SZAŁAPUTY – czyli opowieść o tych co się łapią…

Jako że minął ponad rok od ostatniej CZYSTKI w mojej pracowince ociupince:) – postanowiłam wreszcie dokonać ruchów remontowo, sprzątająco, oczyszczających. Bałagan wokół bowiem, wprowadza mi w duszę niepokój i sprawia, że nie umiem normalnie funkcjonować. BA – potrafię nawet 4 razy dziennie odkurzać, bo mnie wkurzają paprochy na ciemnym dywanie:):):) A przy Leo o paprochy łatwo jak tej zimy o śnieg. Ot, taki mam psychiczny feler z tym pseudoporządnictwem:). Piszę pseudo – bo wcale nie jestem typem niuni czyścioszki. O nie:) Wokół siebie – wizualnie –  muszę mieć porządek i CZYSTO. Pomyte okna, pomyte podłogi i by kurz mi się w spojrzenia nie rzucał:):) TYLE muszę mieć dla ducha. I tak miałam odkąd pamiętam ( choć zapewne, moja mama ma na ten temat zgoła inne zdanie:):):):) Ale to, że w garderobie leży sterta niewyprasowanych ubrań – czy tam w szafach nie ma idealnie pokładanych ręczników do pionu i poziomu…takie niuansiki domowych pieleszy – no cóż…:) Nie chcę być idealną panią domu. Podejrzewam tak po cichu, że takie babki ( idealne gospodynie) –  nie istnieją. A jeśli nawet jednak istnieją, to ja się z nimi na bank nie dogadam:):) Ale wracając do pracowni – doskonale wiecie  co się dzieje z pomysłem gdy się dopiero co rodzi…:) Albo przynajmniej te z Was, które tworzą tak jak ja – w szale złapania pomysłu za koniuszek i NATYCHMIASTOWEGO realizowania go. W jednej chwili postanowiłam, że robię remont, w drugiej chwili miałam już w ręku pędzel i farby. Nie czekając na mojego połówka, który mi się zaoferował jak najbardziej z pomocą  /ale któż by czekał kilka godzin, zanim On wróci z pracy, no któż????/ – Złapałam za kanapę, która u mnie stała, sama ją wytachałam od siebie, oraz wtachałam na jej nowe lokum. Potem stachałam  z góry, balansując niebezpiecznie na krętych schodach:), ogromniasty blat od biurka, – i tym sposobem zamiast zawalającej mi kanapy mam wreszcie BIURKO BYCZE:) co pomieści O HO HO i jeszcze więcej.  Stara/nowa komoda też została natychmiast przemalowana…i już.
 21 18 17 15
W ogromnym koszu, który pomalowałam jeszcze jesienią leżą wszelkie materiały – czekają na swój czas, aż coś z nich wymyślę:) To jak moi mili,…wpadacie na kawkę i pogaduchy?? Mam wygodny fotel, i siedziska :) lampę z miękkim światłem i snującą się muzyczkę w tle….że tak sobie skuszę:) Kto jeszcze, tak jak ja – od razu realizuje swoje pomysły i łapie za pędzel?

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

50 komentarzy

  • comment-avatar
    Anna z www.dziecioblog.blogspot.com 30 marca 2013 (21:45)

    Część z tych rzeczy powstała właśnie z "odrzutu" – starych kartonów, skrzynek, puszek, obrazów itd. : http://dziecioblog.blogspot.com/2013/03/objawy-pierdolca-czyli-o-pomysach-na.html i nie ukrywam, że Twój blog się do tego przyczynił :-)

  • comment-avatar
    Ondrasza 16 października 2012 (18:19)

