MYŚLĘ ŻE- mrzonki, farmazony i skakanie na główke.

Ostatnio dostaję od Was bardzo dużo maili z powtarzającym się pytaniem: Asia, jak to zrobić by ze swojej pasji uczynić pracę? Moi mili, myślę, że nie ma tak naprawdę jednej i jednoznacznej odpowiedzi dla wszystkich.  I najpierw chciałabym porozmawiać o tym, co jest w temacie bardzo istotne –  dlaczego zazwyczaj nam się nie udaje tego dokonać?. Jestem zapewne nielicznym na tej kuli ziemskiej przedstawicielem teorii, że człowiek może WSZYSTKO :) – i że może żyć właśnie tak, jak chce. Ale nie robimy tego – najczęściej z lenistwa a zaraz potem z tchórzostwa. I choć niby wszyscy wiemy, że nasze poczucie szczęścia jest bardzo mocno powiązane z tym co robimy zawodowo i jak ogólnie żyjemy  – to nadal żyjemy często byle jak. Tak, jakbyśmy nie szanowali tego swojego życia. Oraz nie mieli świadomości, że dosłownie za kilka sekund owo życie może się skończyć. I o ile w czasach szkolnych czy studenckich takie niefrasobliwe podejście do otaczającej nas rzeczywistości i nas samych może być wybaczalne ( rzadko kto w tym wieku analizuje własne życie pod katem jego jakości:)- a raczej czerpiemy z niego wtedy garściami, zachłystując się co chwilę) – to już potem warto jednak zatrzymać się choć na chwilę i zweryfikować: kim ja jestem, gdzie idę, jak żyję i czego pragnę.

A potem jeszcze raz : czy na pewno TO JA tego pragnę, a nie realizuję jakiś społeczny obrazek. TUTAJ pisałam o marzeniach „z dupy wziętych” i choć to tekst sprzed ładnych kilku lat:) nadal jednak bardzo aktualny. A samo określenie, choć mało eleganckie, oddaje w pełni znaczenie naszej często mrzonkowej postawy roszczeniowej. Niestety, ale żyjemy w czasach, w których wpędza się ludzi do określonych ram/grup/społeczności. I bardzo łatwo ulegamy tym łatwym do przyjęcia „Avatarom”, którymi możemy się stać. ( Spójrzcie, nawet na Waszych kompach – zostaliście internetowo już dawno skwalifikowani, każdemu z Was wyświetlane są określone rodzaje reklam dopasowane do Waszego styl życia) I mimo, że teoretycznie mamy niesamowitą wolność i możesz być tym, kim chcesz – to tylko teoria. Inność – choćby w postaci wyglądu, poglądów, stylu życia akurat u nas nie jest postrzegana jako atut. Wręcz boimy się jej. I właśnie dlatego, nawet jeśli chcemy po ukończeniu studiów powiedzmy ekonomicznych zostać ogrodnikiem ( bo kochamy pracę z roślinami całym sercem i jesteśmy w tym naprawdę świetni) nie robimy tego. Po 1. – dlatego, że CO LUDZIE POWIEDZĄ, albo CO RODZICE POWIEDZĄ, po 2 dlatego, że przecież praca jako ogrodnik JEST MAŁO PRESTIŻOWA i mało wizerunkowo wyfikana, po 3 w końcu PRZECIEŻ Z TEGO NIE WYŻYJĘ.  To są 3 główne przeszkody/wymówki/obawy które nas bardzo hamują przed braniem życia  w swoje ręce.  I możecie mi nie wierzyć, ale około sześćdziesięciu procentom Polaków ( bo tylu podobno jest niezadowolonych ze swojej pracy) jedynie te 3 „przeszkody” wystarczają by nie robić tego, co chcieliby naprawdę w życiu robić.

Z drugiej strony, znam wielu niesamowitych ludzi, którzy pracują w zawodach, bądź stworzyli własne firmy od podszewki – w ogóle nie związane ze swoim wykształceniem. Bo od początku czuli, że to nie jest odpowiednia droga.  Ja także jestem przykładem takiej osoby. Łączy nas kilka cech wspólnych: 1 nie oglądanie się na osąd innych ludzi,   2. ciężka praca, praca, praca od zera 3. wiara – w siebie samego  oraz 4. bardzo ważne: REALNA OCENA swojej sytuacji – i o tym wszystkim za chwilę.


