NASZE zwierzęta.

To co prawda blog wnętrzarski, no ale jak obiecałam, odsłaniam kulisy dotyczące naszych bardzo owłosionych mieszkańców:) Mamy 3 koty: Lilou (trafiła do nas równie znienacka jak kosmitka z „5 lementu” na ziemię), Malibu ( nazwana z racji umaszczenia) i Chiko. Każdy z kitajców chodzi swoimi drogami i każdy ma swój charakter – Lilou to arystokratka, wyważona i z klasą, Malibu – wręcz przeciwnie, taka swojska dziewczyna, z luzackim podejściem do życia…wygląda notorycznie, jakby była po trawce:), Chiko -król przedmieścia, „szaszka wirażka z Pragi” :):) panuje we wsi wszelkim kotom, i zna wszystkie kocie panny w okolicy 50 km:)

Chico

lilou

malibu-na-maszynie

Mieliśmy jeszcze 2 psy: Chabranga , Mastifa Tybetańskiego – dokładnie takiego, jak w opisie rasy -bardzo mądry, mega mega MEGA uparty, piękny niczym lew i samodzielny – jak na króla przystało. Królował nie tylko na naszym podwórku. Wzbudzał powszechny podziw i chyba też lęk – raczej swoim wyglądem aniżeli zachowaniem – bo ten pies tak naprawdę bez powodu nie szczeka i nie wykazuje zachowań agresywnych. No ale jak tu sie nie obawiać takiego czarnego stwora, który podchodzi do furtki -jak ktoś za nią stoi, nie szczeknie ani razu, nie porusza się – tylko stoi wyprostowany i władczy – i patrzy czlowiekowi zza furtki prosto w oczy… Jakby mówił: „Czekam na Twój ruch …malutki:):):) ”
Za to Wałek – labradorek niskopienny:):):) czyli siamelek kartofelek:) wzbudzał jedynie śmiech:) Tych psów już z nami nie ma niestety –  jest za to HRABIA. Leonberger o gołębim sercu  -w stosunku do Leosia głównie. No – to tak wygląda nasz folwark:) Kiedyś chcieliśmy mieć jeszcze z Pawłem kozę – bo to tak wyluzowane zwierzę, że pasowałaby nam tu do klimatu:) i myślę, że dogadalibyśmy sie po prostu:) No ale dowiedziałam sie, że kozę to trzeba codziennie doić…..i jakoś mi przeszło:)

hrabia-mlody

mastif-tybetanski

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

26 komentarzy

  • comment-avatar
    HANNAH - UNE FEMME 22 listopada 2010 (22:09)

    Oj miało nie byc Guapy, a na jej miejscu miał byc właśnie Mastif, tak wymyslił Pan Kot, ale zaprotestowalam, nie tupnełam ale walnełam nogą i jest gryzoń. Mastif jest cudny ale przy moim Kaukazie drugi król to ponad moje nerwy i zdolniosci treserki. Asz te koty, tesknie za kotami

  • comment-avatar
    zemfiroczka 5 marca 2009 (21:49)

    Ta biała kicia na balustradzie rozłożyła mnie dokumentnie na łopatki – superancka jest! :)

    pozdro

  • comment-avatar
    INQA 3 lutego 2009 (22:21)

    Sielski-anielski zwierzyniec. Jak u Noego :)

  • comment-avatar
    magoda 2 lutego 2009 (23:26)

    Przeszperałam wszystkie posty i zamierzam tu powracać. Nie będę się rozpisywać, wszystko mi się podoba.
    Masz w sobie niesamowity potencjał. Fajnie, że zechciałaś się tym podzielić.
    Co do kozy to rozumiem, z tego samego powodu ja zrezygnowałam – miałam już obiecane trzy!
    Uściskaj zwierzaki ode mnie proszę.