    Myszkując po Green Canoe i szukając farb do mebli, które kiedyś polecałaś, trafiłam nie wiedzieć czemu na post o wdzięcznej tematyce WSG. Zachęcasz ludzi do nie wyrzucania staroci, bo można je jeszcze wspaniale wykorzystać, dać im drugie życie i to w całkiem niezłej "skórze". Zaledwie wczoraj pisałam u siebie post o tym, co też ludzie WYRZUCAJĄ…smutne widoki, ale niestety prawdziwe. Kwiatuszki na zdjęciach ciężko byłoby co prawda wykorzystać i przerobić na coś ładnego, niemniej to, w jakim miejscu się znalazły woła o pomstę do nieba…
    Pozwolę sobie wkleić linki, bo uważam, że takie zachowania powinno się PIĘTNOWAĆ i cholerka – ścigać takich Asów listem gończym! Może ktoś rozpozna na zdjęciu "swoje śmieci" i choć zawstydzi się, choć zarumieni…i więcej już takiego świństwa nie zrobi…
    Pozdrawiam i szperam dalej w poszukiwaniu tej nieszczęsnej farby….

    http://quadro-zielona-pracownia.blogspot.com/

    http://zielone-serducho.blogspot.com/

  • comment-avatar
    Anonimowy 18 lutego 2010 (23:33)

    cudne! to przepiękny kącik! poleżałabym tam wtulona w fotel… taka robotna jestem;-) za ładnie ? relaksacyjnie… pozdroweinia!
    i gdzie ta woda cholerna!? no gdzie!? Moja ty Dzielna Asieńko!

  • comment-avatar
    li. 18 lutego 2010 (00:03)

    Ojoj, ale piękna pracownia. Wspaniałe miejsce za jakim tęsknię.Znalazłam u siebie maleńką przestrzeń i też o niej napisałam, ale gdzie tam jej do Twojego atelier.Widzę, ze nie tylko ja marzę o pracowni.

  • comment-avatar
    Jolanna 16 lutego 2010 (22:43)

    Mój własny kącik bardzo mi się marzy i koniecznie muszę go wyczarować.
    Narazie przerabiam co się da na co się da :)
    Zapraszam na mojego bloga, ostatnio przerobiłam meblościankę – tak na swoją modłę.
    Pięknie tu u Ciebie !!!
    Pozdrawiam ciepło.

  • comment-avatar
    GreenCanoe 16 lutego 2010 (00:16)

    Bardzo dziękuje za wasze uznanie:)A tym, którzy nie maja własnego kata – z całego serca takowego życzę:)
    I rzeczywiście – chyba jestem blogową królową bielonej wikliny:):)

  • comment-avatar
    Ivalia 15 lutego 2010 (20:51)

    A ja właśnie zakończyłam wielkie poszukiwania materiału na… (w trakcie poszukiwań przerywanych co i rusz przez pokrzykiwania dzieci, które akurat tez czegos szukały…) zapomniałam na co mi była potrzebna, ale już mam tkaninkę blisko żeby sie przypomniało:)
    Mam duzy dom, w tym 3 pokoje do wykończenia – jeśli sama wczesniej sie nie wykończę:) więc zdrowo zazdroszczę wspaniałej pracowni.
    Zapraszam do mnie, odnowiłam półkę i krzesło – na razie, w kolejce czekają nastepne gratki.
    Pozdrawiam miło.

  • comment-avatar
    Magda-lenka 15 lutego 2010 (19:08)

    Witam ponownie !

    Jak miło czytać kolejne wpisy na Twoim blogu :)
    Pracownia piękna, te odcienie rzeczywiście działają kojąco…Podziwiam zdolność utrzymania takiego ładu wokół siebie:)

    Wedle życzenia, Droga Koleżanko, zamieszczam link do kilku swoich prac. Będzie mi bardzo miło, jeśli zajrzysz.

    http://3.bp.blogspot.com/_gJscSa49V_0/S273ICQqLlI/AAAAAAAAABA/2N1PA037cOQ/s1600-h/p1.jpg

    http://bazarekhandmade.blogspot.com/2010/02/drewniany-swiecznik.html

    http://bazarekhandmade.blogspot.com/2010/02/duza-poka-w-stylu-rustykalnym.html

    Pozdrawiam!

    PS. Ta nasza wyczekiwana wiosna już za 2 tygodnie!