 Ale przedtem, napiszę coś mało popularnego. Jest coś, czego nie jestem w stanie zaakceptować, gdy rozmawiam z ludźmi o ich życiu, o pracy, której nie lubią itd… Czego? NARZEKANIA i zrzucania winy na: ten zły świat, na system, na politykę, na innych ludzi. Dziecko wychowane w domu, w którym rodzice ciągle narzekają: na swój los, na to że nie ma pieniędzy, na to jaki świat jest niesprawiedliwy – nasiąka tymi „prawdami” niczym roślina….i potem te obciążenia oddaje już jako dorosły człowiek innym ludziom. Moje tak niepopularne:) przesłanie brzmi: NIE JĘCZ!!! Nie jęcz człowieku, nie narzekaj, nie biadol – po prostu weź się do pracy…WEŹ SIĘ DO PRACY. Bardzo często ludzie postrzegają mnie jako dobry materiał na „wypłakanie się” O – ta mała blondyneczka, taka miła, uśmiechnięta, przyjazna – ona będzie świetnym ramieniem do wylania moich żalów…jakże są zdziwieni moją reakcją.  Nie ma we mnie zgody na jęczenie, na narzekanie, na zrzucanie winy – kogoś, kto próbuje przy mnie zrzucać za własne życie odpowiedzialność na cały świat, spotka od razu przykre rozczarowanie. W błyskawicznym tempie ściągam go na ziemię. Nie masz pieniędzy? To czemu palisz papierosy i masz na paznokciach hybrydy czy inne tego typu doklejki? Ludzie naprawdę biedni nie wydają swoich ciężko zarobionych pieniędzy na nałogi i zbytki. Nie masz pracy? A gdzie jej AKTYWNIE szukałaś? I od razu wyjaśniam – przeglądanie ogłoszeń o pracy w gazecie czy w necie to nie jest aktywne szukanie pracy. A już gdy słyszę, że „za takie pieniądze nie będę pracował -wole nic nie robić”…to czuję wewnętrzny bunt. Nie masz znajomych? A co robisz, by ich mieć? Jak dbasz o relacje z innymi ludźmi?

Jest tak naprawdę tylko jedno wytłumaczenie, które przyjmuję bez mrugnięcia okiem – ciężka choroba. To rzeczywiście trudność, z którą jest najzwyczajniej w świecie ciężko walczyć.


Wróćmy jednak do REALNEGO postrzegania swoich możliwości i określenia sytuacji. Gdy słyszę od mówców i wszelakich cudocouchów ( straszliwie dużo ostatnio ludzi, którzy twierdza, że wiedzą jak powinniśmy lepiej żyć, zauważyliście? ) teksty w stylu: ” nie analizuj, działaj” „nie sprawdzaj czy masz skrzydła po prostu skacz” ” nie myśl – ruszaj do boju”, to z jednej strony chce mi się śmiać, z drugiej zastanawiam się czy ktoś naprawdę w to wierzy.  Z trzeciej –  zaczynam rozumieć, dlaczego tak wiele zawodowych inicjatyw ludzi jest skazanych z góry na porażkę. Łatwo jest couchować innych namawiając na skakanie główką w dół, do pustego być może basenu, bo to nie ten namawiający będzie ponosił później tego skoku konsekwencje.  A tak naprawdę  może warto byłoby mobilizować ludzi, w oparciu o podstawy ekonomii i marketingu?,  a nie mrzonkowe widzenie biznesu i przedsiębiorczości?. Owszem – bardzo ważna jest w życiu odwaga, bardzo ważna jest w życiu inicjatywa, i sama chęć dokonania zmiany, ale równie ważne jak nie kluczowe jest przygotowanie i nie poddawanie się po pierwszym kryzysie. 

Najprostszy z możliwych przykład: czy gotując zupę, wkładasz do niej na chybił trafił co popadnie?, nie myśląc w ogóle o tym co robisz, tylko się ekscytując, że GOTUJESZ? Czy wrzucasz tam byle co?, byle jak?  – bez myśli, co chciałabyś uzyskać w efekcie końcowym? TO CZEMU NIBY MIAŁABYŚ tak robić z własnym życiem czy firmą? Jestem pierwszą, która będzie Was namawiać do zmian, do odważnych kroków, do życia w zgodzie ze sobą i zajmowania się tym, co kochacie – ALE PRZYGOTUJCIE SIĘ najpierw do tego. Nie otwierajcie 12tego takiego samego jak inne warzywniaka w okolicy, bo sami jesteście Wege i Eko i chcecie dać ludziom dobre jedzenie – bo powodzenie waszego biznesu będzie znikome. Nie rzucajcie pracy z dnia na dzień, bo „już cholera nie wtrzymam” – bo zostaniecie bez środków do życia. Nie liczcie na to, że uda Wam się utrzymać z tzw rękodzieła, bo w Polsce to mało realne. Niewiele znam osób, które z tego naprawdę żyją.

