MYŚLĘ ŻE – tak łatwo jest zniszczyć, tak trudno zbudować.

Szybkość przepływu informacji to dziś BROŃ nie do przecenienia. Anonimowy wpis może doprowadzić do łez. Informacja zaś może kogoś w kilka godzin wywindować w górę i w jeszcze krótszym czasie złamać mu życie. Media społecznościowe –  sieć, którą omotani jesteśmy już chyba wszyscy, działa w tym zakresie niezawodnie. Informacja roznosi się niczym najbardziej niebezpieczny wirus – szybko, skutecznie i bezpowrotnie. Krótka notka, nie ważne czy do końca prawdziwa czy nie. Któż to będzie sprawdzał? Im dłużej zawodowo funkcjonuję w internecie, tym bardziej odczuwam jak ogromną siłę rażenia ma puszczone w nim SŁOWO. Wiecie dlaczego uruchomiłam piątkowe „DO  KAWY” ? – gdzie polecamy : autorów, miejsca, akcje, filmy, książki, inne strony? Bo nie ma we mnie zgody na coraz częstsze publiczne wyciąganie czyichś błędów, pomyłek i mówienie ŹLE o innych ludziach. Nie chcę w tym uczestniczyć, nie chcę czytać durnych plotek, anonimowych oszczerstw,  patrzeć na linczowanie tych, którym podwinęła się noga, albo tych którzy na chwilę upadli – nawet z własnej winy – bo zdarzyć się w to końcu może każdemu z nas. Mając własną redakcję, mając tylu wspaniałych współpracowników i czytelników – chcę CHWALIĆ. Chcę mówić o tym co dobre, przedstawiać Wam innych ludzi, chwalić ich osiągnięcia. Bo sama wiem, jak bardzo trzeba się starać, jak ciężko pracować by osiągnąć sukces.

A Ci którzy pracują ciężko, którzy nie patrząc na opinie innych mozolnie robią „swoje”, którzy nie poddają się choć czasami wszystko by wskazywało na to, że powinni – wzbudzają najwięcej złych emocji. DLACZEGO? Odpowiedzcie sobie już sami na to pytanie…Nie lubimy lepszych od nas, prawda? Nie lubimy patrzeć na czyjeś sukcesy – bo nie nauczono nas, że my również możemy sięgać po swoje. Nie nauczono nas, że sukces drugiego człowieka to powód do DUMY i radości. Bo skoro ten ktoś obok nas tyle osiągnął, udało mu się – to czemu niby….ja nie mogłabym sięgać i walczyć o swoje marzenia?. Ale my tak nie myślimy….zazwyczaj najpierw czujemy zazdrość, zaraz potem poczucie krzywdy a potem już agresję, złość – bo skoro ów człowiek obok tak dużo osiągnął/ęła…to znaczy że na pewno –

A. oszukuje!
B. nie zasługuje na to!
C. tak w ogóle to jest gruba’y/chuda’y/brzydka’i/głupia’y/piegowata’y i .. NO naprawdę nie zasługuje na to!  i w końcu:
D. JA zrobił/a/bym to lepiej, lepiej się do tego nadaję, a co to niby za sztuka, gdyby tylko ktoś dał mi szansę….itd.