  • comment-avatar
    Violetka 15 lutego 2010 (18:38)

    Biel koi….prawda, ale jeszcze lepsze własciwości kojące ma dla mnie Twój blog i każdy z Twoich postów! Zachwycasz mnie tym co tworzysz wokół siebie…..coś pięknego….. pozdrwiam Was serdecznie :)

  • comment-avatar
    Argoblau 15 lutego 2010 (18:03)

    Witam,
    to ma byc pracownia?!! wyglada jak przepiekny kacik do odpoczynku az szkoda cos tam robic. Jestem zachwycona i musze sie przyznac,ze chyba pare pomyslow "ukradne" do mojego domu.

    Pozdrawiam goraco
    Ela

  • comment-avatar
    Kasia 15 lutego 2010 (15:58)

    Jesteś niesamowitą kobietą – zarażasz swoją energią i pasją.
    WSG nie jest mi obce, co możesz zobaczyć u mnie na blogu – zapraszam bardzo.
    Pracownia prześliczna i aż , głupio się nawet przyznać, zazdrość mną szarpnęła ;).
    Ale, jak pisałam – zarażasz i wymyśliłam, że zrobię sobie mini kącik w sypialni.
    Dziękuję za natchnienie i pozdrawiam serdecznie :)

  • comment-avatar
    TuKara 15 lutego 2010 (15:15)

    Jakie urocze miejsce,,,,,,chyba rozmarzylabym sie i zapomniala o jakichkolwiek robotkach!!!

  • comment-avatar
    Bernadetta 15 lutego 2010 (13:42)

    Jak mi sie marzy pracownia , z niecierpliwoscia czekalam na moment powrotu do kraju , kiedy to w koncu moze uda mi sie postawic sciany na poddaszu i w jednym pokoju urzadzic swoj kreatywny kacik , acha teraz bede miala kacik , najwyzej w sypialni , pokoj zajmie Dyziotko hahah. Tak wiec maly nie maly , ale przynajmniej swoj kacik masz , a dzieki Twojej pomyslowosci kacik cudnej urody :)
    P.S.Tak sie ostatnio zastanawialam czy jest ktos kto posiada wiecej bialej wikliny niz Ty ;)

  • comment-avatar
    Lutajka 15 lutego 2010 (13:15)

    Jak zwykle wszystko pięknie ubrane: w słowa, w czyny, atmosferę nieziemską, klimat jak z bajki. Dopisuję się do załogi WSG, która to mówi zdecydowane NIE dla "graty na straty",popieram ideę "graty na salony"!!!!
    Więcej w moim blogu.
    Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    Dag-eSz 15 lutego 2010 (12:40)

    Asiu – Craft room, pierwsza klasa!!! :)
    Zazdroszczę Ci tego kącika, ja to mam do dyspozycji jeden pokoik – u teściów – 3w1 – gościnny, sypialnia, pracownia, cudem to wszystko jakoś zmieściłam i ciągle donoszę – najlepiej jakieś starocie ;)
    Na razie kminię jak tu zmienić mój craft kącik ;) bo zmiany uwielbiam, jakoś tak na sercu robi się lepiej gdy się coś pozmienia, pomaluje na inny kolor itp
    Pozdrawiam :)

  • comment-avatar
    rosaliaa 15 lutego 2010 (12:38)

    jak tam pięknie, w takim miejscu tylko tworzyć, marzenie :D ech

  • comment-avatar
    Anika 15 lutego 2010 (11:54)

    Zazdroszczę własnego świętego (s)pokoju. Brakuje mi takiego miejsca.
    Oczywiście pracownia wygląda bajecznie, tak samo jak reszta domu. Ma Pani wspaniały talent.
    Pozdrawiam.

  • comment-avatar
    Asia 15 lutego 2010 (11:51)

    cudowna pracownia, cudo!!!!
    A stare graty przeraiam i owszem, zresztą mam wrażenie, że głównie tym się zamję. Linka nie będe podawać bo dużo tego na moim blogu.

  • comment-avatar
    Pod sosnami 15 lutego 2010 (11:47)

    Ło matko i córko, jak ja Ci pozytywnie zazdroszczę takiego miejsca na swoje różności!!! Pracownia piękna, przemyślana, a ja miejsca nie mam w domu i nie mam gdzie urządzić pracowienki, buuuuuu!!!! Moje materiały walają się po skrzyniach, nici po różnych miejscach, hafty i farby takoż….
    Pozostaję w podziwie i nabożnym zachwycie, pomysłowo bardzo i klimatycznie bardzo teraz masz, Asiu.
    Pozdrawiam serdecznie!!!