Jeżeli poważnie myślisz o tym, żeby to swoje życie zmienić – PRZYGOTUJ SIĘ DO TEGO. I zastanów co robisz najlepiej – czego być może nie potrafią inni. NIE POWIELAJ również INNYCH LUDZI – znajdź własną drogę.

Tak – wierzę, że można w życiu robić to co się kocha i co Cię najzwyczajniej w świecie JARA:), ekscytuje, napędza do dalszych działań, Ja tak żyję. I bardzo, bardzo cięzko na to pracuję. Ale nigdy nie podpiszę się pod stwierdzeniem by nie analizować tylko działać, by skakać w przepaść, nie sprawdzając czy ma się skrzydła. Jeżeli naprawdę chcesz żyć tak, by być szczęśliwym człowiekiem – UZBIERAJ pieniądze na swój biznes, albo je zdobądź w jakikolwiek ekonomicznie wytłumaczalny sposób, zaplanuj co chcesz robić i dlaczego, sprawdź jaka jest szansa na powodzenie tych działań, zrób rozeznanie rynku, sprawdź czy na Twoje usługi będą chętni, słowem – napuść wodę do basenu, i KUP TE SKRZYDŁA:):):) Proszę, kup sobie te skrzydła, a przed skokiem sprawdź jeszcze czy na pewno są na miejscu.

Podziel się...Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterEmail this to someone

Dziękuję za Twój komentarz.

19 komentarzy

  • comment-avatar
    Ela 30 września 2017 (01:02)

    Aśka, kurde, wszystko fajnie, ale napisałaś jedną ważną rzecz o dzieciństwie: jak rodzice podarują ci w spadku narzekanie, to potem w dorosłym życiu też narzekasz bo nie umiesz inaczej. Ludzie nie tylko z lenistwa są zgnuśniali, mają ograniczone możliwości działania, oni nie wiedzą ze mogą osiągnąć więcej i doganiać własne marzenia, bo nikt ich tego nie nauczył. Tak żyje większość ludzi, niestety. Nie znają lepszego świata, bogactwo dla nich jest – dla innych, dla lepszej kasty, piękne domy są dla innych, podróże, lepszy styl życia Polaków z Polski „A” – jakże często nie sięgamy po to bo sami się blokujemy, bo to jest zarezerwowane w naszym mniemaniu dla jakiś innych lepszy ludzi. W myśl głupiego przysłowia, że se tu zacytuję z przyjemnością, że” bogatemu to się nawet byk ocieli…” Znasz to? To bzdura! Uknuł to ktoś, kto próbował wytłumaczyć właśnie sobie własną niemoc, obojętnie z jakiego ona była powodu. Nie zgodzę się z Tobą do końca, że wszystko zależy od nas. Bo nie wszyscy mamy taki sam start. Ci, którzy mają gorszy – bieda, złę dzieciństwo, zawężony świat w dzieciństwie, muszą w dorosłym życiu najpierw zrozumieć to że blokują ich własne naleciałości z dzieciństwa, DOJRZEĆ do pewnego etapu, samoświadomosci, i dopiero próbować zaczynać świadome życie od zera. Niektórym nigdy się to nie udaje. Są wplątani w konwenanse, zależności, poczucie obowiązku itd. Czasem chęć CAŁKOWITEGO wyplątania sie z takich zależności oznacza właśnie skok na główkę do pustego basenu. Zobacz: Czerpiesz z życia garściami i masz w sobie odwagę – bo prawdopodobnie wniosłaś w swoje dorosłe życie te cechy z dzieciństwa. Nie każdy jest takim szczęściarzem . Niemoc życiowa i podejście asekuranckie, brak odwagi w podejmowaniu ryzyka nie zawsze wynika z lenistwa. Czasem naleciałości z dzieciństwa blokują dorosłych już ludzi i muszą się przebudzić, a czasem są zblokowani całe życie…pozdrawiam

    • comment-avatar
      Green Canoe 30 września 2017 (10:17)

