawiam BASIA

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:23)

      Basiu – no właśnie o tym pisałam. O braku zrozumienia dla ludzi, którzy żyją inaczej niż my i lubią coś innego…Dochodzi do tego, że tacy "inni" boją się po prostu odezwać…
      Tak wiem, wiem – no trzeba zaliczyć olinkluzif w Egipcie:):):):) bo inaczej…..:):):):):)

      I jak pomidorki – wyszły Wam? Nasze już są! :)

    • comment-avatar
      Anonimowy 15 lipca 2015 (14:55)

      Nasze też są, co prawda małe i zielonkawe jeszcze ale radość wielka nawet z najmniejszego owocu:)

  • comment-avatar
    greyhome 15 lipca 2015 (13:56)

    Witaj Kochana!

    Wylało się to o czym ostatnio rozmawiałyśmy…
    bardzo dobrze że o tym napisałaś. Może dotrze… Powiem szczerze na Twoim przykładzie wolę ORYGINAŁY na podróbki nawet nie patrzę:)

    A co do warzywniaka .Rewelacja! Niezmiennie podziwiam za ogrom pracy;)
    Bo wiesz…mi się nie chce ;)))

    No czuję że włożyłaś nie tylko kij …ale wielką lagę w mrowisko.

    Całusy Patti

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:20)

      :):):):):):) gdzie tam lagę zaraz:)
      Tak liczę po cichu….bo czółno czyta tylu ludzi przecież…
      Może komuś ten tekst pomoże podjąć dobrą decyzję? Może pomoże mu w siebie uwierzyć?
      Może "RÓWNAJ " …w końcu przestanie być słyszalne …

  • comment-avatar
    Ania z lemonlimeandlife 15 lipca 2015 (13:55)

    Asiu, cudny warzywnik:) "Że ci się chciało"?;). Też czasem słyszę takie słowa:) Np. ostatnio mieliśmy chrzciny córeczki i postanowiłam zrobić je w domu, tak aby było po mojemu, to co ja chcę i jak chcę. Większość pukała się w czoło, że mi się chce, bo w "knajpie" Ci podadzą i jeszcze po Tobie posprzątają. Po chrzcinach wszyscy byli zachwyceni:) U was widać ogrom pracy włożonej w warzywniak, jak zresztą całą waszą "posiadłość":). Asiu mam jeszcze jedno pytanie – przed domkiem z narzędziami miałaś taki mini taras wyłożony betonem drewnopodobnym – jak się spisuje? Chcemy z mężem użyć tego materiału na tarasie. Gdyż na jego środku rośnie stara jabłoń, której szkoda nam wyciąć, a spadające jabłka i liście zniszczyłyby zwykłe drewno. Będę wdzięczna za pomoc. Pozdrawiam cieplutko:)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:15)

      Sprawuje się super!!! Drugi raz znów bym te "dechy" położyła:)
      Aniu- gratulacje udanych Chrzcin !!!:):):) I pokłon, że zrobiliście sami:)
      Wiem o czym piszesz -co roku robimy Leo urodziny w naszym ogrodzie. Przygotowania – MNÓSTWO pracy, ale potem jaka satysfakcja! :)
      Uściski wielkie.

  • comment-avatar
    Kasia Ju 15 lipca 2015 (13:54)