  • comment-avatar
    angela 15 lutego 2010 (11:02)

    Pracownia rewelacyjna, aż dech zapiera!!! Taki cudowny spokój i błogość z niej bije!!! A ten obrotowy pojemnik na przyprawy przerobiony na takie cudeńko .. co za pomysł!!!! po prostu jedno wielkie WOW!

  • comment-avatar
    jo@śka 15 lutego 2010 (09:06)

    Jaaaaa… Ale fajna pracownia! Oddawaj!!! Świetna. A Ty wpędzasz w kompleksy – pomyślisz i już zrobione. Zazdroszczę takiego szybkiego działania.Ja wieczna jestem – zastanawiam się, analizuję i trochę to trwa, choć i tak już jest lepiej niż kiedyś. Właściwie to chyba macierzyństwo uczy mnie dobrej organizacji czasu. Zazdroszczę też, że masz taki własny pokój, własny świat. U mnie w domu za mało pomieszczeń, ale w sypialni powoli gospodaruję sobie kącik. Co do szycia, to szyć też nie lubię (choć skończyłam średnią szkołę w tym kierunku), ale jak widzę, co Ty i dziewczyny wyrabiacie, to dostaję kopa i też zaczynam szyć. Również tak jak Ty, uwielbiam ratować stare graty, choć i od nowych nie stronię. Teraz w rękach fachowca jest kredens po babci, krzesełko dla Millki ukradzione ze śmietnika, a w domu na malowanie czeka krzesło. Sama nie podjęłam się ratowania kredensu, bo ciąża, bo drugie dziecko, więc trochę zamieszania i brak cierpliwości. No, ale maluję już sama :)))

  • comment-avatar
    szewczykana 15 lutego 2010 (08:55)

    no to pracownie pierdyknęłaś sobie pierwsza klasa… i podziwiam jak nowe życie tchnęłaś w te różniste stare graty :)

  • comment-avatar
    Michał 15 lutego 2010 (08:44)

    Dziekuję Green Canoe za każde słowo i za to, że z zamiłowanego lenia powolutku, jak promień słońca wyłania się Kobieta Tfurcza :) pozdrawiam Monika z Poznania

  • comment-avatar
    jaga 15 lutego 2010 (07:59)

    WSG , moja piwnica ,która była kiedyś pracownią, zawalona jest różnymi gratami, które żal mi wyrzucić,
    Czasami graty wracają do domu z nowym przeznaczeniem hi hi.
    Asiu piękna pracownia,aż chce się pracować i odpoczywać!Idę w swojej pracowni decupażowo-krawiecko-drutowo posprzątać, bo wstyd mi się zrobiło za mój bałagan hi hi
    Buziaki

  • comment-avatar
    mamajudo 15 lutego 2010 (07:53)

    och, jak cudnie!

  • comment-avatar
    beti 15 lutego 2010 (07:25)

    O mamusiu, ależ świetnie się tworzy w takiej pracowni! Ja tam z chęcią bym wpadła do niej, ale z torbą włoczek, szydełkiem, drutami,itp… :)

  • comment-avatar
    kasandra 15 lutego 2010 (05:46)

    Ojeja jak ja zazdroszczę takiego miejsca …

  • comment-avatar
    folkmyself 15 lutego 2010 (05:38)

    WSG to dobra metoda, choć wolę nazwę dawania nowego życia przedmiotom, nie lubię słowa GRATY.

    Piękna pracownia!

  • comment-avatar
    kasiorek-1 14 lutego 2010 (22:26)

    Pracownia zapierajaca dech w piersiach.Marze o malym kaciku tylko dla siebie ale nie sadze abym umiala go tak cudnie urzadzic.Niestety nia dostalam daru przemieniania staroci na urzyteczne cudownosci.Jedyne co ocalilam to stara przedwojenna lampe naftowa, ktora pomalowalam na bialo ale to kazdy potrafi.