      Elu – no mylisz się. Nie wniosłam tych cech z dzieciństwa. Na wszystko musiałam zapracować jako dorosły człowiek i wielu rzeczy się nauczyć, wiele spraw ze sobą samą obgadać, „załatwić”, zmienić. Wiele pracy włożyć w to – by było jak jest teraz i wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Masz rację – zły start, rodzina, która nie wspiera a tłamsi – może dużo utrudniać. Ale nie jest to – a przynajmniej nie powinno być, żadnym weryfikatorem naszego życia. I niestety ale wielu ludzi zgania bardzo duzo na „złe dzieciństwo” „niedobrych rodziców” i że ich ktoś czegoś nie nauczył – zamiast wziąć życie we własne ręce i sięgać po to po co chcą sięgać. Takie wymówki są dużo łatwiejsze niż ciężka praca ….

  • comment-avatar
    Barbara 15 maja 2017 (16:22)

    Dobry tekst, mądre uwagi. Wszystko, każdy pomysł musi mieć „ręce i nogi ” , wodę w basenie i skrzydła :)

    Co do myślenia ” co ludzie powiedzą” – to prawda – bo ludzie, niestety powiedzą … tylko trzeba być twardym i pewnym swego. A to nie jest takie proste.
    Kiedy, po wielu latach padła firma, w której pracowałam zostałam z pytaniem – co dalej?
    Przyznam,że nie bardzo miałam ochotę zaczynać od nowa, w nowej firmie, w tym samym zawodzie, który nie dawał zbyt wiele satysfakcji i wymiernych efektów. Ot, taki korporacyjny trybik.

    Skierowałam się do całkiem innego zawodu, w dziedzinie rolnictwa. Samodzielnie produkuję i sprzedaję. Proste przełożenie – ciężko pracuję na jak najlepszy produkt – i widzę efekt mojej pracy w postaci zadowolonego klienta, który wraca do mnie co roku. Pracuję na SWOJĄ markę i opinię.Jestem niezależna, samodzielnie dysponuję swoim czasem i finansami. I samodzielnie doświadczam porażek.
    Ale wielu znajomych ze starej pracy zdziwiło się, wielu patrzy na mnie z góry. Inni twierdzą,że się zawodowo zdegradowałam mimo,że w firmie byłam zwykłym szeregowym pracownikiem.Dla niektórych fakt,że przestałam się ubierać „wyjściowo” a paznokcie maluję tylko od wielkiego dzwonu już jest powodem, żeby patrzeć na mnie z lekką wyższością. I to bywa przykre.

    Na szczęście dobrych ludzi i przyjaciół wokół więcej :) A skórę trzeba mieć twardą , nie narzekać, iść do przodu i robić swoje :)

  • comment-avatar
    Ania 15 maja 2017 (13:28)

    Masz Joasiu rację w każdym drobiazgu. Sama po sobie widzę, że narzekanie nie zaprowadza mnie donikąd. Wiem jakie popełniłam błędy, wiem, że właśnie, tak jak to ujęłaś, „skoczyłam bez skrzydeł”. Trochę późno to dostrzegłam, lecz nie obwiniam nikogo, tylko siebie- bo za mało się do tego przygotowałam. Jednak mając już takie doświadczenie, wiem też, że w tej chwili będę jeszcze więcej pracować nad sobą i swoim biznesem, będę działać, a nie tylko gadać:) I najważniejsze, nie czekam już na efekt moich poczynań już na drugi dzień – na wszystko trzeba czasu. Ściskam mocno i dziękuję za ten wpis.

  • comment-avatar
    Ewa 15 maja 2017 (12:46)

    Zgadzam się, że wiele zależy od odważnej decyzji, tego czego naprawdę się chce i pragnie ale są też inne decyzje które nas powstrzymują od odważnej decyzji przekucia pasji w pracę. Mając rodzinę i zobowiązania trudniej zaryzykować prace na własny rachunek, zwłaszcza w sytuacji gdy nie ma się komfortu, że w okresie rozwoju firmy, kiedy jeszcze nie przynosi zysków a generuje koszty, na całą rodzinę zarobi mąż. Trudno zaryzykować nie opłacanie rachunków, zobowiązań wszelkiej maści… To często przeraża kobiety, które czuja sie odpowiedzialne za współutrzymanie rodziny.