Anonimowy, podły komentarz zostawiony na forach, na blogach, na kontach YouTube, opływający jadem, zajmuje dokładnie tyle samo czasu co napisanie tylu samych dobrych słów. Spójrzcie jednak jak wielu ludzi NIGDY nie napisze drugiemu człowiekowi nic dobrego, ale codziennie do różnych osób niczym z karabinu – strzelają słowami pełnymi pogardy i ataku. Tak sobie ostatnio myślałam….jaki musi być w środku człowiek karmiony zawiścią? Zazdrością? Nienawiścią? Jaki ma plan na siebie? Na swoje życie? Myślicie, że te wszystkie obrzydliwe komentarze piszą jakieś potwory? Nie…Najczęściej to jest nasza sąsiadka, albo ładna dziewczyna którą mijamy, szwagier, kuzyn, koleżanka z pracy itd…Zdziwilibyście się do czego zdolni jesteśmy mając ułudę anonimowości internetowej. UŁUDĘ powtarzam, bo nikt, ale dosłownie nikt nie jest anonimowy w necie. W internecie łatwiej jest coś wykrzyczeć komuś „w twarz” zwłaszcza pod przykrywką owej teoretycznej anonimowości czyli wymyślonego nick’a – aniżeli przyszłoby nam to zrobić w rzeczywistym kontakcie z tą drugą osobą. W internecie łatwiej obrzucić człowieka obelgami, upokorzyć, albo zarzucić mu czyny, których nie zrobił, oszkalować przed innymi ludźmi. W Internecie łatwiej plunąć  na kogoś – tylko dla przyjemności zobaczenia jak cierpi, albo „podniesienia” własnego ego….i to nie są Ci ONI. Ci hejterzy, trolle itd…To żadni ONI moi mili – to MY, to MY to robimy. MY  – LUDZIE. My to sobie robimy. Upokarzamy innych ludzi – bo wydaje nam się, że tak można. NIE MOŻNA!!!


Uczę się bycia dobrą. Codziennie. Dzień w dzień walczę ze swoimi emocjami, które niekoniecznie powinnam czuć:) TAK, NIE JESTEM ŚWIĘTA I IDEALNA. I mylę się – nawet w ocenie drugiego człowieka. Bo świat tak zaiwania a ludzie wysyłają tak mylne sygnały – że nie trudno się pomylić. Przepraszam więc potem. I uczę się PODZIWIAĆ. Np. innych blogerów – bo to moje środowisko twórcze, które potrafi zadziwić, zachwycić i zainspirować, moich bliskich – bo ich osiągnięcia najłatwiej nam pominąć uznając za coś oczywistego, moich czytelników – za mądrość lub wprost wypowiedziane obawy, którymi się tu ze mną dzielicie, moich współpracowników i osoby pracujące w firmach, z którymi jestem powiązana choćby poprzez pracę w GREEN CANOE. Podziwiam Was wszystkich! Za Wasze sukcesy, za rozwój, za dobre słowo które Wy dajecie innym, za świetną współpracę która za Waszą sprawą się tu toczy. Podziwiam Cię drugi człowieku:) BARDZO. To Twoje sukcesy, są dla mnie inspiracją.

A teraz piszę do Ciebie. I wiesz dobrze, że mówię o Tobie. Jeżeli następnym razem patrząc na moją stronę, mój kolejny projekt, kolejną współpracę lub sukces, który osiągnęłam poczujesz ZŁOŚĆ, albo ZAWIŚĆ  – wyrzuć ją szybko z serca! Wyrzuć, wypluń, wyszarp ze swoich myśli. I spróbuj w myślach pogratulować mi, tak – zrób dokładnie to co piszę, wyślij w myślach do mnie: Asia, szacun!.  Albo komuś w stosunku do kogo poczułaś/eś te złe emocje. Pomyśl – skoro mnie się coś udaje – TOBIE TAKŻE MOŻE. Jeśli nie w blogowaniu, to w innej dziedzinie. I gwarantuję Ci – walka ze swoimi niskimi emocjami i WYGRYWANIE daje takiego kopa, jakiego mało co potrafi dać. JA JUZ TO WIEM:) wiem to od dawna:) Bo na tej walce właśnie zbudowałam własną siłę. Na wygrywaniu. Walka z własnymi słabościami, z owym czarnym kolorem – który umówmy się…każdy z nas nosi w duszy może stać się motorem dla naszych marzeń. I wierzę w to bardzo mocno, że to, jaki procent owego czarnego koloru SAMI pozostawimy sobie na „jutro”  – będzie bardzo rzutować na całe nasze życie. Przecież doskonale wiecie, że to jacy jesteśmy, jak żyjemy, co robimy jest niczym więcej jak sumą naszych WYBORÓW.