  • comment-avatar
    Katarzyna / Kathryn 14 lutego 2010 (22:21)

    Oj, jakie cudne miejsce pracy! I ile przestrzeni! Biurko jak marzenie!!!! Porzadek….no tak…ja wciaz walcze z porozrzucanymi zabawkami…….

  • comment-avatar
    Margott 14 lutego 2010 (21:59)

    Witam:)Kolejny przesycony optymizmem post i zachęta do pracy:) Muszę krytyczniej "obadać" swoje miejsce do pracy ;) POzdrawiam CIę serdecznie:) Z nieierpliwością oczekując następnych"dołądowaczy" optymizmu.Małgorzata

  • comment-avatar
    Mili 14 lutego 2010 (21:15)

    No i zaniemówiłam . . .
    booo. . . marzył mi sie zwykły mały kącik krawiecki, gdzieś w domku by nikomu nie wadził. O pracowni nie śmiałam raczej marzyć, aż do momentu kiedy to przeczytalam Twojego posta.
    Twoja pracownia wywarła na mnie nie lada wrażenie. W takim miejscu to aż chce się tylko tworzyć i tworzyć. Równiez jestem zwolenniczką nadawania przedmiotom drugiego życia. I moje poddasze piętrzy się od rzeczy zbędnych i dawno niepotrzebnych, kto wie czy za jakiś czas nie będą grały pierwszych skrzypiec w domu :)

    pozdrawiam ciepło

  • comment-avatar
    Anonimowy 14 lutego 2010 (20:38)

    A ja po prostu podziwiam i już przez 5 miesięcy tak z podziwu wyjść nie mogę,czekam na Pani posty z wytchnieniem i nie mogę się doczekać kiedy będzie Pani sklepik internetowy.Kiedy zobaczyłam te zielone kwiatuszki na Wielkanoc to mam postanowienie-ja też zrobię , ale …mój wyczyn na szydełku to tylko łańcuszek ale podpytam Mamę swoją i może mi sie uda, kiedyś po nocy , jak Córeczka uśnie:).Dziękuje za Pani optymizm i słońce w Pani domu i wnętrzu Rodziny.Małgosia z Gór Świętorzyskich

  • comment-avatar
    Annasza 14 lutego 2010 (20:17)

    Pracownia z prawdziwego zdarzenia, świetnie ją urządziłaś, Asiu! :)))

    Ja wprawdzie z meblami za dużo wyczyniać nie potrafię (prócz malowania na biało ewentualnie;)), ale mam dokładnie takie samo 'recyklingowe' podejście do mojego szycia.

    W zasadzie prawie wszystko co dotąd uszyłam, wzięło się z mojego domu, z rzeczy już nie używanych (zasłon, obrusów, pledów), za małych ciuchów po dzieciach (szczególnie polarki super się szyje), czy z przepastnego strychu, gdzie 'cuda' można odnaleźć. No szkoda mi po prostu czasami kupować nowej rzeczy i wciąż i wciąż powiększać swój stan posiadania, jeśli można to sobie po prostu uszyć z tego co się już ma. :))

    Z włóczkami, z których również korzystam, jest już inaczej, ale i tutaj bywa nieraz nieźle, np. przerobioną wełnę rewelacyjnie się filcuje na mokro i wtedy da się z niej dowolnie wycinać, jak z prawdziwego filcu, więc recykling króluje. :))

    Co do starych gazet i reklam: jeśli masz chęci i czas, zajrzyj do międzywojennych polskich gazet i czasopism, jakie wspaniałe kwiatki można tam znaleźć! Te 'ogłoszenia drobne', 'mydło i powidło', te rysunki, ten styl, ten język, ta ATMOSFERA, coś pięknego, polecam! :))

    Muszę powiedzieć, że natchnęłaś mnie, aby wyszukać sobie w domu takie 'odosobnione' miejsce, choćby kosztem czegoś innego i urządzić w nim namiastkę pracowni. Ja niestety, w bałaganie w ogóle funkcjonować nie mogę, a co się dzieje w trakcie szycia… wiadomo ;)) Więc od jutra do dzieła, czas zacząć porządki wiosenne. ;)) Dziękuję za inspirację, Asiu.