  • comment-avatar
    Teńka 15 maja 2017 (12:34)

    Wow – super wpis… śledzę wszystkie „Czółnowe” posty – ale ten odcień zieleni uwielbiam ……aż napiszę coś :) Osobiście narzekanie odsuwam jak najdalej od siebie, choć wiadomo życie samo w sobie jest trudne- dużo w życiu złego mnie spotkało…. niektórzy w chwili narodzin są wybitnie naznaczania przez los… mając 15 lat zmarł po rozległym wylewie mój tato, mając 17 zmarła na białaczkę moja mamusia – strasznie to przeżyłam.., myślałam że gorzej nie może być…ale jakże może – kiedy sama zostałam mamą na „nie wiadomo co” zmarł mój mąż (29lat) a mój 3 tygodniowy synek stracił ojca. W mojej ocenia znaczenie ma jakimi ludźmi się otaczamy. Dzięki wsparciu życzliwych mi osób skończyłam studia, mam super etatową pracę (i ją lubię:), postawiłam mały domek przy lesie, kocham śpiew ptaków o poranku, pięknie kwitną tulipany, syn kończy gimnazjum z wyróżnieniem… Odsuwajmy od siebie malkontentów, wampirów energetycznych, itp. Mam garstkę przyjaciół..pewnych, sprawdzonych – wsparcie od nich jest siłą. I jeszcze jedno – cieszmy się z byle czego… póki błaha rzecz uwalnia endorfiny – jest dobrze! i tak trzymać. Pozdrawiam

  • comment-avatar
    Ewka 15 maja 2017 (08:49)

    Ciekawy, prawdziwy i mobilizujący post Asiu. Tak, z tym narzekaniem to prawda. Nie lubię gadek : wszyscy winni, tylko nie ja… Rozumowanie, że mam kasę, to używam ile się da.., człowieku zainwestuj, pomyśl dwa razy za nim wydasz na zbędne rzeczy. Moi znajomi często pożyczali pieniądze, bo im nie starczało i poszli po rozum do głowy: zrezygnowali z papierosów, podziwiam i szanuję ich za to.

  • comment-avatar
    Mariola 14 maja 2017 (23:12)

    Super post:))) Również dołączam się do poprzedniczek i z całego serducha dziękuję za Twój/ Twoje wpisy:))) Są znakomite i dająąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąą KOPAAALA:)))
    Pozdrawiam serdecznie
    Twa wierna podczytywaczka
    p.s. Czekam na dalsze:))))

  • comment-avatar
    Lorka 14 maja 2017 (20:41)

    a ja w koncu ( całkiem niedawno) odważyłam się robić to, o czym marzyłam w dzieciństwie, ale skutecznie mnie do tego zniechęcono.. Bo, no własnie.. z tego nie wyżyjesz, a jak się nie uda itepe itede.. uwierzyłam im ( w końcu to rodzice..) i potrzebowałam 30 lat by zrozumiec, że nie mieli racji..a nawet jeśli się nie uda, to przynajmniej jak już bede stara, to nie powiem,ze zaluję,ze nie spróbowałam:)

    • comment-avatar
      Green Canoe 14 maja 2017 (20:47)

      TRZYMAM KCIUKASY Z CAŁEJ SIŁY!!!!! Uda się, zobaczysz – uda się:) !!:)

  • comment-avatar
    Anna 14 maja 2017 (10:12)

    Wow! Bardzo dobry wpis droga Joanno. My Polacy mamy chyba w genach marudzenie i narzekanie – niestety. Jednak wydaje mi sie , ze nie wszyscy sa w stanie sie realizowac. Wynika to z wielu czynnikow – jak to moja mama mowi ” on/ona nic za to nie może”. Zgadzam sie jednak z tym, ze trzeba być pracowitym i nie poddawać sie z byle powodu ( ale to następna cecha, która należy posiadać – odwaga). Spotykam na swojej drodze wielu ludzi, i zaobserwowałam, ze same chęci, praca i wytrwałość nie zawsze starcza. Jeszcz potrzeba tkzw. Szczęścia . Jedno jest pewne, to jak wyglada nasze życie zależy od nas i marudzenie nie pomaga. Praca i to jakimi jesteśmy dla innych to wyznacznik sukcesu. Uśmiechajmy sie do innych, nie narzekajmy i pomagajmy, a będziemy szczęśliwsi . Pozdrawiam .