  • comment-avatar
    jo@śka 2 lutego 2009 (21:42)

    Witam i zapraszam do mnie na bloga po wyróżnienie. Pozdrawiam :)

  • comment-avatar
    An-na 1 lutego 2009 (16:27)

    No, co za cudny zwierzyniec! Biała cuuudownie wyluzowana, tak jak mój gigantyczny kot. Zapraszam do mnie!
    An-na

  • comment-avatar
    Anonimowy 1 lutego 2009 (11:57)

    widzę ze malibu tzn boguśka z zwisającymi łapkami robi furore. pzdr wujek robert

  • comment-avatar
    Yrsa 31 stycznia 2009 (19:26)

    Dziękuje za odwiedziny – bardzo mi miło poznać!
    Leo jest prześliczny ,a w zielonym ubranku po prostu „maskotka”. Masz śliczny domek , pokój maleństwa /zwłaszcza detale/ bajkowy .Zauroczył mnie świąteczny wystrój domu , szkoda , że trzeba to wszystko pochować do przyszłego roku. Mastif tybetański jest wspaniały , napiszę niedługo o naszym psie Rockym to leonberger pomieszany z mastifem .
    Będę zaglądać – pozdrawiam Yrsa

  • comment-avatar
    Królewna 29 stycznia 2009 (23:06)

    Koty mnie ostatnio rozbrajają, a jak zobaczyłam Twego białego śpiącego z opuszczonymi łapkami, to myślałam, że spadnę z krzesła :D Ale słodziaki :)

  • comment-avatar
    Katarzyna 29 stycznia 2009 (14:24)

    sorki za literówki wyżej:( miało być „pytałam” a nie „pytał” i „dokładnie” a nie jakieś „dokłądie” :) I w ogóle taka nielogiczna moja wypowiedź:)
    chodziło mi oczywiście o sposób jakim otrzymałaś ten cudowny kolor po remoncie, a nie pożółkłą sosnę. To akurat jestem w stanie sobie wyobrazić :)
    zwalam winę na grypę, którą mną targa!
    wybacz

  • comment-avatar
    Katarzyna 29 stycznia 2009 (14:20)

    biała ze zwisającymi łapkami jest mistrzem:) i rudy w koszyku:)
    ja tak nieśmiało powiem, że pytał w komentarzach pod jedną z Twoich notek, o odnawianiu pokoju Leonka czego użyłaś dokłądie do pozbycia się koloru pożółkłej sosny:)
    bardzo podoba mi się ten kolor!
    czy mogę prosić o zdradzenie szczegółów?
    przepraszam, że taka prywata
    i pozdrawiam!

  • comment-avatar
    Anonimowy 29 stycznia 2009 (14:14)

    Asiu jesteś niesamowita. Musimy się zobaczyć w końcu po tych wszystkich latach. Buziaki gorące! Dorota Cydzik

  • comment-avatar
    artdeco 29 stycznia 2009 (14:07)

    Nominowałam Cię a po szczegóły zapraszam do siebie. Pozdrawiam goraco :)

  • comment-avatar
    memulka 29 stycznia 2009 (07:10)

    Zupełnie przypadkiem trafiłam d Ciebie – i nie żałuję:-)
    fotki Twoich zwierzaków są rozbrajające ( te kocie wygibasy)
    pozdrawiam

  • comment-avatar
    Ita 28 stycznia 2009 (22:45)

    Witaj!!!
    Że ja do Ciebie wcześniej nie trafiłam ?A taki fajny blog ! Nic to nadrobię zaległości , i jeszcze od razu trafiłam na zwierzyniec .
    Posiadam tylko dwie sztuki i jest co robić .
    Biała kotka mnie rozbroiła ,świetna ,czy to ta po trawce?
    Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    aagaa 28 stycznia 2009 (20:17)

    Rozbroiła mnie ta biała kotka.Zdjęcia ,gdy spi z tymi swoimi łapkami zwisającymi-boskie po prostu..

  • comment-avatar
    GreenCanoe 28 stycznia 2009 (19:27)

    Asiu – Chabrang wpuszcza listonosza do nas – został przeszkolony, że Pana listonosza można wpuścić. Dzieje sie to tak, że Pan Marek wchodzi na działkę i idzie do drzwi głównych – a Chabrang 5 cm przy jego nodze…krok w krok:) Przy drzwiach siada – i czeka, obserwuje co się dzieje…potem odprowadza listonosza do furtki…5 cm przy nodze:)I tak naprawdę – nie jest słodkim pluszakiem. Tzn dla naszych przyjaciół, dzieci it OK, nawet nie piśnie -ale nie sądzę, żeby ktoś mógł mnie np.zaatakować.Bardzo źle reaguje na inne zwierzęta na „swoim” terenie -prawda jest taka, że nikt z naszych znajomych ze swoim zwierzem przyjechać do nas nie może. Taki FACET znaczy się:)A co ilości zwierząt…jakoś się przyzwyczailiśmy:):):):), wejdź na bloga Elisse – u mnie obok w linkowni – ona tez ma niezły cyrk:)