    Kiedy ktoś mi mówi, "że też Ci się chciało" to ja to odbieram jako komplement :) Częściej pytają się kiedy znajduję czas przy małych dzieciach i babci. Odpowiadam wtedy, że to są moi pomocnicy i wiele rzeczy można robić razem. Bo tak naprawdę, najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że rzadko robimy to same. Zawsze ktoś jest obok. Tak się nawiązuje więzi. Wymyśliłam sobie, że nasz warzywniak będzie w takich korytkach jak piaskownice. I też słyszałam, że też Wam się chce. A nam się bardzo chciało, ubawiliśmy się z Mężem i dziećmi przy tym jak nigdy. Jesteśmy z Mężem właśnie takimi przekorami jak mówią nasi rodzice. Zawsze po swojemu, zawsze na 100%. To nawet widać po naszym domu. Chociaż bardzo podobają nam się biele i szarości u kogoś to naszymi kolorami są beże i brązy i nie zamierzamy tego zmieniać. Co z tego, że zupełnie niemodne, ale w nich czujemy się najlepiej. Właśnie pokazałam na blogu nasz stary stół po tunningu, chociaż obawiałam się reakcji jaką usłyszałam na żywo, że teraz to na biało się maluje, a my tacy niereformowalni. I oczywiście na co nam to, przecież to stary stół, wystarczyło go obrusem nakryć. No, ale my ufamy swojemu gustowi :) Uff, rozpisałam się, ale takie emocje wywołujesz swoimi postami Asiu. Zaraz przypomina mi się moment, gdy wróciliśmy z miasta na wieś, a potem zostawiliśmy etaty i założyliśmy firmę. Z małymi dziećmi pod pachami. Wyobrażasz sobie czego my się nasłuchaliśmy? :) Ale czuliśmy, że tak chcemy. I za nic w świecie byśmy się nie zamienili :) Pozdrawiamy serdecznie :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:13)

      Kasiu – BUZIAKI dla całej rodzinki!!! :):):) Idę oglądać Twój stół:)

    • comment-avatar
      Kasia Ju 15 lipca 2015 (14:40)

      Dziękujemy bardzo Asiu :) Oj, to muszę bloga na Twoje odwiedziny wyszykować ;)

    • comment-avatar
      Anonimowy 17 lipca 2015 (06:55)

      Jakiś czas temu, mój własny mąż zapatrzył się na ogród sąsiada i westchnął ciężko, że u niego jest tak pięknie a u nas… Hmm… Nie za bardzo. Zapytałam go wtedy czy widzi co robi sąsiad w ogrodzie? Czy widzi, że kiedy tylko wraca z pracy od razu zaczyna się w nim kręcić? Że grabi, podlewa, kosi przez całe lato? Mój mąż wtedy takich rzeczy nie widział, bo ciężko je zobaczyć z poziomu kanapy i "Stawki większej niż życie" oglądanej setny raz. Moja uwaga chyba gdzieś tam jednak dotarła bo od kilku lat mam pomoc przy moich zmaganiach z ogrodem.

      Bardzo fajny post i równie fajne komentarze. Dobrze jest się dowiedzieć, że osób myślących podobnie jest więcej.

      Pozdrawiam wszystkich serdecznie
      ida27

      P.S. Przyznaję się do "inspiracji". Po Twoim tutorialu sprzed kilku lat, pomalowałam na biało wszystkie nasze wiklinowe osłonki na doniczki. Teraz nawet kawałek suchego patyka w nich wygląda obłędnie. Dzięki :-)))

    • comment-avatar
      GreenCanoe 18 lipca 2015 (17:26)

      proszę:)

  • comment-avatar
    W biegu pisane... 15 lipca 2015 (13:46)

    Ja się tez nie raz spotkałam z tego typu komentarzami choćby pod adresem bloga. Niektórzy traktują go jak jakąś tam moją fanaberię, która nie przystoi dorosłej kobiecie i nie raz i nie dwa usłyszałam: jak Ci się chce? Jak Ty masz na to czas? Muszę powiedzieć, że niejednokrotnie presja ze strony tego typu osób, lub obawa przed złośliwościami skutecznie zniechęcały mnie do podejmowania jakichs inicjatyw. Wiem, wiem…wstyd mi okropnie. No ale cóż. Dlatego jestem pełna podziwu dla osób, które sięgają po marzenia wbrew wszystkiemu. Tobie gratuluję sukcesów, bo wiem, że za nimi stoi wielka praca i niejedna ciężka chwila. Pozdrawiam serdecznie!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:11)

      to może warto zastanowić się czemu taka presję Ci ludzie wywierają? Myślałaś o tym?

    • comment-avatar
      W biegu pisane... 15 lipca 2015 (16:57)

      Pewnie z zazdrości, że może mi się coś udać. Ech. .maruda jestem. Czas wziąć się w garść i łapać byka za rogi :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (21:29)

      :):):):) ŁAP!!!