Przez ostatnie trzy lata niejaki Jon Ronson przemierzył cały świat. Po co? By spotkać się z ludźmi, którzy zostali publicznie napiętnowani, zawstydzeni, wyrzuceni z kręgu tych „dobrych”. Ludzie tacy jak my. Z tą jedną małą różnicą, że np. opublikowali w mediach społecznościowych niewybredny żart, czy powiedzieli coś niepopularnego. Wystarczyło by ktoś to wyłapał – i ruszała LAWINA. Lawina innych internetowych ludzi, którzy rzucali się na tę osobę ślepo plując, bijąc, wyszydzając  – słowem. Bo w internecie wszystko można prawda? Dzięki internetowi właśnie publiczne szkalowanie, wyszydzanie, atakowanie GRUPĄ – na jednego….przeżywa dziś rozkwit. Przerażona jestem tym, jak bardzo nie akceptujemy choćby INNOŚCI, tego że ktoś myśli inaczej, że ma inne zdanie,  że uzurpujemy sobie prawo do moralności tłumu, oceny tłumu, tłumnego mówienia tego co jest niby piękne, dobre itd. Przerażają mnie tworzone np. na instagramie „grupy” w szufladkach, które mają na celu tylko i wyłącznie mówienie źle o jednym z instagramowiczów/czek. I pojąc nie mogę, że coraz częściej obojętniejemy na to zło, które widzimy, które staje się powoli codziennością. Naprawdę chcemy się na taką wirtualną rzeczywistość godzić?  Naprawdę?

Jan Ronson napisał książkę po tej podróży o znamiennym tytule „WSTYDŹ SIĘ”. Sięgnijcie po nią…choćby po to, by nie zapominać JAK chcemy żyć, JACY chcemy być i że ta dobra część w nas  – powinna zwyciężać codziennie. CODZIENNIE. W internecie również. Bo czy nam się to podoba czy nie – wirtualna przestrzeń po prostu jest częścią naszego życia.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

29 komentarzy

  • comment-avatar
    Barbara 18 maja 2017 (21:07)

    …..dlatego od dawna nie zaglądam na żadne fora – brak uprzejmości w dyskusji, w której strony mają odmienne zdanie jest niewyobrażalnie powszechne, koszmarnie spopularyzowane, mam wrażenie istnienia zawziętej wojny na to, kto umie dokopać i obrazić lepiej, zna lepsze teksty i cudaki słowne, byle urągające!. Często zastanawiam się, dlaczego tak trudno ludziom powiedzieć/napisać : ok, rozumiem , że nie lubisz Elvisa, ale ja go uwielbiam i słucham z przyjemnością.
    Nie, nie….. taka rozmowa natychmiast rozpoczyna walkę na słowa, słowa nieprzyjemne, obraźliwe dla przedmiotu sporu oraz spierających się. PO CO ?! I DLACZEGO?! W GC często jest mowa o tym, że odmienność, inność tworzy świat ciekawym, więc dlaczego niektórzy ludzie , nawet jeśli nie rozumieją takiej postawy, to przynajmniej nie zaprzestaną poniżania, nie dadzą żyć innym spokojnie, tak jak tego ludzie chcą i nie robią swoim sposobem na życie nikomu krzywdy?! ?
    Nie, trzeba choćby zajrzeć przez dziurkę od klucza do czyjegoś życia, żeby mieć materię do oplucia. Trzeba komuś dosadnie „wytłumaczyć” , że jest głupi, bo lubi Elvisa! Bo przecież jak ktoś może lubić Elvisa, skoro ja go nie znoszę?!!! nie do pomyślenia ……
    ;)
    Oby jak najczęściej milczały osoby, które nie mają nic miłego do powiedzenia – i proszę, nie zrozumcie mnie źle – staram się oglądać świat dość przytomnie, od wielu lat, uczyłam się go i uczę dalej i wiem, że są sytuacje, kiedy trzeba powiedzieć coś, co nie jest miłe, ale powyżej piszę o bzdetnych, niepotrzebnie złośliwych zachowaniach, które, mam wrażenie, mają się coraz lepiej……
    Tak, możemy iść dalej w psychikę ludzką i zgłębiać tajemnice dzieciństwa, poczucia własnej wartości i zwyczajnej potrzeby plucia jadem. Przyczyn może być szalona ilość.
    Ale…… ale to nadal nie tłumaczy celowego robienia komuś przykrości, to świadczy o małostkowości osoby wypowiadającej obelżywe treści i o jej kosmicznym tchórzostwie!
    Mam taką zasadę, z domu wyniesioną i zapewne niejednej osobie znaną : ” jeśli nie masz nic miłego do powiedzenie, to się nie odzywaj wcale”
    Oczywiście, że nie jest to łatwe, zwłaszcza jeśli ktoś zdrowo nadepnie na odcisk. Oczywiście, że nie jestem idealna i złe słowa wypowiem. Ale potem jest głupio…. Bo takie zachowanie, czyli brak opanowania, czyli niekontrolowanie swoich emocji, głównie tych negatywnych, świadczy w tym momencie TYLKO o mnie. A potem jak spojrzeć w oczy osobie, której wyrzuciliśmy przykre słowa w twarz?! To jest jeszcze gorsze niż patrzenie na siebie w lustrze….
    Dlatego w necie tyle tchórzy, tak cudownie z siebie zadowolonych, że mogli komuś dokopać….. nie pokazując swojej twarzy, nie patrząc drugiej osobie w oczy……