    Niewiele jeszcze mam na swoim blogu, ale jeśli masz ochotę to zapraszam serdecznie w odwiedziny: http://na-tarasie.blogspot.com/

    Pozdrawiam. Ania

  • comment-avatar
    Trzpiot 14 lutego 2010 (20:12)

    Nie wiem czy takie drobiazgi miałaś na myśli ale półeczkę z Zakopanego dostałam gdy byłam w pierwszych latach podstawówki(to jakieś 30 lat temu :-)), małą balię kupiłam "na gratach" w częściach a rama pochodzi z innego targu staroci. Teraz tworzą komplet w mojej łazience :-)
    http://dorisdecoupage.blogspot.com/2009/08/azienkowy-komplet-i-krolicze-candy.html

  • comment-avatar
    ALEXA 14 lutego 2010 (20:10)

    Pracowni swojej co prawda nie posiadam, ale nawet małe mieszkanko potrafię przeistoczyć na dwa dni w najdoskonalszy warsztat, by tam oddawać się temu co lubię najbardziej, czyli "przerabianiu" starych gratów na własny użytek.
    To moje hobby, pasja, a nawet mania prześladowcza ;)
    Pozdrawiam :)

  • comment-avatar
    Yrsa 14 lutego 2010 (19:49)

    Wzorcowa pracownia , każda kobieta powinna mieć taki podręczny pokoik tylko dla siebie , też mi się marzy . Pięknie wszystko urządziłaś , podoba mi się , a w Twoim magazynku widzę sporo ślicznych tkanin .Pozdrawiam Yrsa

  • comment-avatar
    Maggie Paw 14 lutego 2010 (19:37)

    Joasiu Zielona Wiosenna, ta dziupla twoja urocza jest i przecudna! Wpadnę z pewnością -_^ Podobno wszystko, co nas otacza, także to materialne, chłonie i oddaje nasze emocje, nastawienie i myśli. Pewna jestem całkowicie, że twoje wskrzeszone grato-dzieła-sztuki w zamian za twoją troskę zafundują ci niejedno natchnienie oraz ogólną poprawę samopoczucia, ^_^
    Ja z natury jestem WSG, ale linka wstawię kiedy fotek naprodukuję i na mojego nowonarodzonego bloga wrzucę. Pozdrowienia dla wszystkich babolów wsiowo- kreatywnych!

  • comment-avatar
    cicha 14 lutego 2010 (19:16)

    ależ obłędna i "stylową" masz tą pracownie,. jeju, jeju…z takiej …pracowni na pewno wyjdą same fantastyczne rzeczy … !

    Pozdrawiam serdecznie ;-)

  • comment-avatar
    Anonimowy 14 lutego 2010 (19:15)

    dziekuję za inspiracje, pogodę ducha , spokojność bieli…ale i zachętę do pracy nad soba i na dobre przygotowanie sie do powitania wiosny, która mam nadzieję że już do nas jedzie… pozdrawiam cieplutko Zielona Łódeczko

  • comment-avatar
    ushii 14 lutego 2010 (19:10)

    no pięknie!
    jak zwykle popieram w całej rozciągłości, wole wysłużone przerobić niż nowe kupić. cięzko u mnie o choc jeden mebelek kupiony i postawiony bez żadnej mojej ingerencji… o wiem! 2 krzesła. poza tym nic.

    a słupka na materiały to zazdroszczę, no! bo ja nie mam takiego, wszystko w skrzyni ląduje i ZAWSZE okazuje się, że potrzebny mi ten materiał co na samym spodzie jest :(
    Oj, jak ja bym chciała miec pracownię swoją, bo tak to całe mieszkanie zawalone nagłym przypływem weny mam. a też muszę mieć ogólnie ordnung, zeby mi dobrze było.

    Pozdrawiam!