    • comment-avatar
      Green Canoe 14 maja 2017 (20:49)

      Aniu, myślę, że nie tylko Polacy tak mają…rzeczywiście u nas jednak to bardzo widać na każdym kroku. Nawet jak się komuś dość fajnie powodzi, to i tak spytany co słychać – zamiast cieszyć się z zycia, zaczyna narzekać, że cos tam się nie udało. I masz rację – odwaga i wiara w siebie samego ma tu kluczowe znaczenie.

  • comment-avatar
    Ania 14 maja 2017 (08:02)

    Prawda. Tak samo należy pamiętać, że praca na etacie może przynieść wiele satysfakcji, jeżeli kochasz to, co robisz. Pamiętam Twoje pierwsze posty na blogu, miło obserwować jak ładnie się to rozrosło. :)
    Ja podchodzę do jęczenia o kasę, politykę etc. ludzi zdrowych z irytacją. Moi rodzice walczą z nowotworem, stan Taty jest już bardzo poważny. Czasem zdarza mi się wypłakać na system, gdy odbijasz się od muru bezsilności. Jednocześnie pracuję zawodowo, właśnie zmieniłam pracę, by móc im lepiej pomagać, buduję dom, sprzedałam mieszkanie. Działam. Tylko działanie ma sens. Od narzekania nic się nie stanie magicznego… Ludzie tkwią w beznadziejnych związkach, pracy itp. bardzo często na własne życzenie. Są zdrowi, ale wolą zazdrościć innym i szukać wymówek niż samemu spróbować.

    • comment-avatar
      Green Canoe 14 maja 2017 (20:50)

      Tak- mama wielu znajomych na etatach, którzy najzwyczajniej w świecie lubią swoja pracę – ale wszyscy robią to co kochają:)
      Aniu życzę Twoim rodzicom wygranej z chorobą – i wszystkim Wam mnóstwa SIŁ na tą walkę. Sciskam Cie serdecznie.

  • comment-avatar
    Agnieszka 14 maja 2017 (00:32)

    Jak wiele znaczy dla mnie ten tekst! TOBIE wierzę, bo obserwuję Cię od dłuższego czasu na insta oraz czytam Twój blog (przepraszam, że tak zwracam się bezpośrednio do Ciebie, ale wiem, że tak lubisz) i wiem, że po pierwsze jesteś szczęśliwą osoba – to widać między słowami, w Twoim uśmiechu i w tembrze glosu, ktory jest jak lekarstwo na zle dni, po drugie jakosc tego, co robisz jest na takim poziomie, ze może osiągnąć to tylko osoba, która kocha to, co robi. Nie piszesz nic o talencie, który Ty akurat masz i myślę, ze gdyby to tylko było możliwe, rozdawalabys go garściami :) Proszę, pisz takie rzeczy częściej i gesciej, by nas pogonić z brakiem wiary w siebie i kompleksami, które tak nas hamują… Dziękuję, tak po ludzku za te słowa. Może obudzą niejednego niedowiarka ze snu… Pozdrawiam, życząc sił i wytrwałości w dążeniu do tego,co ważne. Ale Ty już o tym wiesz…

    • comment-avatar
      Green Canoe 14 maja 2017 (20:52)

      Aga – oczywiście, że mów mi na TY. Nie lubię dystansu miedzy ludźmi. na „Pani” muszą mi mówić jedynie ludzie, którzy chcą mnie obrażać:):):):) Z całego serca dziękuję Ci za te dobre słowa…I obiecuję, że postaram się pisać cyklicznie co niedzielę do Was :):):) Dla takich czytelników jak TY, warto zarywać nockę by to zrobić:) Uściski!!

  • comment-avatar
    Filipek70 13 maja 2017 (23:50)

    dobre cztery lata napełniam swój basen Asia :))))))))))))))))))) a skrzydła mam ledwie co opierzone :)))) no ale niedługo może skoczę i się nie utopię :))))…wniosek o dotację dziś wypełniłam :))) trzymaj kciuki :) fajny tekst podpisuję się obiema rękami …dołożyłabym do tego :miej szeroko otwarte oczy ,rozglądaj się i wypatruj szans które życie samo Ci podsuwa :)

    • comment-avatar
      Green Canoe 14 maja 2017 (20:53)

      DASZ RADĘ, kochana moja – DASZ RADĘ. Jestem dumna z Ciebie , nawet nie wiesz jak bardzo! :)

Skomentuj

Szanuję Twoją prywatność, Twój adres mailowy nie będzie widoczny.