  • comment-avatar
    Koza domowa 15 lipca 2015 (13:39)

    A właśnie, że mi się chce! Na przekór! :) Oczywiście każdy ma chwile, dni takie, kiedy najchętniej nie wstawałby z łóżka. Ja również. Ale przez większość czasu CHCĘ. Chcenie sprawia mi przyjemność i radość. :)
    Świetny post! I gratuluję pięknego warzywnika!

  • comment-avatar
    Magda /All things pretty and simple 15 lipca 2015 (13:15)

    Witam. Nie odniosę się do drugiej części tekstu, bo choć wychowałam się na wsi, "babranie" w ogrodzie nigdy nie było moim ulubionym zajęciem, ale mam zamiar dać sobie szansę w przyszłości :-) jeśli chodzi o proceder naśladownictwa, to moja obserwacja jest taka, że w blogowym świecie, wszyscy chcą mieć to co wszyscy mają i wiele blogów alias sklepików z dekoracjami ma tylko jeden cel, wiadomo jaki. Blogosfera nie ceni i nie promuje indywidualizmu, inności, wręcz przeciwnie, żywi się trendami, które przechodzą jak fala i urastają do rangi głupawki narodowej. Już mnie to przestało dziwić, po prostu unikam takich miejsc i już. Plagiaty?? W blogosferze to się nazywa inspiracja :-) nie raz, nie dwa widziałam "moje" aranżacje i zdjęcia, kropka w kropkę, miło by było zostać wspomnianym, jako źródło tejże inspiracji. Marzenia!!! To się bardzo rzadko dzieje w rodzimej blogosferze, w życiu zresztą też. Na koniec dodam jeszcze, że słowa "że też ci się chce" zawsze odbieram jako komplement, bo tak, chce mi się zawsze lepiej, inaczej, więcej, prawdziwiej :-) miłego dnia :-)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (14:09)

      Codziennie jest kopiowanych z mojej strony mnóstwo zdjęć. dzień w dzień. Znajduję je potem na allegro, na innych blogach, nawet na dużych komercyjnych portalach, które nie wiedza o tym iż ich użytkownicy posługują się kradzionymi fotografiami. To już nie jest nawet zbyt szeroko rozumiana inspiracja tylko zwykła kradzież. Ale tej szeroko rozumianej "inspiracji" doświadczam od dawna…w ostatnich miesiącach coraz silniej. Myślę Madziu, że to nie jest problem tylko i jedynie blogów – to się robi jakaś plaga społeczna…Media lansują określone typy zachowań, wyglądu, tego co trzeba posiadać….Nie szanujemy również czyjejś pracy, nie obchodzi nas prawo autorskie – bo też i nie ma tak naprawdę narzędzi prawnych by je respektować…A że wszystko ma być właśnie 'równo", to jeśli ktoś chce inaczej czy bardziej – trzeba go wyrównać:):):):):)
      uściski

    • comment-avatar
      Asia 15 lipca 2015 (15:35)

      Ja też odbieram takowe jako komplement! :) Zawsze słyszę takie słowa przy organizacji urodzin dzieciaków.. że też Ci się chce i że masz na to czas.. taaa… mam..;) Nie mam ale TV nie włączę, pójdę spać później – cóż coś za coś! Asiu warzywniak cudo, ech..:) Ściskam!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (20:56)

      dziękujemy!

  • comment-avatar
    Agnieszka 15 lipca 2015 (13:10)