  • comment-avatar
    Asia 28 stycznia 2009 (19:03)

    Chabrang jest przepięęęęękny!!! Cudny! Nie wiedziałam jednak, ze to takie uparciuchy:) On choć stoi przy bramce i udaje lwa a mój niuf jak widzi nawet listonosza to mało mu sie dupsko nie urwie od machania ogonem z nadzieją na zabawę:))Takie to wielkie, nieagresywne pluszaki.
    Nie jestem fanka kotów ale Twoje są niesamowite w tych pozach: w koszyku, ze zwisajacymi łapami na balustradzie jakby mu siły brakło by iść dalej, podobnie zmęczony jest ten na maszynie singera:))Fajne są!
    Podziwiam Cię, ze zdecydowaliście się na całkiem przecież spory zwierzyniec. Na pewno im dobrze razem.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 28 stycznia 2009 (18:54)

    W imieniu swoim i zwierzaków – dziękujemy za wszelkie komplimenta:)

  • comment-avatar
    Aliszek 28 stycznia 2009 (17:52)

    super zwierzaki! Przejrzałam wszystkie wpisy, jestem zauroczona widokiem z okna jaki ma w pokoju Leoś, piękny!

  • comment-avatar
    Elisse 28 stycznia 2009 (17:31)

    Witam serdecznie koleżankę:)
    trafiłam tu zupełnie przez przypadek ,a widzę że Llooka już o mnie wspominała:)
    Fajnie tu u Ciebie, a już za miłość do zwierząt to po prostu Cię kocham -pozwolisz,że będę wpadała częściej?
    serdecznie pozdrawiam,a wszystkie bydlątka ucałuj ode mnie w kochane mordki…tego czarnego lwa też – ja się nie boję- raz kozie
    śmierć. Jeśli chodzi o kozę to też się wycofałam jak usłyszałam o dojeniu- i to podobno o 5 rano!

  • comment-avatar
    joanna 28 stycznia 2009 (17:27)

    Przecudownie opisany zwierzyniec :))
    A one (futrzaki) wprost urocze – głaski dla wszystkich :))

  • comment-avatar
    anai 28 stycznia 2009 (16:47)

    Asiu, baaardzo się cieszę, że do mnie zajrzałaś :) Piękne rzeczy tu u Ciebie. i znów mam ochotę spróbować swych sil starciu z mydełkami. mydełka pachnące cynamonem mi się marzą :)
    pędzę dodać Cię do swoich linków i będę regularnie zaglądać :)
    p.s. z ta ciążą to taki żart był :) ale jest w planach ;-)

  • comment-avatar
    minimysz 28 stycznia 2009 (16:30)

    Świetny zwierzyniec :)
    Też miałam kiedyś takiego cudnego, pomarańczowego kocura…

  • comment-avatar
    llooka 28 stycznia 2009 (16:15)

    Nie mam zwierząt, ale podziwiam ludzi, którzy potrafią obdarzyć zwierzęta miłością. Podobny zwierzyniec ma Elisse z „Utkanych z marzeń”. A Twoje Sierściuchowce to rasowe modele i modelki, tak się wdzięczą do obiektywu. Pozdrawiam ciepło!

  • comment-avatar
    paula_71 28 stycznia 2009 (15:37)

    Fantastyczny zwierzyniec :)jak oni dogadują się ze sobą?Są jakieś spięcia?
    Nie dziwię się,że zaopiekowaliście się Wałkiem,postąpiłabym podobnie,a temu co pieska przywiązał zrobiłabym (ocenzurowano)
    My mamy jednego zwierza,za to tak rozbrykanego jakby było go razy trzy :)Wczoraj sama sobie ściągnęła chleb z blatu i zjadła kromka po kromce zostawiając skórkę :)mądrala :P
    Pozdrawiam serdecznie całą ferajnę!

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.