    ALE JEŚLI CHODZI O MNIE uprzedzam, że w jednym będę zawsze nieelegancka – w niekontrolowanym wybuchu radości i rzucania się w ramiona osobom serdecznym, uczciwym i odważnym życiowo! :)
    Wszystkim życzę każdego dnia, choć jednego dobrego słowa , ale każdego dnia! :)

    Basia

  • comment-avatar
    Karolina 9 maja 2017 (21:37)

    Asiu, jesteś mądrą i dobrą kobietą. Pozdrawiam serdecznie

    • comment-avatar
      Green Canoe 10 maja 2017 (08:32)

      Dziękuję:) Staram się być dobra. A z ta mądrością – różnie bywa:):):)

  • comment-avatar
    Urszula 9 maja 2017 (11:36)

    Asiu!!!
    Jestem dumna, że mogłam Cię poznać osobiście…Jesteś prawdziwą kobietą sukcesu…No niestety nasz obecny świat jest strasznie zawistny i podły…Ludzie dzielą się na dwie grupy: wspaniałych i „słoiki”. Anonimowy należy do tej drugiej grupy….Nie zdajemy sobie sprawy jak nasz czas jest ulotny…Ja znowu to doświadczyłam…Życie jest jak bańka mydlana, dzisiaj okrągła i śliczna jutro zamienia się w kroplę łez… Są ludzie którzy nie potrafią się cieszyć chwilą, która się nie powtórzy …Zawiść i nienawiść zasłania im piękno tego świata…Ciepło pozdrawiam pa….

  • comment-avatar
    Iwona 8 maja 2017 (19:39)

    Pani Joasiu,
    zgromadzenie tylu kobiet wokół Pani bloga to jest ogromny sukces. Kobiet , które opowiadają o swoich przeżyciach, problemach, smutkach i radościach. Bardzo Panią podziwiam i szanuję za Pani mądrość, błyskotliwość, empatię. Dziękuję za kolejny ciekawy wpis, który zmusił mnie do refleksji o relacjach międzyludzkich. Sama przeżyłam kiedyś sytuację w której na wieść o moim sukcesie w pracy moja „przyjaciółka” rozpłakała się ze złości. I ten fakt otworzył mi oczy szerzej…
    a słowa „żyj i pozwól żyć innym” powinny być w dzisiejszych czasach wypisane na bilbordach.
    pozdrawiam gorąco :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (20:05)

      Ja zawsze powtarzam, że przyjaciół wcale nie poznaje się w biedzie w przy odniesionym sukcesie. Serdeczności wysyłam i dziękuję – za każdy czas poświęcony czółnowej stronie. To zaszczyt mieć takich jak pani czytelników – dziękuję.