    Asiu, no jak Ci się chciało takiego długiego posta pisać? ;-)))))
    A tak serio – dobrze rozumiem co masz na myśli, bo sama często słyszę to pytanie, choć nie robię niczego na dużą skalę, ot tak, w swoim prywatnym mikroświecie… I to pytanie, wiesz, zadane z takim podtekstem "to są pierdoły, nie warto tracić na nie czasu". Mój czas, to będę tracić, a co ;-))
    Mama mojego Pawła trzy lata temu też wymyśliła sobie warzywniak, żeby mieć wszystko eko i co z tym było roboty, to nie będę Ci pisać, bo wiesz lepiej ode mnie – ja mam tylko poziomki na balkonie ;-)) Okropna ziemia, dół, gnicie, robale, wszystkie plagi, ale po 3 latach zaczyna to wszystko ładnie wyglądać i dawać nadzieję na więcej. Ale co się nasłucha! Ze głupia, że po co to, że mało ma roboty chyba, że wymyśla! I też mi słabo, kiedy to słyszę, więc wspieram jak mogę.
    Co do kopiowania, no znam takie przypadki, znam i… uciekam od nich, bo co mogę zrobić. Nie zaglądam, nie kupuję, przestaję czytać. OK, coś się komuś podoba, cena zaporowa – siada do maszyny (czegokolwiek innego), robi SOBIE podobne. Rozumiem, i fajnie. Jeszcze fajniej, jak zapyta czy może skorzystać z pomysłu. Ale puszczać to dalej, za pieniądze, podpisać się pod tym, udawać, że samemu się na to wpadło… Nie, nie i nie! I cieszę się, że o tym napisałaś! Przeczytałam i bez podwójnej kawy (chciało mi się czytać, kawy nie chciało mi się robić ;-)))) )
    Ścisk i niech Ci się chce jak najdłużej!

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (13:58)

      jak mogłabym się z Tobą nie zgodzić? ….

  • comment-avatar
    Anonimowy 15 lipca 2015 (13:07)

    400 metrów warzywnika..? Naprawdę podziwiam, jest co robić, wiem co mówię, choć mam dużo mniejszy. Czasem sama wątpię, ale sieję i pielę. Przychodzę z biura i tyram, jak nie warzywka , to kwiaty, to obcinanie suchych, to walka z mszycami, a to zasilić trzeba i jeszcze kwiaty na tarasie w donicach, oberwać, podlać … a dom cierpliwie czeka na zrobienie porządku, obiad na zrobienie, książka na przeczytanie, dzieci na uwagę .., ale warto i się da. Gdy mam słabszy dzień, to tylko sobie myślę : inni odpoczywają na leżakach, sama trawa i drzewa, a ja cóż… zachciało mi się, to robię :)) Ewka

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (13:57)

      :):):):) skąd ja to znam! też tak czasami sobie pod nosem na siebie samą ponarzekam:):):) Ale jednak prawda jest taka, że gdybyśmy nie lubiły pracować – to byśmy sobie właśnie np. warzywnika nie zrobiły:):) Uściski serdeczne!

  • comment-avatar
    Joanna - Mama w Centrum 15 lipca 2015 (13:00)

    Mam medal :)
    Napisałaś wszystko, co ja bym chciała. Po publikacji z GCS o moim balkonie dostałam tyle lekko nienawistnych pytań, że się naprawdę zdziwiłam…Że mi się właśnie chcę te dywaniki kłaść, obrazki wieszać…Że to niepraktyczne i na pewno tylko do zdjęcia…Że to i śmo…
    Smutne.

    Warzywniak wspaniały :)

    • comment-avatar
      GreenCanoe 15 lipca 2015 (13:56)

      No tylko mi nie mów PROSZĘ!!!! że się tym przejęłaś Asiu!
      Pięknie mieszkacie, pięknie żyjecie…Asia – nie pozwól, by takie zachowania ci to zaburzyły.
      Ja także słyszę, że mam dom tylko do zdjęcia, a jeszcze częściej – że to nierealne, że ten dom istnieje naprawdę. …
      Im częściej mam styczność z ludźmi, którzy próbują mnie ściągnąć do swojego poziomu postrzegania świata i przestrzeni – z tym większą siłą czuję własne szczęście. ASIU BUZIAKI!!!

    • comment-avatar
      Joanna - Mama w Centrum 15 lipca 2015 (14:18)

      Nie, nie, ja się tym nie przejmuję ;) Żyję tak jak chcę i dlatego, że mi się chce :)
      Tylko zadziwia mnie, jak można być sfrustrowanym? oddalonym od siebie? żeby podważać czyjeś życie. Tak jak napisałaś, smutni są tacy ludzie. I na głębokim ludzkim poziomie jakoś im współczuję.
      I z ulgą wracam do swojego kolorowego świata :)))

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.