  • comment-avatar
    TUŚKA 14 lutego 2010 (18:53)

    Pracownia fantastyczna do pracy i odpoczynku. Żeś ją sobie kobieto urządziła wspaniale. Dla mnie pełna spokoju i chęci do pracy. Czy mogę sie wprowadzić?

  • comment-avatar
    paula_71 14 lutego 2010 (18:49)

    Wchodzę na bloga i widzę,Asia dała nowego posta ale tak Lenka na ręce,mleko na kaszkę się gotuję myślę sobie w takim chaosie czytać nie będę.
    Lenka już smacznie śpi najedzona pyszną kaszką a ja siedzę i się rozkoszuję Twoim wpisem.
    Po weekendzie pełnym nienajlepszych wrażeń Twój post jest jak masaż obolałych pleców.
    Pomijam,że zakochałam się w Twojej pracowni :)Wszak dzisiaj Walentynki hahah

    Ja też od czasu do czasu nadaję starym rzeczom nowe życie,czy po prostu używam czegoś co inni dawno by wyrzucili.
    Ale w moim przypadku to chyba w genach odziedziczyłam,zamiłowanie do staroci i recyklingu.

    Dziękuję za buziaki i gilgotki dla Lenki,nie omieszkałam jej tych przyjemności nie zaserwować :)

    Pozdrawiam cieplutko,uściski dla Was.

  • comment-avatar
    Elamika 14 lutego 2010 (18:45)

    Jeśli to jest pracownia to ja pragnę w niej zamieszkać. Jest cudowna i czuściutka! Nie wiem czy byłabym w stanie rozłożyć się tam z farbami i pędzlami :)

  • comment-avatar
    brydzia 14 lutego 2010 (17:54)

    No pracownia jak się patrzy! i do pracy i do pogaduch przy kawie:)duże wrażenie wywarły na mnie te "niepotrzebne " przedmioty, którym przypisując nową funkcję, podarowałaś drugie życie.Myślę, że niejedna z nas zastanowi się czasem czy warto coś wyrzucić czy może jednak ocalić.
    Serdecznie pozdrawiam:)

  • comment-avatar
    Aszka9 14 lutego 2010 (17:42)

    Bardzo ładna lekcja poglądowa dla takiej bałaganiary jak ja.Coraz bardziej lubię biel-ale w domu

  • comment-avatar
    asica.p 14 lutego 2010 (17:38)

    oj ja bym wpadła na tę kawkę baardzo chętnie:)
    pozdrawiam serdecznie:))

  • comment-avatar
    konwallia czaruje 14 lutego 2010 (17:29)

    Każda kobieta zmian potrzebuje: jak nie włosy, to pokój przefarbuje ;) Ja jednak wolałam chyba poprzednią wersję pokoiku, taką różano-nostalgiczną.

  • comment-avatar
    migdalowomi 14 lutego 2010 (17:28)

    Witaj Ciotko Zielona:)
    Tosiak od Ciebie wysciskany:)
    Czytam Cie nieustannie i do upadlego-oj Babo Ty to masz pisane…kropki kropeczki biele nieustannie mnie natychaja:)sa ponadczasowe-dlatego czasem nie zapraszaj-bo wyniose:):)
    Wor snieznych pozdrowien-Migdalowa

  • comment-avatar
    Laura 14 lutego 2010 (16:57)

    Joasiu kochana czemu tak mało?? Gdzie ten elaborat??? Zycie mi wróciłaś,co mi je zimowa aura w depresję zmieniła. Wracałam sobie z sumy w południe,wstąpiłam do kiosku po ( a! przemilczę po co) i co tam znalazlam?? Werandę Country co to jej cały tydzień zapamiętale szukałam. Wlazłam Ci do domostwa,ogrzałam się przy kominku,rąbnęłam jedną śliwkę z parapetu i odzyłam. Teraz jeszcze ten króciutki (!) post i można zacząć oddychać :)
    Mam mnóstwo takich rzeczy ,które mi szkoda wyrzucić,a teraz je będę reanimować,bo mnie energetycznie kopnęłaś z zadek. Dzięki Słoneczko,że tak pięknie świecisz. Mogłabyś częściej ;)
    Uściski dle Leonka

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.