  • comment-avatar
    Lorka 8 maja 2017 (12:40)

    Myślę, że trzeba dużej odwagi by przyznać się do pewnych rzeczy, a widząc komentarze do tego wpisu ,aż mnie kusi by zaprosić wszystkie komentujące do mojego majowego wyzwania blogowego:) świat nie dzieli się na nas tych dobrych i tamtych złych.. my to oni i „niech pierwszy rzuci kamieniem….” Asiu wspaniały wpis, bardzo potrzebny. Zyjemy w takiej a nie innej rzeczywistosci, która zrodziła się w naszej zbiorowej świadomosci na skutek wielu setek lat cierpienia, strachu, przemocy.. to wszystko jest w nas.. tak jak kolor oczu czy włosów, dostajemy ten bagaż po naszych przodkach.. Ale od nas zależy , czy przepracujemy to, czy obciążymy nasze dzieci i wnuki :)

  • comment-avatar
    Ania 8 maja 2017 (11:04)

    Możemy dzielić się z ludźmi miękkim i ciepłym :-) albo zimnym i kolczastym :-( – oba namnażają się w takim samym tempie . Więc aby kreować pozytywny klimat w swojej rodzinie/otoczeniu musimy (chociaż pewnie dla wielu osób może być to duży wysiłek) dzielić się dobrem a hamować w sobie zło.

  • comment-avatar
    Aneta 8 maja 2017 (09:34)

    Witaj Joasiu
    Od pewnego czasu zaglądam do Ciebie i tu i na Instagramie… bo lubię, bo chcę. Zwyczajnie, normalnie jak w życiu… jeśli coś lub Ktoś budzi we mnie zainteresowanie zaczynam zupełnie podświadomie darzyć tego Kogoś lub coś sympatią… to naturalne. Uwielbiam wręcz uczestniczyć (no oczywiście, że zupełnie z boku- bo TU jako obserwator) w sukcesach innych, osiągnięciach większych lub mniejszych… i to również wydaje się być z mojego punktu widzenia naturalne. Jeśli Ktoś ugotował dziś smaczną zupę i pięknie ją potrafi podać a do tego jeszcze fascynująco lub artystycznie sfotografować- proszę bardzo… ja chcę to oglądać i podziwiać nawet… tak tę zupę bo być może ja nie potrafię tak… bo ja potrafię inaczej… no niekoniecznie gorzej- wszystko zależy od kategorii odbiorcy bo to on dokonuje finalnej tak, tak… OCENY właśnie i albo zostawia ją dla siebie, albo pluje tzw. jadem. Czy ma do tego prawo… otóż oczywiście, że ma (w granicy tzw. rozsądku przyzwoleniowego) ale wyłącznie do OPINII nie do OCENY i bezwzględnie bez naruszania dóbr osobistych, które nie są i nigdy nie będą jego właśnością! Uczestnicząc w tak powszechnym już życiu wirtualnym (cennym czy też cenionym przez wielu z uwagi na anonimowość ale też trudnym jednakowoż z tego samego powodu) napotykamy się i będziemy napotykać ZAWSZE na tego typu sytuacje… to społecznie powszechne, socjologicznie znane, psychologicznie uzasadnione a statystycznie bolesne. Czasem sami sobie ważymy trochę taki odbiór bo… skoro odnieśliśmy jakiś sukces czy sukcesik choćby, często (naprawdę często) hołubimy i rekomendujemy innych ale tych innych, którzy ten sukces już dawno odnieśli (np. reklamując ich produkty). Nigdy nie polecamy strony czy profilu gdzie przysłowiowa Szara Myszka pokazuje jak tam sobie w domku pichci i urządza tylko polecamy tych, którzy np. już książki kucharskie wydali, czy poradniki o wnętrzach… i to wcale nie jest złe- jest poprawne.. jest TAK WŁAŚNIE.
    Joasiu robisz wspaniałe dzieło jak widać, spełniasz się i rozwijasz a przy tym promieniejesz :) Życzę Ci Kochana dalszych sukcesów na każdym polu.
    Aneta

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (10:34)

      Aneta – bardzo Ci dziękuję! :) Za tyle mądrych słów i tak dobre nastawienie, założę się, iż nie tylko do mnie:)

    • comment-avatar
      Joanna 9 maja 2017 (15:21)

      Dziewczyny, tyle nas tutaj: mądrych i szczęśliwych kobiet! I życzę nam wszystkim razem i każdej z osobna, aby było takich jak my coraz to więcej. Aby ludzie potrafili docenić to, co inni zbudowali mozolnie i pracowicie. Cieszmy się sukcesami innym, a sukcesy nie ominą i nas!

  • comment-avatar
    Asia 8 maja 2017 (09:31)

    To straszne co piszesz. Też mnie przeraża ile w ludziaciach zawiści, zazdrości i chęci oplucia innych. Im dłużej żyję tym bardziej myślę, że takich ludzi nie możne zmienić. To w nich jest problem. To ich kompleksy, wieczne niezadowolenie z życia z tego co mają. Szkoda, bo Polska to takie dobre miejsce do szczęścia. Nie ma wojen, okropnych prześladowań, pracę można znaleźć, ubodzy mają się do kogo zwrócić o pomoc. Nie wszędzie na świecie tak jest. A ludzie chcą więcej i więcej. I wszyscy są winni, że im jest źle. I ty piękna sąsiadko,i ty kolego który masz firmę i dobrze zarabiasz. Uczę się godzić z tym, że hejterz, trolle i podobni istnieją. Oni nie tylko piszą paszkwile w internecie. Oni obgadują, szkalują i sieją plotki w realu. Trzeba tylko nauczyć się ich unikać.

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (10:35)

      Asiu – mam dokładnie takie same przemyślenia, że nie doceniamy tego co mamy.

  • comment-avatar
    Zoyka 8 maja 2017 (09:12)

    Asiula, słowa te wyrwałaś z mojej głowy. Kompletnie nie rozumiem osób które karmią się jadem i nawet kiedyś sama popełniłam podobny wpis. Mogłabym się tu rozwodzić i pisać ale dodam tylko tyle, że na własnej skórze przekonałam się, że ludzie lubią nieszczęścia innych i kompletnie nie odnajdują się gdy ktoś z otoczenia, czy prywatnego czy „roboczego” odnosi sukces, jest szczęśliwy i dobry. Znam osoby które żyją tym żeby komuś dokopać, obgadać i karmić się tym cały dzień.Napisałam znam? Znam, ale kategorycznie od nich stronię bo nie mam ochoty takie eksploatowanie stanu mojego ducha i psychiki. Często mawiam i cytuję: „Żyj i daj żyć innym” :))) Buziaki Kochana! ps. jestem ogromnym wrażliwcem, a w tym wypadku d… trzeba mieć stalową :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (10:36)

      To moje ulubione powiedzenie: żyj i daj żyć innym. :) Pozdrowienia Marta!!:)

  • comment-avatar
    Joanna 8 maja 2017 (09:04)

    Asiu! Cudowny tekst – oddający w 100% moje odczucia. Mówię zawsze i wszędzie wszystkim wokół, że sukcesy innych ludzi mnie cieszą, że jestem dumna z każdego Polaka, który osiągnął sukces. Ludzie tak bardzo zazdroszczą innym wszystkiego: wyglądu, pieniędzy, awansu zawodowego, pięknego domu, bogatego męża/żony, zamożnych teściów/rodziców, designerskiego mieszkania, kręconych włosów, blond włosów, znajomości z kimś ważnym bądź sławnym, popularnego bloga czy konta na Instagramie – dosłownie wszystkiego! Nigdy, przenigdy nikogo nie szkalowałam w sieci, jeśli kogoś nie lubię, nie czytam na jego temat plotek, nie śledzę jego konta w mediach społecznościowych, bo i po co? Naprawdę łatwiej się żyje, gdy jad i żółć wypocimy biegając, ćwicząc czy pracując w ogrodzie! I pożyteczne to, i za darmo :-)
    Asiu – Twój sukces też ogromnie mnie cieszy. Jestem tu, w Zielonym Czółnie, od początku i będę nadal. I życzę Ci osiągnięć na miarę Marthy Stewart, mało tego, wierzę, że tak się stanie!

  • comment-avatar
    Ewka 8 maja 2017 (08:06)

    Pamiętam, że od najmłodszych lat nie zazdrościłam nic nikomu, zwłaszcza rzeczy materialnych. Nie rozumiałam zawiści miedzy rodzeństwem, gdy już każdy ma swoją rodzinę, wręcz przeciwnie cieszyłam się , gdy bratu się powodziło. Myślę, że to zasługa rodziców, ufam im, wierzę w ich miłość i sprawiedliwość. Teraz, gdy mam 40 -tkę na karku, kontroluję porywy zazdrości, złości, bo wiem, że to mnie samą dobije, zje od środka. Staram się wyciągać z sukcesów innych dobre wnioski dla siebie. Gry ktoś triumfuje, to należy z nim dzielić radość!
    Co do internetu , to jadu jest bardzo, bardzo dużo. Znam przypadki kiedy osoby lądowały w sadzie, bo napisały cos obraźliwego. Żyjmy tak, byśmy mogli spojrzeć sobie w oczy. Pozdrawiam.

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (10:37)

      Ewa, bardzo Ci dziękuję za tak mądre słowa.

  • comment-avatar
    El. 7 maja 2017 (22:57)

    Zgadzam się z całością tekstu oprócz fragmentu: „A teraz piszę do Ciebie. I wiesz dobrze, że mówię o Tobie.” – tego absolutnie nie biorę do siebie.
    Odbieram ten akapit jako niezbyt zręcznie sformułowany. Można odnieść wrażenie, że wycelowany” jest w każdego czytającego, że adresatami są wszyscy bez wyjątku.

    Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam, nie odczuwałam zawiści w sytuacjach cudzego sukcesu. Może to brzmi niewiarygodnie, ale tak właśnie jest. Wręcz przeciwnie – całe życie miałam bardzo zaniżoną samoocenę i cierpiałam zawsze szukając „winy” po swojej stronie.
    Nie mogłam więc przenieść takich negatywnych uczuć i zachowań do życia wirtualnego, bo ich w życiu realnym nie było. Jeśli nie podoba mi się prezentowany tekst, zdjęcia, robótka – nie ma znaczenia rodzaj dokonań, to po prostu nie wpisuję komentarza w ogóle. Jeśli znajdę w tekście rażące błędy ortograficzne – piszę wiadomość prywatną i w delikatnej formie zwracam uwagę. A jeśli potrafię poprowadzić rzeczową dyskusję, wtedy się odzywam.
    Dlatego być może nie mam problemu z podziwianiem innych – nie muszę się tego uczyć.
    Inna sprawa, że za swoją naiwną (niezależnie od upływu lat, bo z tego się chyba nie wyrasta) wiarę w ludzi dostałam mocne i bardzo nieprzyjemne nauczki w internetowym bycie.
    I stąd mój większy dystans, ostrożność, czy nawet wycofanie.
    No i nie będę udawać, że kocham wszystkich – ludzi, których nie lubię, bardzo nie lubię, bardzo bardzo… nie lubię (nie chcę używać mocniejszych słów) jest sporo i nic na to nie poradzę, że wcale nie chcę ich zrozumieć i lubić na siłę.
    Na chamskie komentarze nie reaguję, wyrzucam jak śmieci.

    Ale też bardzo odczuwam zło tego negatywnego strumienia informacji, który nas atakuje z mediów i internetu. Coraz bardziej zniechęca do oglądania serwisów informacyjnych, czytania wiadomości.

    Dlatego bardzo popieram wszelkie formy dobrych wiadomości, optymistycznego spojrzenia na świat.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 8 maja 2017 (07:33)

      Bardzo dziękuje i od razu odbijam pozdrowienia:) A akapit, o którym Pani wspomiała…myślęże teosoby do których jest kierowany – od razu to będą wiedziały. Napisałam go bardzo świadomie.

  • comment-avatar
    Barbara 7 maja 2017 (22:26)

    W punkt!!! Słowo ma MOC!!! Może drugiego człowieka wynieść na szczyty jego talentów (bo każdy z nas je ma) zmotywować do realizacji marzeń ale może też brutalnie zabić. A przyjaciół poznaje się nie w biedzie ale wtedy, kiedy osiągasz sukces.

  • comment-avatar
    Ila 7 maja 2017 (20:41)

    Ja dosyć niedawno dowiedziałam się i przekonałam na własnej skórze, że sukces naturalnie rodzi wrogów i nie mogę się z tym pogodzić. To niestety powoduje coraz moje większe zamknięcie się na ludzi bo ile zawodów można przeżyć, znieść, wytrzymać i to dlaczego ciągle kotłujące się w głowie. Znamy się Asiu z wirtualnego świata i Twojego bloga od jego początku i nie zawsze zgadzałam się z tym co pisałaś, ale zawsze wypowiadając swoje inne zdanie miałam odwagę się podpisać i starałam się nikogo nie obrazić. Mam zawsze nadzieję, kiedy czytam posty takiej treści, w miejscach, które lubię i które towarzyszą mi w życiu, że ich twórcy czymś do takiego wpisu „zmuszeni” nie zamkną się dla nas, tych zwykłych, normalnych, którzy mają górki i dołki, którzy czasami czują ukłucie zazdrości w sercu, ale umieją się z tym rozprawić. Pozdrawiam Cię Asiu, spokojnego wieczoru. Ila

    • comment-avatar
      Green Canoe 7 maja 2017 (20:56)

      Ila – nie odbieraj mojego wpisu jako reakcję na cokolwiek – bo nią nie jest. Raczej pewne przemyślenia, po przeczytaniu książki „Wstydź się”. Ja już dawno temu przestalam przejmować się anonimami – mało tego, wiem kim są owi „anonimowi”. Bardzo mi żal ludzi, w których życiu rządzi zawiść – bo oznacza to nic innego jak fakt, że są niespełnieni i nieszczęśliwi. Pozdrawiam Cię cieplo:)

  • comment-avatar
    Monika 7 maja 2017 (20:31)

    Joasiu, bardzo trafny tekst. Niestety.
    I nie dotyczy tylko internetu, ale mediów ogólnie.
    Dlatego od kilku lat nie oglądam i nie czytam wiadomości. A jeśli czytam w necie, to najczęściej pomijam komentarze. Nie chcę dać się wciągnąć w pyskówki i hejt.
    Ale może być też dobrze. Na moich ulubionych stronach zdecydowanie przeważają pozytywne emocje. :)
    Mój sposób na hejt, to nie reagować. Nie dać się sprowokować. Czasem nie jest łatwo, ale warto powstrzymać się, żeby nam wątroba nie gniła od żółci. ;) Pozdrawiam serdecznie.

    • comment-avatar
      Green Canoe 7 maja 2017 (21:36)

      Dziekuję i odbijam pozdrowienia w Twoją stronę:)

  • comment-avatar
    jola-dk 7 maja 2017 (20:17)

    Piękny post!

    Mnie sukcesy innych motywują. Gdy mam chwilowy (lub jak ostatnio, nieco dłuższy) spadek formy to nie słucham złotych rad osób, które same nic nie zrobiły tylko cieszę się z sukcesów innych i doceniam, jak wiele pracy musieli włożyć w to, aby ten sukces osiągnąć. Bo za KAŻDYM sukcesem stoi ciężka praca, która dla ludzi z zewnątrz przestaje być widoczna, gdy wszystko tak pięknie wygląda z boku…

    Wyznaję zasadę, że gdy coś jest piękne, inspirujące, kreatywne – należy chwalić, bo nawet krótkie, miłe słowo potrafi postawić na nogi i dodać energii. Gdy coś niekoniecznie mi się podoba, ale widzę że autor dzieła jest nim zachwycony – nie komentuję, pozostawiam to dla siebie i po cichu trzymam kciuki, aby następnym razem było lepiej. W końcu każdy „raz na wozie, raz pod wozem”. :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 7 maja 2017 (21:37)

      Jolu – podobnie postępujemy:) Pozdrowieni serdeczne:)

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.